Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biustonosz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biustonosz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2009

STYKOWA NIE MIAŁA W TRUMNIE BIUSTONOSZA

Tylu naraz starych ludzi, w jednym miejscu, to jeszcze nie widziałem. Zastanawiałem się: co ja robię między nimi? W większości to byli nauczyciele. Znałem ich osobiście lub z widzenia.
W kaplicy cmentarnej, gdzie była wystawiona trumna z ciałem Jadwigi Stykowej, nie pomieścili się wszyscy. Ja też wolałbym stać na dworze, ale stwierdziłem, że skoro obiecałem Stykowej sprawdzić, czy zostanie pochowana w ubraniu, które przygotowała sobie na śmierć, to powinienem to uczynić.

Ksiądz jeszcze nie rozpoczął mszy. Podszedłem do trumny na katafalku. Stykowa wyglądała jak za życia. Teraz wszyscy nieboszczycy w trumnach wyglądają dobrze, chyba że zostali zmasakrowani w wypadku samochodowym albo zginęli w płomieniach. Lecz wtedy nie wystawia się ich ciał na widok publiczny.
Tak, na oko, Stykowa miała na sobie garderobę, którą mi pokazywała gdzieś ponad miesiąc temu. Tylko że moje oko w sprawach ubrań jest zawodne. Bluzka taka czy inna, nie odróżniam. Z kolorami też mam kłopot. Marylka nigdy nie mogła się nadziwić, że dla mnie kolor granatowy i czarny to jeden i ten sam kolor. Marylka potrafiła odróżnić, i jeszcze znaleźć dla nich nazwę, kilkadziesiąt kolorów. Beżowy, hiacyntowy, bławatkowy, szkarłatny, seledynowy... Dla mnie czarna magia.

Z garderoby, którą nieboszczka Stykowa miała na sobie, potrafiłbym rozpoznać jedynie bawełniany biustonosz za 150 złotych. Jakoś zapamiętałem go dokładnie. Widocznie z bielizną mam mniej problemów. Wokół miseczek biustonosza była koronka (jeśli tak to się nazywa) przypominająca koniczynę. Taki delikatny wzorek.
Dłonie Stykowej, złożone na wysokości brzucha, oplatał różaniec. Książeczka modlitewna leżała obok głowy. Bluzka Stykowej była zapięta pod szyją. Żadnej szczeliny, przez którą dałoby się dojrzeć biustonosz. Stałem nad Stykową i nie wiedziałem jak się wywiązać z danej jej obietnicy, że sprawdzę w czym została pochowana. Nagle zrobiło się dla mnie ważne, żeby jej nie zawieść w tym względzie. No, starzy powinni sobie pomagać.

W kaplicy zrobiło się cicho. Spojrzałem na ludzi. Wszystkie oczy utkwione były we mnie. Pomyślałem, że muszę wyglądać jak ktoś, kto jest szczególnie zrozpaczony śmiercią Stykowej. Kochanek? Siedząca w pierwszym rzędzie od trumny córka Stykowej, Luśka, przyglądała mi się badawczo, najwidoczniej zaskoczona moim zachowaniem. Luśka wiedziała, że jej matki nie darzyłem zbytnią sympatią.
Postanowiłem zrobić to szybko, żeby mieć z głowy i nie być dalej głównym obiektem zainteresowania w kaplicy. Odpiąłem guzik bluzki Stykowej i odchyliłem materiał. Zobaczyłem gołą pierś.
Luśka podbiegła do mnie i krzykliwie zapytała:
- Panie profesorze, co pan robi?
- Sprawdzam, czy ma biustonosz - odrzekłem.
- Czy pan zgłupiał? Do nieboszczki się pan dobiera? - wrzeszczała Luśka. - Trzeba było to robić za jej życia.
- Luśka, uspokój się. Twoja matka prosiła mnie o to.
- Matka prosiła, żeby pan ją w trumnie obmacywał?
- Bała się, że jej zabierzesz biustonosz - wyjawiłem wprost. - I miała rację. Pochowałaś ją bez biustonosza.
- Ludzie, profesor zwariował - Luśka obejrzała się za siebie, do ludzi w kaplicy. - Zabierzcie go stąd!
- Oddaj matce biustonosz. Na pewno masz go na sobie. Pokaż. Wiem jak wyglądał - chciałem i Luśce rozpiąć guzik bluzki.
- To zboczeniec! Ratunku! - zaczęła krzyczeć.
W kaplicy zrobił się rwetes. Kilku mężczyzn, pewnie z rodziny Stykowej, chwyciło mnie pod ręce i wyprowadziło, czy raczej wyniosło z kaplicy. Trzymali mnie, aż przyjechała policja.

Policjanci zawieźli mnie na posterunek w Nowej Hucie. Puścili po dwóch godzinach przesłuchania.

Nigdy nie lubiłem i nie lubię pogrzebów. A jutro pogrzeb Arnolda Somera.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

TRZY ŚMIERCI

Zmarła Jadwiga Stykowa, sąsiadka z drugiego piętra kamienicy, ta, która miała przygotowany komplet na śmierć, czyli ubranie, w jakim chciała być pochowana.

Wracam ze sklepu, a tu na drzwiach kamienicy klepsydra. Stykowa, okazało się, była w moim wieku, a cały czas myślałem, że jest starsza ode mnie. Kilka dni wcześniej spotkałem ją na podwórzu. Powiedzieliśmy sobie:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
I tyle. Nie przepadaliśmy za sobą. Gdybym wiedział, że to jest nasze ostatnie spotkanie, że za kilka dni ona będzie leżeć w kostnicy... To co? Rozmawiałbym dłużej? Pocieszałbym? Mówiłbym, że się niedługo spotkamy? Bez sensu. Dobrze, że nie powiedziałem Stykowej nic złośliwego, w rodzaju, że pięknie pani wygląda w tej nowej fryzurze. Nie miała nowej fryzury, tylko ewidentnie zapomniała się uczesać. Gdybym napomknął Stykowej o fryzurze, ona uświadomiłaby sobie, że szła ulicą, pewnie do kościoła i z powrotem, rozczochrana jak straszydło. Właściwie to dziwne, że nie wyskoczyłem z żadną złośliwością na widok fryzury Stykowej, bo w takich sytuacjach język mam szybszy niż myśl. Dzisiaj byłoby mi głupio, że tamtego dnia źle wpłynąłem na jej samopoczucie.

Przypomniałem sobie, że obiecałem Stykowej przyjść na jej pogrzeb i, gdy będzie leżeć w otwartej trumnie, sprawdzić, czy ma na sobie ubranie, w którym chciała być pochowana. Pójdę na pogrzeb i sprawdzę. Cmentarz w Batowicach, za tydzień.
Czarna bluzka, halka, czarne buty i czarny, jedwabny biustonosz za 150 zł. Chyba dobrze zapamiętałem. Tylko jak sprawdzę, czy ma ten sam jedwabny biustonosz. Musiałbym rozpiąć bluzkę.

W domu otworzyłem "Dziennik Polski" na stronach, gdzie znajdują się klepsydry, i od razu rzuciło się mi w oczy: ARTUR SOMER, zmarł po długiej chorobie. To mi przypomniało, że trzeba się zaopatrzyć w następną porcję pigułek nasennych, żeby nie umierać tak długo i tak brzydko jak Artur. Pogrzeb Somera dzień później niż pogrzeb Stykowej. Też pójdę.

Dawniej zaczynałem czytać gazety od pierwszych stron, gdzie wielka polityka i duże skandale, albo od ostatnich stron, gdzie wydarzenia sportowe. Nie wierzcie starym, gdy mówią, że nie zaglądają na strony gazet z powiadomieniami o śmierci. Ja też to mówię. Niektórzy odczuwają satysfakcję, że wcześniej od nich zmarł ktoś, komu powodziło się lepiej, zrobił większą karierę, w ogóle miał większego farta w życiu. Czy odczuwam tego rodzaju satysfakcję? Bronię się przed tym, ale coś takiego krąży mi gdzieś na obrzeżach mózgu.

Żona Artura na pewno chce, żeby na jego pogrzeb przyszło jak najwięcej ludzi. I mnie byłoby przykro, gdybym widział że nad moim grobem, w dniu pogrzebu, stoi garstka ludzi. Mam nadzieję, że na pogrzeb znanego w dzielnicy profesora Trzaskę, a później profesora "złotą rączkę", przyjdzie trochę więcej ludzi niż garstka. Przynajmniej Tomkowi nie będzie głupio, a Maciek i Miron, moi niedawno ujawnieni syn i wnuk, pomyślą, że może byłem nienajgorszym człowiekiem, skoro tyle osób przyszło odprowadzić mnie w ostatniej drodze.

Ciekawe, czy z Ameryki przyleci Katarzyna? Jeśli jednak umrę w czasie, gdy ona będzie się wybierać na urlop na przykład do Egiptu, to nie przyleci do Polski. Będzie zła, że stwarzam jej taki psychiczny dyskomfort. Pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu opłacony, a ja, jak zwykle jej zdaniem, robię coś głupiego, co miesza w jej uporządkowanym życiu. Przyleci do Polski później, po powrocie z Egiptu, i zamówi mi ładny grobowiec za kilka tysięcy dolarów.

Jeszcze jedno znane mi nazwisko na stronie z klepsydrami. Ale bez przesady. Nie będę codziennie chodził na pogrzeb. Poza tym akurat ten gość był draniem i powinien dużo wcześniej umrzeć, wówczas parę osób miałoby spokojniejsze życie.