Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benedyktyni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benedyktyni. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 grudnia 2009

KATOLICKI SEX-SHOP

Ulice Krakowa wystrojone na Boże Narodzenie. To święto już całkiem przemieniło się w komercyjne wydarzenie. Grota czy stajenka w Betlejem odchodzi w zapomnienie. Teraz Boże Narodzenie to głównie pretekst do zwiększonych zakupów. Sami księża już nie przypominają o wypędzeniu przez Chrystusa kupców ze świątyni w Jerozolimie, bo sami stali się takimi kupcami.

Wspominałem, że przestałem jeździć do ulubionego przeze mnie klasztoru Benedyktynów w Tyńcu. Benedyktyni otworzyli tam restaurację, hotel, sprzedają benedyktyńskie przetwory owocowe i napoje korzenno-ziołowe (30-40% alkoholu). Kwestia czasu, a otworzą katolicki sex-shop. Jakiś biskup, za odpowiedni procent od dochodu, pozwoli przybijać pieczęć "imprimatur" na różnych gadżetach w takim sklepie.
Można puścić wodze wyobraźni... Ileż mamy pięknych malunków ze świętymi, kobiety i mężczyźni. Wiadomo, że niektórzy z nich, nim zaczęli żyć na miarę świętych, byli takimi samymi grzesznikami jak ja. Wystarczy wspomnieć św. Augustyna, który zanim został biskupem Hippony miał nieślubne dziecko.
"Wyznania" św. Augustyna to jedna z książek, dzięki której stałem się mocno wierzącym w Boga i w wydarzenia opisane w "Ewangeliach". "Kochaj i rób co chcesz" - to słynne powiedzenie św. Augustyna.

Nie jestem ortodoksą religijnym, wręcz przeciwnie. Ale nie chciałbym widzieć katolickiego sex-shopu, a w nim (także można zamówić przez internet): "bicz pokutniczy", "łoże św. Madeja", "skórzane slipy św. Franciszka" (biegał na golasa ulicami Assyżu), czy stringi św. Faustyny. Gdybym chciał się ujawnić jako stary świntuch, wymyśliłbym mocniejsze nazwy. Lecz zastrzegam, że w tej dziedzinie benedyktyni nie mają co liczyć na współpracę ze mną.
Ojcze Leonie, jak mogłeś na to pozwolić? Przecież nie umieraliście z głodu. Benedykt z Nursji w niebie się przewraca.

środa, 9 września 2009

WYKRYWACZ GRZECHÓW

Dzisiaj odezwało się echo z pikniku w Tyńcu, gdzie bawiłem u znajomych i gdzie młodzi wzięli mnie za matuzalema. Przypomnę dwudziestoparoletnim szczeniaczkom (piszę "przypomnę" przez kurtuazję, bo pewnie dopiero w tej chwili się dowiedzą), że prawdziwy, znany z księgi Genesis patriarcha Matuzalem, żył 969 lat, a w 195. roku życia został ojcem Lamecha. Młodzi dziwili się, że mają obok siebie faceta, który żył, gdy żył jeszcze Stalin, Mao Ce-Tung, kiedy Indie były jeszcze angielską kolonią, a na Mont Everest-cie nie stanęła ludzka stopa. Dziwili się, ale ostatecznie uwierzyli, że wtedy żyłem, po przeliczeniu lat i porównaniu na komputerowym kalkulatorze. Natomiast wątpili, gdy powiedziałem, że widziałem cesarza Franciszka Józefa I na balu w Sukiennicach krakowskich w 1880 roku. Niedowiarki!

To dygresja, bo echo z pikniku dotyczyło zupełnie czego innego. Gospodarz domku letniego w Tyńcu, Stasinek, z wyrzutem powiedział mi przez telefon, że jego posunięta w latach ciotka przestała chodzić na msze do kościoła Benedyktynów, i że, bo to tutaj najważniejsze, przestała chodzić na msze przeze mnie.
- Przeze mnie? - byłem zdumiony.
Nie znajdowałem związku pomiędzy mną a uczestnictwem lub nie uczestnictwem ciotki Stasinka w nabożeństwach religijnych.
- A tak, Karol. Przez ciebie - potwierdził Stasinek. - Powiedziałeś ciotce, że Benedyktyni przesadzają z przystosowywaniem się do reguł życia kapitalistycznego, bo nie dość, że w budynkach klasztornych otworzyli restaurację i hotel, to na dodatek w bramie kościoła umieścili psychoelektroniczny wykrywacz grzechów.
- Tak powiedziałem? - zdumiałem sie jeszcze bardziej (czerwone wino!).
- Mówiłeś, że sam padłeś ofiarą tego wynalazku. Wchodziłeś do kościoła, a tu głośne "pii, pii, pii" i jednocześnie obok otworzyła się furtka, która prowadziła wprost do konfesjonału.
- To trzeba było wytłumaczyć ciotce, że jeśli nawet tam jest wykrywacz grzechów, to jej to nie dotyczy, bo ten wykrywacz wykrywa tylko grzeszników. Przecież ona cały wieczór przesuwała paciorki różańca i mruczała zdrowaśki.
- Ona się boi, że ten automat się zepsuje i zacznie na nią piszczeć i co ludzie, a zwłaszcza jej ukochany ojciec Leon, sobie pomyślą. Chce natychmiast wracać do domu. Aleś, Karol, narobił.
- Zaraz, zaraz, mój drogi. - Coś mi się przypomniało. - Przecież narzekałeś, że ciotka siedzi u ciebie już cały miesiąc i odstrasza znajomych. Powinieneś mi podziękować, a nie mieć pretensje.
- Niby tak, ale ona... Pamiętasz, co ci mówiłem?
- O testamencie ciotki?
- Właśnie. Nie chciałbym aby odjeżdżała ze złymi wspomnieniami z pobytu u nas.
- To weź ją do kościoła i przy niej przejdź przez drzwi kilka razy tam i z powrotem. Sama się przekona, że nic nie piszczy, a na pewno nie myśli o tobie, że jesteś świętym.
- Wręcz przeciwnie.
- Wtedy będzie mieć pewność, że nie ma tam żadnego wykrywacza grzechów.
- Ale jesteś przekonany na sto procent, że nie ma? Bo ci Benedyktyni rzeczywiście zrobili sie bardzo nowocześni. Słyszałem, że mają w klasztorze pracownię komputerową, siłownię, basen, takie rzeczy.

Co miałem na to odpowiedzieć? Przysięgać na Boga, że nie mają? A jakby sie okazało, że jednak mają? Wyszedłbym na krzywoprzysiężcę. Więc powiedziałem mu po prostu:
- Stasinek, nie bądź głupi.