<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520</id><updated>2012-02-22T02:30:44.359-08:00</updated><category term='Żydzi'/><category term='pęcherzyk żółciowy'/><category term='turniej szachowy'/><category term='&quot;Olin&quot;'/><category term='depresja'/><category term='piękne wnętrze'/><category term='PIT'/><category term='poker'/><category term='Duży Format'/><category term='Szarapowa'/><category term='bluzka'/><category term='Nadwiślan Kraków'/><category term='Mao Ce-Tung'/><category term='Dama z Łasiczką.'/><category term='przechowalnia psów'/><category term='Józef Oleksy'/><category term='ketoprom'/><category term='Marian Zacharski'/><category term='Egipt'/><category term='tenis'/><category term='adrenalina'/><category term='zootechnik'/><category term='antysemita'/><category term='pogrzeb'/><category term='przechowalnia rowerów'/><category term='USG jamy brzusznej'/><category term='psy'/><category term='ZUS'/><category term='biustonosz'/><category term='rower górski'/><category term='Tyniec'/><category term='czyraki'/><category term='Stalin'/><category term='Kobierzyn'/><category term='Wawel'/><category term='pieniądz'/><category term='Karol Marks'/><category term='Jolka'/><category term='rowery'/><category term='nieboszczyk'/><category term='mumie'/><category term='gruczoł krokowy'/><category term='o. Leon'/><category term='Benedyktyni'/><category term='filosemita'/><category term='Auschwitz'/><category term='kaplica cmentarna'/><category term='Krupnicza 22'/><category term='ojciec Leon'/><category term='siostry Radwańskie'/><category term='&quot;Dziennik Polski&quot;'/><category term='Benedykt z Nursji'/><category term='halka'/><title type='text'>Emeryt polski</title><subtitle type='html'>emeryt polski, emeryt krakowski, emerytura, problemy emeryta w Polsce, polscy emeryci</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>112</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2883988277283552013</id><published>2011-05-01T05:01:00.000-07:00</published><updated>2011-05-01T05:39:48.980-07:00</updated><title type='text'>CZARNY, CHIŃSKI ATRAMENT I KONIEC</title><content type='html'>Kupiłem czarny, chiński atrament w sklepie papierniczym. I w drodze do domu zostawiłem go w sklepiku z prasą "Kolporter". Zdałem sobie z tego sprawę dopiero w nocy, gdy chciałem napełnić pióro atramentem. Następnego dnia poszedłem do "Kolportera" i mówię, że wczoraj zostawiłem tutaj atrament i chciałbym go wziąć. Sprzedawczyni na to, że nie było żadnego atramentu. Jak nie było, jak było, myślę sobie, ale delikatnie naciskam, że na pewno zostawiłem. Ona, że nie i nie. W takim razie, postanowiłem ze złością, ja cię babo urządzę, tak, że już nigdy nikomu nie zabierzesz atramentu.&lt;br /&gt;Zadzwoniłem na policję. Odebrał oficer dyżurny. Mówię zdenerwowany:&lt;br /&gt;- Chciałem zgłosić przywłaszczenie mojego mienia w postaci towaru produkcji chińskiej. Tylko nie wiem, czy muszę przyjść osobiście na posterunek policji, czy policja przyśle do mnie ekipę dochodzeniowo-śledczą.&lt;br /&gt;- Zaraz, zaraz, nie tak szybko - oficer dyżurny usiłował mnie uspokoić. - Czy ten towar został legalnie sprowadzony z Chin? I ma pan na to dokumenty?&lt;br /&gt;- Zakupiłem jak najbardziej legalnie. Mam paragon - oświadczyłem.&lt;br /&gt;- Ile było tego towaru? TIR? Wagon kolejowy?&lt;br /&gt;- Znacznie mniej.&lt;br /&gt;- A dokładnie?&lt;br /&gt;- Butelka atramentu.&lt;br /&gt;- Jaka butelka? - zdziwił się policjant.&lt;br /&gt;- Taka butelka w jakich atrament sprzedają - powiedziałem ze złością na policjanta, że taki nierozgarnięty.&lt;br /&gt;- Nie wiem w jakich butelkach atrament sprzedają. Niech mi pan powie, jaka jest wartość tego atramentu?&lt;br /&gt;- No, grubo ponad sześć złotych.&lt;br /&gt;- Sześć złotych? - policjant zdziwił się jeszcze bardziej niż przed chwilą.&lt;br /&gt;- Ale to nie jedyna moja strata. Przez noc nie mogłem nic napisać, bo nie miałem czym, i straciłem drugie sześć złotych, albo nawet i siedem, bo ja żyję z pisania książek.&lt;br /&gt;- Panie! Panie! - ze złością odezwał się policjant, nie wiem dlaczego. - Niech pan idzie do sklepu i kupi sobie drugi atrament.&lt;br /&gt;- Kiedy nie mam pieniędzy.&lt;br /&gt;- To niech pan zarobi! - rozdarł się.&lt;br /&gt;- Jak mam zarobić, kiedy właśnie ukradziono mi to, czym zarabiam. Atrament to moje narzędzie pracy.&lt;br /&gt;- Panie, ja jednak przyślę do pana kilku policjantów.&lt;br /&gt;- Trzeba było tak od razu, panie oficerze - ucieszyłem się i już sobie wyobraziłem, jaką będzie mieć miną sprzedawczyni z "Kolportera", gdy przyjdę do niej z grupą policjantów.&lt;br /&gt;A on dodał:&lt;br /&gt;- I jak oni panu przyleją pałami, to się panu odechce wydzwaniać z głupotami na policję - i odłożył słuchawkę.&lt;br /&gt;Z oburzenia aż nie mogłem nabrać oddechu. Wiele razy słyszałem o lekceważeniu obywateli przez policję, a teraz doświadczyłem tego na własnej skórze. Nie popuszczę. Napiszę skargę do Komendy Wojewódzkiej Policji i do Komendy Głównej. A jeśli i oni nie postąpią właściwie, nie ujmą się za mną i nie odbiorą z "Kolportera" mojego atramentu, napiszę skargę do Strasburga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to jest koniec bloga EMERYT POLSKI. Wcześniej zamierzałem, właśnie na koniec, opisać w jak perfekcyjny sposób popełnił samobójstwo Karol Trzaska, czyli Emeryt Polski. Ale uznałem, że byłoby to jak instrukcja obsługi dla innych samobójców. A nie każdy, kto "popełnia" samobójstwo, chce naprawdę umrzeć. Sposób Karola Trzaski nie daje możliwości odwrotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników.&lt;br /&gt;Ryszard Sadaj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2883988277283552013?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2883988277283552013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/05/czarny-chinski-atrament-i-koniec.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2883988277283552013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2883988277283552013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/05/czarny-chinski-atrament-i-koniec.html' title='CZARNY, CHIŃSKI ATRAMENT I KONIEC'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2510447223506638608</id><published>2011-04-20T09:23:00.000-07:00</published><updated>2011-04-20T09:53:14.044-07:00</updated><title type='text'>PRZEDOSTATNI  WPIS</title><content type='html'>Pani Kazimiera ma rację.&lt;br /&gt;Rzeczywiście, po śmierci Emeryta, czyli Karola Trzaski, chyba nie ma sensu tutaj pisać. Szkoda, że tak się stało, jak się stało. Przyzwyczaiłem się do tego starszego mężczyzny. Sądziłem, że Karol jeszcze jakiś czas, rok przynajmniej, pożyje i może wreszcie mu się trafi jakaś naprawdę piękna młódka. I to mogłoby być zwieńczeniem jego życia. A tu klops. Choć powinienem się spodziewać, kiedy po śmierci swojej kochanej Marylki zaczął gromadzić tabletki nasenne, że na serio myśli o odebraniu sobie życia. Ale tak jest, że kiedy się kogoś mocno lubi, to nie zauważa się jego wewnętrznych przemian (jak nie zauważa się, że ukochana kobieta czy mężczyzna starzeje się). Też nie zauważa się przemian u kogoś, kogo się nienawidzi, i u tego, który jest nam obojętny. Człowiek, tam głęboko w środku, zawsze jest samotny i zdany na siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie Karola, za wyjątkiem jego miłości do Marylki, nie było konsekwentne - w tym sensie, że nie dążył uparcie do realizacji swoich celów (choćby pomnik myszy), także wiele było chaosu w jego związkach z kobietami, nie zabiegał o scementowanie swojej rodziny (zdaje się, że przez swoje dzieci i wnuki, oprócz Maćka, nie był nazbyt kochany), nie skończył powieści o Chrystusie. Właściwie jego życie to była prowizorka (podobnie jak życie większości z nas).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym tylko był konsekwentny. Swoją śmierć zaplanował w szczegółach i zrealizował według planu krok po kroku. To jedno udało mu się w życiu zrobić od a do z. To był naprawdę majstersztyk. Nie mógł nie umrzeć, nawet gdyby w czasie realizowanego samobójstwa nastąpiło trzęsienie ziemi, spadł samolot na kamienicę, wybuchł pożar (bo wtedy mogliby go uratować strażacy), nawet gdyby go odwiedziła zmartwychwstała Dama z łasiczką. Gdy zrobił pierwszy krok nic go już nie mogło ocalić. Tylko ja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2510447223506638608?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2510447223506638608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/04/przedostatni-wpis.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2510447223506638608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2510447223506638608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/04/przedostatni-wpis.html' title='PRZEDOSTATNI  WPIS'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8019130175648882706</id><published>2011-04-06T05:30:00.000-07:00</published><updated>2011-04-06T06:24:53.636-07:00</updated><title type='text'>BICIE SIĘ W PIERSI I PO GĘBIE</title><content type='html'>Żona ma do mnie żal, że co ja osioł i drań narobiłem, wywołałem niedobre emocje, skłoniłem ludzi do smutku, gadała, że jestem oszustem, bo się podszyłem pod życie innego człowieka, któremu na dodatek nie dałem na starość żyć w miarę szczęśliwie i dłużej, tylko uśmierciłem go. No i przy okazji nie omieszkała dodać, że jestem głupszy i wredniejszy niż ona sama myślała. Na koniec oznajmiła, że jeśli kiedykolwiek jeszcze chcę być przez nią czule pogłaskany, i w ogóle te rzeczy, to muszę wszystko odkręcić i napisać, jak jest naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję, po komentarzach po informacji, że Emeryt nie żyje, zrobiło mi się głupio. Poczułem się rzeczywiście jak oszust.&lt;br /&gt;A naprawdę to Karol Trzaska żyje, bo Karol Trzaska to ja, tylko trzydzieści lat później. Maciek, mój wnuk, to też ja, tylko czterdzieści lat wcześniej. Moja kochana Marylka, która nim zmarła długo chorowała na schizofrenię, też ja. Ryszard Sadaj, znajomy pisarz Karola, to też ja i to ten chyba najprawdziwszy. Bo Sadaj jest realnym pisarzem, autorem kilkunastu powieści, któremu, gdy pisze książkę, to się wydaje, że jest opisywanym przez siebie bohaterem. I stąd to całe, nie wiem jak nazwać, nieporozumienie?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członkowie jury wydawnictwa ZNAK (konkurs na najlepszą powieść w 2000 roku), gdy nagrodzili książkę Sadaja ŁAWKA POD KASZTANEM, byli przekonani, że jej autorem jest kaleka poruszający się na wózku inwalidzkim, bo bohaterem powieści jest chłopak na wózku inwalidzkim. Ale to nic, że krytycy tak myśleli (czytelnik mógł ulec sugestii), ale ja sam, piszą ŁAWKĘ POD KASZTANEM, miewałem chwile, że bałem się zejść z kanapy, aby się nie przekonać, że mam bezwładne nogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kiedy pisałem "babską" historię TERAPIA PAULINY P. zacząłem sobie czernić brwi i malować paznokcie u nóg (u nóg, żeby nie było widać na ulicy). Jeśli dodam, że przymierzałem podpaski, to pewnie nikt nie uwierzy, jak i w to, że zacząłem się oglądać za chłopami, mimo że jestem stuprocentowym hetero. Tak jednak było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy z kolei zacząłem pisać blog EMERYT POLSKI, to w ciągu dwu miesięcy postarzałem się o dwadzieścia lat. Przestałem grać w tenisa, garbiłem się, w czasie picia herbaty nie wyjmowałem łyżeczki ze szklanki, a żona może poświadczyć, że widziała mnie na ulicy z niedopiętym rozporkiem. I jeszcze to, że podobały się mi coraz młodsze kobiety, a właściwie nie kobiety, tylko dziewczęta, siuśki takie, podobnie jak podobały się Karolowi Trzasce. I to ostatnie, niestety, chyba mi się utrwaliło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia moja powieść BAR NA KOŃCU ŚWIATŁA to rzecz o facecie, który chce się zemścić na polityku. Ów polityk w perfidny sposób wpakował bohatera do więzienia na piętnaście lat (wyszedł jednak po czterech latach, bo okazało się, że jest niewinny). Wtedy, pisząc BAR, butami rzucałem w telewizor, gdy na ekranie byli politycy, tak ich nienawidziłem. Trochę z tamtejszej nienawiści zostało mi do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle na moje usprawiedliwienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz zabieram się do pisania powieści o Chrystusie, który ponownie jako człowiek pojawił się na ziemi, tu i teraz, w Krakowie w 2011 roku. I zastanawiam się, czy aby nie zrobią mi się stygmaty na dłoniach i stopach, albo, czy nie będę usiłował dokonać jakiegoś cudu. A jeśli udałby mi się cud? To będzie znaczyć, że zwariowałem?, czy, że jestem Synem Syna Boga? Widzicie, już mnie ponosi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli miałbym dalej pozostać w tym blogu, to powinienem teraz pisać o sobie, takim jakim jestem. Tylko że sam Sadaj to w istocie osoba mało ciekawa i z wieloma przyziemnymi przywarami. Właściwie to Sadaj zupełnie się nie podoba pisarzowi Sadajowi, który nigdy kogoś takiego nie uczyniłby bohaterem swojej opowieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak rozdzielić jednego Sadaja od drugiego? Pierwszy to nudny facet, któremu nic się nie chce robić, oprócz picia piwa i grania w kasynie na idiotycznych maszynach, który nie ma nic ciekawego do powiedzenia i któremu, w gruncie rzeczy, już się żyć nie chce. Drugi to łgarz, który ciągle się za kogoś przebiera, wymyśla historie i żyje w wydumanym świecie.&lt;br /&gt;Który z nich powinien "ciągnąć" ten blog? Jeśli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8019130175648882706?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8019130175648882706/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/04/bicie-sie-w-piersi-i-po-gebie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8019130175648882706'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8019130175648882706'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/04/bicie-sie-w-piersi-i-po-gebie.html' title='BICIE SIĘ W PIERSI I PO GĘBIE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5843957603821903219</id><published>2011-04-05T06:30:00.000-07:00</published><updated>2011-04-05T06:35:10.447-07:00</updated><title type='text'>DZIADEK NIE ŻYJE</title><content type='html'>To, co teraz, jest pisane przeze mnie: Maćka, wnuka Karola Trzaski. Dziadek umarł osiem dni temu. Miał 88 lat.&lt;br /&gt;Znam hasło do bloga "Emeryt polski", bo ja dziadkowi ten blog założyłem.&lt;br /&gt;Ojciec powiedział, żebym tylko powiadomił, że dziadek umarł. Ale ja uważam, że tym ludziom, którzy czytali blog dziadka, można powiedzieć, w jaki sposób dziadek umarł. Porozmawiam o tym z ojcem, muszę mieć jego zgodę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5843957603821903219?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5843957603821903219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/04/dziadek-nie-zyje.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5843957603821903219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5843957603821903219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/04/dziadek-nie-zyje.html' title='DZIADEK NIE ŻYJE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8307376067374783467</id><published>2011-03-23T12:42:00.000-07:00</published><updated>2011-03-23T12:50:27.206-07:00</updated><title type='text'>NIEZADOWOLONY  WNUK</title><content type='html'>Znowu mnie dopadło. To się dzieje coraz częściej, odkąd umarła Marylka. Telefon wyłączony, domofon wyłączony, dzwonek do drzwi wyłączony. Nawet telewizora nie włączałem. Trwałem w czymś w rodzaju półsnu i, właściwie, tak mi było dobrze. Czułem, że mógłbym tak trwać do samego końca.&lt;br /&gt;I nagle, trzeciego czy czwartego dnia ciszy i półsnu, słyszę głośne dobijanie się do drzwi, i po chwili grzmot, jaki towarzyszy wyważaniu drzwi. Wpierw do pokoju wbiegło dwóch strażaków w hełmach, za nimi policjant, za policjantem lekarz w zielonym fartuchu, za lekarzem moi synowie Tomek i Miron, a za nimi czterech wnuków, trzech z Warszawy i jeden z Krakowa.&lt;br /&gt;- Mówiłem, że dziadek będzie żył - powiedział, ale z zawodem w głosie, jeden z moich warszawskich wnuków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8307376067374783467?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8307376067374783467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/03/niezadowolony-wnuk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8307376067374783467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8307376067374783467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/03/niezadowolony-wnuk.html' title='NIEZADOWOLONY  WNUK'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4990392982466120289</id><published>2011-03-05T15:08:00.000-08:00</published><updated>2011-03-05T16:02:04.490-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;Olin&quot;'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marian Zacharski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Józef Oleksy'/><title type='text'>GDZIE JEST "OLIN"?</title><content type='html'>Tydzień siedziałem nad dwiema książkami Mariana Zacharskiego: "Nazywam się Zacharski" i "Rosyjska ruletka". Marian Zacharski to najlepszy, po ostatniej wojnie, pracownik polskiego wywiadu. Nie jest przesadne, co powiedzieli niektórzy, że zdobyte przez Zacharskiego najnowocześniejsze technologie wojskowe trochę zrównoważyły siły Zachodu i Wschodu, jak wtedy dzielił się świat. Co prawda, później się okazało, że do żadnej równowagi zbrojeń nie doszło, bo komuniści nie potrafili wykorzystać technologii dostarczonej przez Zacharskiego. Ale wtedy ważne było iż Amerykanie wierzyli, że polski szpieg (patrząc na Zacharskiego z ich strony) wojskowo wzmocnił Rosjan, którym polski wywiad sprzedawał dokumentację zdobytą przez Zacharskiego. W Polsce nie było nikogo, kto by te "papiery" rozumiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce "Nazywam się Zacharski" jest opisane, jak Marian Zacharski pracował w USA, w jaki sposób doszło do jego schwytania. Został skazany na dożywocie. W amerykańskim więzieniu przesiedział cztery lata, po czym wymieniono go (na słynnym "moście wymiany szpiegów" w Berlinie) na 21 agentów pracujących dla Zachodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce "Rosyjska ruletka" Marian Zacharski pracuje głównie przeciwko Rosjanom, którzy w Polsce pozostawili wielu agentów na wysokich stanowiskach w administracji, wojsku, w różnych służbach specjalnych. W tej pracy całkiem przypadkowo trafił na "Olina", którym okazał się być Józef Oleksy. I zaczęło się! W Polsce akurat władzę przejmowała lewica, ta wywodząca się z PZPR. Prezydent Kwaśniewski, premier Oleksy. To, co się wówczas działo (po posądzeniu Oleksego o szpiegostwo na rzecz Rosji) najlepiej nazwać jednym słowem: kurewstwo. Trzeba przeczytać "Rosyjską ruletkę", żeby zrozumieć, że miałem prawo użyć tego słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacharski, po powrocie z amerykańskiego więzienia hołubiony przez polskie władze, mianowany generałem i szefem wywiadu (tym ostatnim na bardzo krótko), mający następne sukcesy wywiadowcze, w 1996 roku z dnia na dzień musi opuścić Polskę i wyjechać na emigrację. Przegrał w "sprawie Oleksego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Józef Oleksy? W 1999 roku on przegrał proces lustracyjny, bo zataił współpracę z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym (polskim, dla ścisłości). Wcześniej przez kilkanaście lat przyjaźnił się z Ałganowem, najskuteczniejszym rosyjskim agentem w Polsce. I chociaż koledzy Oleksego wiedzieli, kim jest Ałganow, to ten bidula, Oleksy, mimo że szkolony w AWO, nie miał o tym zielonego pojęcia. Jeszcze przyjmował od Ałganowa różne paczki (z jedzeniem?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kolei co z "Olinem"? Miał być zdemaskowany przez nowe służby, które nastały po Zacharskim i jego współpracownikach. Minęło 15 lat i "Olina" jak nie ma tak nie ma. Chociaż wiadomo, kto nim jest. Zdobyłem tę wiedzę po przeczytaniu książek Zacharskiego. "Sprawa Oleksego" opisana jest w "Rosyjskiej ruletce". W pierwszej książce Zacharskiego zobaczyłem jego charakter. Dlatego mu wierzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interesuję się polityką, ale nie na tyle, żeby o niej pisać. Tym razem nie zdzierżyłem. "Olin" to sprawa i szpiegowska i polityczna, a teraz nawet bardziej polityczna. Zastanawia mnie, dlaczego ktoś taki jak Józef Oleksy wciąż funkcjonuje w polskim życiu politycznym. Czyżby dziennikarze nie przeczytali książek Zacharskiego, że Oleksego bezustannie zapraszają do udziału w programach telewizyjnych? Nie rozumiem tego, ale może jest to wynikiem mojej tępoty ze starości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze coś sobie przypomniałem, o czym myślałem w czasie czytania obu książek. Kim dla Mariana Zacharskiego jest pułkownik Kukliński: patriotą czy zdrajcą? Kto zna odpowiedź? Sam Zacharski ani raz nie wymienia nazwiska Kuklińskiego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4990392982466120289?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4990392982466120289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/03/gdzie-jest-olin.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4990392982466120289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4990392982466120289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/03/gdzie-jest-olin.html' title='GDZIE JEST &quot;OLIN&quot;?'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8855896280484496113</id><published>2011-02-20T08:58:00.000-08:00</published><updated>2011-02-20T09:20:57.278-08:00</updated><title type='text'>LECIEĆ DO AMERYKI CZY NIE LECIEĆ?</title><content type='html'>Katarzyna nalega, żebym przyleciał do niej do Chicago. Obiecuje, że zobaczymy Wodospad Niagara, Wielki Kanion, Manhattan i inne rzeczy, i abym się nie męczył, to wszędzie będziemy latać samolotem. Córka myśli: niech staruszek przed śmiercią coś zobaczy. Ale ja nie lubię podróżować, bo tak naprawdę nie ma na świecie nic nowego do oglądania. Wodospad Niagara widziałem na wielu filmach, i to z takich ujęć, których turysta nigdy nie zobaczy. Manhattan też mi jest znany w ten sam sposób, między innymi od wnętrz ekskluzywnych lokali, do których, będąc tam, nie wszedłbym, bo o wiele za drogo na moją kieszeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poprzednie lato Kasia zafundowała mi pobyt w Egipcie. Osiemdziesiąt procent czasu tam siedziałem w hotelu albo na plaży na terenie hotelu. Największą atrakcją, z jaką spotkałem się w Egipcie, było to, że spadłem z wielbłąda pod piramidami. A piramidy jak piramidy, prawie nie zmienione od czterech tysięcy lat. Gdyby nie to, że w Egipcie poznałem Ewę, która dała upust moim męskim siłom witalnym, to ta cała wycieczka byłaby na nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Stanach, naturalnie, też bym się rozglądał za babami, bo taka już moja wredna natura. Ale w Nowym Jorku to strach poznać kobietę i myśleć o tych przyjemnościach, bo może się okazać, że ta kobieta to tranwestyta. A przecież nie będę sprawdzał między nogami, czy ona tam nie ma męskiego przyrodzenia. Może być jeszcze gorzej. Na przykład zakocha się we mnie prawdziwa kobieta, młoda, piękna, inteligentna, sławna, bogata, i na stałe usidli mnie gdzieś w Los Angeles. I tam umrę z dala od Ojczyzny.&lt;br /&gt;To już wolę mój cmentarz na Salwatorze, gdzie są prochy kochanej Marylki. Będziemy obok siebie urna w urnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko, ta Ameryka kusi mnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8855896280484496113?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8855896280484496113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/02/leciec-do-ameryki-czy-nie-leciec.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8855896280484496113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8855896280484496113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/02/leciec-do-ameryki-czy-nie-leciec.html' title='LECIEĆ DO AMERYKI CZY NIE LECIEĆ?'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8270809066213457665</id><published>2011-02-09T11:29:00.000-08:00</published><updated>2011-02-09T12:21:33.277-08:00</updated><title type='text'>URODZONY W ZŁYM CZASIE</title><content type='html'>Starość może być piękna, pod warunkiem, że się o niej nie zapomina i nie nadużywa trunków. Ja nadużyłem i zapomniałem, że jestem stary. Po wypiciu kilku lampek ( moja kochana Marylka, nieboszczka, nazywała je lampionami) wina, uskrzydlony wyszedłem z kamienicy i zaraz leżałem na chodniku jak ptak z przetrąconym skrzydłem. Nie będę zwalał winy na oblodzony chodnik, bo powinienem tuptać, stawiać małe kroczki, opierać się o kamienicę, albo zacząć chodzić z laską, a nie spieszyć się jak młodzieniec na spotkanie z ukochaną. Tym bardziej, że nigdzie się nie spieszyłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak naprawdę, to czy starość może być piękna gdzie indziej niż w filmie amerykańskim?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Leżę z ręką w gipsie i z obolałą zwichniętą stopą, też w gipsie. Lekarz powiedział:&lt;br /&gt;- To jest tylko niegroźne pęknięcie kości nadgarstka, ale w pana wieku każdy taki uraz to już poważna sprawa.&lt;br /&gt;- Niech mi pan nie wypomina mojego wieku - rzekłem ze złością, bo w pokoju zabiegowym była młoda pielęgniarka i ja znowu zapomniałem o tym, że jestem stary, i zaczęło mi się w głowie coś roić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Codziennie przychodzi Maciek, żeby zagrać z dziadkiem w szachy. Wczoraj zrobiło się mi żal Maćka, bo uzmysłowiłem sobie, że on jest z tego przejściowego pokolenia cywilizowanego świata, które nie może liczyć na jakieś wielkie przygody. Na przykład wyjść na szczyt góry, na którym jeszcze nie stanęła ludzka noga. Za moich młodych lat Czomolungma była dziewiczą górą, a dzisiaj droga na jej szczyt jest zaśmiecona puszkami po coca coli i workami foliowymi. W dżunglach Ameryki Południowej jeszcze nie tak dawno były miejsca, na których nie spoczęło ludzkie oko, a dzisiaj te miejsca są wykarczowane i rośnie tam koka. Za moich młodych lat o wyprawach na księżyc to nawet nie pisali autorzy fantastyczno-naukowych książek, taką wydawało się to mrzonką. A, zobaczycie, za trzydzieści lat księżyc będzie tak obesrany, jak dzisiaj lasy i górki w pobliżu większych miast. Za moich lat Afryka była rajem dla milionów zwierząt, z którymi tubylcy żyli w mniejszej lub większej zgodzie. Dzisiaj Murzyni strzelają do zwierząt z kałasznikowów, choć częściej strzelają do samych siebie, i raju już dla nikogo nie ma w Afryce. Maciek nawet nie może pojechać do Afryki na safari, bo prawdziwych safari też już nie ma. W Kenii wypuszczają z klatki (tak, żeby myśliwy tego nie widział) dzikiego zwierza naszprycowanego środkami nasennymi, no i dalej wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maćka nic ciekawego nie czeka w tego rodzaju dziedzinie przygód. Wszystko jest odkryte, wszystko jest zdobyte, wszystko jest sfilmowane. Śmieszą mnie organizowane tu i tam kursy przeżycia w trudnych warunkach naturalnych, w dżungli czy pustynnym pustkowiu. Dla kogoś, kto ma telefon komórkowy, GPS i śmigłowiec na wezwanie, nie ma trudnych warunków naturalnych. Trzeba organizować kursy przeżycia w wielkich miastach, bo to teraz najgroźniejsze dżungle z dzikimi zwierzętami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moi prawnukowie będą przeżywać przygody w innych dziedzinach, a nawet w innych wymiarach. Kosmos, gdzie duże odległości i zjawiska są w miarę przewidywalne. Świat kwantów, gdzie wszystko jest mikro i zjawiska są nieprzewidywalne. To, co dzisiaj nazywamy parapsychologią, gdzie można odbywać bezcielesne podróże. Medycyna i biologia, dzięki którym stworzymy idealnego człowieka (Super Rambo?) i odtworzymy dinozaury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maciek już się nie załapie na te przygody. Na jedne przygody urodził się za późno, na drugie za wcześnie. Chyba że niedługo pierdykną bomby atomowe i Maciek, jeśli przeżyje, zacznie od nowa budować cywilizację ziemską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak mi było żal Maćka, że urodził się w niedobrym czasie, że dałem mu wygrać w szachy. Ale on mnie przejrzał.&lt;br /&gt;- Oszukuje dziadek - powiedział rozżalony. - Specjalnie postawił wieżę tutaj, żebym ją zbił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wyzdrowieję, zaproponuję Maćkowi wyścigi na rolkach. Wówczas na pewno wygra ze mną, bez oszukiwania z mojej strony. Chociaż, jeśli miesiąc wcześniej zacznę trenować?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8270809066213457665?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8270809066213457665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/02/urodzony-w-zym-czasie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8270809066213457665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8270809066213457665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/02/urodzony-w-zym-czasie.html' title='URODZONY W ZŁYM CZASIE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-840011912911910131</id><published>2011-01-26T13:52:00.000-08:00</published><updated>2011-01-26T14:25:18.044-08:00</updated><title type='text'>SŁAWA I BOGACTWO</title><content type='html'>Miałem dzisiaj przepisać ostateczny początek powieści o Chrystusie, ale ogarnęły mnie marzenia o sławie i bogactwie, jakie mnie czekają po napisaniu tej książki. Tym razem skupiłem się bardziej na bogactwie, bo sławę już jakiś czas temu przerobiłem. I ze sławą dobrze mi było, nie przewróciło się mi w głowie. Dalej rozpoznawałem tych, których znałem wcześniej. Nie jestem niedopierzonym młodzikiem, który nie potrafi godnie przyjąć światowej sławy. Ja potrafiłem. Tylko musiałem uważać na zaloty kobiet, bo to nie wiadomo, czy urzekła je moja inteligencja, wdzięk, uroda, czy raczej sława, dzięki której można występować w telewizji, bywać na warszawskich salonach itp. No, bez obawy, nie jestem idiotą. Na mężczyznę w moim wieku nie patrzy się pod kątem urody czy inteligencji, tylko sprawdza się portfel, czy gruby. Nie dałem zrobić z siebie jelenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do pieniędzy. Po sprzedaniu w Polsce kilkuset tysięcy egzemplarzy powieści, po przetłumaczeniu jej na angielski, hiszpański i kilka innych języków, po sprzedaniu praw do filmu, po sprzedaniu mojego nazwiska i mojej twarzy do celów reklamowych, po pobraniu zaliczek od wydawców i producentów filmowych za następną, jeszcze nie napisaną powieść (w tym wypadku postąpiłem trochę perfidnie, zważywszy na to, ile mam lat), więc po sprzedaniu tego wszystkiego wyszło mi, że zarobiłem 12 milionów złotych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz wydatki. W pierwszym rzędzie pomnik myszy, wielkości już nie krowy, ale słonia afrykańskiego. Przy pomniku wystawię Centrum Pamięci Myszy, z żywymi eksponatami. W Centrum będzie się także mieścić schronisko dla stworzeń, które przeżyły eksperymenty medyczne. Kinga, gdy zobaczy to dzieło, będzie sobie pluć w brodę, że tak szybko skreśliła mnie jako interesującego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naturalnie o siebie i innych też zadbam. Kupię w centrum Krakowa dużą kamienicę. Na najwyższym piętrze będzie moje mieszkanie. Poniżej otworzę kluby dla alkoholików, narkomanów, seksoholików i zakupoholików. W tych klubach wszystko będzie za darmo i będzie obowiązywał parytet 35% kobiet. Jeśli nie znajdzie się tyle kobiet, to moi współpracownicy dobiorą z kobiet nieuzależnionych. Na parterze kamienicy urządzę salę podobną do sejmowej sali posiedzeń w Warszawie i udostępnię ją politykom, którzy wypadli z wielkiej polityki z powodu korupcji, głupoty, czy popełnienia innych przestępstw. Tylko że politycy będą musieli płacić za wejście do mojej sali sejmowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do diabła! Herbata mi się skończyła, a emerytura dopiero pojutrze wpłynie na moje konto. Na szczęście mam dwie butelki wina Sophia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakoś tak niemal duszkiem, jak przystało na sławnego i bogatego, wypiłem butelkę wina, i odechciało się mi dalej pisać. Szkoda, bo nie zdążyłem wspomnieć o jeszcze jednym projekcie, chyba najwspanialszym, choć bardzo kosztownym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-840011912911910131?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/840011912911910131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/01/sawa-i-bogactwo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/840011912911910131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/840011912911910131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/01/sawa-i-bogactwo.html' title='SŁAWA I BOGACTWO'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-7151493070317096468</id><published>2011-01-22T15:45:00.000-08:00</published><updated>2011-01-22T16:24:37.566-08:00</updated><title type='text'>BUDOWA POMNIKA MYSZY ODDALA SIĘ</title><content type='html'>Nikogo nie mogę namówić, żeby wraz ze mną podjął się budowy największego na świecie pomnika myszy. Nie przemawia do nich, że w dziejach nowoczesnej medycyny miliony myszy zginęło, cierpiąc przy tym, podczas testowania na nich różnego rodzaju lekarstw, które później służyły ludziom. Tak szybki postęp nauk medycznych, jaki nastąpił w ostatnich kilkudziesięciu latach, czyli za mojego życia, zawdzięczamy właśnie stworzeniom, od muszek owocowych poczynając a kończąc na szympansach. Mysz na pomniku byłaby symboliczną przedstawicielką tych wszystkich udręczonych stworzeń, które, wyrażając się pompatycznie, oddały swe życia dla poprawy zdrowia ludzkości.&lt;br /&gt;Gdy mówię o mojej idei, tym pomniku, w odpowiedzi słyszę, że myszy to szkodniki, bo zjadają zboże, i dlaczego szkodnikom stawiać pomnik? Jedna ze znajomych powiedziała, że w jej letnim domku myszy przez zimę tak nasmrodziły swoimi odchodami, że musiała pomalować ściany i podłogi wymieniać na nowe, więc ona nie dołoży ręki ani pieniędzy do pomnika myszy. Inna znajoma boi się myszy i na myśl, że miałaby oglądać mysz wielkości krowy, dostaje nerwowych drgawek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt się nie przejmuje smutnym losem doświadczalnych zwierząt. A gdy jeszcze się dowiadują, że taki pomnik musi kosztować około dwóch milionów złotych, od razu stwierdzają, że te pieniądze lepiej przeznaczyć na jakiś charytatywny cel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej sytuacji muszę na razie odłożyć budowę pomnika myszy. Powinienem z tym pomysłem dotrzeć do młodych ludzi, co dla człowieka w moim wieku nie jest łatwe. Młodzi myślą, że ja już nie zdążę zrealizować żadnego większego zamierzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W budowie pomnika jestem zależny od innych. To jest za duże przedsięwzięcie jak na jedną osobę, choćby nawet tą osobą był były mistrz Małopolski w skoku o tyczce, były profesor historii w liceum, była "złota rączka" z własną firmą remontową, obecny miły i inteligentny starszy pan - to wszystko w jednym.&lt;br /&gt;Ale jeśli idzie o pisanie powieści, to tutaj wiele, jeśli nie wszystko, zależy ode mnie. I w ostatnim czasie skupiłem się na pisaniu. Mam nowy początek powieści o Chrystusie we współczesnym Krakowie. Mam nadzieję, że to jest ostateczny początek. Nie mogę wiecznie tylko zaczynać powieść, trzeba ruszyć dalej.&lt;br /&gt;Za kilka dni napiszę tutaj ów początek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-7151493070317096468?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/7151493070317096468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/01/budowa-pomnika-myszy-oddala-sie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7151493070317096468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7151493070317096468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/01/budowa-pomnika-myszy-oddala-sie.html' title='BUDOWA POMNIKA MYSZY ODDALA SIĘ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5284632688911215974</id><published>2011-01-12T06:11:00.000-08:00</published><updated>2011-01-12T06:30:21.394-08:00</updated><title type='text'>DZIEWIĘĆ DNI I NIE MA KINGI</title><content type='html'>Znajomość z Kingą nie trwała długo. Dziewięć dni. Z jej obietnic, że odda mi duszę, ciało i majątek, spełniło się tylko jedno: ciało. Wspominam je z przyjemnością. Może to jest, a raczej było, ostatnie piękne ciało w moim życiu? W hospicjum, jeśli uda się mi tam dostać przed przejściem na drugą stronę, będę miał co wspominać.&lt;br /&gt;Kinga z godziny na godzinę zerwała ze mną znajomość, gdy tylko się dowiedziała, że tak naprawdę to nie buduję największego na świecie pomnika myszy, a dopiero zamierzam go wybudować. Zaś co do pisania przeze mnie powieści o Chrystusie we współczesnym Krakowie, to uznała, że to jest coś w rodzaju idee fixe, prześladująca mnie mrzonka, której nigdy nie zrealizuję.&lt;br /&gt;Rozczarowałem ją. Nie byłem wielkim, jeszcze nie odkrytym twórcą, za jakiego mnie uznała podczas naszego pierwszego spotkania. Kiedy doszła do tego wniosku, od razu ujrzała mnie całkowicie innym. Przede wszystkim, że mam dwa razy więcej lat niż ona. A to, że puszczam bąki, już nie było lekceważeniem przeze mnie reguł mieszczańskiego życia, tej całej dulszczyzny (to słowo Kingi), tylko znaczyło, że jestem stary, śmierdzący cap. Moje mieszkanie, z meblami z czasów PRL-u, uznała za nędzne, brudne i, co najgorsze, urządzone bez żadnego zamysłu artystycznego.&lt;br /&gt;Jak mogła być taka ślepa? - na pewno tak siebie zapytała. Gdy wychodziła z mojego mieszkania, to na twarzy miała wyraz obrzydzenia. W drzwiach powiedziała:&lt;br /&gt;- Gdy mnie spotkasz na ulicy, udawaj, że mnie nie znasz. Bo ja od tej chwili ciebie nie znam. Jesteś oszustem.&lt;br /&gt;Zdaje się, że miała ochotę plunąć na mnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5284632688911215974?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5284632688911215974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/01/dziewiec-dni-i-nie-ma-kingi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5284632688911215974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5284632688911215974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2011/01/dziewiec-dni-i-nie-ma-kingi.html' title='DZIEWIĘĆ DNI I NIE MA KINGI'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1310410592439224230</id><published>2010-12-24T05:47:00.000-08:00</published><updated>2010-12-24T06:41:28.763-08:00</updated><title type='text'>W DOMU NA SALWATORZE</title><content type='html'>Kinga mieszka sama w dużym, przedwojennym domu na Salwatorze. Antyki, stare obrazy, dużo bibelotów, parkiet poukładany we wzory. Wnętrze robi wrażenie, mimo że jest, ale ze smakiem, zabałaganione. Widać i czuć bogactwo, na które pracowało kilka pokoleń. Bogactwo w dobrym guście. W przeciwieństwie do polskich nuworyszy, którzy wzbogacili się w ostatnich dwudziestu latach. U nuworysza czuć pieniądze, a nie bogactwo. Ma wszystko to, co najdroższe, a mieszkanie umeblowane jak z żurnala, nie widać osobowości właściciela. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłem pod wrażeniem domu Kingi. Gdy przemyła i opatrzyła mi rany, usiedliśmy w fotelach przy niskim, tureckim stole (tak Kinga nazwała) i zaczęliśmy rozmawiać.&lt;br /&gt;- Co pan robi? - zapytała Kinga. - Tak w ogóle.&lt;br /&gt;Widok starego piękna i starych pieniędzy onieśmielał mnie. Dotąd wydawało się mi, że jestem na nie odporny. A tu, z moją emeryturką, z dwupokojowym mieszkaniem i meblami z czasów PRL-u, poczułem się malutki. Do tego sama Kinga, ładna, elegancka, szczupła, wiotka. A ja jeszcze byłem w swetrze z rozprutym szwem pod pachą, bo wybierając się na sanki nie myślałem, że będę musiał zdjąć kurtkę. Koniecznie chciałem wyjść w oczach Kingi na kogoś choć trochę nietuzinkowego, aby nie czuła się rozczarowana, że uratowała życie jakiemuś prostakowi i, co gorsze, jeszcze zaprosiła do do swego rajskiego domu.&lt;br /&gt;Odpowiedziałem:&lt;br /&gt;- Buduję największy na świecie pomnik myszy i piszę książkę o Jezusie Chrystusie.&lt;br /&gt;Kinga z wrażenia aż wstała z fotela. Wyglądała na zachwyconą tym, co usłyszała.&lt;br /&gt;- Największy na świecie pomnik myszy? - patrzyła na mnie jak na zmartwychwstałego Thorvaldsena.&lt;br /&gt;- Tak - potwierdziłem.&lt;br /&gt;- I książka o Jezusie Chrystusie? - teraz, dla odmiany, jakby widziała we mnie św. Łukasza, tego od Ewangelii.&lt;br /&gt;- Tak. Już mam kilka początków tej powieści.&lt;br /&gt;- To cudowne. Jeszcze nigdy nie czytałam powieści z kilkoma początkami.&lt;br /&gt;Nie wiedziałem: żartuje, czy mówi serio?&lt;br /&gt;- Mam kilka wersji początków - wyjaśniłem. - Później, oczywiście, wybiorę jeden z nich.&lt;br /&gt;- Kochany, jesteś wielki - nagle przeszła na "ty". - Mysz i Chrystus. Będziesz sławny. Od razu to poczułam, jak tylko zobaczyłam twoje stopy wystające z tamtej dziury koło fortu.&lt;br /&gt;Zacząłem skłaniać się ku temu, że jednak żarty sobie stroi.&lt;br /&gt;- Boże, jak ja bym chciała być z tobą i widzieć, jak realizujesz te wielkie projekty. Powiedz, że ty też chcesz tego, a wszystko zrobię dla ciebie. Oddam ci ciało i duszę.&lt;br /&gt;To już ewidentnie był teatr. Więc żeby nie wyjść na zrobionego w bambuko, postanowiłem też grać.&lt;br /&gt;- Kłamiesz, że wszystko zrobisz dla mnie - powiedziałem.&lt;br /&gt;- Przysięgam. Ciało, dusza, majątek. Jutro pójdziemy do notariusza i wszystko przepiszę na ciebie. &lt;br /&gt;- Dobrze. Ale tymczasem ciało. Rozbierz się.&lt;br /&gt;Byłem gotowy na wybuch jej śmiechu, z tego, że taką sobie nietypową urządziliśmy zabawę. Ale Kinga zaczęła szybko zdejmować ubrania, aż została naga, tylko z biżuterią na rękach i szyi.&lt;br /&gt;Czyżby to wszystko było serio? Albo żart do kwadratu?&lt;br /&gt;Patrzyła na mnie z wyczekiwaniem i tak, jakbym teraz był Thorvaldsenem i św. Łukaszem w jednej osobie. Rzadko dopada mnie ogłupienie. Tym razem dopadło. Siedziałem wbity w fotel i patrzyłem na ładne nagie ciało z dziewczęcymi piersiami. Ona czekała. Czy to był żart, czy serio, to teraz inicjatywa należała do mnie. Ostatecznie akt miłosny też może być w tonacji serio lub żartobliwej. Nie byłem pewien, czy nie wybiegam za daleko w myślach.&lt;br /&gt;To, że kobieta stoi przede mną naga, wcale nie musi oznaczać tego, o czym w takiej sytuacji myśli prawie każdy mężczyzna. A ja należę do prawie każdych. Może ona, poprzez nagość, chce tylko pokazać, że jest niewinna jak Ewa zanim zerwała jabłko. Przypomniały mi się słowa R.S., też przecież artysty, że pisarze mają we krwi szczerość i czystość myśli. A jeśli to prawda?&lt;br /&gt;- Powiedz, że tego chcesz - Kinga ponagliła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Domofon...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kinga przyszła. Po raz trzeci próbuję i nie mogę opowiedzieć do końca, jak przebiegały nasze pierwsze godziny po poznaniu się. I zawsze wtedy Kinga. Nie jestem przesądny, ale może to jakiś znak, żeby o tym nie pisać?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1310410592439224230?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1310410592439224230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/w-domu-na-salwatorze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1310410592439224230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1310410592439224230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/w-domu-na-salwatorze.html' title='W DOMU NA SALWATORZE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4437403637177031466</id><published>2010-12-22T06:51:00.000-08:00</published><updated>2010-12-22T07:46:48.061-08:00</updated><title type='text'>W STUDZIENCE KANALIZACYJNEJ</title><content type='html'>Skoro już zdradziłem, że poznałem Kingę i że jesteśmy razem od kilku dni, wypadałoby powiedzieć o niej coś więcej. Rozumiem, że w pierwszym rzędzie rodzi się zaciekawienie (w moim przypadku tak by było) ile ma lat. No bo, w końcu, emeryt, więc ciekawe jak wiekową kobitkę sobie przygruchał (przepraszam za to gruchanie, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy). Kinga nie jest stara, bo dwadzieścia osiem lat młodsza ode mnie. Urodziła się już po ostatniej wojnie światowej. Normalnie, gdybym się z nią znalazł gdzieś w większym towarzystwie, nie widziałbym w niej partnerki do czułej, erotycznej przyjaźni. Do niedawna moją uwagę, spojrzenia, chuć, przyciągały dwudziestolatki. Do niedawna, bo ostatnio częściej niż dwudziestolatkom przyglądam się szesnastolatkom. Boję się, że jeśli pożyję jeszcze kilkanaście lat, to będę zaglądał do wózków dziecięcych. Zaś co do Kingi, to po pierwszych godzinach znajomości zaczynałem odnosić wrażenie, że urodziła się nie po ostatniej wojnie, tylko po stanie wojennym ogłoszonym przez generała Jaruzelskiego. Głównie dlatego, że jest bardzo a bardzo bezpretensjonalna. Artystka. Maluje obrazy, kwiaty przede wszystkim. Namalowane przez nią kwiaty są piękniejsze i bardziej żywe niż prawdziwe kwiaty, jeżeli to możliwe.&lt;br /&gt;Chociaż (teraz się nad tym zastanawiam) może to nie jest bezpretensjonalność, tylko egzaltacja. Nie wiem. A właściwie dlaczego się nad tym zastanawiam? Wiem jedno: Kinga prawdopodobnie uratowała mi życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjeżdżałem na sankach po wąskich schodach, które zaczynały się u podnóża fortu, od strony gdzie jest hotel i radio RMF. Po tych samych schodach jeździłem z moją Marylką. Ona uwielbiała, gdy sankami trzęsło, aż piszczała z zadowolenia. Chciałem sobie przypomnieć tamte chwile z Marylką. Jadę, jadę, nawet nie bardzo trzęsie, bo dużo śniegu, i w pewnym momencie stop! Przód sanek wbił się w nawiany śnieg, ja poleciałem głową do przodu, prosto do niezabezpieczonej przykrywą studzienki kanalizacyjnej. Uderzyłem w coś twarzą i zawisłem na udach. Byłem w szoku, niepotrzebnie wyprostowałem nogi i wpadłem głębiej, ale jeszcze zdążyłem wyciągnąć ręce przed siebie. Gdyby nie to, uderzyłbym głową w gruz zalegający na dnie studzienki.&lt;br /&gt;Studzienka była wąska. Nie mogłem zmienić pozycji na głową do góry i wyjść. Czułem, że moje stopy wystają na zewnątrz studzienki i w związku z tym liczyłem, że ktoś będzie tędy przechodził i pomoże mi się wydostać. Tylko że ten ktoś mógłby iść dopiero za dwie godziny, a wtedy krew pewnie by mi się już uszami i oczami wylewała.&lt;br /&gt;Miałem szczęście. Już po kilkunastu minutach poczułem dotyk ludzkiej ręki na łydce i usłyszałem kobiecy głos:&lt;br /&gt;- Halo, jest tam ktoś?&lt;br /&gt;Mimo mojej sytuacji pomyślałem, że na pomoc od takiej idiotki nie mogę liczyć. Ale myliłem się.&lt;br /&gt;- Jestem - odrzekłem.&lt;br /&gt;- Co pan tam robi? Dlaczego pan nie wychodzi?&lt;br /&gt;- Nie mogę. Niech mnie pani wyciągnie.&lt;br /&gt;- Jak?&lt;br /&gt;- Za nogi.&lt;br /&gt;Próbowała. Jednak osiemdziesiąt kilogramów to było dla niej za wiele.&lt;br /&gt;- Niech pan zaczeka! - krzyknęła.&lt;br /&gt;Pomyślałem, że pobiegła do fortu aby zawołać ludzi. To byłoby najrozsądniejsze rozwiązanie. Ale ona znalazła lepszy sposób. Po kilku długich minutach usłyszałem ten sam głos:&lt;br /&gt;- Wsadzę pan kij.&lt;br /&gt;- Gdzie? - przestraszyłem się.&lt;br /&gt;- Wkładam. Proszę uważać.&lt;br /&gt;Mimo woli zacisnąłem uda. Po chwili dostrzegłem drąg grubości ramienia przesuwający się obok mojej twarzy. To był naprawdę genialny pomysł, sam bym na to nie wpadł. Przeprosiłem w myśli kobietę, że podejrzewałem ją o debilizm.&lt;br /&gt;Na drągu, wspartym o dno studzienki, zacząłem się wspinać w kierunku nieba. Tu mi się przydały wieloletnie treningi, gdy skakałem o tyczce. Kiedy byłem na zewnątrz na wysokości brzucha, kobieta objęła rękami moje uda i ciągnęła do góry.&lt;br /&gt;Byłem uratowany. &lt;br /&gt;- Pan krwawi! - krzyknęła, gdy stanąłem przed nią. - Wezwę pogotowie - wyjęła telefon.&lt;br /&gt;- Nie trzeba - powstrzymałem ją, bo nie czułem żadnego prawie bólu, oprócz pieczenia na twarzy i dłoniach.&lt;br /&gt;- W takim razie pójdziemy do mnie. Mieszkam niedaleko. Obmyję panu twarz i zdezynfekuję.&lt;br /&gt;- Gdzie moje sanki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Domofon...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To Kinga. Znowu nie dokończę. Zrobię to jutro.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4437403637177031466?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4437403637177031466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/w-studzience-kanalizacyjnej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4437403637177031466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4437403637177031466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/w-studzience-kanalizacyjnej.html' title='W STUDZIENCE KANALIZACYJNEJ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-7355677347073831772</id><published>2010-12-21T12:07:00.000-08:00</published><updated>2010-12-21T12:54:18.355-08:00</updated><title type='text'>POCZĄTEK WYPRAWY NA SANKI</title><content type='html'>Tydzień temu, kiedy spadło dużo śniegu, przypomniałem sobie, że ileś tam lat świetlnych do tyłu, jeździłem na sankach z moją kochaną Marylką i dziećmi. Chodziliśmy na wzgórze Kopca Kościuszki, gdzie był jeden dziki tor saneczkowy i kilka ostrych stoków, z których zjeżdżało się krótko, ale szybko. Szybkość i połączone z tym niebezpieczeństwo, bo można było wpaść na drzewa lub wbić się w kopę twardego śniegu, ekscytowały nas.&lt;br /&gt;I gdy spadł śnieg naszła mnie ogromna ochota, żeby pojeździć na sankach. Zadzwoniłem do R.S. i zaproponowałem, żeby poszedł ze mną na sanki. Zapalił się do tego. Gotów był natychmiast ruszyć się z domu i w dodatku sam jeszcze wyszedł z nową inicjatywą, że weźmie na rozgrzewkę butelkę wódki.&lt;br /&gt;- A gdy ją wypijemy - dodał - to po drodze wstąpimy do baru na piwo, później przysiądziemy w restauracji na Kopcu na małego drinka...&lt;br /&gt;- Na Kopcu już od lat nie ma restauracji - przerwałem mu.&lt;br /&gt;- To żaden problem, panie Karolu. Zadzwonimy i taksówkarz przywiezie nam na Kopiec butelkę.&lt;br /&gt;- Panie Ryszardzie, chce pan pić czy jeździć na sankach?&lt;br /&gt;- Jedno i drugie. Śnieg, sanki, gorzałka. Będzie pięknie.&lt;br /&gt;- Wolałbym, żeby pan wybrał tylko jedną z tych możliwości.&lt;br /&gt;- No dobra - rzekł, już bez entuzjazmu. - Wezmę dwie butelki wódki i pójdziemy na spacer. Wie pan, akurat mam ogromną potrzebę ruchu.&lt;br /&gt;Już sobie wyobrażałem te jego ruchy. Kilka razy je widziałem. Do taksówki na ulicy nie mogłem go z mieszkania doprowadzić, takie wspaniałe wykonywał ruchy. Podziękowałem R.S., ale obiecałem, że po sankach wpadnę do niego i zagramy w szachy. Kłamałem. Pijany R.S. do gry w szachy też się nie nadawał. Szachrował wtedy jak małe dziecko. Na przykład gdy poszedłem do ustępu, to po powrocie zastawałem figury na szachownicy tak poprzestawiane, że jemy wystarczyłyby dwa ruchy i dałby mi mata. Jeszcze się obrażał, kiedy pokazywałem, że tej wieży czy królowej nie było w tym miejscu. Mówił: co pan, panie Karolu, myśli, że oszukuję? I stwierdzał autorytatywnie: pisarze nie oszukują, szczerość i czystość myśli mają we krwi. Kochany R.S., ale za dużo pije. Kiedyś mu to wytknąłem, a on mi, że życie jest tak koszmarne i tyle w nim cierpienia, że nie jest w stanie nie upijać się. Co do koszmaru i cierpienia, zgoda. Ale pić przez miesiąc lub dwa? Cóż, pozostaje mi tylko stwierdzić, że niektórzy już tak mają i pogodzić się z tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłem skazany na własne towarzystwo. Inni znajomi jeszcze mniej niż R.S. nadawali się do zjeżdżania na sankach. Jedni wyjście do kiosku po gazetę przeżywali jak safari. Drudzy sikali co dziesięć minut, a nie ma nic bardziej ohydnego niż bielutki, świeżutki śnieg poznaczony moczem na żółto.&lt;br /&gt;Wyjąłem z pawlacza sanki i poszedłem sam. Stary człowiek ma prawo do odrobiny szaleństwa. Do diabła, domofon...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie do diabła. Bardzo dobrze, że domofon. To Kinga. Poznałem ją właśnie tamtego śnieżnego dnia na Kopcu. Pomogła mi się wydostać z nieosłoniętej studzienki kanalizacyjnej, do której wpadłem, gdy wywróciłem się na sankach. Później wzięła mnie do domu, żeby opatrzyć mi rany na policzku i rękach. Wyszedłem od niej po trzech dniach. Nie chciałem uprzedzać faktów, tylko opisać po kolei jak było, ale w tej sytuacji, gdy Kinga przyszła...&lt;br /&gt;Jak było, napiszę jutro.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-7355677347073831772?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/7355677347073831772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/poczatek-wyprawy-na-sanki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7355677347073831772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7355677347073831772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/poczatek-wyprawy-na-sanki.html' title='POCZĄTEK WYPRAWY NA SANKI'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5989831104194331278</id><published>2010-12-11T12:43:00.000-08:00</published><updated>2010-12-11T13:51:38.264-08:00</updated><title type='text'>OSTATNIO NAPISANY POCZĄTEK POWIEŚCI O CHRYSTUSIE</title><content type='html'>Miotam się pomiędzy realizacją budowy największego w Polsce, pewnie i na świecie, pomnika myszy, a zamysłem, żeby napisać powieść o Chrystusie we współczesnym Krakowie. Pierwsze wydaje się mi łatwiejsze. Trzeba skrzyknąć grupę osób, utworzyć Towarzystwo Budowy Pomnika Myszy, wybrać miejsce pod pomnik i ogłosić konkurs na projekt pomnika, następnie wypromować w mediach ideę budowy tego pomnika i, oczywiście, poszukać sponsorów z pieniędzmi. Jestem przekonany, że w ciągu trzech lat wielka mysz stanęłaby na jakimś miejskim placu lub na wzniesieniu poza miastem (do uzgodnienia). Trzeba się tylko energicznie zabrać za realizację tego pomysłu.&lt;br /&gt;I z tym jest problem. Energię, żeby skrzyknąć ludzi i zainicjować budowę pomnika myszy (następnie prace przekazałbym młodszym), jeszcze bym z siebie wykrzesił. Tylko mam przeciwnika tego pomysłu. Jest nim mocno siedząca mi w głowie książka o Chrystusie. Pisać powieść i zajmować się pomnikiem nie jest możliwe. Wiem, z mojej znajomości z R.S., ile czasu, wysiłku, nerwów (setki godzin siedzenia na dupie, jak mawia R.S.) wymaga praca nad książką. Nie da się pisać i dodatkowo zajmować czymś innym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnicy tego bloga wiedzą, że od dawna nęci mnie napisanie powieści o Jezusie Chrystusie, który z dnia na dzień pojawił się w Krakowie. Pewnie mierzę siły na zamiary. Jeśli, no to co? Poza tym przyjemnie jest sobie marzyć, że tę książkę już napisałem i: ogromne uznanie czytelników i krytyków, sława, młode redaktorki zabiegające o wywiady, paparazzi podpatrujący moje życie prywatne, wpierw Nagroda Nike, później Nobel, nieśmiertelność!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już kilka razy, a nawet kilkanaście, zaczynałem tę powieść. Ostatni początek napisałem wczoraj. Przepisuję go z zeszytu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Po raz pierwszy zauważono go na Plantach. Jedni mówili, że to było pod koniec kwietnia, inni, że z początkiem maja. W każdym razie co do jednego była zgoda: kasztany jeszcze nie zakwitły. Tyle dowiedział się starszy posterunkowy Wojciech Farba, jeśli chodzi o moment pojawienia się tego człowieka w Krakowie.&lt;br /&gt;Niektórzy widzieli go raz, niektórzy kilka razy, jak samotnie przemierzał Planty, które biegły dokoła Starego Miasta, centrum Krakowa. Pierwsze, na co przypadkowi obserwatorzy zwracali uwagę, to to, że na stopach miał sandały i był bez skarpet. O tej porze roku nikt jeszcze nie chodził w sandałach, a co dopiero w sandałach i bez skarpet. &lt;br /&gt;W Krakowie można napotkać wielu dziwaków, czy osób psychicznie pokręconych, którzy ubierali się w sposób przyciągający uwagę. Jeden z nich, dobrze znany krakusom mieszkającym w centrum miasta, jeździł na rowerze, ubrany w bermudy jak na plażę, do pierwszych większych śniegów. Po zachowaniu tych ludzi, wyglądzie, mimice, można się było łatwo domyślić, że mają niepoukładane w głowach jak trzeba. Na przykład mężczyzna w bermudach zawsze się uśmiechał i patrzył w oczy ludziom idącym z naprzeciwka, tak, że niektórzy bezwiednie odpowiadali uśmiechem, myśląc, że to jakiś znajomy, którego jednak nie potrafią sobie przypomnieć.&lt;br /&gt;Ale mężczyzna w sandałach i bez skarpet nie należał do tego rodzaju ludzi, których można podejrzewać o jakieś skrzywienie psychiczne. Jeśli sandały na gołych stopach w pierwszej chwili coś niepokojącego lub złego sugerowały, to obejrzenie całej postaci i twarzy eliminowały niedobre wyobrażenie.&lt;br /&gt;Mężczyzna był wysoki, ale nie aż tak, aby przychodziło na myśl, że gra w koszykówkę. Miał długie do ramion jasne włosy. Był ubrany w długi do pół łydki jasny prochowiec zapinany na rząd guzików. Na ramieniu, przewieszony przez piersi i plecy, trzymał chlebak z grubego, zielonego płótna, jaki dawniej nosili harcerze. Wyglądał na około trzydzieści lat i był podobny do Jezusa Chrystusa z obrazów w kościołach i polskich domach. Na podobieństwo mężczyzny do Chrystusa wszyscy zwrócili uwagę.&lt;br /&gt;Sam starszy posterunkowy Farba dostrzegł go po raz pierwszy w dniach, kiedy na Plantach już kwitły kasztany, i też pomyślał o nim, że jest podobny do Jezusa. W domu rodzinnym Farby, w Ruszczy, wisiały dwa obrazy z Chrystusem: Chrystus z gorejącym sercem i Chrystus w czasie ostatniej wieczerzy. Mężczyzna w sandałach i bez skarpet zupełnie przypominał Chrystusa z tamtych obrazów."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas przepisywania powyższego tekstu pomyślałem, że jednak będę musiał zrobić inny początek. Wczoraj mi się podobał, dzisiaj już nie. Albo wziąć się za pomnik myszy. Że też nie mam nikogo, kto by mógł mi coś poradzić. R.S. odpada, nie tylko dlatego, że ma teraz dni picia. Jakiś czas temu powiedziałem mu, że się przymierzam do powieści o Chrystusie, a on odparł ze śmiechem: "to chyba będzie pańska autobiografia, panie Karolu". Sukinkot, ale go lubię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5989831104194331278?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5989831104194331278/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/ostatnio-napisany-poczatek-powiesci-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5989831104194331278'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5989831104194331278'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/ostatnio-napisany-poczatek-powiesci-o.html' title='OSTATNIO NAPISANY POCZĄTEK POWIEŚCI O CHRYSTUSIE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5049150369119953576</id><published>2010-12-06T09:26:00.000-08:00</published><updated>2010-12-06T09:52:39.631-08:00</updated><title type='text'>KARMIONY KARPIAMI</title><content type='html'>Leżę od kilku dni. To nie choroba, ale zwyczajne niechcenie wszystkiego. Coraz częściej mnie to dopada. Nawet jeść mi się nie chce, to znaczy nie chce mi się wykonywać tych wszystkich czynności związanych z jedzeniem, od krojenia chleba po gryzienie. "Gorące kubki", tym się ostatnio żywię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś musiał powiadomić moich znajomych (podejrzewam, że syn, ten nieślubny), że jestem chory i nie wychodzę z domu, bo od wczoraj mam serię gości, z Iloną Małkowską na czele. Każdy z nich, jak tylko wszedł, od razu narzekał, że śnieg. że mróz, że w ogóle zima jest! Tak, jakby się urodzili w Egipcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piętnaście, dwadzieścia centymetrów śniegu i dziesięć, czy nawet kilkanaście stopni mrozu, to wcale nie jest ciężka zima. Pamiętam zimę z dzieciństwa, gdy mieszkałem na wsi pod Sandomierzem u dziadków. Dwór był zasypany śniegiem po górne framugi okna. Po wsi, od domu do domu, chodziło się tunelami o śnieżnych brzegach wysokich niekiedy na kilka metrów. Dziadek i chłopi nie robili z tego wielkiej tragedii. A nawet, jeśli chodziło o jedzenie, ciężka zima miała swoje dobre strony. Chłopi już jesienią przygotowywali się do zimy. Opał, wiadomo, to podstawa. Oni poza tym budowali blisko wsi paśniki dla dzikich zwierząt. Sarny i dziki przyzwyczajały się, że w tym i tym miejscu zawsze mogą coś znaleźć do jedzenia. Dziadek dawał ze spichrza siano i kolby kukurydzy. I takiej zimy, jak opisałem, chłopi szli do paśników i znajdowali zamarznięte zwierzęta. Nigdy nie najedli się tyle dziczyzny co podczas ostrej zimy. I to legalnie, bo zbieranie zamarzniętych zwierząt to nie było kłusownictwo. A wiosną, kiedy zelżał mróz i zeszły śniegi, chłopi szli do stawów hodowlanych, które były zamarznięte do dna. Granatami (było to w czasie wojny) kruszyli lód i wydobywali z niego karpie. Od tamtego czasu jakoś nie przepadam za karpiami. Babka dwa razy dziennie karmiła mnie nimi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5049150369119953576?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5049150369119953576/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/karmiony-karpiami.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5049150369119953576'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5049150369119953576'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/12/karmiony-karpiami.html' title='KARMIONY KARPIAMI'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1140766103102689649</id><published>2010-11-21T08:00:00.000-08:00</published><updated>2010-11-21T08:58:53.691-08:00</updated><title type='text'>GRZECHÓW W  KRATKĘ C.D.</title><content type='html'>Jeszcze kilka zdań o książce - wywiadzie "Grzechy w kratę".&lt;br /&gt;Odpowiedzi o. Śliwińskiego w sprawie grzechów mających związek ze sferą seksu, utwierdzają moją opinię, że w tej dziedzinie Kościół ma tak namieszane, że sam nie wie jak z tego wyjść.&lt;br /&gt;Na przykład antykoncepcja. Za papieża Pawła VI (zmarł w 1978 r.) rada świeckich i biskupów zdecydowała, że należy katolikom zezwolić na stosowanie prezerwatyw. Jednak Paweł VI, przy wsparciu ówczesnego kardynała Wojtyły, zdecydował inaczej. Poza tym potwierdził, że masturbacja to grzech ciężki.&lt;br /&gt;Tymczasem prezerwatywy to nieodłączny element stosunków seksualnych większości katolików. I nawet się z tego nie spowiadają, bo sumienie im mówi, że nie robią nic złego. A masturbacja? Aż nie chce się powtarzać. Jest związana z rozwojem psychofizycznym człowieka. Pewnym zachowaniom nie można się oprzeć, tak jak nie można powstrzymać wyrastania włosów na łonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedługo prezerwatywy zostaną dopuszczone przez Kościół i nadejdzie taki moment, że to, co dzisiaj jest ciężkim grzechem, jutro (dosłownie) już nim nie będzie. Właśnie dopiero co Benedykt XVI powiedział, że w pewnych wypadkach używanie prezerwatyw jest dopuszczalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzieś między wierszami wyczuwam, że o. Śliwiński nie zawsze się zgadza z oficjalną nauką kościoła. Ale musi ją głosić. Moje wyczucie jest ponadto podparte niektórymi odpowiedziami o. Śliwińskiego. Na pytanie: "Czy przyznanie się do zdrady małżeńskiej może być częścią pokuty?". O. Śliwiński bardzo roztropnie odpowiada:&lt;br /&gt;- Takiej decyzji nie można za nikogo podejmować. Zastanówmy się, czy w takiej sytuacji przyznanie się coś poprawi czy może zniszczy? Czy nie lepiej, żeby ktoś moralnie odrzucił tę sytuację zdrady, wrócił i rozpoczął życie, w którym poprzez czynione dobro będzie przynajmniej próbował wynagrodzić zło?&lt;br /&gt;Tyle o tej ciekawej książce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz mam na głowie R.S. Przyszedł do mnie pijany jak dzika świnia. Przyniósł mi swą nową powieść BAR NA KOŃCU ŚWIATŁA. Napisał dla mnie dedykację, która jest zupełnie nieczytelna, i chciał pożyczyć stówkę, żeby się dopić. Ale na szczęście (dla niego, nie dla mnie) usnął w fotelu i w tej chwili śpi jak świstak (mam na myśli, że chrapie, świszcząc). Jak znam R.S. to będzie pił nie wiadomo jak długo. Już raz miał osiem lat przerwy w pisaniu (nie napisał wówczas ani jednego zdania), bo cały ten czas był pijany. Mam nadzieję, że przed swoją śmiercią jeszcze zobaczę R.S. trzeźwego. O, otworzył oczy, patrzy na mnie jakby mnie pierwszy raz w życiu widział. Już rozpoznał, bo rzekł:&lt;br /&gt;- Panie Karolu, potrzebuję setkę.&lt;br /&gt;Nie dam, to będzie miał do mnie pretensje i mamrotał przez godzinę. Dam, to padnie gdzieś na ulicy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1140766103102689649?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1140766103102689649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/grzechow-w-kratke-cd.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1140766103102689649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1140766103102689649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/grzechow-w-kratke-cd.html' title='GRZECHÓW W  KRATKĘ C.D.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2573417120933741294</id><published>2010-11-17T06:35:00.000-08:00</published><updated>2010-11-17T07:13:28.829-08:00</updated><title type='text'>KATECHETKA PYTA: "CO POWINIEN ZROBIĆ KTOŚ, KTO NARUSZYŁ JEDNO Z DZIESIĘCIU PRZYKAZAŃ?" kTÓREŚ Z DZIECI ODPOWIADA: "ZOSTAŁO MU JESZCZE DZIEWIĘĆ".</title><content type='html'>Największy na świecie pomnik myszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale z napisania powieści o Chrystusie we współczesnym Krakowie jeszcze nie rezygnuję. W związku z tym czytam ostatnio wiele książek tzw. religijnych. W większości nic one nie wnoszą do mojego zamierzenia, nie dają żadnego bodźca, nie podsuwają żadnego rozwiązania. Tylko jedna z nich bardzo mnie zaciekawiła. Jest to rozmowa o spowiedzi z o. Piotrem Jordanem Śliwińskim z klasztoru Kapucynów w Krakowie (to klasztor blisko kamienicy, w której mieszkam). Z o. Śliwińskim rozmawiają dwie kobiety: Elżbieta Kot i Dominika Kozłowska. Tytuł książki: "Grzechy w kratkę" (Znak 2008).&lt;br /&gt;Zrobiły na mnie wrażenie celne i odważne pytania pań. Odpowiedzi o. Śliwińskiego również, choć wyczułem trochę dziegciu w tym wspaniałym, w ogólności, miodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam, czytam skupiony, a wszystko są to dla mnie nowe sprawy, aż dochodzę do pytania:&lt;br /&gt;- Czyli zło, o którym dowiaduje się Ojciec w konfesjonale, a które mógłby powstrzymać, musi pozostać ukryte?&lt;br /&gt;Odpowiedź:&lt;br /&gt;- Tak, są nawet omawiane takie kazusy, w których rozważa się sytuację, że do konfesjonału przychodzi człowiek, mówiąc, że za chwilę ma zamiar popełnić morderstwo. Mogę przeciwdziałać temu zamiarowi, próbując podczas spowiedzi odwieść tego człowieka od popełnienia tego czynu. Nie mogę jednak po zakończeniu spowiedzi pójść i uprzedzić potencjalnej ofiary.&lt;br /&gt;Tu aż się prosi o kilka linijek wykrzykników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, że spowiednik nie może uprzedzić potencjalnej ofiary o grożącej jej śmierci, ma związek z wymogiem dochowania tajemnicy spowiedzi (za ujawnienie tajemnicy spowiedzi grozi ekskomunika). W takim razie ja pytam, co jest ważniejsze, czy co bardziej święte: życie człowieka (może ojca kilkorga dzieci), czy tajemnica spowiedzi?&lt;br /&gt;Jak w tej sytuacji wygląda sumienie tego spowiednika, czy nie jest ono wypaczone? Tym bardziej mnie to zastanawia, że sam o. Śliwiński wiele rozprawia o sumieniu, przedkładając jego wyższość nad prawa kodeksowe, nad dogmaty, nawet nad polecenie papieża.&lt;br /&gt;Cytuję z książki: "Sumienie jest najtajniejszym środkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu pobrzmiewa. Przez sumienie dziwnym sposobem staje się wiadome to prawo, które wypełnia się miłowaniem Boga i bliźniego." (II Sobór Watykański).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś mi tu bardzo, bardzo nie gra. Niechby mnie ekskomunikowano, a pobiegłbym do człowieka i ostrzegł, że grozi mu śmierć. Ale nie jestem cenionym spowiednikiem, który doskonale zna doktryny wiary i prawa rządzące spowiedzią, więc pewnie uczyniłbym źle z kościelnego punktu widzenia. Nie, to tylko taka moja retoryka, bo jestem pewien, że uczyniłbym dobrze, tak, jakby Bóg pragnął.&lt;br /&gt;Nie chcę być wulgarny, ale przy tej opisanej sytuacji ciśnie mi się słowo: paranoja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł tego wpisu do bloga wziąłem z wyżej wymienionej książki. Wydał mi się bardzo zabawny. Ale po tym, co napisałem, już mi się taki nie wydaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciąg dalszy o książce może nastąpi, bo znalazłem tam jeszcze parę denerwujących mnie rzeczy. Ale generalnie jest to dobra książka, warta przeczytania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2573417120933741294?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2573417120933741294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/katechetka-pyta-co-powinien-zrobic-ktos.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2573417120933741294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2573417120933741294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/katechetka-pyta-co-powinien-zrobic-ktos.html' title='KATECHETKA PYTA: &quot;CO POWINIEN ZROBIĆ KTOŚ, KTO NARUSZYŁ JEDNO Z DZIESIĘCIU PRZYKAZAŃ?&quot; kTÓREŚ Z DZIECI ODPOWIADA: &quot;ZOSTAŁO MU JESZCZE DZIEWIĘĆ&quot;.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4574781415693719011</id><published>2010-11-15T11:52:00.000-08:00</published><updated>2010-11-21T08:00:24.787-08:00</updated><title type='text'>TRZEBA BYĆ MAKSYMALNIE UWAŻNYM</title><content type='html'>Zadzwoniłem do Maćka (mojego piętnastoletniego, nieślubnego wnuka, jeśli ktoś nie pamięta), żeby przyszedł i naprawił komputer, bo nie działa. Nie dało się go nawet uruchomić.&lt;br /&gt;Okazało się, że komputer jest sprawny. Wtyczka była wyjęta z gniazdka. Nie pamiętam, abym ją wyjmował. Cóż, takie rzeczy będą mi się coraz częściej przytrafiać. Na starość trzeba być maksymalnie uważny. Odkąd jakiś czas temu wpadłem na rowerze pod auto (złamana ręka i potrzaskane żebra), miewam dni, że panicznie boję się przechodzić przez ulicę. Nie ma różnicy, czy to na pasach dla pieszych, czy poza nimi, czy to na światłach, czy bez. Boję się i już. Patrzę w lewo, patrzę w prawo, znowu w lewo, żadne auto nie jest blisko, ale wyobraźnia podpowiada mi, że zza zakrętu wyjeżdża przestępca uciekający przed policją...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspominam o ulicy i autach, bo akurat dzisiaj miałem momenty strachu przed przejściem na drugą stronę ulicy. Nie mogłem zejść z chodnika, jakaś psychiczna moc nie dała mi postąpić kroku do przodu. Ludzie szli tam, i stamtąd, a ja stałem przy krawężniku jak kretyn. Zdawałem sobie sprawę, że stoję jak kretyn, więc dla zmyłki zacząłem udawać, że czekam na kogoś kto ma podjechać autem. To miało wytłumaczyć moje nerwowe wypatrywanie na lewo i prawo. Aż wreszcie powiedziałem sobie:"durny Karolku, teraz!". I zrobiłem krok na ulicę i wjechał na mnie rowerzysta.&lt;br /&gt;Nie jechał szybko. Lekko potrącił mnie kołem, tylko zabrudził spodnie. Student chyba, przepraszał mnie kilka razy. Byłem roztrzęsiony. Zawróciłem do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W domu, w akwarium, leżała łapami do góry moja biała mysz o czerwonych oczach. Zdechła.&lt;br /&gt;Żeby się uspokoić, chciałem włączyć internet i pooglądać coś zabawnego na You Tube, a tu komputer nie działa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4574781415693719011?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4574781415693719011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/trzeba-byc-maksymalnie-uwazny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4574781415693719011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4574781415693719011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/trzeba-byc-maksymalnie-uwazny.html' title='TRZEBA BYĆ MAKSYMALNIE UWAŻNYM'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-6959954576298750041</id><published>2010-11-11T08:44:00.000-08:00</published><updated>2010-11-11T09:28:51.886-08:00</updated><title type='text'>POMNIK TEN WIDZĘ OGROMNIEJSZY</title><content type='html'>Pani Anna-Grażyna, w komentarzu poniżej, uzmysłowiła mi moją małość, brak wyobraźni, a nawet przyziemność. Ale szybko przestawiłem się na wyższe loty i od razu zostałem zainspirowany najwyższym na świecie pomnikiem Jezusa Chrystusa w Świebodzinie.&lt;br /&gt;Tylko zawczasu muszę wyznać, że podoba się mi pomnik Chrystusa w Świebodzinie. Nie dlatego, że przedstawiający Chrystusa, ani, że piękny pod względem rzeźbiarskim (nazbyt przypomina pomnik w Rio de Janeiro), tylko dlatego, że jest największy na świecie. To fascynuje. I nie dziwię się, że mieszkańcy Świebodzina i okolic cieszą się z sąsiedztwa ogromnego Chrystusa. Też bym się cieszył. Pomnik przyciągnie turystów. Poza tym, choć sam pomnik, miejsce na którym stoi i wizje realizatorów nie mają głębokich powiązań z religią, przyciągnie też pielgrzymów. Zawsze znajdą się tacy, którzy uważają, że modlitwa pod "wielkim" Chrystusem przynosi większe zyski niż modlitwa pod krucyfiksem na ścianie pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewykluczone, że za dziesięć lat pomnik Chrystusa w Świebodzinie zostanie okrzyknięty cudownym, bo ktoś dozna pod nim uzdrowienia, albo, co zapewne stanie się jeszcze wcześniej, blisko tego pomnika ukaże się Matka Boska. Wówczas w pobliżu zbuduje się kościół, schroniska dla biednych pielgrzymów, hotele dla bogatych, bary, restauracje. Wytwórcy i sprzedawcy dewocjonalii będą tam mogli zarabiać równie dobrze jak na Jasnej Górze. Życzę tego okolicznym mieszkańcom, interes to interes.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam do inspiracji z poduszczenia pani Anny-Grażyny. Otóż dlaczego moja mysz, jako przedstawicielka milionów myszy cierpiących w eksperymentach medycznych, miałaby być tylko wielkości żubra? Kurde, jaki małostkowy zrobiłem się na starość. Myślałem, że kiedy to będzie mysz jak żubr, to cho cho cho, wielkie nieba. Miałem siebie za kogoś w rodzaju śmiałego wizjonera, który ten pomnik myszy zobaczył ogromny.&lt;br /&gt;Zmieniam plan. Chcę wybudować pomnik myszy jeszcze większy niż pomnik Chrystusa w Świebodzinie. Znajdę gdzieś niewielkie wzniesienie otoczone łąkami, nieużytkami, i tam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-6959954576298750041?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/6959954576298750041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/pomnik-ten-widze-ogromniejszy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6959954576298750041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6959954576298750041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/pomnik-ten-widze-ogromniejszy.html' title='POMNIK TEN WIDZĘ OGROMNIEJSZY'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8138824371034238929</id><published>2010-11-06T10:10:00.000-07:00</published><updated>2010-11-06T10:27:56.226-07:00</updated><title type='text'>POMNIK TEN  WIDZĘ OGROMNY</title><content type='html'>Pomnik myszy musi być ogromny. Mysz wielkości żubra. Najlepszym twórcą takiego pomnika byłby Marian Konieczny. Jest specjalistą od monumentalnych rzeźb. W Warszawie stoi pomnik Nike jego autorstwa. W Lublinie pomnik Marii Skłodowskiej Curie. W Krakowie wielopostaciowa rzeźba poświęcona Wyspiańskiemu. W Nowej Hucie pomnik Lenina, ale jego już go nie ma. Lenin jaki był, wiadomo, bezduszny idealista, który uważał, że terror to najlepsze narzędzie do zaprowadzania nowego ustroju państwowego. Pomnik Lenina w Nowej Hucie podobał się mi. Sądzę, że przedstawiał prawdziwego Lenina (że władze komunistyczne nie połapały się w tym?), który po trupach zmierza do celu.&lt;br /&gt;Tylko że Marian Konieczny to już wiekowy gość, jak i ja. Czy podjąłby się pracy nad wielką myszą? A jeśli, to ile pieniędzy by sobie zażyczył? Porozmawiam z R.S. Może on ma jakieś dojście do Mariana Koniecznego.&lt;br /&gt;R.S. spodobał się mój pomysł, aby wystawić pomnik myszy. Ale, wyczułem, nie wierzy abym ten pomysł zrealizował. To, że R.S. nie wierzy, nie ma większego znaczenia. Ważne, czy ja sam w to wierzę. A czy ja wierzę?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8138824371034238929?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8138824371034238929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/pomnik-ten-widze-ogromny.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8138824371034238929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8138824371034238929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/11/pomnik-ten-widze-ogromny.html' title='POMNIK TEN  WIDZĘ OGROMNY'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1765585434002461660</id><published>2010-10-29T10:00:00.000-07:00</published><updated>2010-10-29T11:45:00.107-07:00</updated><title type='text'>PRL I WOJNA</title><content type='html'>Pani Anna S. chciałaby, żebym powspominał swoją PRL-owską przeszłość. No nie wiem. To może być zgubne dla mojej reputacji (w pewnych kręgach). Bo jeśli przyznam, że mi się podobało życie w socjalizmie, powiedzą, że jestem postkomuch. A tu nic z tego. Nie wstąpiłem do PZPR, choć partyjni towarzysze namawiali, obiecując stanowisko dyrektora liceum. Później nie wstąpiłem do "Solidarności", przez co z kolei nie dostałem żadnej posady w krakowskim kuratorium, o co zabiegałem.&lt;br /&gt;Moja natura wzdraga się przed przystępowaniem do masowych ruchów. Podobnie jak wzdraga się przed uczestnictwem w masowych imprezach, typu mecz piłkarski czy koncert na krakowskim Rynku. Nie znoszę, a właściwie to boję się tłumu. Chyba że ów tłum stanowiłyby młode, piękne, roznegliżowane kobiety. Nawet nie chodzę do kina, w którym leci jakiś głośny, oskarowy film. Siedzieć w fotelu ściśnięty pomiędzy dwoma osobnikami, którzy na dodatek trącają mnie łokciami? Nigdy. Chyba że tych dwóch osobników byłoby młodymi, pięknymi, roznegliżowanymi kobietami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do życia w PRL-u? Dobrze mi było. Pensja nauczycielska, plus korepetycje, wystarczały mi na życie. Później, gdy stałem się tzw. prywatną inicjatywą, było mi jeszcze lepiej pod względem materialnym. Codziennie wpływała mi do kieszeni żywa gotówka. Co kilka miesięcy odwiedzał mnie urzędnik z wydziału handlu, żeby mi wlepić domiar za nadmierne wzbogacenie się (taki był zwyczaj w PRL-u). Częstowałem urzędnika wódką, moja kochana Marylka bawiła go rozmową i pozwalała mu patrzeć na siebie, więc te domiary były niewysokie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz polski socjalizm, jako ustrój, był niewydolny ekonomicznie, poza tym obrósł w wiele głupot, które ogromnie doskwierały ludziom w codziennym życiu. Musiał zniknąć tak źle realizowany system. W Szwecji nie zniknął i tamtejsi obywatele pragną dalej tak żyć. W Polsce socjalizm ze względu na złe doświadczenia wydaje się być na zawsze wyklęty. Ale socjalizm to przyszłość dla świata, bo ideą tego ustroju jest sprawiedliwy podział bogactwa. Nie powinno być tak, jak jest, że 20% ludzi na świecie jest właścicielami 90% dóbr materialnych w różnej postaci. Jak długo da się mieszkać w domu ze złotymi klamkami, jeśli ten dom stoi w sąsiedztwie slumsów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PRL wspominam dobrze. Ale też dobrze wspominam wojnę. Ktoś może powiedzieć, że moja rodzina była Volksdeutsch-ami, ale nie była. W czasie wojny, jako młody chłopak, mieszkałem na sandomierskiej wsi u dziadka, który tam administrował kolejny podupadły majątek. Niemców widziałem tylko raz. Dwóch niemieckich żołnierzy przyjechało do wsi motorem z przyczepą. Przyszli do dworu do dziadka i kazali mu oddać auto. Ktoś doniósł, że dziadek ukrywa w stodole DKW (przedwojenne auto osobowe). Dla tych Niemców to był pechowy dzień, delikatnie mówiąc. Akurat we dworze byli partyzanci, którymi dowodził syn dziadka, a mój wuj, i oni zastrzelili Niemców i zakopali ich w lesie, razem z motorem, żeby całkowicie zatrzeć ślady. Tylko tych Niemców widziałem w czasie wojny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasy Franciszka Józefa I w Galicji też wspo... Pardon, to tak dla zmyłki. Mimo wszystko nie jestem Matuzalemem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic nie poradzę, że mi się podobało to, co nie powinno było podobać. R.S., dużo młodszy ode mnie, napisał autobiograficzną książkę pt. "Telefon do Stalina", w której jest o chłopaku dorastającym w PRL-u. Odnoszę wrażenie, że młodemu R.S. też podobał się socjalizm. Mimo że dorosły R.S. nie miał lekkiego życia ani w socjalizmie, ani nie ma w kapitalizmie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1765585434002461660?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1765585434002461660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/prl-i-wojna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1765585434002461660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1765585434002461660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/prl-i-wojna.html' title='PRL I WOJNA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2577221833817027067</id><published>2010-10-25T06:28:00.000-07:00</published><updated>2010-10-25T07:16:57.685-07:00</updated><title type='text'>POMNIK MYSZY</title><content type='html'>Kundel wreszcie znalazł stworzenie, którego się tak bardzo nie boi. Do białej myszy o czerwonych oczach potrafi blisko podejść, kiedy ta jest ustawiona bokiem do niego. Ale gdy mysz odwróci się do Kundla głową, i postawi przy tym uszy, Kundel chowa ogon pod siebie i odchodzi.&lt;br /&gt;Myślę, że to wielkie szczęście dla Kundla mieć takiego pana jak ja. Jestem wyrozumiały, nie gniewam się na niego, że jest tchórzem. U kogo innego taki pies nie miałby łatwego życia.&lt;br /&gt;Mysz też ma szczęście. Prawdopodobnie uniknęła doświadczalnych badań medycznych, które zazwyczaj są bolesne. Ustawiłem akwarium tak, że mysz może z niego wychodzić i wchodzić kiedy chce. Je i śpi w akwarium, a resztę czasu spędza na łażeniu po mieszkaniu i rozsiewaniu czarnych bobków, które cierpliwie zmiatam do szufelki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewidentnie pomogłem w życiu przynajmniej dwóm stworzeniom. Na pewno będę miał to zaliczone na plus na Sądzie Ostatecznym. Kiedyś rozmawiałem z zakonnikiem z klasztoru ojców Pijarów i on powiedział, że niektórym wystarczy że raz z czułością pogłaskali psa, i dostaną się do nieba.&lt;br /&gt;Myszy też dostaną się do nieba za to, że dzięki nim ludzie otrzymują coraz to nowe lekarstwa. Do dwudziestego wieku wszelkie badania, które rozwinęły nauki medyczne, były przeprowadzane na ludziach. Między innymi badania mózgu, o czym czytałem w "Stuleciu chirurgów". Nie przekażę tych opisów, bo niektórym trudno byłoby dojść do siebie. Teraz ludzi zastąpiły myszy, króliki, szczury, psy, małpy. Znam osobę pracującą w jednej z placówek naukowych, która zajmuje się testowaniem nowych lekarstw. Ta placówka zamawia rocznie tysiące myszy ze specjalnych hodowli. Żadna z nich nie umiera ze starości, czyli po dwóch latach życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam potrzebę, żeby na koniec dokonać czegoś ważnego. Myślałem, że to będzie opowieść o Chrystusie, który z jakiegoś powodu pojawił się w obecnych czasach w Krakowie. Z powodu, dajmy na to, żeby poinformować Boga-Ojca o faktach. R.S., gdy mu powiedziałem o tym pretekście pojawienia się Chrystusa, wyśmiał mnie i powiedział:&lt;br /&gt;- Nie sądzi pan, panie Karolu, że Bóg zna fakty.&lt;br /&gt;- Z pewnością zna - odrzekłem - lecz nie zna tej wersji faktów.&lt;br /&gt;Odpowiedziałem tak machinalnie, a R.S. zareagował na to okrzykiem:&lt;br /&gt;- Genialne!&lt;br /&gt;W takich głupich powiedzeniach zawsze byłem dobry. Natomiast powieść o Chrystusie urwała mi się po kilku pierwszych zdaniach. Ambicji więcej niż talentu. Nigdy tej książki nie napiszę. Kiedyś się mówiło: porywać się z motyką na słońce. Bez sensu to powiedzenie, bo co ma motyka do słońca, ale wiadomo o co chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tą moją potrzebą, aby dokonać czegoś ważnego, muszę jednak coś zrobić, póki jeszcze chodzę o własnych siłach i jako tako logicznie myślę. Biała mysz o czerwonych oczach coś mi podsunęła: wybudować pomnik myszy jako przedstawicielki wszystkich zwierząt, które dla dobra ludzi są królikami doświadczalnymi. Sądzę, że taką ideę poparłoby wielu moich pobratymców.&lt;br /&gt;Muszę się nad tym zastanowić, bo to gładko się pisze, ale za takim pomysłem moc roboty i to nie dla jednej osoby. Nowe media, jak internet, a w nim blogi, Facebook i inne portale społecznościowe, na pewno ułatwiłyby zorganizowanie się grupy ludzi dla budowy pomnika myszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomnik myszy przetrwałby kilkaset lat, a z nim może i moje nazwisko jako inicjatora budowy tego pomnika. Ja, Karol Trzaska, nie całkiem umarłbym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2577221833817027067?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2577221833817027067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/pomnik-myszy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2577221833817027067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2577221833817027067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/pomnik-myszy.html' title='POMNIK MYSZY'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-411609726293682960</id><published>2010-10-23T12:06:00.000-07:00</published><updated>2010-10-23T12:39:36.719-07:00</updated><title type='text'>NIC W CZŁOWIEKU NIE ULEGA UŚPIENIU, CHOĆBY BYŁ NIE WIEM JAK STARY</title><content type='html'>Na ulicy Szewskiej podchodzi do mnie starsza kobieta, dokładniej to bardzo starsza kobieta, a jeszcze dokładniej to staruszka, i uśmiecha się do mnie i mówi z zapytaniem:&lt;br /&gt;- Karol?&lt;br /&gt;- Na imię mam Karol - odpowiadam zaskoczony.&lt;br /&gt;Nie znam tej kobiety.&lt;br /&gt;- Nie poznajesz mnie - stwierdza, jakby ubawiona.&lt;br /&gt;- Proszę wybaczyć...&lt;br /&gt;- Halina Wydra.&lt;br /&gt;- Halina? - przyglądam się jej uważnie i coś mi majaczy, że to rzeczywiście może być &lt;br /&gt;Halina Wydra, ale żeby aż tak się zmieniła?&lt;br /&gt;Kiedyś, jeszcze za wczesnego Gierka, w PRL-u, uczyliśmy w tym samym liceum. Ona była polonistką. Raz, podczas studniówki, zamknęliśmy się w klasie...  Miała piękne i słodkie piersi (nie mam pojęcia, dlaczego słodkie, ale tak to zapamiętałem). I jeszcze pamiętam, że wówczas, gdy zamknęliśmy się w klasie, z szafy spadła wypchana sowa.&lt;br /&gt;- Pamiętasz sowę? - zapytała.&lt;br /&gt;Tak, to bez wątpienia była Halina. Wtedy, w klasie, Halina zaczęła nieoczekiwanie krzyczeć. Myślałem, że tak reaguje na orgazm, ale ona krzyczała ze strachu, bo sowa spadła jej na ramię.&lt;br /&gt;- Pamiętam - zaśmiałem się.&lt;br /&gt;Byłem spięty. Jakoś nie do końca mogłem przyjąć do wiadomości, że ta stojąca przede mną starsza kobieta (i jak wyżej), jest tą Haliną z liceum. Może chora? Ma raka i już liczy dni do śmierci?&lt;br /&gt;- Karolu, doskonale się trzymasz - stwierdziła. - Urodziliśmy się w tym samym roku, ale ty wyglądasz na niespełna siedemdziesiąt lat.&lt;br /&gt;O Boże...&lt;br /&gt;To nie choroba. To starość. Niemożliwe jednak, abym ja też wyglądał tak staro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do domu oglądałem siebie w szybach wystawowych. Nie widziałem tam staruszka, ani nawet siedemdziesięciolatka. Góra pięćdziesiąt parę lat. Ta Wydra! Też mi pociecha: Nie wyglądam nawet na siedemdziesiąt lat!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobrażam sobie: mam sto dziesięć lat (dlaczego nie?) i spotykam dawno nie widzianą koleżankę i ona mówi z zachwytem:&lt;br /&gt;- Karolu, doskonale się trzymasz. Nikt by ci nie dał więcej niż sto lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, niech mam sto dziesięć lat, ale nie wyobrażam sobie, żeby i wówczas nie podobały mi się kobiety i nie miałbym ochoty przytulać do nich swojego nagiego ciała. Philip Roth (amerykański pisarz, który pięknie świntuszy w swoich powieściach) napisał, że nic w człowieku nie ulega uśpieniu, choćby był nie wiem jak stary.&lt;br /&gt;Potwierdzam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-411609726293682960?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/411609726293682960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/nic-w-czowieku-nie-ulega-uspieniu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/411609726293682960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/411609726293682960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/nic-w-czowieku-nie-ulega-uspieniu.html' title='NIC W CZŁOWIEKU NIE ULEGA UŚPIENIU, CHOĆBY BYŁ NIE WIEM JAK STARY'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1030418231036408325</id><published>2010-10-22T06:45:00.000-07:00</published><updated>2010-10-22T07:14:41.911-07:00</updated><title type='text'>ŻEBY TYLKO NIE ZOSTAĆ SODOMITĄ</title><content type='html'>Obrastam w zwierzęta. Od dwóch lat hoduję w kącie kuchni, za lodówką, pająka krzyżaka. Przesadzę, jeśli napiszę, że jest wielkości dłoni dorosłego mężczyzny. Więc piszę, że jest trochę mniejszy od mojej dłoni. Krzyż na grzbiecie ma aksamitny, błyszczący. Nogi (odnóża?) ma owłosione do połowy wysokości - jak podkolanówki. Latem wrzucam mu na pajęczynę martwe muchy zebrane z parapetu okna, a zimą drobiny surowego, zmielonego mięsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno zabrałem z podwórza Kundla. Wczoraj przybyła mi biała mysz o czerwonych oczach.&lt;br /&gt;Szedłem z Kundlem przez Błonia, po trawie, z dala od ludzi i psów, bo Kundel boi się wszystkiego, co się rusza. Trochę mnie to denerwuje. Z początku myślałem, że dzięki Kundlowi poznam jakąś kobietę, jedną z tych, które także chodzą z psami na spacery. No, wiecie, pieski zaczynają się bawić, gonić jedno drugie, a w tym czasie ich właściciele rozmawiają z sobą. Czasami z takich spotkań może się zrodzić bliższa znajomość. Właściciel zaprosi właścicielkę na kawę do Okrąglaka w Parku Jordana, później do domu... Tylko że Kundel chyba wryłby się w kretowisko, gdyby blisko podszedł jakiś pies i zaczął go trącać nosem dla zabawy. Ale wczoraj, wyobraźcie sobie, Kundel po raz pierwszy, odkąd go mam, nie przestraszył się innego żywego stworzenia. Odszedł ode mnie na dwa metry, co mu się dotąd nie zdarzyło (idąc, ociera się o moje nogi) i zaczął się czemuś w trawie z uwagą przypatrywać. Podszedłem do Kundla i tuż pod jego pyskiem zobaczyłem białą mysz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Białe myszy nie żyją na wolności. Musiał ją ktoś zgubić albo uciekła z laboratoryjnej hodowli. Obok Parku Jordana jest Wydział Biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mogła stamtąd się wykraść. Jeśli tak, to ma szczęście - bezwiednie pomyślałem - bo uniknie doświadczeń na sobie. Myszy (obok szczurów, królików, psów) to najczęściej wykorzystywane zwierzęta w doświadczeniach, zwłaszcza medycznych. Ale, z drugiej strony, taka mysz hodowlana nie przeżyje doby w naturalnych warunkach, jeszcze o tej zimnej porze roku. Nie potrafi znaleźć jedzenia, nie potrafi wydrążyć nory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabrałem mysz i przyniosłem do domu. Nie uciekała, nie wyrywała się, najwidoczniej jest przyzwyczajona do ludzkiej dłoni. Włożyłem ją do akwarium (bez wody, dla dokładności), którego dno wyłożyłem liśćmi zebranymi z podwórza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, zamiast kobiet, których mi brakuje, mam w domu trzy innego rodzaju stworzenia. Żebym tylko nie został sodomitą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1030418231036408325?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1030418231036408325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/zeby-tylko-nie-zostac-sodomita.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1030418231036408325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1030418231036408325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/zeby-tylko-nie-zostac-sodomita.html' title='ŻEBY TYLKO NIE ZOSTAĆ SODOMITĄ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1959680397004555649</id><published>2010-10-18T06:17:00.000-07:00</published><updated>2010-10-18T06:52:00.789-07:00</updated><title type='text'>LICZĘ NA RÓWNOŚĆ SZANS I SPRAWIEDLIWOŚĆ</title><content type='html'>Nastał okres, że mi się nie chce. Już tak miałem w życiu kilka razy i wychodziłem z tego. Lubiłem o sobie mówić, że jestem jak odradzający się Feniks. Tym razem nie wiem, czy jeszcze mocno stanę na nogach, o prostych plecach, z uniesioną głową. Czuję, że to jest nowa jakość niechcenia, która nie wynika z fizycznej czy psychicznej niedyspozycji, kłopotów losowych, osamotnienia. To starość, a dokładniej: przeczucie zbliżającej się śmierci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moim wieku się umiera. Młodsi ode mnie umierają ze starości, oczywiście pod pretekstem jakiejś choroby. Byłem blisko z niektórymi osobami, które za rok, dwa, zmarły. Widziałem jak z miesiąca na miesiąc coraz mniej interesowały się tym, co na zewnątrz, jak traciły zainteresowania swoim długoletnim hobby, jak nie lubiły poznawać nowych ludzi, no, po prostu, odechciewało się im wszystkiego. Wyczerpywały się siły życiowe. Dzięki temu (jeśli nie przytrafił się jakiś tragiczny wypadek) człowiek spokojnie zmierza do końca. To taki mechanizm życia, który sprawia, że koniec tu, na ziemi, jest w samym finale bezbolesny. Nikt nie ma świadomości umierania. Wie się, że śmierć jest blisko, ale moment śmierci nie jest zarejestrowany przez zmysły. Nawet później, w tym słynnym tunelu ze światłem na końcu, też nie od razu się pojmuje, że to już inne życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem ciekaw jak tam będzie. Nie spodziewam się, naturalnie, zupełnie bezproblemowego życia. Człowiek, jako istota osobna i jako gatunek, musi się dalej realizować. Wierzę, że tam będę miał o wiele lepsze warunki niż teraz do samorealizacji. W tym życiu za dużo jest przypadkowości, za dużo przeszkód niezależnych od pojedynczego człowieka. Kraj, w którym się urodziłeś, rodzina, status materialny, choroby, predyspozycje genetyczne, na to rodzący się człowiek nie ma żadnego wpływu. Później (może już niedługo)liczę na większą równość szans i sprawiedliwość. Szkoda, że stamtąd nie da się zrobić wpisu do bloga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1959680397004555649?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1959680397004555649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/licze-na-rownosc-szans-i-sprawiedliwosc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1959680397004555649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1959680397004555649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/licze-na-rownosc-szans-i-sprawiedliwosc.html' title='LICZĘ NA RÓWNOŚĆ SZANS I SPRAWIEDLIWOŚĆ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-3351845637112842335</id><published>2010-10-15T06:04:00.000-07:00</published><updated>2010-10-15T06:50:57.869-07:00</updated><title type='text'>ZNOWU R.S.</title><content type='html'>Mój pies (nazwałem go Kundlem) nie ma natury wojownika. Gorzej: jest tchórzliwy. Musiał w swoim życiu przejść coś bardzo traumatycznego. Gdy mam gościa, Kundel nie wychodzi z łazienki, nie daje nawet śladu życia. Kiedy wychodzę z nim na spacer, zachowuje się, jakby chciał być niewidoczny. Idzie tuż przy mojej nodze. Odwraca spojrzenia od innych psów, a na widok blisko przechodzącego dziecka przywiera do mojej nogi. Przydałby się Kundlowi jakiś dobry psi psycholog.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;R.S. (na marginesie: właśnie wyszła jego nowa powieść "Przypadki Marka M.") przyszedł do mnie i od razu, wprost od drzwi, zapytał:&lt;br /&gt;- Panie Karolu, uwierzył pan, że jestem pedałem?&lt;br /&gt;- Tak - odparłem, bo i rzeczywiście po jego telefonie (po tym, jak dla żartu zamówiłem dla niego chłopaka w agencji dla gejów) tak właśnie pomyślałem. - Sam dał mi pan to do zrozumienia.&lt;br /&gt;- Żartowałem. Nie jestem takim - zdecydowanie oświadczył.&lt;br /&gt;- Ma pan coś przeciwko gejom, panie Ryszardzie?&lt;br /&gt;- Nie. Skąd.&lt;br /&gt;- To dlaczego się pan tak mocno wyrzeka, że nie jest gejem?&lt;br /&gt;- Bo nie jestem.&lt;br /&gt;- A gdyby pan, dajmy na to, był gejem, przyznałby się do tego?&lt;br /&gt;- Panie Karolu, w Polsce nie jest dobrze widziane, że ktoś jest gejem.&lt;br /&gt;- Dlatego pan nie zdradza się z tą orientacją?&lt;br /&gt;- Co pan, panie Karolu? Naprawdę nie jestem gejem.&lt;br /&gt;- Nie ma pan żony, nie ma pan dzieci. Jak gej.&lt;br /&gt;- Coś się pan tak uparł, żeby ze mnie zrobić pedała.&lt;br /&gt;- Dla pisarza bycie gejem to chyba dobrze. W Polsce kilku z nich to znani pisarze.&lt;br /&gt;- Dla pisarza lepiej być Żydem. Wtedy ma tłumaczenia na całym świecie. Lobby żydowskie dba o swoich artystów.&lt;br /&gt;- Panu już coś przetłumaczono na inne języki - powiedziałem. - Więc może jednak jest pan Żydem?&lt;br /&gt;- Jestem Polakiem, panie Karolu - rzekł R.S. i widziałem, że tłumi wybuchającą w nim złość.&lt;br /&gt;A mnie zły duch korcił, żeby dalej ciągnąć ten temat.&lt;br /&gt;- Można być Polakiem różnego pochodzenia.&lt;br /&gt;- Jestem Polakiem polskiego pochodzenia.&lt;br /&gt;- I cieszy się pan z tego? - zapytałem, sam sobie się dziwiąc, że złośliwość mnie nie opuszcza.&lt;br /&gt;- No to jestem Żydem i gejem. Cieszy się pan z tego?&lt;br /&gt;- Jeśli to prawda?&lt;br /&gt;- Nieprawda - R.S. niemal warknął. Chwilę uważnie mi się przyglądał, jakby nie miał pewności czy ja to ja, po czym rzekł - odwiedzę pana innego dnia. Do widzenia.&lt;br /&gt;R.S. wyszedł. Byłem zły na siebie. Nie rozumiem, co mnie naszło, że zacząłem w ten sposób rozmawiać z R.S.&lt;br /&gt;Mówią, że ludzie na starość robią się złośliwi. Może to to? W takim razie muszę to to zwalczać w sobie. A swoją drogą R.S. jest bardzo inteligentny. Jak Żyd. No i przystojny, zadbany, paznokcie ma zawsze krótko przycięte, pachnie perfumami... Jak...&lt;br /&gt;Karolku, odpuść sobie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-3351845637112842335?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/3351845637112842335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/znowu-rs.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3351845637112842335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3351845637112842335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/znowu-rs.html' title='ZNOWU R.S.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5132665734577649920</id><published>2010-10-05T10:33:00.000-07:00</published><updated>2010-10-05T10:40:47.284-07:00</updated><title type='text'>TAJEMNICA  R.S.</title><content type='html'>O świcie obudził mnie telefon od R.S.&lt;br /&gt;- Panie Karolu, jak pan się domyślił?&lt;br /&gt;Byłem półprzytomny, nie zaskoczyłem od razu. Ale R.S. nie czekał na odpowiedź.&lt;br /&gt;- Mam nadzieję, panie Karolu, że to zostanie pomiędzy nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc niech zostanie. Ani słowa więcej.&lt;br /&gt;Teraz rozumiem, skąd taka znajomość psychiki kobiet u R.S., co pokazał w książce "Terapia Pauliny P.". Miałem ani słowa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę jednak uważać na R.S.. Gdy będziemy grać w szachy i ja się zamyślę nad kolejnym ruchem, on może znienacka dobrać się do mnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5132665734577649920?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5132665734577649920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/tajemnica-rs.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5132665734577649920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5132665734577649920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/tajemnica-rs.html' title='TAJEMNICA  R.S.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-3999281602888022258</id><published>2010-10-04T09:39:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:47:54.915-07:00</updated><title type='text'>DZIEWCZYNA Z AGENCJI</title><content type='html'>Było wpół do jedenastej. Oglądałem i słuchałem "Szkło kontaktowe". Dzwonek domofonu. O tej porze mało kto przychodzi do mnie.&lt;br /&gt;- Słucham.&lt;br /&gt;- Agencja - powiedział męski głos, którego nie rozpoznałem.&lt;br /&gt;- CIA? - zapytałem, odpowiadając żartem na żart.&lt;br /&gt;Jestem miłośnikiem Ludluma, Folleta, w ogóle powieści sensacyjnych, więc od razu CIA przyszła mi na myśl.&lt;br /&gt;- Tak - potwierdził mężczyzna.&lt;br /&gt;Nacisnąłem guzik domofonu, ciekawy, który z moich znajomych jest takim żartownisiem.&lt;br /&gt;Otworzyłem drzwi mieszkania i ujrzałem około pięćdziesięcioletniego mężczyznę i dwudziestokilkuletnią dziewczynę. Nie znałem ich.&lt;br /&gt;- Pan jest Karol? - zapytał mężczyzna.&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- Po nią przyjadę za godzinę. Wszystko zapłacone - powiedział i zniknął.&lt;br /&gt;Dziewczyna weszła do mieszkania, przyglądając się mi niepewnie i, takie odniosłem wrażenie, z rozbawieniem. Piękna. Krótka sukienka, duże piersi, włosy blond. Tylko z jej cerą było nienajlepiej. Trądzik, czy jak to się nazywa.&lt;br /&gt;Usiadła na kanapie w taki sposób iż mogłem dojrzeć, że jest bez majtek.&lt;br /&gt;- Jest pan pewien, że tego chce? - zapytała.&lt;br /&gt;- Czego? - też zapytałem, choć już oczywiście domyśliłem się, że dziewczyna nie jest pracownicą agencji wywiadowczej, tylko agencji całkiem innego rodzaju; zastanawiałem się, kto ją do mnie sprowadził?&lt;br /&gt;- Noo - roześmiała się. - Może pan już zapomniał, co można robić z młodymi dziewczynami.&lt;br /&gt;- A co można? - rżnąłem głupa, bo, przyznaję, byłem zaskoczony i nie bardzo wiedziałem jak się znaleźć w tej sytuacji.&lt;br /&gt;Nigdy nie byłem w zamtuzie, że się tak po staroświecku wyrażę o burdelu. Raz, jeszcze w RFN, poszedłem do dzielnicy Monachium, gdzie na wystawach siedziały roznegliżowane kobiety, ale nie skorzystałem z ich usług. Bałem się, że złapię jakieś zarazki. Poza tym tego rodzaju kontakt z kobietą, płatny, wydawał mi się tak nienaturalny, że pewnie bym się nie podniecił i w oczach niemieckiej prostytutki wyszedłbym na Polaka impotenta. Byłem patriotą, nie chciałem aby Niemki miały złe zdanie o Polakach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyna zdjęła sukienkę przez głowę i w jednej chwili stała przede mną naga jak Ewa w raju.&lt;br /&gt;- Nie zimno ci? - zapytałem.&lt;br /&gt;- Jeszcze nie - odparła. - Ale jeśli długo będę tak stała...&lt;br /&gt;Była ogolona na wzgórku łonowym (ładnie to określiłem, chociaż kusił mnie tu pewien wulgaryzm) i zaciekawiło mnie to. Zapytałem:&lt;br /&gt;- Sama się tam golisz, czy robi to kto inny?&lt;br /&gt;- Sama.&lt;br /&gt;- Ja też sam się golę - palnąłem, jakbym był zniedołężniały i uważał za sukces, że jeszcze samodzielnie potrafię się ogolić.&lt;br /&gt;- Tam? - zapytała, spoglądając na moje krocze.&lt;br /&gt;- Nie. Twarz golę.&lt;br /&gt;- Chce pan, to pana tam ogolę - zaproponowała. - To może być przyjemne. Ma pan brzytwę?&lt;br /&gt;- Nie - i na szczęście nie miałem.&lt;br /&gt;- A nożyczki i maszynkę do golenia?&lt;br /&gt;- Dziewczyno, daj spokój.&lt;br /&gt;- To co będziemy robić? Czas upływa.&lt;br /&gt;- Lepiej ubierz sukienkę.&lt;br /&gt;- Nie podobam się panu? - była zdziwiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Resztę czasu, do godziny, spędziliśmy przy stole, pijąc herbatę i rozmawiając. Ale rozmowa nie kleiła się. Gdy dziewczyna wyszła, zacząłem żałować, że zachowałem się, nie wiem, jak głupiec?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Około północy zatelefonował R.S.&lt;br /&gt;- I jak było, panie Karolu? - zapytał ze śmiechem.&lt;br /&gt;Podejrzewałem, że to jego sprawka. Ostatnio, gdy graliśmy w szachy, napomknąłem, że brakuje mi kobiety.&lt;br /&gt;- Bosko - odrzekłem.&lt;br /&gt;- Miło słyszeć - R.S. znowu się zaśmiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po rozmowie z R.S. zadzwoniłem do agencji dla gejów i zamówiłem dla niego chłopaka. Nie, R.S. nie jest gejem. Ale niech też ma niespodziankę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyna z agencji miała ładne ciało. Właściwie to, może, szkoda. Całe to spotkanie było nieudane pod każdym względem, niemrawe, bez odrobiny erotyki. Nie jestem z siebie zadowolony. Czy byłbym zadowolony, gdybym skorzystał? O tym wiedziałbym, gdybym skorzystał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-3999281602888022258?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/3999281602888022258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/dziewczyna-z-agencji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3999281602888022258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3999281602888022258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/10/dziewczyna-z-agencji.html' title='DZIEWCZYNA Z AGENCJI'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4148046805691209481</id><published>2010-09-26T08:55:00.000-07:00</published><updated>2010-09-27T05:34:41.069-07:00</updated><title type='text'>ŻYCIE NIE ZNOSI PRÓŻNI?</title><content type='html'>Jest takie powiedzenie: życie nie znosi próżni. Głupie powiedzenie, jak większość tego rodzaju mądrości, czy mądrości tzw. ludowych. Gdyby życie nie znosiło próżni, nie byłoby na świecie tylu samotnych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno (biorąc pod uwagę mój wiek)przyjaźniłem się z trzema naraz kobietami, fizycznie i psychicznie. W tym czasie jeszcze żyła moja kochana Marylka. I od tamtych dni nic, żadnej kobiety. Brakuje mi ich. Gdzieś czytałem, że starzy faceci myślą o seksie tyle samo czasu co dorosłe nastolatki. W moim przypadku to się sprawdza. Im mniej tego w naturze, tym więcej w wyobraźni.&lt;br /&gt;Mając dwadzieścia kilka lat i widząc mężczyznę w moim wieku, to nigdy by mi do głowy nie przyszło, że ten staruszek tęskni za seksem. Potrzeba takich doznań nie przemija.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkanaście lat temu jeździłem do hospicjum w Nowej Hucie, gdzie leżała-umierała moja dobra znajoma. Czasami zostawałem tam na noc. Znajoma już nie miała nikogo z bliskiej rodziny. Wcześniej mówiła mi, że nie chciałaby umierać bez obecności kogoś przy łóżku. Właśnie dlatego byłem w hospicjum w nocy. I wówczas zwróciłem uwagę na starszego ode mnie pacjenta, który co godzinę domagał się od pielęgniarek, żeby mu wkładały do odbytu czopki znieczulające ból, albo obmywały go całego z potu, albo szły z nim do ustępu i pomagały mu się wysikać. Domyśliłem się, że on, choć na łożu śmierci, to bardzo pragnie fizycznego kontaktu z kobietą, jej dotyku, spojrzenia. Pielęgniarki to rozumiały, cierpliwie spełniały jego prośby. Dwa dni później ten mężczyzna umarł, wcześniej niż moja znajoma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napisałem, że życie nie znosi próżni, bo akurat w moim życiu, zamiast kobiet, pojawił się pies, średniej wielkości kundel. Nie wiadomo skąd się wziął na podwórzu naszej kamienicy. Cały dzień leżał za śmietnikami, nie straszył lokatorów, nawet nie zaszczekał. Wieczorem, zachęcając kundla kiełbasą, zwabiłem go do mieszkania. Musiał być bardzo głodny. Wpatrywał się w kiełbasę i, nim się zorientował, był już u mnie w przedpokoju. Pożarł kiełbasę i dopiero wówczas uzmysłowił sobie, że znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu z obcym człowiekiem. Ze stresu (tak to sobie wytłumaczyłem) zesrał się na dywanik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pies jest u mnie trzeci dzień. Wyprowadzam go dwa razy dziennie na spacer. Kupiłem smycz. Kundel jest spolegliwy i mądry. Od razu pojął, że żółty kocyk na podłodze łazienki to jego miejsce. Leży na nim większość czasu. Niekiedy nieśmiało wchodzi do kuchni i pokoju. Nie chcę robić nic na siłę, niech się powoli oswaja ze mną. Uważnie przysłuchuje się temu, co mówię, ale spogląda na mnie z rezerwą: no, zobaczymy jak będzie dalej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4148046805691209481?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4148046805691209481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/09/zycie-nie-znosi-prozni.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4148046805691209481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4148046805691209481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/09/zycie-nie-znosi-prozni.html' title='ŻYCIE NIE ZNOSI PRÓŻNI?'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2074877314838681573</id><published>2010-08-21T12:05:00.000-07:00</published><updated>2010-08-21T12:47:34.363-07:00</updated><title type='text'>PIĘKNE WYDARZENIE</title><content type='html'>Nie mogę o tym nie napisać. Dawno nic mnie tak nie rozbawiło, jak to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plantami wracałem z Kleparza. Na chwilę usiadłem na ocienionej ławce, żeby odpocząć, bo dźwigałem kilka kilogramów różnych warzyw. Po drugiej stronie alejki, kilkadziesiąt metrów w prawo ode mnie, dwóch robotników malowało ławki na zielono. Robili to na chybcika, byle jak, i po zamalowaniu osłaniali ławki dwoma biało-czerwonymi paskami, żeby ostrzec przed siadaniem na nich. Nie przyglądałem się robotnikom. Moje spojrzenie podążało za co bardziej ładnymi pośladkami i nogami przechodzących kobiet. Z powrotem zwróciłem uwagę na malarzy, gdy skończyli malować czwartą z rzędu ławkę, stojącą niemal naprzeciwko tej, na której siedziałem. Osłonili ją dwoma paskami, zabrali kubły z farbą i poszli sobie. Minutę po ich odejściu dwóch, tak na oko, osiemnastolatków, zdjęło z ławki ostrzegające paski i, nim zdążyłem zareagować, uciekli. Patrzyłem za tymi gówniarzami, gdy na ławce naprzeciwko usiadł około czterdziestoletni mężczyzna, w jasnych spodniach i koszulce polo. Aż mnie ciarki przeszły, gdy wczułem się w jego sytuację. Byłem pewien, że natychmiast się poderwie, przerażony i wściekły, że usiadł na świeżo pomalowanym. Ale on nie. Wygodnie się rozsiadł, oparł się, po czym wyjął telefon i zaczął spokojnie rozmawiać. Pomyślałem, że teraz już się nie odlepi od ławki. Ale znowu niespodzianka. Czterdziestolatek wstał i na jego ubraniu nie było choćby plamki zielonej farby. Kiedy odszedł, do ławki podeszli ci dwaj gówniarze. Musieli z dala obserwować ławkę i czterdziestolatka. Byli, podobnie jak ja, zdumieni, że farba nie odbiła się na ubraniu mężczyzny. Jeden z nich palcem dotknął ławki w miejscu, gdzie siedział czterdziestolatek, i stwierdził rozczarowany:&lt;br /&gt;- Kurwa, sucha.&lt;br /&gt;I obaj usiedli na tej ławce i, ledwie to zrobili, jeden z nich momentalnie krzyknął:&lt;br /&gt;- Kurwa!&lt;br /&gt;I jak poparzony zerwał się z ławki. Jego ubranie, z tyłu, poznaczone było zielonymi pasami.&lt;br /&gt;Malarze pomalowali pół ławki. Albo zabrakło im farby, albo uznali, że druga połowa ławki jest w dobrym stanie i nie trzeba malować&lt;br /&gt;Powiedziałem do chłopaka:&lt;br /&gt;- Ładnie ci z zielonymi paskami na dupie i plecach.&lt;br /&gt;- Kurewska ławka - odrzekł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękne wydarzenie. Moja Marylka, gdyby żyła i siedziała wówczas obok mnie, śmiała by się z tego do nocy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2074877314838681573?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2074877314838681573/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/08/piekne-wydarzenie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2074877314838681573'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2074877314838681573'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/08/piekne-wydarzenie.html' title='PIĘKNE WYDARZENIE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-69663891928974786</id><published>2010-08-02T12:32:00.000-07:00</published><updated>2010-08-02T12:58:35.901-07:00</updated><title type='text'>TRZEBA SIĘ OŻYWIĆ</title><content type='html'>Miron z żoną i Maćkiem pojechali na jeziora mazurskie. Wyczarterowali na dwa tygodnie łódź żaglową. Tego im zazdroszczę. Kiedyś, w młodości, też pływałem łodzią po Mazurach. Tylko te komary... Minęło pół wieku, a ja nie zapomniałem o nich. Może teraz jest ich mniej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilona Małkowska już tak często mnie nie odwiedza. Kilka tygodni temu zatkał się jej spływ wody pod wanną. Wezwała hydraulika i zakochała się w nim. Nie pytałem o szczegóły, ale, zdaje się, jest dwa razy młodszy od niej. Życzę Ilonce, żeby ta jej nowa miłość trwała jak najdłużej. Młode jest piękne, bez względu ma płeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami zajrzy do mnie R.S. na partię szachów. Ostatnio zawziął się na pisanie, niedługo wyjdzie jego nowa powieść, następna we wrześniu. Wtedy pewnie przerzuci się na coś innego, picie, liczenie nietoperzy, może jazda na rolkach zamiast na rowerze, ruletka i poker w kasynie, wędkarstwo, albo coś zupełnie nowego przyjdzie mu do głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moi rówieśnicy pomarli albo umierają, albo już zrezygnowali z życia towarzyskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie miałem problemów z tym, że jestem samotny. Zawsze byłem czymś zajęty i, w związku z tym, obracałem się pośród ludzi. Ostatnio z nikim nie spotykam się często i wyobraziłem sobie, że taki stan niespotykania się z nikim, trwa pół roku, rok, i przeraziło mnie to. W moim wieku łatwo popaść w samotność. Już się nie jest tak atrakcyjnym facetem jak dawniej. Wygląd, zainteresowania, pieniądze, to wszystko jest na linii opadającej. Może, jeśli napiszę powieść o Chrystusie, znowu zacznę się liczyć? To ważna motywacja do pisania. Szkoda, że sama motywacja nie wystarcza, żeby stworzyć coś dobrego, wartościowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba się ożywić. Zobaczę w internecie, jakie są nowe trendy w damskiej bieliźnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-69663891928974786?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/69663891928974786/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/08/trzeba-sie-ozywic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/69663891928974786'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/69663891928974786'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/08/trzeba-sie-ozywic.html' title='TRZEBA SIĘ OŻYWIĆ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2664732829446925774</id><published>2010-07-25T09:53:00.000-07:00</published><updated>2010-07-25T11:26:36.747-07:00</updated><title type='text'>TERAPIA PAULINY P.</title><content type='html'>Znowu byłem u R.S., znajomego pisarza. Zaprosił mnie na kilka partii szachów. Gdy graliśmy, zapytał:&lt;br /&gt;- Dalej pan myśli o książce o Chrystusie?&lt;br /&gt;- Nie tylko myślę, ale i próbuję ją napisać.&lt;br /&gt;- Jako, powiedzmy, doświadczony pisarz, dam panu radę. Niech pan w czasie pisania za dużo nie myśli, nie roztrząsa, czy bohater ma postąpić tak czy inaczej, tylko automatycznie zapisuje słowa, które podchodzą panu pod pióro czy na klawiaturę. Zastanawianie się w czasie pisania doprowadzi do tego, że będzie pan pisał książkę przez wiele lat albo nigdy jej nie ukończy, bo jest nieskończona ilość wyborów zachowań dla bohatera, nieskończona ilość sytuacji, w jakich się może znaleźć, nieskończona ilość ludzi z którymi może się spotkać... Pisać co przyjdzie do głowy, a dokładniej, to to, co pierwsze przyjdzie do głowy. Później, kiedy będzie pan poprawiał książkę, bo bez tego się nie obejdzie, zrobi pan zmiany jakie zechce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postaram się trzymać rady R.S. Bo rzeczywiście, więcej czasu niż samo pisanie zajmuje mi zastanawianie się, wybieranie, czy będzie lepiej tak czy tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pisałbym dzisiaj o R.S., gdybym w czasie tej ostatniej wizyty nie zobaczył u niego książki, o której napisanie nigdy bym go nie podejrzewał. I to już jest drugie wydanie tej pozycji (pierwsze było w Wydawnictwie Literackim, teraz w wydawnictwie Skrzat). To tzw. babska literatura. Trzy kobiety i jeden facet. Ale nie ma tam żadnych seksualnych "trójkątów", czy w tej sytuacji "czworokątów", choć erotyki też nie brakuje. Małżeństwo i dwie przyjaciółki żony. Żona jest "autorką" książki-dziennika i, zdumiewające, jak R.S. potrafił wcielić się w kobietę. Nigdy nie podejrzewałem go o tak dobrą znajomość kobiet i ich osobistych problemów. Czyta się to tak, jak reportaż z życia współczesnej kobiety (właściwie trzech kobiet), która jest żoną pisarza. Wysmakowany humor, wciągająca akcja, tak, że mnie, wrogowi tych wszystkich "babskich" opowieści, czytało się tę książkę jak sensacyjną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaskoczyło mnie poczucie humoru R.S., bo on wygląda i zachowuje się jak ktoś, kto śmieje się dopiero wtedy, kiedy ktoś wpadnie do studni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszej chwili, przeglądając TERAPIĘ PAULINY P. (taki ma tytuł"), źle sobie pomyślałem o Ryszardzie Sadaju (pozwolił mi wymienić swoje nazwisko w tym blogu). Miałem go za "poważnego" autora historycznych, galicyjskich powieści i współczesnych powieści, z których jedna ("Ławka pod kasztanem") wygrała w 2000 r. zorganizowany przez wydawnictwo Znak konkurs na najlepszą powieść, a kolejna została uznana za "krakowską książkę miesiąca". A tu nagle jak Grochola zachciało mu się pisać, tak myślałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie miałem racji, źle o nim myśląc. Napisał książkę, jaką i ja chciałbym napisać. Prawdziwa, dowcipna i nawet romantyczna. Teraz nie dziwią mnie pochwały internautów na ostatniej stronie okładki. Może zmienię też zdanie co do "babskich" powieści, chociaż akurat ta, co jest ciekawostką, została napisana przez faceta. Może dlatego jest taka dobra i wciągająca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2664732829446925774?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2664732829446925774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/07/terapia-pauliny-p.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2664732829446925774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2664732829446925774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/07/terapia-pauliny-p.html' title='TERAPIA PAULINY P.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4768945767756642327</id><published>2010-07-19T12:34:00.000-07:00</published><updated>2010-07-19T12:59:37.801-07:00</updated><title type='text'>R.S. POCIESZA MNIE.</title><content type='html'>Od śmierci Marylki zmieniłem się. Sam to zauważam i zauważają inni. Postarzałem się, nic mi się nie chce i właściwie niczego już nie oczekuję od życia. Myślałem, że pomysł, aby napisać książkę, przyda mi werwy, wyrwie mnie z odrętwienia, nada jakiś cel końcówce mojego życia. Ale, zdaje się, zrealizowanie tego pomysłu jest ponad miarę moich możliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwiedziłem R.S., mojego znajomego pisarza. On powiedział:&lt;br /&gt;- W pana wieku pisze się raczej wspomnienia. Nad pierwszą powieścią zazwyczaj pracuje się kilka lat i jest to, wbrew temu co niektórzy myślą, bardzo męczące zajęcie. Ale w twórczości nie ma żadnych żelaznych reguł, można zadebiutować mając osiemnaście lat i osiemdziesiąt.&lt;br /&gt;- Czyli co, mam przestać myśleć o pisaniu powieści?&lt;br /&gt;- Ależ skąd, panie Karolu. Za panem przemawia, że wybrał pan Chrystusa za bohatera swojej powieści. To zaskakujące. Nie słyszałem, żeby ostatnio ktoś napisał o Chrystusie. I to jeszcze o Chrystusie w czasach nam współczesnych. Już sam ten pomysł jest intrygujący. I skoro taki pomysł przyszedł panu do głowy to, kto wie, może nie na darmo. Niech pan pisze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc piszę. Ale wciąż nie wyszedłem poza kilka zdań, które mi zostały z kilkunastu zapisanych stron.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4768945767756642327?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4768945767756642327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/07/rs-pociesza-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4768945767756642327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4768945767756642327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/07/rs-pociesza-mnie.html' title='R.S. POCIESZA MNIE.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5989263883597685794</id><published>2010-07-06T10:49:00.000-07:00</published><updated>2010-07-07T03:19:46.039-07:00</updated><title type='text'>DWA NIEDOSZŁE ROZWODY</title><content type='html'>Siedziałem na ławce na cmentarzu salwatorskim obok ściany, gdzie jest wmurowana urna z prochami Marylki. Przypomniało się mi, że Marylka dwa razy chciała się ze mną rozwodzić, bo dochodziła do wniosku, że nie kocham jej tak na zabój jak ona mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbliżał się dzień pierwszego procesu rozwodowego, za ugodą, bez podziału majątku, dzieci dorosłe. Adwokaci powiedzieli, że proces potrwa godzinę i ja i Marylka będziemy stanu wolnego, czyli rozwiedzionymi. Wiadomo, sytuacja napięta, bo tego rodzaju sprawy w sądzie nigdy nie należą do przyjemnych. Tym bardziej, że ja wcale nie chciałem rozwodu, tylko Marylka. Ale uznałem, że skoro jej na tym zależy, nie będę przeciwko. Chociaż byłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W te dni przed wizytą w sądzie byliśmy wobec siebie grzeczni i dobrzy jak mało kiedy. Nie będzie przesady, jeśli napiszę, że jedno dla drugiego w ogień by wskoczyło. Tylko że z tej grzeczności i dobroci zrobiło się tak, że na dzień przed rozprawą rozwodową poszliśmy do łóżka i było przyjemnie jak..., no, jak zawsze. Nasi adwokaci przy każdej okazji przypominali nam, abyśmy nie ulegli tego rodzaju słabości, bo sąd uzna, że małżeństwo nie uległo rozpadowi.&lt;br /&gt;Jeszcze przed wyjściem z łóżka zaproponowałem Marylce:&lt;br /&gt;- To może jednak nie rozwiedziemy się.&lt;br /&gt;- Nie - zdecydowanie rzekła Marylka. - Przez jedną chwilą słabości nie będziemy zmieniać naszych planów. Tylko nie zdradź w sądzie, że to zrobiliśmy.&lt;br /&gt;Już nie chciałem mówić, że to nie był nasz plan, tylko jej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszliśmy do Sądu. Sędzina, ostrzegając mnie wcześniej, że za mówienie nieprawdy grozi mi... (już nie pamiętam co), zapytała:&lt;br /&gt;- Czy w ostatnim czasie doszło pomiędzy panem a żoną do zbliżenia seksualnego?&lt;br /&gt;Minutę milczałem, bijąc się z myślą: kłamać, czy jednak mówić prawdę?&lt;br /&gt;Wreszcie rzekłem: tak.&lt;br /&gt;Mój adwokat pociągnął mnie za rękę tak mocno, że mało nie wyrwał z ramienia, aż krzyknąłem do niego: "Niech mnie pan przynajmniej w sądzie nie molestuje!". Bo muszę przyznać, że mój adwokat jakoś nie polubił Marylki. Uważał, że ona manipuluje moim życiem i moimi uczuciami. Był zdecydowanie za tym, żeby sprawa zakończyła się rozwodem. Poza tym był to miły facet.&lt;br /&gt;Sędzina po moim okrzyku zapytała:&lt;br /&gt;- Czy mecenas X molestuje pana poza budynkiem sądowym?&lt;br /&gt;- Nie, skądże - odrzekłem.&lt;br /&gt;- To proszę nie rzucać nieprawdziwych oskarżeń - napomniała mnie.&lt;br /&gt;- Przepraszam, Wysoki Sądzie, wyrwało mi się takie nieprawdziwe stwierdzenie.&lt;br /&gt;Sędzina jeszcze raz zapytała:&lt;br /&gt;- Czy w ostatnim czasie pomiędzy panem a żoną doszło do zbliżenia seksualnego?&lt;br /&gt;- Tak - powtórzyłem, bo już nie mogłem inaczej.&lt;br /&gt;- Kiedy to było? - dociekała.&lt;br /&gt;- Stosunkowo dawno. &lt;br /&gt;- Proszę dokładniej określić czas.&lt;br /&gt;- Wczoraj.&lt;br /&gt;- Wczoraj? - zaskoczyło sędzinę. Przecież to całkiem niedawno.&lt;br /&gt;- Ale to było jeszcze przed południem - tłumaczyłem.&lt;br /&gt;Sędzina nie wzięła pod uwagę tej różnicy w czasie.&lt;br /&gt;Z rozwodu nici. Musieliśmy zapłacić adwokatom i koszta procesu rozwodowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku latach Marylka znowu naparła na mnie, że jest niedobrą żoną, że zasługuję na lepszą kobietę niż ona, bo przysparza mi tylko zgryzot i tak dalej, że powinienem w życiu zaznać więcej szczęścia niż dotąd.&lt;br /&gt;Wcale tak nie uważałem, a co do szczęścia, to właśnie życie bez Marylki byłoby dla mniej największym nieszczęściem. Lecz kochałem Marylkę i myślałem, że skoro tak bardzo nie chce żyć ze mną, widocznie nie odpowiadam jej jako mąż i muszę się z tym pogodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby znowu nie stało się tak, jak przedtem, dwa miesiące przed procesem rozwodowym Marylka wyjechała do kuzynki w Zakopanem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proces. Znowu bez orzekania o winie i bez podziału majątku. Żeby mi było łatwiej kłamać (no bo jednak dwa razy pojechałem do Zakopanego), przed pójściem do sądu wypiłem kilka kieliszków wódki.&lt;br /&gt;Sędzina zadała sakramentalne pytanie:&lt;br /&gt;- Czy w ostatnim czasie pomiędzy panem a żoną doszło do zbliżenia seksualnego?&lt;br /&gt;- Nigdy do czegoś takiego nie doszło - odpowiedziałem. - Moje małżeństwo nie zostało skonsumowane.&lt;br /&gt;Tym razem to nie ja milczałem minutę, tylko Wysoki Sąd zaniemówił na dłuższą chwilę, nim wreszcie sędzina rzekła:&lt;br /&gt;- Przecież państwo macie dwójkę dzieci.&lt;br /&gt;- Mamy, lecz jakim sposobem, nie mam pojęcia.&lt;br /&gt;Wtedy Marylka nie wytrzymała i krzyknęła:&lt;br /&gt;- To są moje i Karola dzieci! Kocham go!&lt;br /&gt;Znowu musieliśmy zapłacić adwokatom i pokryć koszta procesu. Już więcej nie rozwodziliśmy się. Kochana Marylka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5989263883597685794?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5989263883597685794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/07/dwa-niedosze-rozwody.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5989263883597685794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5989263883597685794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/07/dwa-niedosze-rozwody.html' title='DWA NIEDOSZŁE ROZWODY'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-673002377417868519</id><published>2010-07-02T13:40:00.000-07:00</published><updated>2010-07-02T14:51:37.640-07:00</updated><title type='text'>CHRYSTUS  -  BAT NA KLER</title><content type='html'>Siedzę po kilka godzin nad zeszytem i męczę się z "moim" Chrystusem. Nie może być, że powodowany tylko ciekawością pojawił się na tym świecie. Wprawdzie to nie ma być "poważna" powieść, lecz pewien rodzaj zabawy, to mimo wszystko Chrystus powinien mieć jakąś misję do spełnienia. Ale nie, żeby zwykłym ludziom ukazywać ich grzechy, przywary, czy napominać ich aby mądrzej i roztropniej żyli. Przeciętny zjadacz chleba zawsze będzie miał jakieś grzechy na sumieniu. Chrystus doskonale o tym wie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się, czy nie zrobić tak, aby celem pobytu Chrystusa w Krakowie było "zdyscyplinowanie" sług kościoła, proboszczów, kapłanów, zakonników, sióstr zakonnych, bo Bóg wymaga od nich chyba więcej niż od zwykłych śmiertelników. Słudzy Pana,  namaszczeni różnymi funkcjami, zamiast dawać przykład jak godziwie żyć, w ukryciu grzeszą na potęgę. Pedofilia, nieślubne dzieci, uwielbienie wygodnego życia, uważanie (mimo to!) siebie za lepszych od innych, alkohol, hazard, finansowe przekręty. Tylko niech ktoś nie myśli, w związku z powyższym, że jestem wrogiem Kościoła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachowanie się księży powoduje coraz mniejsze uczestnictwo katolików w mszach, coraz mniej powołań do zakonów, malejąca liczba seminarzystów, a przecież prawdziwych katolików, wierzących w Jezusa Chrystusa, wcale nie ubywa. Oni tylko nie chcą mieć do czynienia z takimi sługami Kościoła. Już samo pójście do Kościoła stanowi teraz problem, bo człowiek nie jest pewien, czy w konfesjonale nie siedzi większy grzesznik od spowiadającego się. To nie jest wygodna i sprzyjająca sytuacja do otwarcia się przed Bogiem. Ja to robię tak, jak to czynią protestanci. Spowiadam się bezpośrednio przed Bogiem. Nie mam z tego powodu niespokojnego sumienia, raczej większy komfort spowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, wracając do mojego Chrystusa, to coraz bardziej się przekonuję (przynajmniej w tej chwili), że On, jako pewien rodzaj bata na kler (nie wiem jeszcze, jakby to technicznie i etycznie wyglądało) to dobry pomysł i alibi dla nieoczekiwanego zjawienia się Chrystusa. Jest tylko problem, że nie bardzo się orientuję, co na naprawdę dzieje się za murami kościołów, klasztorów, seminariów, a nie chciałbym popaść w przesadną groteskę, żeby z kolei nie urazić uczciwych księży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pragnąłbym poznać kogoś, kto mógłby mi opowiedzieć o "świętych" grzesznikach w kościele. Tylko kto się na to odważy? Gwarantuję, że nie będzie to wulgarna powieść, tylko taka bardziej prześmiewcza, bo w gruncie rzeczy i "mój" Chrystus do końca nie wiadomo, czy jest (będzie) prawdziwym Jezusem Chrystusem?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-673002377417868519?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/673002377417868519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/07/chrystus-bat-na-kler.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/673002377417868519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/673002377417868519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/07/chrystus-bat-na-kler.html' title='CHRYSTUS  -  BAT NA KLER'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-155930880258480058</id><published>2010-06-24T06:43:00.000-07:00</published><updated>2010-06-25T15:44:53.043-07:00</updated><title type='text'>INNE OBLICZE</title><content type='html'>Zrobiłem porządek na biurku. Usunąłem z niego wszystkie szpargały, jakieś karteczki z niepotrzebnymi zapiskami i telefonami, stare nożyczki, klej, śrubokręt, zepsuty budzik i zegarek bez baterii, przeczytane książki, kalendarze z poprzednich lat... Zebrał się tego cały kosz. Następnie umeblowałem biurko w lampkę nocną, czterystostronicowy zeszyt, pióro, czarny atrament i Pismo Święte małego formatu.&lt;br /&gt;Postanowiłem wreszcie zabrać się na poważnie do pisania książki o Jezusie Chrystusie, który niespodziewanie pojawił się w Krakowie. Jeszcze nikt nie wie, że to jest Chrystus, sam przyszły autor-narrator ma co do tego wątpliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego książka o Chrystusie? Sam nie wiem. Ale znam tę postać. Pismo Święte to moja ulubiona lektura od lat, nigdy mi się znudziło czytanie jej. Czytelnicy mojego blogu są tym pewnie zaskoczeni, bo życie emeryta polskiego jakoś nie dostarczało dowodu, że jestem wiernym i stałym czytelnikiem Starego i Nowego Testamentu. Tym bardziej, że moje postępowanie i przemyślenia nie miało nic wspólnego, że się tak górnolotnie wyrażę, ze świętością. Nawet nie jestem dobrym katolikiem, którym stałem się gdzieś w pięćdziesiątym roku życia. Do kościoła na mszę częściej nie chodzę niż chodzę. Ale gdy jestem na mszy zawsze przystępuję do komunii, wcześniej spowiadam się tylko Bogu. Ostatnio codziennie oddaję się pod opiekę mojego Anioła Stróża, nie zaszkodzi. Wiem, że mojego Stróża muszę ogromnie denerwować swoim postępowaniem. Ale też zdaję sobie sprawę, że Bóg nie stworzył mnie na świętego czy męczennika i trzeba się z tym pogodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długo trwało nim uwierzyłem w historyczność Jezusa i Jego boskie pochodzenie, czyli w to, że był jednocześnie człowiekiem i Bogiem. Jego życie było tak niesamowicie niewiarygodne, że nikt nie potrafiłby i nie odważyłby się tego opisać, żeby nie wyjść na idiotę lub grafomana. Ewangelie to są opowieści nie z tego świata. Nie da się ich podrobić, nawet nie da się podrobić ich stylu, narracji (wielu daremnie próbowało). A mimo to są tak napisane, z jakąś wewnętrzną wiarą i przekonaniem, że można czytać je jak reportaż. Poza tym zafrapowała mnie mądrość Chrystusa i Jego poczucie humoru, poza tym to, że nie odwołuje się ciągle do Boga Ojca jako ostatecznej wyroczni, chociaż oczywiści także to czyni, trudno, żeby inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tacy ludzie, jeśli nie są Bogami, nie istnieją na świecie. Jest tylko jeden. Nie pisałem na blogu o mojej fascynacji Chrystusem, bo to, co głęboko w duszy, zostawiam dla samego siebie. "Studiuję" Chrystusa, lecz nie na takiej zasadzie, jak to czynią niektórzy księża, którzy lubują się w czytaniu książek o Jezusie Chrystusie, rozmyślaniu o nim, stawianiu go za przykład innym, zapominając, że Chrystus ukazał się nie po to, aby studiować Jego życie i nauki jak jakiegoś wielkiego myśliciela, ale aby w miarę możliwości naśladować Jego życie. Piszą o nim książki, traktaty, cytują Jego słowa w kazaniach, nauczają w Jego imieniu, a sami zachowują się jak... tu mi niestety przychodzą na myśl brzydkie słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porywać się z motyką na słońce? Pewnie to się do mnie odnosi. Mimo wszystko spróbuję.&lt;br /&gt;Mój Chrystus, w przeciwieństwie do Chrystusa z Palestyny, gdzie przeżył dzieciństwo, terminował u ojca jako prawdopodobnie cieśla, uczęszczał do synagogi, nie zna współczesnego świata, nie wszystko rozumie co się na nim dzieje, a do zrozumienia nie chce angażować swej boskiej wiedzy. Minęło dwa tysiące lat, odkąd tutaj był, wiele rzeczy jest mu całkowicie nieznanych. Jestem ciekaw Jego reakcji jako człowieka i reakcji ludzi na jego nauki i zachowanie. Nie mam żadnego opracowanego z góry klucza, jak to wszystko będzie wyglądać, nastawiam sie raczej na "żywioł", intuicje, znajomość ludzi i samego siebie.&lt;br /&gt;Najwyżej (to mi teraz wpadło do głowy) pójdę do znajomego pisarza R.S., zdradzę mu mój projekt i zasięgną porady (której, jak go znam, na pewno mi nie udzieli). W każdym razie na pewno mnie nie wyśmieje i nie odstręczy od pisania. Może tylko przerazi go mój zamysł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nabrałem atramentu do pióra. Wypiłem kilka herbat, kaw. Zapisałem i skreśliłem &lt;br /&gt;kilkanaście zdań. Nabazgrałem kilka nic nie znaczących rysunków. Minęło sześć godzin i nic. Cierpliwości, mówię sobie. Trzeba czekać aż się duża otworzy, jeśli otworzy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-155930880258480058?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/155930880258480058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/06/inne-oblicze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/155930880258480058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/155930880258480058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/06/inne-oblicze.html' title='INNE OBLICZE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-7865186061069586499</id><published>2010-06-13T13:17:00.000-07:00</published><updated>2010-06-13T14:27:14.478-07:00</updated><title type='text'>POWRÓT DO ŻYCIA?</title><content type='html'>Młody, około trzydziestoletni chirurg, obejrzał zdjęcia rentgenowskie i rzekł zadowolony:&lt;br /&gt;- Panie Karolu, wszystko się pięknie zrosło i szybko, jak na pański wiek.&lt;br /&gt;- Co, doktorze, czy ja mam sześćset lat? - powiedziałem trochę opryskliwie, bo w ustach lekarza słowa "pański wiek" zabrzmiały jakbym był matuzalemem.&lt;br /&gt;- Bez urazy - roześmiał się chirurg. - Ale młodzikiem to pan nie jest. Choć, pod pewnym względem... - nie dokończył.&lt;br /&gt;- Słucham, słucham - wiedziałem o co mu się rozchodzi.&lt;br /&gt;- Przywieźli pana do szpitala nieprzytomnego. Powinien pan mieć zwiotczałe wszystkie mięśnie, a u pana jeden organ znajdował się w gotowości do natychmiastowego działania.&lt;br /&gt;- Wyjaśniłem pańskiemu koledze, dlaczego tak mam.&lt;br /&gt;- Zazdrości panu. Proszę zdradzić, jak długo znajdował się pan pod działaniem prądu podczas naprawy żyrandola? Może ja też poddam się podobnej kuracji.&lt;br /&gt;- Do tego trzeba jeszcze spaść z drabiny - powiedziałem.&lt;br /&gt;- To już za duże ryzyko - orzekł chirurg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórym mężczyznom wydaje się, że to wielka wygoda mieć ten organ ciągle w stanie wzwodu. Już przywykłem, ale z początku nie mogłem tego znieść. Przeszkadzało mi to w czasie chodzenia, siedzenia, leżenia. Idąc ulicą wydawało się mi, że wszyscy widzą mojego fiuta. Musiałem zrezygnować z kąpieli w publicznych miejscach i opalania się na plażach, bo ludzie myśleliby, że jestem zboczeniec. Teraz, okazało się, że i po wypadku na rowerze też z tego powodu stanowiłem sensację w szpitalu, a i pewnie wzbudzałem rozbawienie. Jedna z pielęgniarek powiedziała mi, że pomyślała iż mam sen erotyczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic na to nie poradzę. Są jednak sytuacje, kiedy ta moja dolegliwość jest wielce przydatna. Wczoraj się mi przydała. Pewnie dlatego przypomniała mi się ta rozmowa z chirurgiem.&lt;br /&gt;Czasami zastanawiam się, czy już leżąc w trumnie, ten organ pozostanie dalej w stanie gotowości? Niechby ktoś, dla ciekawości, sprawdził to.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-7865186061069586499?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/7865186061069586499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/06/powrot-do-zycia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7865186061069586499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7865186061069586499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/06/powrot-do-zycia.html' title='POWRÓT DO ŻYCIA?'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5451296041488500910</id><published>2010-06-02T16:05:00.000-07:00</published><updated>2010-06-02T16:42:13.733-07:00</updated><title type='text'>STARCIE Z AUTEM</title><content type='html'>Powinienem był poprosić Maćka, żeby napisał: "Dziadek miał poważne starcie z autem i leży w szpitalu. Przez kilka tygodni na pewno nic nie napisze w tym blogu".&lt;br /&gt;Powinienem, ale czy ja miałem głowę, żeby myśleć o blogu? Jakby to była nadzwyczaj ważna część mojego życia? Człowiek leży unieruchomiony opatrunkami gipsowymi, chce mu się wyć z bólu i poczucia zniewolenia, zastanawia się, czy będzie mógł chodzić bez pomocy kul czy laski, mimo woli rozmyśla o dzieciach, wnukach, o zmarłych w rodzinie, żałuje, że czegoś tam w życiu nie zrobił albo zrobił. Leżenie i myślenie - to straszna rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpadłem pod auto, ale winni temu byli dwaj rowerzyści, którzy się ścigali na wąskiej ścieżce wału przeciwpowodziowego przy Rudawie.&lt;br /&gt;To był jeden z nielicznych na początku maja ciepły, słoneczny dzień. Pomyślałem, że czas aby po zimie przewietrzyć płuca i uruchomić sflaczałe mięśnie. Wsiadłem na mojego starego, lecz niezawodnego oscara. Objechałem Błonia dokoła i popedałowałem  na wał nad Rudawą. Po kilkuset metrach dostrzegłem jadących naprzeciwko mnie dwóch rowerzystów w kaskach. Zjechałem na prawą stronę. Oni jechali jeden obok drugiego. Najwyraźniej ścigali się, kto pierwszy dojedzie do jakiegoś upatrzonego miejsca. Głowy mieli pochylone, nie zwracali uwagi co jest przed nimi. Liczyłem, że mnie jednak zobaczą i jeden z nich zrobi mi miejsce. Ale gdzie tam. W ostatniej chwili odruchowo zjechałem z wału na asfaltówkę biegnącą równolegle do wału. Nie widziałem auta, które jechało w tym samym kierunku co i ja, tylko kilka metrów z tyłu. Nagle zobaczyłem bok auta przed sobą i przerażoną twarz trzydziestoletniego kierowcy. I to jest tyle, co pamiętam z wypadku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprzytomniałem w szpitalu. Potłuczona głowa (bez wstrząsu mózgu), złamana ręka i potrzaskane wszystkie żebra po prawej stronie. Rower wyszedł z tego bez szwanku, nawet jedna szprycha nie zgięta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy ktoś wie, jak bolą połamane żebra, gdy się zakaszle? Ja już wiem. Kości rzekomo ładnie się zrosły. Jeszcze około dwa tygodnie rekonwalescencji i znowu będę mógł wsiąść na mojego niezawodnego oscara. Szkoda, że nie potrafię rozpoznać tych dwu szalonych rowerzystów. Coś wymyśliłbym na nich. Kierowca auta, na które wpadłem, powiedział, że ci się nawet nie zatrzymali, choć odwrócili głowy i musieli widzieć wypadek, który spowodowali.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5451296041488500910?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5451296041488500910/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/06/starcie-z-autem.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5451296041488500910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5451296041488500910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/06/starcie-z-autem.html' title='STARCIE Z AUTEM'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4880075350379734875</id><published>2010-05-04T15:35:00.000-07:00</published><updated>2010-05-04T16:20:51.768-07:00</updated><title type='text'>OGARY POSZŁY W LAS</title><content type='html'>Widzę i odczuwam, że w moim życiu zaczęły się powtórki. Znowu taka sama wiosna, znowu piękne dziewczęta na ulicach, znowu zacznę chodzić na dłuższe spacery do rezerwatu bażanta wielkiego i na kopce. Ale na wyjazd do Egiptu, czy jakiegoś innego ciepłego kraju, na pewno nie dam się Katarzynie namówić. Nie chce mi się tam lecieć, z poza tym to też byłaby powtórka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z myślą o pisaniu powieści kupiłem zeszyt dwustukartkowy A-4, nowe pióro i czarny atrament. Mam pewien zamysł co do książki. Nie wiem, czy jestem w stanie zrealizować ów pomysł. Wcześniej chciałem po prostu opisać swoje życie, lecz doszedłem do wniosku, że to byłaby kolejna nudna powieść o Polaku, który nic wielkiego nie zrobił, nie przeżył nic wyjątkowego, który nie jest nazbyt mądry. To byłby zapis nieudanego życia, frustracji, kompleksów. Jeszcze jedna historia o nieudaczniku, coś w rodzaju "Dzień świra".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od pewnego czasu, jeśli chodzi o powieść, myślę o napisaniu książki o Jezusie Chrystusie, który w 2010 roku pojawia się w Krakowie. Nie wiadomo, czy to sam Chrystus, ale jest podobny do postaci z całunu turyńskiego i zachowuje się jak Chrystus, naucza, uzdrawia, czyni cuda. Trzeba przyznać ( sam sobie to przyznaję) ambicji mi nie brakuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę siedziałem nad zeszytem. Szukałem w głowie pierwszego zdania powieści, takiego zdania, które zaintrygowałoby czytającego i mnie samemu dałoby podnietę do pisania kolejnych zdań. I wiecie, co napisałem? To: OGARY POSZŁY W LAS. Tak, to pierwsze zdanie z powieści: "Popioły" Stefana Żeromskiego (chyba pamięć mnie nie myli?). Jaki związek mają ogary z Chrystusem? Żadnego związku, ja przynajmniej takiego nie dostrzegam.&lt;br /&gt;I teraz siedzą te OGARY we mnie. Piękna, prosta fraza. Co chwila powtarzam: OGARY POSZŁY W LAS. I widzę i słyszę te psy gończe, za nimi widzę jeźdźców na koniach. Napisać coś podobnie krótkiego, a tak mocno działającego na wyobraźnię!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później napisałem: CHRYSTUS USIADŁ NA ŁAWCE NA PLANTACH. NIE ZAUWAŻYŁ, ŻE ŁAWKA JEST ŚWIEŻO POMALOWANA. Nie mam pewności, ale zdaje się, że jest coś intrygującego w tych dwu zdaniach. Przynajmniej da się rozwinąć jakąś akcję, bo na przykład, ktoś zwróci uwagę, że Chrystus jest ubrudzony farbą, albo będzie się śmiał, że się ubrudził farbą. Wówczas Chrystus będzie musiał kupić spodnie i pójdzie do jakiejś galerii handlowej. Z moich doświadczeń kupowania spodni pamiętam, że wszystkie miały albo za długie nogawki, albo za krótkie. W wypadku Chrystusa też musiałoby tak być, przecież nie uczyni cudu i nie sprawi, że nogawki będą w sam raz, bo to nie w Jego stylu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4880075350379734875?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4880075350379734875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/05/ogary-poszy-w-las.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4880075350379734875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4880075350379734875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/05/ogary-poszy-w-las.html' title='OGARY POSZŁY W LAS'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4263773851516391796</id><published>2010-04-29T15:54:00.000-07:00</published><updated>2010-04-29T16:11:37.660-07:00</updated><title type='text'>STARY SAMOLUBNY DRAŃ</title><content type='html'>Trzeba wyjść z wody, otrząsnąć się jak pies, i gdzieś pobiec, coś robić, na przykład zaopiekować się kimś. Śmierć Marylki, później ta makabryczna katastrofa pod Smoleńskiem, przybiły mnie, doprowadziły do jakiegoś dziwnego letargu. Ale przecież nie mogę bez końca trwać w takim stanie. Za wcześnie aby wycofać się z życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomagać innym to najlepszy (rzekomo) sposób na pobudzenie emocjonalne, fizyczne i intelektualne. Tylko że, choć na pewno blisko mnie jest wiele osób czekających na różną pomoc i zasługujący na nią, jakoś nie potrafię ich dojrzeć. No, może nie całkiem jest tak, że ich nie widzę. W mojej dzielnicy, a nawet kwartale ulic, znam biedaków, pijaków, narkomanów, chorych psychicznie, znam wieloletnie rodziny żyjące z pomocy społecznej i kradzieży. Dlaczego nie spróbuję choć jedną z tych osób wyprowadzić na prostą, przysposobić do normalnego życia? Bo mi się nie podobają. Są brudni, wulgarni, niewykształceni. Muszę powiedzieć prawdę: nie mogę przełamać w sobie odrazy do nich. Natomiast chętnie zająłbym się ładną studentką, ubierającą się w markowe ciuchy, mieszkającą w małym lecz przytulnym mieszkanku z oknami wychodzącymi na Wisłę. Lecz jakiej pomocy ta studentka oczekiwałaby ode mnie? Darmowych korepetycji z historii?&lt;br /&gt;Jestem po prostu stary, samolubny drań!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4263773851516391796?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4263773851516391796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/stary-samolubny-dran.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4263773851516391796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4263773851516391796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/stary-samolubny-dran.html' title='STARY SAMOLUBNY DRAŃ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-7837401716778975945</id><published>2010-04-20T08:38:00.000-07:00</published><updated>2010-04-20T08:56:40.008-07:00</updated><title type='text'>ŻYĆ NIE UMIERAĆ</title><content type='html'>Kapcanieję z dnia na dzień. Dawniej (teraz to już wszystko wydaje się mi dawno) jeździłem do Marylki do Kobierzyna. To była wyprawa tramwajem i autobusem, i kawałek pieszo. Wcześniej kupowałem czekoladki dla Marylki i pielęgniarek, paczkę papierosów dla pacjentów i rozdawałem im po kilka sztuk. Rozmawiałem z doktorem Wackiem. Teraz chodzę do Marylki na cmentarz salwatorski bez żadnych przygotowań logistycznych. Siadam na ławce obok urny z prochami Marylki i siedzę, już całkiem jak emeryt.&lt;br /&gt;Do tego ta paraliżująca katastrofa pod Smoleńskiem, nie mogę się otrząsnąć. Większość z tych, którzy w niej zginęli, to byli dobrzy znajomi, Niektórych widywałem i po kilka razy dziennie (w telewizji).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz uzmysławiam sobie, że upłynęło sporo dni odkąd ostatni raz byłem z kobietą. Nie chce się mi. To znaczy nie chce mi się czynić zalotów, zagadywać, dotykać, judzić (w miłym znaczeniu tego słowa), bo gdyby któraś weszła pod kołdrę i przytuliła się, to, wiadomo (żyrandol), zawsze jestem gotów.&lt;br /&gt;Aa, pewnie się upiję, wezmę jakąś książkę i usnę. Trzy przyjemności w krótkim czasie. Żyć nie umierać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-7837401716778975945?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/7837401716778975945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/zyc-nie-umierac.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7837401716778975945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7837401716778975945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/zyc-nie-umierac.html' title='ŻYĆ NIE UMIERAĆ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4801992403521293614</id><published>2010-04-11T11:20:00.000-07:00</published><updated>2010-04-11T11:39:28.064-07:00</updated><title type='text'>ŚMIESZNOŚĆ I OKRUCIEŃSTWO ŻYCIA</title><content type='html'>Rzadko nachodzi mnie refleksja tego rodzaju, że życie jest piękne. Częściej, że życie jest śmieszne albo okrutne. Przed okrucieństwem życia broniło mnie poczucie humoru. Przed śmiesznością życia broniła mnie realność cierpienia, w moim wypadku cierpienia psychicznego: choroba Marylki, niemożność porozumienia się z dziećmi, depresja, która trzyma mnie jak imadło od długich lat, i ból (wiem, że to brzmi górnolotnie, ale...), który odczuwam z powodu bólu jakiego bez powodu doznają miliony ludzi na świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli o czymś w życiu mogę powiedzieć, że jest piękne, to kobiety. Mając do wyboru oglądanie wysokich gór, bez drzew, roślinności, czy oglądanie nagich kobiet, wybieram kobiety. Podobnie, mając do wyboru oglądanie zróżnicowanego krajobrazu, z lasem, rzeką, pagórkami, czy oglądanie ładnie ubranej kobiety, wybieram kobietę. Tak samo długo nie namyślałbym się, gdyby mi zaproponowano: pobyt wśród dzikiej natury, czy wśród dzikich kobiet? Dzikie kobiety!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec, odnosząc się do komentarza z 6 kwietnia: Pani jest piękna, nie życie. Też i dlatego piękna, bo uważa, że życie jest piękne. Jeśli chodzi o kobiety, to nie przeszkadza mi w nich ani dzikość, ani naiwność.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4801992403521293614?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4801992403521293614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/smiesznosc-i-okrucienstwo-zycia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4801992403521293614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4801992403521293614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/smiesznosc-i-okrucienstwo-zycia.html' title='ŚMIESZNOŚĆ I OKRUCIEŃSTWO ŻYCIA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-810337903751306993</id><published>2010-04-10T12:47:00.000-07:00</published><updated>2010-04-10T13:34:58.761-07:00</updated><title type='text'>KAROL TRZASKA 007 - 2. NIEPOWODZENIE.</title><content type='html'>Telefon:&lt;br /&gt;- Proszę przyjść o 13.00 do Biura.&lt;br /&gt;Przyszedłem. Wpierw mój partner pokazał mi jak uruchomić i korzystać z kierunkowego mikrofonu, który jest umieszczony w moim służbowym telefonie komórkowym i który działa na odległość 50 m. Następnie pokazał mi fotografie mężczyzny i kobiety.&lt;br /&gt;- Proszę zapamiętać te twarze. Tych dwoje przyjdzie do kawiarni Hotelu Grand o godzinie piętnastej. Pan ma, z pomocą telefonu, nagrać ich rozmowę. Około piętnastej trzydzieści przyjdzie do pana Ewa, około czterdzieści lat, pańska dobra znajoma, z którą jest pan umówiony. Proszę ją serdecznie powitać, albo nawet pieprznie, tak, aby wyglądało, że niecierpliwie pan na nią czekał.&lt;br /&gt;- A jeśli podejdzie inna kobieta i ja ją pieprznie powitam, a okaże się, że to nie jest ta? - zapytałem.&lt;br /&gt;- Rzeczywiście, może się tak zdarzyć - przyznał partner. - Powiem jej, żeby w ręku trzymała "Forum". To tygodnik formatu A-4 z kolorową okładką.&lt;br /&gt;- Ona może być moją kochanką?&lt;br /&gt;- Chyba tak - partner nie był tego pewien.&lt;br /&gt;- Czyli mogę ją ukradkiem obmacywać.&lt;br /&gt;- Bez przesady - roześmiał się partner.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kawiarni Grandu były tylko dwa stoliki zajęte. Przy jednym siedziała młoda para. Przy drugim samotny mężczyzna w średnim wieku, w okularach, wyglądający na pracownika naukowego, przynajmniej ja go tak oceniłem. Pił kawę i czytał "Wyborczą". Ja zająłem trzeci stolik, przy oknie. Tak usiadłem, aby widzieć drzwi wejściowe i część holu recepcyjnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemal dokładnie o 15.00 wszedł mężczyzna z fotografii pokazanej mi przez partnera. Kilka minut później przysiadła się do niego kobieta, też ta ze zdjęcia. Ustawiłem na nich mikrofon u czekałem na Ewę, co raz to spoglądając na drzwi kawiarni. Udawałem, że się niecierpliwię.&lt;br /&gt;Osoby, które miałem podsłuchiwać, mówiły coś do siebie półgłosem. Nie wyglądały na kochanków. Raczej była to rozmowa biznesowa. Zamówili kawę i sernik. Zaraz po tym jak przyszła Ewa z "Forum" w ręku, tamci przywołali kelnerkę, zapłacili i wyszli z kawiarni. Ledwie nacisnąłem guzik "koniec nagrywania", przy naszym stoliku pojawił się ów mężczyzna z fotografii i spokojnie, nie mówiąc ani słowa, zabrał mój telefon i znowu wyszedł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedziałem co robić w takiej sytuacji. Ewa też nie wiedziała. Natychmiast zadzwoniła do koordynatora i powiedziała co się stało. Po chwili zwróciła się do mnie:&lt;br /&gt;- Mamy się tym nie przejmować. Nie docenili gościa, ale to, co zrobił, jest dla nich istotną informacją, do wykorzystania później.&lt;br /&gt;- Pierwszy raz biorę udział w czymś takim i się nie sprawdziłem - powiedziałem do Ewy.&lt;br /&gt;- Tak wyszło. Gość, widocznie, jest profesjonalistą w takich sprawach. Chce pan poczytać? - Ewa położyła "Forum" przede mną. - Do zobaczenia przy następnej okazji - wyszła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nici z nagrania i utrata drogiego telefonu. Ale, skoro ma się nie przejmować, to się nie przejmuję. Nikomu nie wciskałem, że jestem superagentem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-810337903751306993?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/810337903751306993/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/karol-trzaska-007-2-niepowodzenie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/810337903751306993'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/810337903751306993'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/karol-trzaska-007-2-niepowodzenie.html' title='KAROL TRZASKA 007 - 2. NIEPOWODZENIE.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-693821170178490854</id><published>2010-04-02T16:45:00.000-07:00</published><updated>2010-04-02T17:13:59.647-07:00</updated><title type='text'>UTRACONE POCZUCIE HUMORU</title><content type='html'>W ciągu kilku ostatnich lat Marylka była nieświadoma życia, takiego życia, jakiego większość z nas doświadcza na codzień. Nie było komunikacji między nami. Na pewno miała jakiś swój świat w mózgu, do którego z czasem przywykła, czy przystosowała się, bo już nie miała takich wielkich stanów lękowych jak niegdyś. Żyła tam sobie, prowadziła jakieś rozmowy, coś załatwiała. Nie wiem, czy ja istniałem w tym jej świecie, ale ona istniała w moim świecie. Brakuje Marylki. Jej widok przypominał mi zdarzenia z przeszłości, wesołe, mniej wesołe albo przykre. Czuję się trochę tak, jakby mi odcięto kawał życia. Żywa Marylka była pasem transmisyjnym do mojej przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz co? Przyszłość, w najlepszym razie, mogę liczyć w latach, a nie w dziesiątkach lat. I w tej przyszłości co może mi się zdarzyć nieprzewidywalnego? Nie widzę niczego takiego. Oklapłem. Nie tak dawno zamierzałem serio zabrać się do pisania powieści. Jestem jak balon bez powietrza. Zdaje się, że nawet poczucie humoru utraciłem, a ono mnie rzadko na długo opuszczało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj widziałem jak dwie około trzydziestopięcioletnie kobiety walczyły o jedno wolne miejsce do zaparkowania auta przy krawężniku. Równocześnie, z dwu stron, wjechały w wolne miejsce. Tyłami aut zatarasowały ulicę, uniemożliwiając innym przejazd. Kłóciły się, która była pierwsza, nie zwracając uwagi na gapiów i chyba nie słysząc klaksonów, którymi chcieli je przepędzić kierowcy. Po chwili podszedł do nich jeden ze zdenerwowanych kierowców i powiedział:&lt;br /&gt;- Wy głupie małpy, usuńcie się wreszcie stąd, nie możemy przejechać.&lt;br /&gt;- Coo? - kobieta z czerwonego auta spojrzała na drugą, z którą się kłóciła. - Słyszałaś jak ten buc nas nazwał?&lt;br /&gt;- Faszysta jeden! - druga wysiadła z auta i stanęła obok pierwszej.&lt;br /&gt;W jednej chwili się pogodziły i były razem przeciwko kierowcy.&lt;br /&gt;- My stoimy, to i ty będziesz stał.&lt;br /&gt;- Wzywam policję - mężczyzna wyjął z kieszeni telefon.&lt;br /&gt;- Wzywaj se, wzywaj.&lt;br /&gt;- Teraz i tak nie możemy wyjechać, bo za blisko podjechaliście - kobiety zaczęły się śmiać.&lt;br /&gt;- To wy blokujecie nam wyjazd.&lt;br /&gt;Nie czekałem na przyjazd policjantów. Oceniając teraz na zimno, była to bardzo komiczna sytuacja, a ja poszedłem dalej, wcale nie ciekaw jak zakończy się zdarzenie. Nawet śmiać mi się nie chciało, choć przecież powinno. Dawniej do końca kibicowałbym którejś ze stron.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-693821170178490854?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/693821170178490854/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/utracone-poczucie-humoru.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/693821170178490854'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/693821170178490854'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/04/utracone-poczucie-humoru.html' title='UTRACONE POCZUCIE HUMORU'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-777002248064529386</id><published>2010-03-29T10:40:00.000-07:00</published><updated>2010-03-29T14:54:10.006-07:00</updated><title type='text'>KAROL TRZASKA 007</title><content type='html'>Agencja Detektywistyczna "O" mieści się w nowoczesnym, niedawno wybudowanym biurowcu blisko Śródmieścia. Dwa pokoje. Jeden służy do przyjmowania klientów, czy takich osób jak ja. Drugi to pokój logistyczny (komputer, kilka monitorów, dużo kabli, półki z sprzętem nieznanego mi przeznaczenia), w którym siedzi koordynator, jak mi go przedstawił szef agencji, pan Janek.&lt;br /&gt;Sam szef nie przypominał mi żadnego detektywa, to znaczy takiego, który by mi się kojarzył z jakąś postacią z powieści lub filmów sensacyjnych, bo innych, prawdziwych detektywów nie znam. Czterdziestoparoletni, średniego wzrostu, nie całkiem łysy, w szarej marynarce. Ot, jeden z facetów z ulicy, który mógł być każdym. Wyróżniały go tylko oczy, bystre, ruchliwe, błyszczące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szef, pan Janek, zaczął ze mną rozmowę po angielsku (nie chodzi o język).&lt;br /&gt;- Trzy dni temu był mróz - powiedział - a dzisiaj już szesnaście stopni ciepła.&lt;br /&gt;- Nie wiadomo jak się ubrać - rzekłem też po angielsku.&lt;br /&gt;- Jeszcze butów nie zmieniłem na letnie.&lt;br /&gt;- Ja dzisiaj pierwszy raz po zimie nałożyłem półbuty.&lt;br /&gt;Pomyślałem: obmacuje mnie, chce wiedzieć z kim ma do czynienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później przeszedł do konkretów, co znaczyło, że z tego "macania" wyszedłem dobrze oceniony.&lt;br /&gt;- Panie Karolu, osoby, dla których pracujemy, należą do zarabiających powyżej średniej krajowej.&lt;br /&gt;- Myślę, że dużo dużo powyżej - poprawiłem.&lt;br /&gt;- Zgadza się. Zajmujemy się poszukiwaniem zaginionych osób, śledzeniem małżonków, pod kątem czy zdradzają, i sprawami gospodarczymi, na przykład, jakich klientów ma taka i taka firma, od kogo kupuje, komu sprzedaje, po ile, rozumie pan.&lt;br /&gt;- Rozumiem.&lt;br /&gt;- Prowadził pan małą firmę, więc coś się w tym orientuje.&lt;br /&gt;- Wie pan - byłem zaskoczony.&lt;br /&gt;- Uczył pan też w liceum.&lt;br /&gt;- Badał pan moją przeszłość?&lt;br /&gt;- Nie był pan karany, ma dobrą opinię wśród sąsiadów, lubi kobiety.&lt;br /&gt;- Nie znoszę, gdy mi ktoś zagląda do życiorysu i do łóżka - powiedziałem ze złością.&lt;br /&gt;- Muszę o panu coś wiedzieć, nim zaproponuję pracę. Wiele z tego, o czym się pan u nas dowie, będzie pan musiał utrzymywać w tajemnicy. Praca u nas wymaga dyskrecji.&lt;br /&gt;- To oczywiste - stwierdziłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmawialiśmy ponad godzinę. Sucho, konkretnie. Moim minusem było to, że nie mam prawa jazdy (nie wymieniłem starego prawa jazdy na nowe, bo postanowiłem definitywnie zrezygnować z prowadzenia auta. Mam już taki stopień kurzej stopy, i brak refleksu, że stanowiłbym zagrożenie na szosie). Stanęło na tym, że dostanę doświadczonego partnera z autem, który, poza tym, nauczy mnie z korzystania z mikrofonów, specjalnych aparatów fotograficznych i co tam będzie trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wymagana jest ode mnie dwudziestoczterogodzinna dyspozycyjność. Tylko za tę gotowość dostanę 600 zł miesięcznie. Poza tym 30 zł za godzinę pracy, ale nie mniej niż 90 zł dziennie, gdybym na przykład był potrzebny tylko na dwie godziny w ciągu dnia. Będę potrzebny na obiektach, jak się wyraził szef agencji, gdzie wymagany jest dobry wygląd.&lt;br /&gt;- Co znaczy "dobry wygląd"? - zapytałem dla ścisłości. &lt;br /&gt;- Odpowiedni, panie Karolu. Inny na wieczorne przyjęcie, inny na pobyt w górskim schronisku. To już sam pan rozważy. Za przejazdy, pobyty w hotelach, za wszelkie poniesione koszty płaci, oczywiście, agencja.&lt;br /&gt;Dostałem "wypasiony" (to nie moje słowo) telefon komórkowy. Jakie ma funkcje, będę wtajemniczany po kolei, w zależności od rodzaju zlecenia. Tego telefonu się przestraszyłem.&lt;br /&gt;- Czy przez ten telefon będę cały czas na podsłuchu? - zapytałem.&lt;br /&gt;- Nie. Dopiero po naciśnięciu tego guzika (pokazał).&lt;br /&gt;- I będziecie mogli mnie w każdej chwili zlokalizować za pomocą GPS, czy jakoś inaczej?&lt;br /&gt;- Też dopiero po naciśnięciu guzika,tego z kolei (pokazał).&lt;br /&gt;Nie bardzo wierzyłem, że jest tak, jak mówi. Pomyślałem, że przez ten telefon będę cały czas inwigilowany.&lt;br /&gt;- Proszę się nie obawiać, panie Karolu. Będzie pan na podsłuchu i możliwy do zlokalizowania tylko podczas pracy. Dla pana bezpieczeństwa.&lt;br /&gt;- Mam wierzyć, panie Janku, że tylko wtedy?&lt;br /&gt;- Tak - potwierdził.&lt;br /&gt;- A gdy wyjmę z telefonu baterie?&lt;br /&gt;- Wówczas telefon nie działa i nie będziemy się mogli do pana dodzwonić.&lt;br /&gt;- To mój numer stacjonarny - napisałem go na kartce leżącej na biurku. W domu będę wyjmował baterie z waszego telefonu.&lt;br /&gt;- Zgoda - pan Janek po raz pierwszy uśmiechnął się. - Na dodatek może go pan trzymać w wannie z wodą. Jest wodoszczelny. - Po chwili dodał - Nie ufa pan nam nam. Ma pan do tego prawo. I nawet mi się to podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak zostałem agentem? detektywem? szpiegiem? Mam czekać na wezwanie. Może to być za miesiąc, za tydzień, ale i jutro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale czy to będzie tego rodzaju zajęcie, że mnie da satysfakcję i jednocześnie przyniesie korzyść innym? Jeśli chodzi o poszukiwanie osób zaginionych, to zgoda, jest i moja satysfakcja i korzyść dla innych. Lecz śledzenie niewiernych żon i mężów? Tutaj trochę gryzie mnie sumienie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-777002248064529386?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/777002248064529386/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/03/karol-trzaska-007.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/777002248064529386'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/777002248064529386'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/03/karol-trzaska-007.html' title='KAROL TRZASKA 007'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-6517284464588653886</id><published>2010-03-21T13:10:00.000-07:00</published><updated>2010-03-21T13:48:29.983-07:00</updated><title type='text'>GO-GO</title><content type='html'>Spowolniło się moje życie. Przez tydzień po śmierci Marylki żyłem na zwiększonych obrotach. Załatwianie spraw pogrzebowych, goszczenie Kasi i jej męża, którzy przylecieli z Chicago, goszczenie Tomka z wnukami. Wielki ruch. Później oni odjechali jednego dnia. W pierwszej chwili poczułem ulgę, bo mogłem odpocząć, nie musiałem rozmawiać bez przerwy, szykować kolacji, ale po kilku godzinach zaczęła mi tak doskwierać samotność, że pojechałem do Ilony Małkowskiej. Ona zna samotność, wie jak to boli. Powiedziała, że mogę zostać u niej tak długo, jak zechcę. Tylko że ja, będąc u kogoś, źle się czuję. Przenocowałem u Ilony i wróciłem do domu. Położyłem się do łóżka i przez kilka dni leżałem, oglądając i słuchając w tv programy informacyjne i sportowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilona postanowiła wybić mnie z apatii i zaproponowała, abyśmy poszli do klubu go-go, gdzie przy rurkach tańczą młode i skąpo ubrane dziewczęta. Ilona wie, że widok młodych kobiet przyspiesza obieg krwi w moim organizmie, i że, w tym moim odrętwieniu, tylko taka propozycja sprawi, że wyjdę z domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O drugiej w nocy znaleźliśmy się w jednym z klubów go-go. Osiem ładnych i zgrabnych dziewcząt, które siedziały na długiej kanapie. Kelnerki i barmanka w strojach bikini. Elegancko, czysto, bezpiecznie (kilku wyglądających na kulturalnych ochroniarzy) i drogo. Dziewczęta i obsługa wydawali się być zaskoczeni, że przyszła do nich kobieta i to w wieku około emerytalnym. Pewnie, przynajmniej z początku, wzięli Ilonę za lesbijkę. O trzeciej ja i Ilona pozostaliśmy jedynymi gośćmi klubu. O czwartej siedzieliśmy wszyscy razem przy dwu złączonych stołach i gadaliśmy jak starzy znajomi. Naturalnie, musiałem zamawiać drogie alkohole (tancerki nie piły), ale miałem wokół siebie tyle młodych, pięknych ciał, że natychmiast poczułem się dużo lepiej. Dziewczęta, okazało się, w większości były studentami. Nie usłyszałem żadnej dwuznacznej propozycji, Ilona też nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otrzymałem za to inną propozycję. Menadżer klubu, albo właściciel (nie usiłowałem dociekać), zapytał, czy nie chciałbym pracować w agencji detektywistycznej, bo właśnie jego znajomy, szef agencji detektywistycznej, poszukuje starszego mężczyzny, o dobrych manierach, potrafiącego zachowywać się jak u siebie w drogich lokalach i hotelach.&lt;br /&gt;- Widzę, że pan to potrafi - stwierdził.&lt;br /&gt;- To może i potrafię - odrzekłem - ale czy się nadaję na detektywa?&lt;br /&gt;- Nadajesz się - wtrąciła Ilona. Masz zmysł obserwacji jak mało kto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem umówiony na jutro z szefem agencji detektywistycznej. Mamy porozmawiać. Przyznam, że zaintrygowała mnie propozycja pracy jako detektyw. "Karol Trzaska 007".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-6517284464588653886?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/6517284464588653886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/03/go-go.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6517284464588653886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6517284464588653886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/03/go-go.html' title='GO-GO'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8803330795370632416</id><published>2010-03-19T15:04:00.000-07:00</published><updated>2010-03-19T15:30:54.420-07:00</updated><title type='text'>HUNANITARNY KONIEC ŚWIATA</title><content type='html'>Taki przyszedł mi do głowy pomysł na koniec świata: pada śnieg tydzień, pada dwa tygodnie, pada nieprzerwanie miesiąc, pada dwa miesiące... Piękne puchowe płatki lecą z nieba i lecą. Ludzie nie nadążają z uprzątaniem śniegu. Drogi zasypane, tory zasypane, samoloty unieruchomione na lotniskach. Dopóki można, mieszkańcy miast ryją tunele na chodnikach, ale w końcu śniegu nie ma gdzie odgarniać. Ulice zasypane do pierwszego, drugiego piętra. W sklepach nie ma towaru. Do mieszkań nie dochodzi prąd, gaz, przestają działać radia i telefony. A śnieg dalej pada... Ludzie walczą o miejsca na najwyższych piętrach, zjadają się wzajemnie. Po kilku miesiącach opadów ziemia jest jedną wielką kulą śniegu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, to nie jest humanitarny koniec świata. Może piękny? Też nie. Tam, gdzie cierpienie, nic nie jest piękne. Już lepiej gdyby w ziemię uderzyła wielka planetoida i wywołała wielkie tsunami na oceanach, którego  fale przetoczyłyby się przez wszystkie kontynenty. Nikt by nie ocalał. Jeszcze lepiej, gdyby z jakiegoś powodu siła przyciągania ziemi przemieniła się w siłę odpychającą ziemi. Wszyscy ulatujemy w przestworza. Na wysokości 8 - 10 kilometrów dusimy się z braku tlenu. Stosunkowo szybka śmierć, sprawiedliwa, bo wszyscy umierają na to samo, śmierć estetyczna. Ciekaw jestem, jak długo w kosmosie ulegałyby rozkładowi nasze ciała?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na prawdziwie humanitarny koniec świata ludzie mogliby się umówić. Nie rodzimy dzieci. Starzy umierają, następnych pokoleń nie ma. Bez nas, bez naszych zmysłów, oczu, inteligencji, nie ma świata, choć faktycznie cała ta tzw. natura dalej pozostałaby. Trzeba byłoby zorganizować światowe referendum. Jeśli 60% ludzkości byłoby za takim końcem świata, rządy wszystkich krajów zostałyby zmuszone do wykonania woli większości Ziemian. A jeśli ktoś, mimo to, nie uległby presji większości i dalej rodził dzieci? Zawsze się znajdą "łamistrajki". Co z nimi wówczas zrobić?&lt;br /&gt;Ciekawe, jaki byłby wynik takiego światowego referendum?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8803330795370632416?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8803330795370632416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/03/hunanitarny-koniec-swiata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8803330795370632416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8803330795370632416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/03/hunanitarny-koniec-swiata.html' title='HUNANITARNY KONIEC ŚWIATA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-3275906863165318189</id><published>2010-03-12T09:38:00.000-08:00</published><updated>2010-03-12T10:03:26.944-08:00</updated><title type='text'>NIE BĘDĘ JEŹDZIŁ DO KOBIERZYNA</title><content type='html'>Nie jeżdżę i nie będę już jeździł do Kobierzyna. Polubiłem ten szpital (przypominający miasteczko) z dużym parkiem. Cicho, czysto. Z rzadka widać kogoś na uliczkach czy w ogródkach. Za to nieruchome głowy w oknach, a w powietrzu wyczuwalna udręka. Od lat jeździłem do Kobierzyna przynajmniej raz w tygodniu. Będzie mi tego brakować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Latem jeździłem tam częściej niż zimą. Marylka kochała słońce. Sama jednak nie mogła wychodzić z pawilonu do ogródka. Personelu było za mało, żeby ktoś tylko z Marylką wychodził na dwór. Więc w słoneczne dni przesiadywałem z nią na ławce z tyłu pawilonu. Marylka jak kocica wygrzewała się w słońcu, jakby brała prysznic, obracała się to twarzą do słońca, to plecami, jednym bokiem, drugim bokiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy jeszcze była zdrowa marzyła o wyjeździe do ciepłych krajów. Ale wtedy było to niemożliwe. Pokazywałem jej moje zdjęcia robione w Egipcie. Już nie wiedziała co to jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spopieliłem ciało Marylki. Tak jak chciała, bo bardzo się bała, że zostanie pochowana żywa i obudzi się w grobie, w trumnie, z ciężką ziemią nad sobą. Teraz, zamiast do Kobierzyna, będę często chodził na Salwator. Piękny cmentarz, z dala od ruchu ulicznego, w niektóre dni widok na szczyty Tatr.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ścianie, gdzie umieszczane są urny, zarezerwowałem miejsce na swoje prochy, tuż obok Marylki. Zapłacone, zaklepane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-3275906863165318189?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/3275906863165318189/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/03/nie-bede-jezdzi-do-kobierzyna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3275906863165318189'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3275906863165318189'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/03/nie-bede-jezdzi-do-kobierzyna.html' title='NIE BĘDĘ JEŹDZIŁ DO KOBIERZYNA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-210949412762962085</id><published>2010-02-23T03:15:00.000-08:00</published><updated>2010-02-23T03:27:54.288-08:00</updated><title type='text'>1%</title><content type='html'>Moja młoda znajoma jest na wózku inwalidzkim. Znam ją od lat, bardzo zdolna i żądna życia dziewczyna. Czeka na operację kręgosłupa. Można jej pomóc przekazując 1% podatku.&lt;br /&gt;A oto dane do pita:&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;nazwa OPP: Fundacja Anny Dymnej "Mimo wszystko"&lt;br /&gt;2. nr KRS: 00 00 17 44 86&lt;br /&gt;3. cel szczegółowy: indywidualne hasło podopiecznego: Barbara Galica&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;*trzeba wpisać to wszystko, co pogrubioną czcionką.&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo żałuję, ale sam nic więcej nie potrafię dla niej zrobić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-210949412762962085?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/210949412762962085/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/1.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/210949412762962085'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/210949412762962085'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/1.html' title='1%'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1611367214343173312</id><published>2010-02-21T12:52:00.000-08:00</published><updated>2010-02-21T14:38:25.655-08:00</updated><title type='text'>PIĘKNA DWUDZIESTOPAROLETNIA</title><content type='html'>Oglądam olimpiadę w Vancouver. W końcu było się mistrzem Małopolski w skoku o tyczce i moje zainteresowanie sportem, już tylko jako kibic, nie zmalało. Nie mam głowy i ochoty pisać kolejnego odcinka bloga. Ale podczas reklam zajrzałem do niego i przeczytałem cudowny komentarz od pięknej dwudziestoparolatki. Pomyślałem z radością, że wreszcie komuś w czymś pomogłem, i nie tylko jednej osobie, w tym wypadku kobiecie, lecz także wielu mężczyznom nie wyłączając samego siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Latem, w czasie upalnej pogody, dzieje się tak, że kobiety ubierają się w mini, żeby pokazać nogi, ubierają obcisłe i krótkie koszulki, żeby pokazać i uwydatnić piersi i płaskie brzuchy, malują twarze, żeby wzmocnić urodę, często chodzą w półprzeźroczystych sukienkach, aby pokazać bieliznę i te części ciała bez bielizny, a później złoszczą się, że faceci się na nich gapią. A co ci biedacy mają robić, gdy widzą coś tak uroczego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy się wyjdzie wysoko w góry, to nie ma nikogo kto by zamknął oczy i nie patrzył na piękny krajobraz, ani w muzeum, stojąc przed wspaniale namalowanym aktem, odwracał  oczy od niego. Piękno przyciąga, piękno raduje, cieszy oko, trzeba się nim delektować. Delektować się nim powinny nawet same jego właścicielki (byle nie popaść w narcyzm), bo w przeciwieństwie do gór i obrazów ich uroda jest przemijająca. Moja kochana, zjawiskowa Marylka, nim zachorowała i wylądowała w szpitalu, uwielbiała gdy mężczyźni oglądali się za nią, a mnie serce rosło, że mam taki ósmy cud świata. Cieszyłem się, że inni też w niej widzą wspaniałe dzieło Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To hipokryzja (obłuda, dwulicowość), kiedy ktoś odsłania piękne przymioty ciała, a następnie denerwuje się, że się je ogląda. Mężczyźni jak mogą skrywają swe spojrzenia, żeby nie uchodzić za podglądaczy (zwłaszcza gdy są w towarzystwie partnerek), ale im się to nie udaje. Budowa oczu mężczyzny jest tak skonstruowana, że aby coś dokładnie zobaczyć muszą jak latarka wpatrywać się w punkt, który chcą zaobserwować. Kobiety mogą patrzeć panoramicznie. Spoglądają na przykład w twarz, a widzą przy tym całą resztę (i udają Greczynkę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marylka sama zwracała mi uwagę: popatrz na nią jakie ma pośladki czy uda. Wiedziała, że widok czegoś ładnego sprawia mi przyjemność, o spojrzenia nie była zazdrosna. Patrzyłem i podziwiałem. Żaden obraz nawet najlepszego malarza nie odda piękna żywej kobiety w ruchu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękna dwudziestoparolatko, uśmiechaj się do mężczyzn, którzy ci się przyglądają, a nie rób skwaszonej i zgorszonej miny, która mówi: co, pacanie, tak się wgapiasz we mnie. Za piętnaście lat będziesz tęsknić za tego rodzaju spojrzeniami. Mnie ileś tam dodatkowych kolejnych lat nie przeszkodzi, jak teraz będę się bezkarnie oglądał za młodymi. A gdy już zostanę zmuszony jeździć na wózku inwalidzkim, to zamontuję uprząż z przodu wózka i będę prosił dziewczęta, żeby mnie kawałek pociągnęły. Na pewno nie odmówią, a ja w tym czasie obejrzę sobie ich napięte pośladki i uda. Genialne, nie? Na wszystko można znaleźć sposób, jeśli ma się mądry łeb na karku i niespożytą potrzebę piękna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec, poniekąd na marginesie tego co wyżej napisałem. Nie mogę się oprzeć zdumieniu, że piękne młode kobiety zaglądają do bloga o tytule EMERYT POLSKI. To ogień i woja. Nie wiem jak to wyjaśnić.&lt;br /&gt;I już zupełnie na koniec miła dwudziestoparolatko, która po latach przejrzałaś. Jeżeli na koszulce wydrukowałabyś sobie napis EMERYT POLSKI, wiedziałbym że to ty i ulicą szedłbym za tobą kilometr albo i dalej, żeby ci się przyglądać. Jeśli byś to zrobiła i zobaczyła za sobą utrudzonego marszem starszego pana (ładniej to brzmi niż "dziadek"), może już słaniającego się ze zmęczenia, obdarz go promiennym spojrzeniem i (aż nie mam śmiałości tego napisać, ale odwaga mnie nie opuszcza) na chwilę unieś koszulkę lub spódnicę. Będę miał co w Niebie opowiadać, nawet anioły zazdrościć mi będą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1611367214343173312?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1611367214343173312/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/piekna-dwudziestoparoletnia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1611367214343173312'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1611367214343173312'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/piekna-dwudziestoparoletnia.html' title='PIĘKNA DWUDZIESTOPAROLETNIA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1871298643511104783</id><published>2010-02-14T09:57:00.000-08:00</published><updated>2010-02-14T12:27:38.093-08:00</updated><title type='text'>LEGENDA O ARYSTOTELESIE</title><content type='html'>Ochłodziły się moje uczucia i zmysły. Nie tylko moje, Ilony Małkowskiej także. Powoli wracamy do naszej wcześniejszej relacji: przyjaciel - przyjaciółka. Coraz mniej czasu spędzamy w pozycjach równoległych do siebie i równoległych do ziemi jednocześnie i jest to takie bardziej dla zdrowia, że tak nazwę. Spokojnie, przewidywalnie, bez większego uniesienia, ale też miłe. Tylko że oboje zdajemy sobie sprawę, że ten rodzaj związku pomiędzy nami kończy się. Lecz to nam nie przeszkadza, częściej rozmawiamy, oglądamy telewizję, dwa razy poniosło nas nawet do teatru Bagatela na komedyjki. Nie rozstaniemy się mimo to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzadko się zdarza, żeby kobieta i mężczyzna pozostawali w przyjaźni po schłodzeniu uczuć i rezygnacji z seksu. Nam się to chyba zdarzy. Oboje jesteśmy samotni, nie chcemy całkowitej separacji. Teraz nawet lepiej się dogadujemy, mniej tajemnic i niedopowiedzeń. Po prostu znamy się jak dwa łyse konie. (Znowu się muszę zastanowić: dlaczego jak dwa łyse konie? I co to w ogóle jest łysy koń? Stary? Bez grzywy? Ale nie widziałem konia bez grzywy. Dawniej nie roztrząsałem różnych powiedzeń). Czyli, że znamy się bardzo dobrze. Znamy się lepiej niż uprzednio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli chodzi o sam seks, to nam się po prostu już nie chce. Nie, że nie chce generalnie, tylko nie chce nam się siebie. Ta przygoda dobiega końca. Zauważyliśmy (mogę stwierdzić także w imieniu Ilony), że już nie jesteśmy młodzi i ładni, że nie mamy sprężystych, umięśnionych ciał, że zmarszczki na twarzy i szyi i lepiej żeby w pokoju było zgaszone światło. Samo piękno duszy, jak wiadomo, nie wystarcza. Dawniej mogłem długo "intelektualnie" rozmawiać z głupią gęsią, pod warunkiem, że była ładna. Piękno czyniło z niej mądrą, ciekawą, nawet szlachetną. Piękno to naturalne wywyższenie i nie ma się co zżymać na to, że ludzie są nim niesprawiedliwie obdzieleni. Wielu intelektualistów, artystów, prawdziwie mądrych ludzi zakochuje się w samym pięknie. Poeci przydają pięknu bez liku przymiotników o dobrym zabarwieniu. I to jest dobre, bo piękna kobieta i przystojny mężczyzna czynią świat wspanialszym o ten jeden aspekt (od łacińskiego "aspectus": spojrzenie, widok). Reszta to o dupę rozbić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy przyjdzie ciepła wiosna i kobiety porozbierają się, hormony znowu zaczną grać. Nic na to nie poradzę. Dziewczęta na ulicy będę widział nagie, jak je widzą najlepsze prześwietlacze rentgenowskie w bramkach na lotniskach. Będę sobie wyobrażał... Z nimi chętnie, nawet zaraz po wyjściu na Kilimandżaro (niedawno opowiadali mi znajomi, że to straszna mordęga).&lt;br /&gt;Myślę, że jeśli to czyta dwudziestolatek, oburzy się: że też dziadkowi jeszcze się chce i ma czelność głosić to, zboczeniec! Nie dziwię się. Erotyka kojarzy się z młodością. Dwudziestolatek nie marzy o pójściu do łóżka z siedemdziesięcioletnią kobietą, a jeśli marzy, to wtedy jest to zboczenie. Przyjdzie dzień, że dwudziestolatek będzie miał siedemdziesiąt lat i zacznie ociekać śliną na widok młodej kobiety. Czy wówczas nazwie siebie zboczeńcem? Piękno jest ponadczasowe także pod tym względem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest piękna legenda o Arystotelesie, którą niedawno przypomniał w Gazecie Wyborczej Adam Leszczyński. Trudno mi się oprzeć i nie przekazać jej dalej. Legenda ma związek z ponadczasowością piękna, w tym sensie, jak napisałem przed chwilą. Poza tym jest przestrogą dla starych pryków, którzy uważają, że obecne młode pokolenie jest zepsute, że młodzi myślą tylko o pieniądzach i seksie. Wszyscy o tym myślą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto wspomniana legenda:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wielki filozof Arystoteles, nauczyciel młodego króla Aleksandra Wielkiego, próbował skłonić go do porzucenia pięknej kochanki Filidy. Filozof uważał, że namiętność pochłania czas i energię króla, przez co ten zaniedbuje swoje obowiązki. Odbył z wychowankiem poważną rozmowę, w której apelował do jego rozsądku i poczucia odpowiedzialności. Aleksander wprawdzie niechętnie, ale w końcu dał się przekonać racjonalnym wywodom nauczyciela.&lt;br /&gt;Wściekła Filida chciała się zemścić na filozofie i odzyskać względy Aleksandra. Uknuła więc prosty plan. Pewnego poranka, kiedy Arystoteles był pogrążony w lekturze poważnych ksiąg, przyszła w stroju niedbałym do ogrodu pod oknem jego pracowni. Zaczęła tańczyć i śpiewać. Stary filozof nie mógł powstrzymać pożądania. Zamknął nudne księgi, wybiegł do ogrody i wyznał Filidzie, czego pragnie (niektóre wersje opowieści opisują z upokajarzącymi detalami niezdarne zaloty brodatego mędrca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filida postawiła warunek: spełni życzenie, ale tylko wtedy, kiedy Arystoteles założy siodło, zacznie chodzić na czworaka i udawać konia, a ona przejedzie się na jego grzbiecie po ogrodzie. Kiedy dziewczyna dosiadła już filozofa, zaśpiewała pieśń na cześć miłości. Wtajemniczony w plan król Aleksander, który patrzył na tę scenę z ukrycia, wyskoczył zgorszony. "Mistrzu, jak to możliwe?" - zapytał czerwonego jak burak filozofa.&lt;br /&gt;Zgodnie z legendą Arystoteles - jak na mędrca i wychowawcę przystało - usiłował wybrnąć z tej kompromitującej wpadki, wygłaszając umoralniający wykład. Jeżeli mądry, siwowłosy filozof, stary i doświadczony, nie potrafi oprzeć się sile miłości, tym bardziej Aleksander, młody i porywczy, powinien się mieć na baczności. Aleksander wysłuchał mistrza i wybaczył mu, ale przywrócił Filidę do łask.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1871298643511104783?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1871298643511104783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/legenda-o-arystotelesie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1871298643511104783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1871298643511104783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/legenda-o-arystotelesie.html' title='LEGENDA O ARYSTOTELESIE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-6137077193431381419</id><published>2010-02-10T04:32:00.000-08:00</published><updated>2010-02-10T05:18:42.777-08:00</updated><title type='text'>PERŁA, JEMIOŁA, GRUSZKA, CZYLI B.S.</title><content type='html'>Zimno na zewnątrz. Także ochłodziły się moje uczucia. Zmysły erotyczne nie mogą długo pozostawać w temperaturze wrzenia. Chociaż, bo ja wiem, gdyby moja kochana Marylka nie zachorowała, nasze zmysły wciąż wstrząsałyby nami, jak gotująca się woda w garnku wstrząsa przykrywką garnka. Jeśli iść dalej tym porównaniem, to ja i Marylka tygodniami moglibyśmy napędzać tłoki parowozu.&lt;br /&gt;Zdaje się, że to porównanie nie bardzo mi wyszło. Tak to jest, kiedy się chce po literacku, wzniośle, romantycznie coś napisać, a brak talentu i wychodzi przybyszewszczyzna. Czy o Stanisławie Przybyszewskim jest jeszcze jakieś słowo w podręcznikach szkolnych? Muszę przy okazji zobaczyć. Przed wojną, przez kilka lat (umarł w 1927 r.), to była Postać, Bóg Literatury w Młodej Polsce, choć książki pisał w języku niemieckim. Przybyszewski pojawił się w Polsce (z Berlina, stolicy ówczesnej bohemy europejskiej) jak oślepiający meteor, a zniknął gdzieś jak meteoryt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego, że brak mi talentu, proszę nie brać na serio. Napisałem tak, pamiętając, że poniżeni zostaną wywyższeni. Niedługo zabiorę się do pisania powieści, zobaczycie! Nike, Goncourt, Pulitzer, Faulkner Award, Jerusalem Prize, Leninowska... Nie, tej ostatniej nagrody już nie ma. Jedna z czytelniczek EMERYTA POLSKIEGO nazwała moje wpisy perełkami. I tego będę się trzymał. Nawet za cenę, że wywyższeni zostaną poniżeni. No bo jeśli te utworki perełkami, to powieść będzie perłą. Chociaż nie rozumiem, dlaczego perły są tak bardzo cenione. Przecież to coś w rodzaju pasożyta żyjącego w małży. Jemioła na sośnie też jest pasożytem, a jakoś nikt się nią nie zachwyca. Gruszka na wierzbie też jest pasożytem, a niektórzy traktują ją jako coś niedościgłego. Pokręcone są nasze oceny i zachwyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaje się, Karolku, że za dużo wina wypiłeś. Nie wiem, czy za dużo, ale wiem, bo widzę, że wypiłem wszystko. Dwie butelki Sophii puste. Znajduję się w kłopotliwej sytuacji, która wymaga wyboru: pójść do sklepu, czy pisać tu dalej? Sam z sobą się droczę, gdyż wiedziałem co zrobię. Ale czy prawdziwy przyszły powieściopisarz i prawdziwy przeszły mistrz Małopolski w skoku o tyczce, będzie się długo zastanawiał, co lepsze? Jasne, że nie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-6137077193431381419?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/6137077193431381419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/pera-jemioa-gruszka-czyli-bs.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6137077193431381419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6137077193431381419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/pera-jemioa-gruszka-czyli-bs.html' title='PERŁA, JEMIOŁA, GRUSZKA, CZYLI B.S.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8530704476130971803</id><published>2010-02-08T12:29:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T12:48:40.570-08:00</updated><title type='text'>BOGUŚ HAZARDZISTA 3</title><content type='html'>Luśka Stykówna przyszła do mnie zapłakana, cała rozdygotana.&lt;br /&gt;- Zabiję tego drania - powiedziała.&lt;br /&gt;To jest więcej osób, które chcą zabić Bogusia, pomyślałem.&lt;br /&gt;- Dlaczego? - udałem zdziwionego, bo już się domyślałem, dlaczego chce go zabić.&lt;br /&gt;- Zastawiłam w lombardzie dwa pierścionki z brylantami, żeby miał pieniądze na odegranie się w kasynie - łkała. - To jedyne cenne rzeczy, jakie mi zostały po mamusi.&lt;br /&gt;- Gdzie on teraz jest?&lt;br /&gt;- Nie wiem. Czekałam na niego do rana.&lt;br /&gt;- Nie poszłaś z nim do kasyna?&lt;br /&gt;- Chciałam, ale on powiedział, że musi tam być sam, żeby się nie rozpraszać, skupić uwagę wyłącznie na ruletce. Boguś przyjdzie do pana, profesorze?&lt;br /&gt;- Nie wiem - odrzekłem, lecz miałem pewność, że Bogusia następnych kilka lat nie zobaczę.&lt;br /&gt;- Gdyby przyszedł, nie mu pan powie, że mu wybaczę, niech tylko mnie odwiedzi.&lt;br /&gt;- Dobrze.&lt;br /&gt;- Mam jeszcze jeden złoty pierścionek - dodała.&lt;br /&gt;- Boguś o nim wie?&lt;br /&gt;- Nie powiedziałam mu.&lt;br /&gt;- Szkoda, wtedy na pewno by przyszedł. Dzwoniłaś do niego?&lt;br /&gt;- Tak, ale nie odbiera telefonu.&lt;br /&gt;- To wyślij mu esemesa z wiadomością, że masz złoty pierścionek. Może wówczas przyjdzie.&lt;br /&gt;- Tak pan myśli, profesorze? - Luśka ożywiła się.&lt;br /&gt;- Tak myślę.&lt;br /&gt;Nie wiem, dlaczego byłem złośliwy. Może chciałem pomóc jej miłości? Bo, ostatecznie, co tam jakieś świecidełka wobec uczuć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8530704476130971803?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8530704476130971803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/bogus-hazardzista-3.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8530704476130971803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8530704476130971803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/bogus-hazardzista-3.html' title='BOGUŚ HAZARDZISTA 3'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2249197949285276612</id><published>2010-02-07T15:30:00.000-08:00</published><updated>2010-02-07T16:27:56.683-08:00</updated><title type='text'>BOGUŚ HAZARDZISTA 2</title><content type='html'>Odnowiłem znajomość z Luśką Stykówną. Kiedyś połączyła nas krótka chwila pożądliwości, raz jeden. Później trwała długa chwila obojętności wzajemnej. Następnie miał miejsce incydent na cmentarzu w Batowicach, kiedy to odkryłem, że matka Luśki leży w trumnie nie w tej bieliźnie, którą sobie kupiła na śmierć. Jadwiga Stykowa, matka Luśki, za swojego życia pokazała mi ubranie, jakie sobie naszykowała do trumny. Poprosiła przy tym, abym sprawdził, czy w trumnie będzie mieć to samo ubranie. Nie miała. Luśka pochowała matkę bez czarnego, jedwabnego biustonosza, kupionego, jeśli dobrze pamiętam, za 150 zł. W kaplicy cmentarnej zrobiła się wtedy awantura. Od tego czasu, do niedawna, Luśka i ja nie odzywaliśmy się do siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od kilku dni, odkąd Boguś mieszka, czy raczej ukrywa się u Luśki, często się widujemy. Ona przychodzi do mnie po jakieś ubranie na zmianę dla Bogusia, ja przychodzę do niej, żeby zagrać z Bogusiem w szachy. Luśka jest wtajemniczona w całą tę aferę z Bogusiem jako bohaterem i bardzo się jej podoba, że u niej przebywa mężczyzna, którego podobizny są porozwieszane w całym Krakowie i którego poszukuje policja. Pewnie przypomina jej to filmy sensacyjne.&lt;br /&gt;Tylko że, spostrzegłem, oprócz roli jaką gra w tym wydarzeniu, spodobał się jej sam poszukiwany. Gdy powiedziałem, że jest kwestią kilku najbliższych dni i Boguś będzie się mógł przenieść do Kobierzyna, Luśka powiedziała zagniewana:&lt;br /&gt;- Pan, profesorze, zawsze wszystko chce zepsuć. Boguś może mieszkać u mnie jak długo zechce.&lt;br /&gt;- Właśnie - poparł ją Boguś - może nie trzeba, abym szedł do szpitala.&lt;br /&gt;- Boguś, umawialiśmy się, że podejmiesz leczenie. Jeśli córka i zięć zechcą cię oskarżyć w sądzie o kradzież pieniędzy, wówczas leczenie się z nałogu będzie dla ciebie dobrym alibi. Poza tym doktor Wacek trochę natrudził się, żeby znaleźć dla ciebie miejsce w szpitalu.&lt;br /&gt;- Karol, daj mi jeszcze kilka dni na ostateczną decyzję - poprosił Boguś.&lt;br /&gt;- Dobrze - zgodziłem się, bo widziałem, że w tej chwili był na "nie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka godzin po tej rozmowie przyszła do mnie Luśka i powiedziała, że chce wziąć kredyt z banku i czy, w związku z tym, nie zostałbym poręczycielem kredytu.&lt;br /&gt;- Luśka, kilka lat temu byłem żyrantem pożyczki, a później sam musiałem ją spłacać. Od tego czasu unikam takich spraw.&lt;br /&gt;- Profesorze, chodzi o pana przyjaciela, Bogusia.&lt;br /&gt;- Nie rozumiem - zaniepokoiłem się, bo coś sobie pomyślałem.&lt;br /&gt;- Córka i policja przestaną ścigać Bogusia, jeśli jej odda te sześćdziesiąt tysięcy, prawda?&lt;br /&gt;- Prawda, tak będzie.&lt;br /&gt;- Boguś pokazał mi, że ma taki system gry na ruletce, że jeśli zagra za pięć tysięcy złotych, to na pewno odegra sześćdziesiąt tysięcy.&lt;br /&gt;- Jak on ci to pokazał? - zapytałem ze śmiechem (wcześniej właśnie coś takiego sobie pomyślałem).&lt;br /&gt;- Mam w domu taką małą dziecinną ruletkę, do zabawy. Na niej mi Boguś pokazał ten system. Wszystko się sprawdzało, wygrywał.&lt;br /&gt;- Luśka, nie gniewaj się, ale gadasz jak ktoś niespełna rozumu. Nie ma systemu na ruletkę. Tam zawsze wygrywa ten, kto jest właścicielem ruletki, a nie gracz.&lt;br /&gt;- Widziałam na własne oczy. Boguś wygrywał.&lt;br /&gt;- To dlaczego nie wygrał, stawiając sześćdziesiąt tysięcy?&lt;br /&gt;- Bo pan, profesorze, przeszkadzał mu i kazał mu stawiać na inne numery niż on chciał.&lt;br /&gt;- Czyli, że to moja wina, że on przegrał tyle pieniędzy?&lt;br /&gt;Sukinsyn, pomyślałem o Bogusiu. Mnie oskarża, a na dodatek mąci w głowie Luśce, która się w nim chyba zakochała.&lt;br /&gt;- Pewnie tak - bezczelnie stwierdziła.&lt;br /&gt;- Luśka, nie bierz żadnej pożyczki. Pięć tysięcy to on przegra w godzinę.&lt;br /&gt;- Więc nie chce pan pomóc przyjacielowi?&lt;br /&gt;- Chcę, ale nie w ten sposób. Luśka, nie idź na to. On jest nałogowym hazardzistą. Tacy zawsze przegrywają.&lt;br /&gt;- Taki z pana przyjaciel!&lt;br /&gt;Luśka wyszła wściekła. Za chwilę zapukałem do drzwi jej mieszkania. Nie wpuścili mnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2249197949285276612?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2249197949285276612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/bogus-hazardzista-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2249197949285276612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2249197949285276612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/bogus-hazardzista-2.html' title='BOGUŚ HAZARDZISTA 2'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-6990353064294632413</id><published>2010-02-02T14:10:00.000-08:00</published><updated>2010-02-02T16:13:55.547-08:00</updated><title type='text'>BOGUŚ HAZARDZISTA</title><content type='html'>To się wpakowałem. Bogusia, znajomego z Rzeszowa, poszukuje rodzina. Przyjechali do Krakowa w sile trzech osób. Przewodzi im córka Bogusia, czterdziestoparoletnia, energiczna, inteligentna, bezwzględna, pałająca żądzą zemsty. Gdy Boguś mówił, że córka go zabije za to, że przegrał zaliczkę na kupno mieszkania w Krakowie, myślałem iż to tylko takie gadanie ze strachu. Ale nie. Pani Anna wygląda na zdolną do takiego czynu. W oczach ma coś... morderczego. Aż sam się zacząłem bać. Jeśli pani Anna dowie się, że byłem z jej ojcem w kasynie i nie powstrzymałem go od grania na ruletce, a później ukrywałem go, to i moje życie będzie zagrożone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boguś panicznie boi się córki i zięcia (jest z nią jeszcze brat męża).&lt;br /&gt;- Karol, oni mnie zatłuką na śmierć - łkał. - Ukryj mnie gdzieś na kilka tygodni. - I - dodał - nie zdradź się, że byłeś ze mną w kasynie, bo i ciebie obwinią o utratę pieniędzy, a ten jej mąż nie patyczkuje się, dwa razy siedział w więzieniu za pobicie.&lt;br /&gt;Wpadłem na całego. Autentycznie się boję, tym bardziej, że oni już wiedzą iż byłem z Bogusiem w kasynie. Ale powiedziałem pani Annie, że byłem tam tylko godzinę i wyszedłem, a Boguś został i już się z nim więcej nie widziałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boguś musiał mieć w przeszłości bliskie spotkania z kasynami. Okłamał mnie, mówiąc, że nigdy nie grał na ruletce. W kasynie od razu wiedział gdzie, co, jak. Nie bez powodu pani Anna zaraz po przyjeździe do Krakowa odwiedziła wszystkie kasyna i wywiedziała się, że Boguś już pierwszej nocy odwiedził jedno z kasyn, i że odwiedził je wraz ze mną. Przed wejściem musieliśmy okazać dowody osobiste i pracownik kasyna zapisał nasze nazwiska. Dobrze, że nie odnotowują tam, o której kto wychodzi, bo wówczas widać byłoby czarno na białym, że kłamię. Byłem z Bogusiem w kasynie do piątej rano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pani Anno, nie miałem pojęcia, że pani ojciec ma tyle gotówki przy sobie - z początku rzeczywiście nie wiedziałem, dopiero jak przegrał. - Gdybym wiedział, nie zostawiłbym go w kasynie samego.&lt;br /&gt;Nie jestem pewien, czy mi uwierzyła. Raczej nie, skoro śledzili mnie, gdy tylko wychodziłem z kamienicy. Zięć Bogusia poszedł za mną do "Kefirka" i przyglądał się, ile jedzenia kupuję. Kupiłem jedną bułkę i kawałek żółtego sera. To, myślę, trochę ugasiło ich podejrzenia, że ukrywam u siebie Bogusia.&lt;br /&gt;Ukrywam go, bo nie ma innego wyjścia. Nie zostawię Bogusia na pastwę córki i zięcia. Zastanawia mnie, dlaczego wypuścili Bogusia z tak dużymi pieniędzmi, skoro wiedzieli o jego nałogu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz pani Anna przyszła do mnie zaraz po wizytacji kasyn. Dobrze, że Boguś był blisko domofonu i rozpoznał głos córki. Schował się w szafie z ubraniami. Następną noc Boguś spędził w kantorku mojej firmy ( jeszcze nie oddałem kluczy do tego pomieszczenia), opatulony w dwa śpiwory i starą kołdrę. Uważałem, że przesadza, nie chcąc zostać u mnie przez noc. Lecz on dobrze znał swoją rodzinę. Tuż przed dwudziestą drugą pani Anna przyszła do mnie w towarzystwie policjanta w cywilu.&lt;br /&gt;- Ojciec ukradł mi sześćdziesiąt tysięcy złotych - oznajmiła nienawistnym tonem - i teraz jest poszukiwany przez policję. Myślę, że pan ukrywa ojca.&lt;br /&gt;Policjant zapytał:&lt;br /&gt;- Zgodzi się pan, żebym zajrzał w kilka miejsc i sprawdził, czy tutaj nie ma poszukiwanego?&lt;br /&gt;- Niech pan zagląda - zgodziłem się.&lt;br /&gt;- Jeśli go znajdę - przestrzegł policjant - może pan być oskarżony o ukrywanie przestępcy. Jeśli jest, proszę dobrowolnie powiedzieć.&lt;br /&gt;- Nie ma - rzekłem i ze złością zwróciłem się do córki Bogusia - a pani niech mnie nie wrabia w wasze rodzinne sprawy. Poza tym, nawet jak przegrał pieniądze, to co, wsadzi pani ojca do więzienia? Albo zabije?&lt;br /&gt;- Z ust mi pan to wyjął - odpowiedziała. - Jedno albo drugie na pewno się stanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Policjant zajrzał do szaf, otworzył kanapę, otworzył lodówkę, zajrzał do pralki i pogrzebał w koszu z brudnymi ubraniami. Na końcu pochylił się nad wanną i dokładnie ją oglądał. Zdziwiłem się:&lt;br /&gt;- Myśli pan, że się tak rozpłaszczył w wannie, że z dalsza go nie widać? - I nagle mnie olśniło - a może pan szuka trupa?&lt;br /&gt;- Niczego nie możemy wykluczać - rzekł policjant obojętnie. - Był pan karany?&lt;br /&gt;No jasne, przecież mogłem zamordować Bogusia i zabrać mu pieniądze.&lt;br /&gt;- Nie byłem.&lt;br /&gt;Policjant zlustrował jeszcze podłogę i ściany, po czym wręczył mi wizytówkę i rzekł:&lt;br /&gt;- Gdyby się pojawił, niech pan natychmiast do mnie dzwoni.&lt;br /&gt;- I do mnie - pani Anna też dała mi wizytówkę.&lt;br /&gt;Wyszli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie godziny później, nie świecąc na klatce schodowej, zszedłem do kantorka na parterze i powiedziałem Bogusiowi o wizycie córki z policjantem.&lt;br /&gt;- Jezu, teraz mogą rozesłać za mną list gończy. Muszę zmienić wygląd i uciekać z Krakowa - biadał.&lt;br /&gt;- Masz dokąd?&lt;br /&gt;- Nie bardzo. Poza tym nie mam pieniędzy - spojrzał na mnie, chyba chcąc przypomnieć, że jestem mu winien 800 zł.&lt;br /&gt;- Osiemset złotych, pamiętam. Pożyczę od syna i oddam ci.&lt;br /&gt;- Gdybyś mógł pożyczyć więcej, poszedłbym do kasyna i odegrał pieniądze.&lt;br /&gt;Nie chciałem tego komentować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W południe, gdy wyszedłem z domu, zobaczyłem na ulicy odbite na ksero kolorowe zdjęcia Bogusia. Był na nich całkiem podobny do siebie, jakby zdjęcia były robione wczoraj. Poprzylepiano je do słupów i ścian. Zamyślony Boguś patrzył na mnie co 20, 30 metrów. Wyobraziłem sobie, że cały Kraków jest zalepiony fotkami Bogusia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiałem się, gdzie mógłbym na dłuższy czas umieścić Bogusia, tak, żeby go nie znalazła córka (bo w to, że będzie go szukać policja, jakoś nie wierzyłem), i przyszło mi do głowy genialne rozwiązanie: Kobierzyn. Oddział Terapii Uzależnień, czy jak to się nazywa? Widziałem gdzieś po drodze do pawilonu Marylki. Wtedy, za jednym wyjazdem, będę odwiedzał i Marylkę, i Bogusia.&lt;br /&gt;O umieszczeniu Bogusia w szpitalu w Kobierzynie postanowiłem porozmawiać z doktorem Wackiem. Na pewno pomoże. Boguś, wszystko na to wskazywało, był uzależniony od hazardu. Jeśli dotąd nie chciał się do tego przyznać i leczyć się, to teraz jest do tego przymuszony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boguś nieoczekiwanie łatwo przystał na leczenie w Kobierzynie. Zobaczył, że to jedyne rozsądne wyjście, bo i leczenie, i ukrycie się przed córką, i może w przyszłości wybaczenie ze strony rodziny. Pozostało mi tylko znaleźć na kilka dni, nim zdołam umieścić go w Kobierzynie, jakieś bezpieczne miejsce dla niego. I takie miejsce, nawet bez wychodzenia z kamienicy, co byłoby ryzykowne dla Bogusia, znalazłem u Luśki Stykówny. Zgodziła się, za pieniądze oczywiście, aby Boguś mieszkał u niej przez parę dni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-6990353064294632413?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/6990353064294632413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/bogus-hazardzista.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6990353064294632413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6990353064294632413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/02/bogus-hazardzista.html' title='BOGUŚ HAZARDZISTA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4326965491519325142</id><published>2010-01-24T08:49:00.000-08:00</published><updated>2010-01-24T09:19:36.052-08:00</updated><title type='text'>SZCZĘŚCIE BEZ ROZUMU JEST MAŁO WARTE</title><content type='html'>Tak,w ogólności, polski emeryt to osobnik, któremu brakuje pieniędzy i ma nadmiar wolnego czasu. Wolny czas łatwo zagospodarować. Można dać emerytowi dzieci do pilnowania, wysłać na zakupy, do kościoła, żeby kogoś śledził. Można mu znaleźć hobby, jak wędkarstwo, liczenie ptaków, rozwiązywanie krzyżówek. Taki sposób na życie dotyczy jednak tylko tych emerytów, którzy mają rodziny. Dla tych, bez rodzin, można utworzyć armię trzeciego wieku i wysyłać ich na obszary objęte kataklizmami. W Polsce ostatnio nie brakuje powodzi, huraganów, mrozów, wszędzie tam przydaje się do pomocy każda nowa para rąk. No, oczywiście, trzeba być zdrowym emerytem, żeby się znaleźć w armii trzeciego wieku. Chorzy już mają zajęcie: chorują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do braku pieniędzy, to gorsza sprawa, właściwie beznadziejna. Znikąd nie można na nie liczyć, chyba, że emeryt ma szczęście i wygra je w kasynie. Ja miałem takie szczęście i przez dwa dni wygrywałem na ruletce. Wychodziłem z kasyna, jak to się mówi, "do przodu", czyli wychodziłem z większą gotówką niż wchodziłem. Miałem już na zapłacenie za prąd i jeszcze mi sporo zostawało w kieszeni. Tylko zabrakło mi rozumu i trzeciego dnia też poszedłem do kasyna. Wówczas przegrałem to, co wygrałem, przegrałem swoją, dopiero co przelaną na konto emeryturę, i przegrałem pożyczkę, której mi udzielił mój gość z Rzeszowa. Jestem goły jak święty turecki (nie wiem dlaczego akurat turecki?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boguś, mój stary znajomy z Rzeszowa, nie poszedł do ani jednego biura nieruchomości, bo przegrał sześćdziesiąt tysięcy, które miał przygotowane jako zaliczkę na upatrzone mieszkanie w Krakowie. Nie chce wracać do domu. Mówi, że córka go zabije, gdyż to jej pieniądze przegrał. Więc siedzimy u mnie, popijamy i gramy w szachy. Nie wiem na co czekamy. Że się obudzimy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boguś właśnie dźwignął się z kanapy, z nadzieją w oczach rozejrzał się po mieszkaniu, ale nic się nie zmieniło.&lt;br /&gt;- Polej - powiedział zrezygnowanym głosem.&lt;br /&gt;- Chwilka - odpowiadam, pisząc to. - Zanotuję twoje słowo w pamięci świata.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4326965491519325142?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4326965491519325142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/szczescie-bez-rozumu-jest-mao-warte.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4326965491519325142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4326965491519325142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/szczescie-bez-rozumu-jest-mao-warte.html' title='SZCZĘŚCIE BEZ ROZUMU JEST MAŁO WARTE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8750496345672229248</id><published>2010-01-17T09:34:00.000-08:00</published><updated>2010-01-17T10:33:50.466-08:00</updated><title type='text'>SATYSFAKCJA I KORZYŚĆ</title><content type='html'>Dobrze jest zająć się czymś, co samemu sobie daje satysfakcję i jednocześnie przynosi korzyść innym. Recepta stara jak świat. Tylko gdzie znaleźć aptekę, która taką receptę zrealizuje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek chciałby, chociaż na starość, być pomocny innym. To jest jakaś próba naprawiania życia. Starzy milionerzy, jak to zwykle milionerzy, i w takim wypadku mają lepiej niż inni. Mogą przeznaczyć pieniądze na operację biednego dziecka, wspomóc pieniędzmi hospicjum, ufundować stypendium dla zdolnego ucznia ze wsi, przeznaczyć okrągłą sumę na fundację taką czy owaką. Wielu z nich nie żałuje pieniędzy na zbożny cel, ale czy im samym przynosi to satysfakcję? Nie sądzę, bo oni czynią to w sposób zinstytucjonalizowany. Czek, przelew, nie widzą radości na twarzy obdarowanego. Dają z taką samą obojętnością, jak biorą. 10.000 $ mniej, 10.000 $ więcej, ani grzeje, ani ziębi. Dopiero sto milionów dolarów sprawiłoby, że ich tętno biłoby szybciej, ale tacy szczodrzy to oni nie są. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórym z nas wydaje się, że gdyby mieli miliard na koncie bankowym, to uszczuplenie majątku o 10%, przez przeznaczenie go dla biednych, nie stanowiłoby większego problemu, nie byłoby nam żal, a nawet cieszylibyśmy się. Takiego wała! Kto zostanie milionerem, przekona się. Ja się już nie przekonam namacalnie, lecz mogę sobie wyobrazić własną reakcję: "Sto milionów, żeby pomóc Haiti w odbudowie państwa po trzęsieniu ziemi? Chyba powariowaliście. Taką sumę to dał rząd amerykański, a ja nie jestem Ameryka. Poza tym jakiego państwa? Tam nie było żadnego państwa w sensie administracyjnym. Władzę sprawowały lokalne gangi. Chcecie, żeby watażkowie gangów przejęli moje pieniądze? Taki głupi to nie jestem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce z kolei, która bez wątpienia funkcjonuje jako państwo, też nie dałbym stu milionów na przykład na bankrutujący szpital, bo od tego jest rząd, fundusz zdrowia, a nie ja, prywatna osoba, która się ciężko nachodziła i napracowała, żeby mieć pieniądze na starość i, właśnie, nie liczyć na pomoc państwa. Naturalnie dzisiaj bym dał, bo nie mam miliarda. Taki chytry, żeby nie dać pieniędzy których nie mam, to nie jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10% to tylko dla biedaka jest mało, można przepić w ciągu godziny. Nie ma czego żałować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mojej obecnej sytuacji satysfakcja musi być dwojakiego rodzaju: uczuciowa i materialna, bo muszę dorobić do emerytury. Kilka dni temu dostałem rachunek za prąd: 1400 zł dopłaty. Mam bojler w łazience. To Marta K. bez przerwy kąpała się w prądzie. Ewa też lubiła sobie poleżeć w wannie, przed i po. Ilona nie przesadza z kąpielami, ale za to na okrągło myje gary i pierze. Pranie to chyba jej hobby, bo zdarza się, że wkłada do pralki tylko dwie pary skarpet i majtki. Śmierdzą jej czy co? Przecież nie pocę się i nie robię pod siebie.&lt;br /&gt;Małostkowy ze mnie człowiek się robi. Wypominać komuś, że się za często kąpie? Karolku, daj sobie w pysk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Domofon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam gościa z Rzeszowa, stary znajomy. Poszedł do łazienki. Jest w Krakowie, więc wpadł. Chce kupić w Krakowie mieszkanie dla wnuczki. Na jutro jest poumawiany w biurach nieruchomości. A teraz chce się zabawić i pójść do kasyna. Nigdy nie był w kasynie,a zawsze marzył, żeby zagrać na ruletce. Czy nie poszedłbym z nim do kasyna? Dlaczego nie? Może wygram na zapłacenie prądu. Publikuję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8750496345672229248?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8750496345672229248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/satysfakcja-i-korzysc.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8750496345672229248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8750496345672229248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/satysfakcja-i-korzysc.html' title='SATYSFAKCJA I KORZYŚĆ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-3836643845395669643</id><published>2010-01-15T07:25:00.000-08:00</published><updated>2010-01-15T09:00:23.637-08:00</updated><title type='text'>MĄDROŚĆ I INTELIGENCJA</title><content type='html'>Zadzwonił do mnie jeden z moich dawnych uczniów - dzisiaj lekarz od seksu, autor książek na ten temat, czasami widzę go i słyszę w programach telewizyjnych jako komentatora kryminalnych zachowań seksualnych. W liceum nic w jego zachowaniu nie zapowiadało, że tak mu się dobrze powiedzie akurat w seksuologii. Był całkiem normalnych chłopakiem, a przynajmniej takie odnosiłem wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam swoją teorię, jeśli chodzi o robienie prawdziwych karier. Dobry policjant to taki, który byłby równie dobry jako włamywacz. Dobry finansista, ktoś dobry w zarabianiu pieniędzy, w mądrym inwestowaniu ich, to taki, który byłby równie dobry w przekrętach, naciąganiu ludzi na pieniądze, oszukiwaniu. Dobry kucharz to taki, kto sam lubi dobrze i ładnie jeść. Nie można jednak wymienić dużo tego rodzaju przeciwieństw, bo moja teoria dotyczy raczej zawodów, które mają coś wspólnego ze sztuką, zajęć, które wymagają wyobraźni, fantazji. Nie wiem na przykład jakie przeciwieństwo można utworzyć dla zawodowego polityka, bez obrażania jakiegokolwiek zwierzaka lub używania brzydkich słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz zmierzam do mojego dawnego ucznia z liceum. Dobry seksuolog to taki, który mógłby równie dobrze zostać zboczeńcem seksualnych. Przecież, lecząc różnych dewiantów, musi wczuwać się w ich zachowania, widzieć co oni widzą, rozumieć ich potrzeby. A mój Krzysiek (takie daję mu tutaj imię), nigdy się nie zdradził, że ma tego rodzaju ciągoty. Byłem jego wychowawcą przez cztery lata, zauważyłbym. Pamiętam, że nawet oburzyło go, kiedy na kółku historycznym bajdurzyłem, że św. Jadwiga powinna w imię racji stanu wyjść za mąż za starego, nieokrzesanego i prawdopodobnie niepiśmiennego Jagiełłę (co zresztą uczyniła), a na boku mieć swojego ukochanego, młodego królewicza węgierskiego (czego nie uczyniła). Wtedy pewnie nie zostałaby uznana za świętą, ale miałaby więcej szczęśliwych chwil w życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to Krzysiek został dobrym psychiatrą seksuologiem. Czytałem jego książki i podręczniki. Potrafię je ocenić, bo sam jestem ukrytym dewiantem seksualnym. Może on jeszcze bardziej ukrytym niż ja? Nie tak dawno głośno było o psychiatrze seksuologu A.S. W jego wypadku moja teoria sprawdziła się. Chłop się całkiem pogubił, zatarły mu się granice pomiędzy byciem lekarzem a byciem pedofilem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc Krzysiek zatelefonował do mnie i powiedział, że się domyśla, kto jest autorem bloga EMERYT POLSKI. W jego wypadku łatwo się było domyślić, bo kiedyś mu zdradziłem, jako ciekawostkę dla lekarza seksuologa, jakiej nabawiłem się przypadłości, gdy mnie poraził prąd podczas naprawiania żyrandola. Do tego profesor historii odprawiony z krakowskiego liceum za uderzenie ucznia-bydlaka. Każdy na jego miejscu domyśliłby się.&lt;br /&gt;W pierwszej chwili, gdy Krzysiek wspomniał o tym blogu, przestraszyłem się, że uznał mnie za osobę, która się powinna zgłosić na leczenie do seksuologa. Zapytałem, czy w takiej właśnie sprawie dzwoni.&lt;br /&gt;- Skądże, panie profesorze - roześmiał się Krzysiek. - Dewianci na ogół dobrze zdają sobie sprawę, że robią źle, i nie rozgłaszają o tym na cały świat, jak pan.&lt;br /&gt;- Niby tak - zgodziłem się z nim, ale sobie pomyślałem, że jeśli ktoś jest przebiegłym dewiantem i wie, że taki nie ogłasza o swoich zboczeniach na cały świat...&lt;br /&gt;- Ja w bardziej ogólnej sprawie - rzekł Krzysiek. - Czytając pana bloga pomyślałem, że powinienem coś panu doradzić, profesorze. Jeśli naturalnie zechce pan wysłuchać porady od swego ucznia.&lt;br /&gt;- Śmiało, Krzysiu - zachęciłem go. - Wysłuchać mogę, ale czy się zastosuję?&lt;br /&gt;- Wśród moich pacjentów są starsze osoby, w pana mniej więcej wieku. Pana problemy to są lub były ich problemami kilka lat wcześniej. Po prostu za dużo, za głęboko zajmowali się samymi sobą i tym, co blisko nich, w zasięgu ręki.&lt;br /&gt;- Uważasz, Krzysiu, że mam szukać kłopotów daleko od domu?&lt;br /&gt;- Coś takiego właśnie, panie profesorze. W tym żarcie jest to, co zamierzałem przekazać.&lt;br /&gt;- Czyli?&lt;br /&gt;- Dobrze jest się zająć czymś, co samemu sobie daje satysfakcję i jednocześnie przynosi korzyść innym. Proszę mi wybaczyć, ale czytam i widzą, że stanowczo za dużo zajmuje się pan samym sobą.&lt;br /&gt;- Krzysiu, też mi wybacz, ale to jest tak zwana złota rada. Zawsze słuszna i może dotyczyć każdego. Tylko... - umyślnie nie dokończyłem zdania.&lt;br /&gt;- Wiem, lecz pan jest mądrym człowiekiem. I za takiego uchodził wśród nas w liceum. Na pewno, kiedy się pan zastanowi, coś wynajdzie.&lt;br /&gt;Jasne, natychmiast wynalazłem: nowa kobieta. Ta złota rada idealnie pasuje...&lt;br /&gt;Tak mniej więcej wyglądała nasza rozmowa - przekomarzanie. Nie będę jej tu całej zapisywał. Wzruszyła mnie troska Krzyśka o moje zdrowie psychiczne i zdrowe życie. Muszę się nad jego propozycją zastanowić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój dawny uczeń, dzisiaj ceniony psychiatra, uważa mnie za mądrego. Coś w tym musi być, ale nie w tak prostej linii. Jeśli jest się mądrym, to się jest i już. Nic człowiek nie poradzi na to, że jest jaki jest. I nic to nie kosztuje. Natomiast udawanie, że się jest mądrym, to już wyższa szkoła. Do udawania mądrego trzeba prawdziwej inteligencji, sprytu intelektualnego, w ogóle wysiłku. Nie chciałem Krzyśkowi mówić, że jestem bardziej inteligentny niż mądry. Wystarczy prześledzić moje życie. Niech Krzyśkowi pozostanie o mnie lepsze zdanie.&lt;br /&gt;I w tym momencie moja, i sławiona tylko przeze mnie moja inteligencja, zawiodła mnie. Nie wziąłem pod uwagę, że Krzysiek może dalej czytać tego bloga. Nie wiem, czy jeszcze chodzi takie powiedzenie?: klamka zapadła. Bo umówiłem się z samym sobą, że nie skreślam napisanych słów. Nie dlatego iż jestem taki, że jak już coś powiem to choćby ziemia się zatrzęsła... Tylko że gdybym zaczął skreślać, nic bym nie napisał do jakiegoś sensownego końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To Krzysiek wyrósł na mądrego człowieka (czytaj, czytaj, Krzysiu; zawsze istnieje jakieś wyjście z trudnej sytuacji), mimo że sprawiał wrażenie całkiem normalnego. Mniej bym się zdziwił, gdyby został zawodowym politykiem (zdaje się, że znowu mi się chlapnęło).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz będę się zastanawiał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-3836643845395669643?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/3836643845395669643/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/madrosc-i-inteligencja.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3836643845395669643'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3836643845395669643'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/madrosc-i-inteligencja.html' title='MĄDROŚĆ I INTELIGENCJA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8517293270861546345</id><published>2010-01-12T14:52:00.000-08:00</published><updated>2010-01-12T17:00:14.918-08:00</updated><title type='text'>SREBRNA JODŁA</title><content type='html'>Choinka w tym roku to przekleństwo. Chodzi mi konkretnie o drzewo, srebrną jodłę, która miała dwa metry wysokości. Ilona Małkowska kupiła mi ją w prezencie. Domyślam się, że kosztowała około 200 zł plus 20 zł dla syna sprzedawcy z Kleparza, który przydźwigał drzewo do mojego mieszkania. W ostatnich latach kupowałem byle jakiego świerczka wysokiego na pół metra i stawiałem w kuchni na lodówce, żeby nie zawadzał. I rzeczywiście nie zawadzał. Wynosiłem go z domu wiosną, a raz dopiero pierwszego maja. Nie było już na nim ani jednej igły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnim roku było kiepsko w moich finansach. Prawie nic nie dorabiałem do emerytury jako "złota rączka". Tomek musi płacić wyższe alimenty dla żon i dzieci, spłaca kredyty w bankach, jak zwykle wydaje za dużo na nowe znajome. Już tak ochoczo nie sięga do kieszeni po kilka banknotów, aby dać staremu ojcu. Uważa, że 1000 zł emerytury powinno mi wystarczyć. Katarzyna też przestała być hojna. Zafundowała mi co prawda wycieczkę do Egiptu, ale ostatnie kilkaset dolarów dostałem od niej pod koniec maja, na urodziny. Najwidoczniej kryzys w Ameryce jest prawdziwy. Marcjan jest chętny do pomocy, lecz postanowiłem iż od niego nie wezmę ani złotówki. Pomiędzy nami są dość skomplikowane relacje (ostatecznie moim synem jest od niedawna), a jego żona mnie nie lubi. Miałem trochę oszczędności, lecz te jakoś szybko wyparowały w czasie mojej znajomości z Martą K. Poza tym chyba nie jestem oszczędnym facetem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc, że jest kiepsko w finansach, tego roku też poprzestałbym na świerczku za 20 zł. Chociaż, mało brakowało, i tej dwudziestki nie wydałbym. Gdzieś tak dziesięć dni przed świętami przypadkowo wypatrzyłem w piwnicy starego chojaka z podstawką-krzyżakiem, sosenkę z ususzonymi na brązowo igiełkami. Sosenka na skutek piwnicznej temperatury i ciemności tak się ładnie zakonserwowała, brązowe igły trzymały się mocno. Pomyślałem, że jeśli ją pomaluję zieloną farbą w sprayu to zaoszczędzę na nowej choince i nie będę musiał iść na Kleparz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupiłem farbę (32 zł!, okazało się, lecz honor mi nie pozwolił powiedzieć sprzedawcy, że rezygnuję z kupna, bo za drogo) i spryskałem nią chojaka. Pięknie wyszło, sosenka jak prosto z lasu. Tylko że następnego dnia, gdy poszedłem do piwnicy aby jeszcze raz opryskać na zielono choinkę, większość pięknych, błyszczących igiełek leżała na betonie. Same igły się trzymały, ale gdy doszedł ciężar farby - klops. Zły, że teraz choinka będzie mnie kosztować ponad 50 zł, resztką farby napisałem na ścianie piwnicy: CRACOVIA PANY. Jeden z nowych lokatorów kamienicy, właściciel audi, ten który najbardziej zabiegał o odebranie mi kantorka po firmie, był kibicem "Wisły". Widywałem go w szaliku z czerwoną gwiazdą. Niech się też pozłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, jak już wspomniałem, ostatecznie choinkę, a raczej choinę, kupiła mi Ilona. Mówiła ucieszona, gdy chłopak przyniósł srebrną jodłę:&lt;br /&gt;- Choinka musi być duża i prawdziwa, żadne tam wkładane gałązki do dziur. Czujesz ten zapach?&lt;br /&gt;- Jak w lesie - udałem zachwyconego.&lt;br /&gt;- Wystarczy ci baniek i ozdób?&lt;br /&gt;- Tak, tak, mam na kilka takich choinek - tu nie kłamałem, bo za czasów mojej kochanej Marylki były święta, że chojak stał w każdym pomieszczeniu, włącznie z przedpokojem, a jak Marylka lepiej się czuła, to bańki wieszała i na kwiatach w doniczkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewidywałem jednak, że z tak dużym drzewem będą problemy. Gałęzie na dole miało na półtora metra długości, czyli w sumie rozłożyste było na trzy metry. Postawiłem je w jedynym możliwym miejscu: w kuchni we wnęce okiennej. Od razu pociemniało w mieszkaniu. Krzyżak był za mały i za delikatny, drzewo ryzykownie przechylało się to na jedną, to na drugą lub trzecią stronę. Równowagę choinki, podczas ubierania, utrzymywałem za pomocą baniek, używając ich jako przeciwwag. Nie żałowałem baniek, wykorzystałem prawie wszystkie jakie znalazłem w szafie, tak, że z pokoju choinka wyglądała jak jedna wielka, kolorowa bania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy, po ubraniu choinki, chciałem podejść do okna aby zobaczyć ile jest stopni na termometrze, otarłem się o gałęzie i naruszyłem stabilność drzewa i zaraz znalazło się ono w poziomej pozycji. Połowa baniek się wytłukła. Ale wyszło to na dobre, bo widać było więcej zieleni. Z powrotem ustawiłem jodłę na chybotliwym krzyżaku. Włączyłem odkurzacz, żeby zebrać z podłogi potrzaskane bańki i choinka znowu na podłodze jak, za przeproszeniem, niezaspokojona dziwka. Nie wziąłem pod uwagę, że ją zwali (pardon, to niezamierzone) podmuch odkurzacza. Podczas tych wygibasów choinki złamał się krzyżak i rozcapierzył się pień u podstawy.&lt;br /&gt;Chwilę stałem nad tą leżącą kurwą (zamierzone, bez przeproszenia) i nie wiedziałem co robić. Gdyby to nie był prezent od Ilony, wyrzuciłbym przez okno albo dał kibicowi "Wisły" z trzeciego piętra. Na pewno połakomiłby się na pięknie wyglądającą srebrną jodłę, a ja miałbym radochę, wyobrażając sobie jak się męczy i wścieka przy ustawianiu bożonarodzeniowej choinki. A może i jeszcze zarobiłbym parę złotych na pomocy sąsiadowi w postawieniu drzewka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomógłbym mu tak samo, jak pomogłem sobie. Nie jestem złośliwym egoistą. Wziąłem cztery sznurki i przywiązałem je w połowie wysokości jodły. Końce dwu sznurków przybiłem gwoździami do podłogi, drugie dwa końce przybiłem do ściany. Choinka stała jak talala. Ma się ten majsterski łeb.&lt;br /&gt;Żeby się dostać do okna, do termometru i firanek, musiałem przejść nad sznurkiem przybitym do podłogi i pod sznurkiem przybitym do ściany. Byłoby to dość uciążliwe na dłuższy okres. No ale oprócz majsterskiego ma się też inteligencki łeb, raz tylko podszedłem do okna. Firanki od przed świąt do wczoraj były zaciągnięte, a na dwór w tym czasie prawie nie wychodziłem, więc nie musiałem wiedzieć czy jest powyżej zera, czy poniżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden ze sznurków znajdował się na drodze do czajnika na kuchni. Żeby nie zawadzić o sznurek, pociąłem na krótkie kawałki pasek od czerwonego szlafroka i umocowałem na sznurku. Dawniej na wsi tak się robiło, żeby odstraszać wilki i dziki. Okazuje się, że dalej jest to skuteczne. Ani raz nie wszedłem na sznurek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uprzedniej nocy, ukradkiem, włożyłem jodłę do wolnego kubła na śmiecie na podwórzu (pół drzewa wystaje). Kuchnia powiększyła się o 20 m2. Tylko nie mogę się odzwyczaić od unoszenia wysoko nóg w tym miejscu, gdzie przebiegał sznur upstrzony czerwonymi kawałkami paska od szlafroka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z moją prostatą wszystko w porządku. Chyba, żeby coś niedobrego zaczęło się dziać całkiem niedawno... Nie, koniec. Mistrz Małopolski w skoku o tyczce nie choruje na prostatę! Dla dokładności: były mistrz i może nie całej Małopolski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8517293270861546345?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8517293270861546345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/srebrna-joda.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8517293270861546345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8517293270861546345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/srebrna-joda.html' title='SREBRNA JODŁA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5330174679429626118</id><published>2010-01-09T15:34:00.000-08:00</published><updated>2010-01-09T17:01:59.393-08:00</updated><title type='text'>NA PLECACH</title><content type='html'>Przychodzi chwila-moment, jakaś zapaść fizyczna, i leżę na plecach. Jestem powalony. Nie dzieje się to jednak bez przyczyny, tylko, kiedy się zastanowić, przyczyna jest tak błaha, że efektem nie powinno być zwalanie mnie z nóg. Jeśli jeszcze trzeźwiej pomyśleć o niej, tej zwalającej z nóg przyczynie, i porównać ją z kłopotami innych, poważnymi chorobami, śmiercią kogoś bliskiego, poważnymi tarapatami finansowymi, to to, jak reaguje mój mózg, moje ciało, moja dusza, można uznać za chorobę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc może to jest choroba? Zwłaszcza, że człowieka nachodzą myśli nawet o samobójstwie, zastanawia się jak to zrobić estetycznie, bezkrwawo, bezboleśnie, słowem: elegancko. Nie chcę, żeby dzieci czy wnuki, a choćby i obcy ludzie, oglądali moje padło w jakimś opłakanym stanie.&lt;br /&gt;Dziwne, bo stać mnie na psychiczną wiwisekcję, wydaje się mi że w sposób rozumny, a mimo to reaguję jak idiota. Wszystko mi sprawia ból. Dźwięk z klatki schodowej, słońce, śnieg, głos spikerki tv, muzyka, rozmowa z kimkolwiek przez telefon. A, żeby mnie w tym czasie ktoś odwiedził, nie wyobrażam sobie, słuchawki domofonu nie podnoszę i nie podchodzę do drzwi, słysząc dzwonek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaje się, że Ilonka pogniewała się na mnie. Nie potrafiłem jej wytłumaczyć, że nie mogę nikogo widzieć.&lt;br /&gt;- Ale to przecież ja? - mówiła z ogromnym zdumieniem przez telefon (ostatni odebrany), bo dwa dni wcześniej przebywaliśmy z sobą kilka godzin, było miło, uczuciowo, przyjacielsko. - To przecież ja, Karol.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się, czy błahe przyczyny, z powodu których co jakiś czas dopada mnie zapaść, że, nie licząc bólu, niemal przestaję istnieć, nie jest objawem czegoś poważniejszego? Napisałem: nie licząc bólu. Brak logiki. Przecież w tym czasie tak naprawdę to nic innego nie odczuwam, tylko, właśnie, ból, tylko on się liczy. Nie chcę już o tym myśleć. Przez tydzień mnie to trzymało. Że teraz włączyłem komputer (rozplątując te wszystkie pieprzone kable, które się same z siebie zwijają, zawijają, plączą, robią się krótsze i podmieniają się im wtyczki), to już wielki sukces.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Włączyłem i napisałem tych parę słów na blogu, i jednocześnie myślę, że po co puszczam w obieg takie bzdety? Kogo obchodzi stan uczuciowy jakiegoś emeryta z Krakowa?&lt;br /&gt;Na dodatek ukrywam to jedyne, co mogłoby może zaciekawić kilkoro miłych osób czytających bloga staruszka (dla odmiany stan rozrzewnienia; dawniej się mówiło: jak stara baba, a dzisiaj baby inne, mocniejsze). A więc ukrywam to, co mnie doprowadziło do zapaści psychicznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze. Niech później nawet żałuję, że to wyjawiłem, bo niektórych pewnie zniechęcę do siebie, albo będą odczuwać obrzydzenie, albo dojdą do wniosku iż jestem zwyczajny koziołek z Pacanowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Lato, słońce, ciepło. Mam na sobie jasne, luźne spodnie, na stopach sandały. Jestem na ulicy Grodzkiej w Krakowie. Idę od Wawelu do Rynku. Bardzo chce mi się sikać. Wchodzę do lokali przy ulicy. Wszędzie akurat ustępy zajęte. Sikać chce mi się coraz bardziej, idę coraz szybciej. Naciskam klamki bram kamienic. Zamknięte. Tam, gdzie otwarte, są ogródki barów, pełno ludzi. Wchodzę na Rynek i kieruję się do Wierzynka, myśląc, że tam na pewno znajdę wolną kabinę. Lecz portier w mundurze nie wpuszcza mnie do restauracji, bo jestem w sandałach. Poczułem się jak niegodny tego lokalu oberwaniec, ostatecznie byłem bliski zapaskudzenia posadzki, popuściłem już kroplę w spodenki. Mam nadzieję, że jej nie widać w kroczu jasnych spodni. Boję się, że zaraz cały przód spodni miał mokry i wszyscy będą się na mnie gapić. Jedyna nadzieja, że zdążę do publicznego szaletu na drugim końcu Sukiennic. Biegnę szybko i mocno jak dwudziestolatek. Slalom pomiędzy ludźmi, którzy dziwią się, że ktoś w moim wieku potrafi jeszcze tak mocno biegać. Następna kropla. Kilka sekund, a palce zacisnę na członku, żeby się nie zlać. Szalet! Zbiegam po schodach. Wciskam się na drugiego do pisuaru. Starszy pan spogląda na mnie z gniewem, pewnie przekonany, że jestem gejem, gdyż mój członek jak zawsze stojący (zaszłość, efekt porażenia prądem podczas naprawy żyrandola). Wyjmuję w ostatniej chwili i... Ulga bliska orgazmowi. Sikam, sikam, sikam z zamkniętymi oczami. Uśmiecham się, bo przychodzi mi do głowy, że czasami taka prosta i powtarzana tysiące razy czynność fizjologiczna może dać tyle radości. Opróżniłem pęcherz do dna." I obudziłem się na kanapie.&lt;br /&gt;Za chwilę zadzwoniła Ilona i powiedziała:&lt;br /&gt;- Właśnie ubrałam się i jadę do ciebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głupi i mało oryginalny sen, a w następstwie lawina bólu. O co tu biega?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5330174679429626118?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5330174679429626118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/na-plecach.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5330174679429626118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5330174679429626118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2010/01/na-plecach.html' title='NA PLECACH'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5170019571951564841</id><published>2009-12-28T06:42:00.000-08:00</published><updated>2009-12-28T09:20:04.195-08:00</updated><title type='text'>BYŁBYM LUBIANYM PREZYDENTEM</title><content type='html'>Napotkałem kilkakrotnie prezydenta Kaczyńskiego. W telewizji, żeby nie było wątpliwości. I zastanawiałem się, dlaczego on nie potrafi sprawić, aby być przez więcej Polaków lubiany niż nie lubiany. Zewnętrznie ma do tego propozycje. Wygląda jak zaspany, trochę nierozgarnięty misiaczek, który nie wie, co się tak naprawdę wokół dzieje. Takich misiaczków ludzie przecież lubią. Prezydent ma żonę, która z wyglądu nie jest gwiazdą ani nie stara się uchodzić za gwiazdę. Powiedzenie "Pierwsza Dama R.P." do niej nie pasuje. Prezydentowa zachowuje się i mówi bez żadnego napuszenia, nie jest nabzdyczona mniemaniem o swej wyjątkowości. Jest wykształcona, lecz to się nie rzuca w oczy. Może również uchodzić za niezbyt wykształconą. Nie jest piękna, ale miła, ma przyjemny ton głosu. Z prezydentową mogłoby się utożsamiać tysiące Polek i sympatia do niej przekładać na sympatię dla prezydenta, ale się nie przekłada. Prezydent ma córkę, która, jak słyszałem, rozwiodła się i ponownie wyszła za mąż za gościa o poglądach lewicowych, raczej odbiegających od poglądów jej ojca. My też mamy problemy z naszymi dziećmi, więc i w tym przypadku prezydent powinien być nam bliski.&lt;br /&gt;Sztab doradców prezydenta powinien uwypuklić te właściwości i kłopoty rodziny Kaczyńskich, które na pierwszy rzut oka wydają się mało ważne, czy nawet w opinii sztabowców uwłaczające osobie na fotelu prezydenta. Usiłują wykreować Lecha Kaczyńskiego na nieskazitelnego i wybitnego męża stanu. Mężem stanu się jest, jeśli jest. Wtedy żadnego kreowania nie potrzeba i mniejsze ma znaczenie to, jak taki mąż wygląda, czy jest lubiany czy nie. Tylko że aby zająć pierwsze miejsce w wyborach nie wystarczy być mężem stanu. Balcerowicz na przykład, choć wybitny finansista, nie zostałby wybrany na prezydenta, bo prywatnie, tak raczej z widzenia, nie jest przez ogół lubiany. Lech Kaczyński co prawda wygrał wybory, wygrał z Donaldem Tuskiem, bo gdzieś w podświadomości Polacy widzieli Kaczyńskiego (jeszcze go nie znali) jako właśnie takiego dającego się polubić misiaczka-swojaka, który ponadto obiecywał, że szybko będzie o wiele lepiej niż było, że zapanuje prawo i sprawiedliwość. Zapanowało Prawo i Sprawiedliwość, lecz nie to, co owe słowa znaczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym ja, w swoim czasie, został prezydentem R.P., postarałbym się, żeby być lubianym przez większość. Wykorzystałbym swoje walory, czyli wybitną, co tu ukrywać, inteligencję, rzucającą się w oczy, też nie ukrywam, dobrą prezencję: szczupły, wysoki, jasne włosy, niebieskie oczy, jednym słowem przystojny. Przecież Polacy zasługują na przystojnego prezydenta, który na salonach Brukseli czy Paryża będzie śmiało patrzył w oko kamery i rozdawał kobietom więcej autografów niż Sarkozy i Berlusconi razem wzięci. Jeszcze jedno ważne na moim, pardon, ważne na stanowisku prezydenta: mam poczucie humoru i nie obrażam się, kiedy ktoś ze mnie żartuje. Chyba że są to niestosowne żarty, w których ktoś, dajmy na to, powiedziałby, że wyglądam jak Winston Churchill, brytyjski mąż stanu (Nagroda Nobla w dziedzinie literatury(!) w 1953 r.). Z Churchillem łączyłoby nas tylko to, że obaj lubimy palić cygara, bo prezydenta Polski byłoby stać na cygara. Potrafię się ubrać odpowiednio do sytuacji. Otaczałbym się pięknymi kobietami i przystojnymi mężczyznami, zaspokajając w ten sposób potrzeby wizyjne i Polaków i Polek. Brzydkich ministrów upychałbym gdzieś na koniec, poza zasięg kamer telewizyjnych, albo, lepiej, w ogóle takich nie przyjmował do pracy w Kancelarii Prezydenta. Głaskałbym dzieci po głowach, dziewczynki brał na kolana, wyprowadzał na spacery dwa pudelki prosto od fryzjera, sadziłbym drzewa, przecinał wstęgi na zbudowanych autostradach, odwiedzał domy dziecka, przytułki dla ubogich i (tak, tak, bo nie jestem obłudnikiem) kasyna gier hazardowych, tam też pracują i bywają normalni ludzie, moi wyborcy. Czasami zbliżyłbym się do granic ekstrawagancji i dał się sfilmować jak wychodzę z toalety z niezapiętym rozporkiem, przez który wydostaje się rąbek koszuli. Naród zrozumiałby, że ich zapracowany prezydent ma prawo do chwili roztargnienia, to takie ludzkie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrząc z zewnątrz na prezydenta Trzaskę, niewiele można by mu było zarzucić. Jeśli do tego dodać chorą, leczącą się w Kobierzynie żonę, którą prezydent regularnie odwiedza od lat, nim jeszcze zamieszkał w pałacu prezydenckim, co potwierdzą lekarze i pielęgniarki, prezydent byłby po prostu wielbiony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę, bycie prezydentem R.P. to niebywała okazja aby dać się polubić milionom Polaków. Oprócz tego, jak się wygląda, zachowuje, prezydent ma wiele instrumentów związanych ze swoim stanowiskiem, żeby przywiązać Polaków do siebie. Jako że z urzędu za nic nie odpowiada, bo nie ma żadnej realnej władzy, za wyjątkiem prawa wetowania uchwał sejmowych, proponowałbym najlepsze rozwiązania trudnych problemów. Wszystko jednak w granicach zdrowego rozsądku rozumnego obywatela.&lt;br /&gt;A więc podwyższenie minimalnego wynagrodzenia za pracę do 2000 zł miesięcznie i mniejsze zróżnicowanie dochodów, tak, żeby nie było iż jeden zarabia 800 zł, a drugi 50.000 lub więcej miesięcznie. Jeżeli ktoś w ramach ubezpieczenia lekarskiego musiałby na wizytę u lekarza specjalisty czekać dłużej niż miesiąc, Fundusz Zdrowia musi zapłacić choremu za prywatną wizytę u lekarza. Wyższe studia bez opłaty. Darmowe przedszkole dla każdego malucha. Rekompensata za poniżające życie dla byłych pracowników PGR-ów, którym kolejne rządy nie zaproponowały nic oprócz dziadowskiej wegetacji z dnia na dzień. 1000 zł dla każdego bezrobotnego, bez względu na to ile miesięcy ostatnio przepracował. Najniższa emerytura w wysokości najniższego wynagrodzenia. I, na koniec, 1550 zł za udział w wyborach prezydenckich (naturalnie dla zwiększenia frekwencji, a nie jako tzw. kiełbasa wyborcza).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapisując uchwały, jakie przedłożyłbym Sejmowi do przegłosowania, w pierwszej chwili wydawały się mi one przesadzone, nie do zrealizowania (myślałem, że to będzie śmieszne). Teraz dostrzegam, że wcale nie są to nierealistyczne projekty, a nawet, że te projekty powinny wejść w życie. Wówczas dzisiaj nie jadłbym na śniadanie chleb z masłem i cukrem, a na kolację chleb z masłem i cebulą. Niepotrzebnie okłamałem Marcjana, że mam pełną lodówkę jedzenia, kiedy po Wigilii szykował dla mnie siatkę z mięsiwem i ciastami.&lt;br /&gt;Ale, wracając do mojej prezydentury, to jestem przekonany, że Sejm musiałby zmienić Konstytucję i ustanowić dożywotni etat dla prezydenta Trzaski, bo naród nie chciałby mieć kogo innego za prezydenta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5170019571951564841?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5170019571951564841/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/bybym-lubianym-prezydentem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5170019571951564841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5170019571951564841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/bybym-lubianym-prezydentem.html' title='BYŁBYM LUBIANYM PREZYDENTEM'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4944241631468056114</id><published>2009-12-23T08:01:00.000-08:00</published><updated>2009-12-23T09:21:10.280-08:00</updated><title type='text'>DWA ROZSTANIA</title><content type='html'>Po raz kolejny nawiedziły mnie dwie panie z PCK.&lt;br /&gt;- Czy to prawda - zapytały - że listopadzie był pan na wycieczce w Egipcie?&lt;br /&gt;- Tak. Córka, która mieszka w Stanach, ufundowała mi ten wyjazd.&lt;br /&gt;- Panie Trzaska, skoro stać pana na wycieczki do Egiptu, to na pewno także stać pana na prywatną pomoc domową. PCK pomaga najbiedniejszym. Pani Marta K. już więcej nie będzie przychodzić do pana.&lt;br /&gt;- Chyba że zapłaci pan jej z własnej kieszeni - powiedziała druga.&lt;br /&gt;- Pani Marty nie było u mnie już od tygodnia - zauważyłem.&lt;br /&gt;- Taak? - zdziwiły się. - Jeszcze nie przekazaliśmy jej, że ma do pana nie przychodzić. Wcześniej chciałyśmy same sprawdzić sprawę, czy to aby nie plotka z tym Egiptem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja nie byłem zdziwiony nieobecnością Marty K. Po wyjściu pań z PCK zadzwoniłem do Marty.&lt;br /&gt;- Pani Marto, dawno pani nie widziałem.&lt;br /&gt;- Córka chora, panie Karolu. Już nie mogę do pana przychodzić.&lt;br /&gt;- Ale proszę mnie jeszcze raz odwiedzić i zwrócić biżuterię mojej żony.&lt;br /&gt;- Jaką biżuterię?&lt;br /&gt;- Ze szkatułki z najniższej szuflady komody.&lt;br /&gt;Przez chwilę milczała, pewnie zastanawiała się jak postąpić, aż podjęła decyzję:&lt;br /&gt;- Dobrze. Ale jeden złoty łańcuszek już sprzedałam w komisie. Musiałam mieć na lekarstwo dla córki.&lt;br /&gt;- Jeżeli będzie brakować tylko jednego łańcuszka...&lt;br /&gt;Już nie chciało mi się gadać iż wiem, że Marta nie ma córki. Było, minęło. Oboje wykorzystywaliśmy siebie. To nie jest zła kobieta, jak mógłby teraz ktoś stwierdzić. Pewnie myślała, że zapomniałem o biżuterii, a skoro zapomniałem, doszła do wniosku, że jest mi niepotrzebna i po co ma się walać w szufladzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozstanie z Ewą przebiegło zupełnie inaczej. Nie miała poczucia humoru (czego wcześniej nie zauważyłem), albo udając iż nie ma poczucia humoru wykorzystała okazję aby gwałtownie, jednym ruchem, urwać naszą przyjaźń. Być może podczas mojej choroby na grypę przejrzała na oczy: zamiast zadawać się z młodszym mężczyzną, jak przystało na damę w jej wieku, ona się zakochała w staruszku. Ja, na jej miejscu, nie popełniłbym takiego błędu.&lt;br /&gt;Rozmowa nie kleiła się. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to koniec. Chciałem jednak, żeby rozstanie było eleganckie, bez jakichś wypominań, pretensji. Poza tym, jeśli już, niech to będzie rozstanie z uśmiechem, tak, abyśmy później, gdy spotkamy się na ulicy, mogli swobodnie rozmawiać.&lt;br /&gt;Ewa interesowała się parapsychologią, numerologią, tarotem, namiętnie czytała horoskopy. Pomyślałem, że rozśmieszę ją czytając horoskop ze świątecznego specjalnego wydania "Metra", sporządzony przez Stanisława Tyma.&lt;br /&gt;- Ty, Ewa, jesteś spod znaku Barana?&lt;br /&gt;- Tak, a co?&lt;br /&gt;Wziąłem gazetę do ręki.&lt;br /&gt;- Tu mam horoskop opracowany przez jednego z najlepszych polskich psychologów. Jesteś ciekawa, co on napisał o Baranach?&lt;br /&gt;- Oczywiście - ożywiła się. - Przeczytaj.&lt;br /&gt;- Baran to złośliwa małpa i jest ogólnie głupi. Głupi i zarozumiały. Baran dużo czyta, przeważnie gazety, z których nic nie rozumie. Dlatego Baran dzwoni po znajomych, o których wie, że oni rozumieją, co czytają, żeby się od nich dowiedzieć, o czym czytał. Baran jest uparty jak osioł, a w dodatku sam się nie myje i innym też nie da się umyć. Jak Baran posprząta, to robi się jeszcze większy bałagan. Dlatego Baran ma bałagan coraz większy, bo Baran sprząta...&lt;br /&gt;Ewa przerwała mi:&lt;br /&gt;- Więc tak o mnie myślisz!&lt;br /&gt;Wstała i wyszła z mieszkania, nie zamykając drzwi na korytarz. Byłem zaskoczony jej reakcją. Oczekiwałem wybuchu śmiechu, a nie wybuchu gniewu.&lt;br /&gt;Zamknąłem za Ewą drzwi, usiadłem przy stole i przeczytałem mój horoskop, dla Bliźniąt: "Bliźnięta to przede wszystkim zboczeńcy i drobna administracja. Narkotyki u Bliźniąt to rzecz pewna. Poza tym - kazirodztwo: córka z matką do kina, matka z ojcem do łóżka, słowem wszystkie orientacje! Ponad 95 procent Bliźniąt przez całe życie siedzi w więzieniu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałem pozostałe horoskopy Tyma i śmiałem się do rozpuku. Dobrze mi to zrobiło.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4944241631468056114?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4944241631468056114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/dwa-rozstania.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4944241631468056114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4944241631468056114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/dwa-rozstania.html' title='DWA ROZSTANIA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1776585252455974124</id><published>2009-12-21T05:44:00.000-08:00</published><updated>2009-12-21T08:13:29.355-08:00</updated><title type='text'>UKOCHANA CÓRKA TATUSIA. KOBIERZYN</title><content type='html'>Dostałem pismo od administratora kamienicy z wypowiedzeniem użytkowania lokalu na parterze. Nowi współwłaściciele kamienicy postawili na swoim. Teraz będą mieć gdzie trzymać rowery. Mógłbym się odwoływać, odwlekać wypowiedzenie, ale właściwie po co? Już mi niepotrzebna ta kanciapa. To będzie ostateczny koniec firmy "Remonty Domowe. K. Trzaska".Żyłem dzięki niej przez wiele lat, okresami nawet bardzo dobrze. Wszystko jednak ma swój początek i koniec. W moim przypadku już zdecydowanie więcej będzie końców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świadomość nieuchronności zupełnego końca w tej fazie istnienia tak naprawdę nie przeraża mnie. Jestem ciekaw co będzie dalej. Przygnębia mnie co innego, że mogę zostawić, i pewnie tak się stanie, nieuporządkowanie w rodzinie. Chodzi mi głównie o Katarzynę, Tomka i wnuków. Pragnąłbym na koniec widzieć, że zmierzają ku lepszemu,że, nim także zbliżą się do końca, będą mieć chwile spokoju, czy nawet szczęścia. No i abyśmy rozstali się pogodzeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogę zapomnieć wyznania młodej kobiety, u której kiedyś wymieniałem parkiet na nowy. Opowiadała mi, że była ukochaną córką tatusia. W ogóle z ojcem było jej dobrze w każdym okresie życia, nigdy jej nie zawiódł, tulił, chwalił, pomagał, był na każde jej zawołanie. Lecz kilka lat po śmierci matki ożenił się powtórnie i tej kobiecie, córce, bardzo się to nie spodobało. Uważała, że zdradził matkę. Pewnego dnia, wypominając ojcu powtórny ożenek, powiedziała do niego kilka ostrych, niemiłych słów, obraźliwych nawet i odłożyła słuchawkę. Mimo to ojciec usiłował się do niej dodzwonić (mieszkali w różnych miastach), ale ona widząc na czytniku, że to dzwoni ojciec, nie odbierała telefonu albo natychmiast, bez słowa, przerywała połączenie. To, mówiła mi, było jej karą za postępek ojca. Za którymś z kolei przerwanym połączeniem z ojcem telefon kobiety przestał działać. W servisie powiedziano jej, że na numerze ktoś bezustannie "wisi". Okazało się, że ojciec telefonował do niej jadąc autem i miał wypadek, zmarł po kilku godzinach po przewiezieniu do szpitala. "Wie pan, nie mogę z tym żyć" - rozpłakała się, ukrywając twarz w mojej koszuli na ramieniu. - "Nie mogę. Ja, ukochana jego córunia...". Wyobrażając sobie ból kobiety na każde wspomnienie ostatniej, nieszczęsnej rozmowy z ojcem, której nie można ani odwołać, ani naprawić kolejną rozmową, przytuliłem kobietę do siebie i też się rozpłakałem. Połączyło nas uczucie żalu, bezsilności. Połączyło psychicznie i fizycznie. Płacząc zaczęliśmy tulić się do siebie, mieszać nasze łzy na twarzach i po chwili rozbierać się wzajemnie. Nie mogliśmy się opanować. Ten ból, żal, krzywdę, można było tylko w taki sposób rozbroić. Później długo leżeliśmy w milczeniu, nie odrywając się od siebie, aż wreszcie ona powiedziała "dziękuję panu" i wstała. Też się ubrałem i zabrałem do wymiany klepek podłogowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie należę do osób, które, jak można by mniemać, szybko się roztkliwiają. Czasami tylko wilgotnieją mi oczy. Wcześniej tak jawnie płakałem podczas czytania ostatniego tomu "Winetou", kiedy ten wspaniały Indianin schodził ścianą wąwozu i wiedział, że na dole czeka go śmierć. Później, po spotkaniu ukochanej córki tatusia, rozbeczałem się w kinie, oglądając rysunkowy film "Piękna i Bestia", na który poszedłem z małym wówczas Jackiem, wnukiem od Tomka. Gdy w sali kinowej zaświecono żarówki, Jacek spojrzał na mnie i ze zdumieniem zapytał na cały głos: "Dziadek, czemu ty ryczysz?". Ale na pogrzebie siostry i ojca nie płakałem. Już wtedy wiedziałem, że w trumnach są tylko ich ciała, jak stare, niepotrzebne skóry węży, a oni znajdują się zupełnie gdzie indziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzięło mnie na wspominki. Może to taka wada w moim wieku? Albo urok? Wracam do tego o czym zacząłem, że boję się zostawić nieuporządkowanie w rodzinie. Kochana Marylka. Co do niej, to chciałbym, żeby umarła przede mną. Inaczej zostanie sama. Tomek odwiedzi ją najwyżej raz w miesiącu albo jeszcze rzadziej.&lt;br /&gt;Tomek i Katarzyna kochają matkę, jak wszystkie dzieci, lecz podczas choroby Marylka, gdy jeszcze przebywała w domu, dała im solidnie w kość. Osoby nie mające bliższej styczności z chorymi psychicznie nie zdają sobie sprawy, co taki chory wyrabia. Można, kochając go, znienawidzić jednocześnie. Taki jest właśnie stosunek Tomka i Katarzyny do Marylki i tego się już nie odkręci. Im się wydaje, że matka była (delikatnie ujmując) nie do wytrzymania, a to jej choroba była nie do wytrzymania. Zrobiłem błąd, nie godząc się wcześniej na umieszczenie Marylki w szpitalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Często jeżdżę do Kobierzyna. Pielęgniarkom rozdaję cukierki, czekoladki, kawę, herbaty ziołowe. Zgrywam starszego, miłego, nobliwego pana. Zgrywam, a nie, że taki jestem. No, może tylko starszy. Prawię im komplementy, zauważam nową fryzurę, zwracam uwagę na ładne dłonie, kolor pomalowanych paznokci. Nie robię tego bezinteresownie. Chcę aby pielęgniarki lubiły mnie i przez to bardziej dbały o Marylkę,żeby na przykład pamiętały o umyciu jej i uczesaniu na wypadek, gdy ja zjawię się w szpitalu. Nie zawsze jednak pamiętają albo zdążają. Pacjentów jest za dużo na dwie pielęgniarki na zmianie. Czasami Marylka śmierdzi kilkudniowym niemyciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogę wziąć Marylki na święta do domu, bo nie jestem w stanie upilnować jej. Kilka lat temu, pierwszego dnia świąt, Marylka rozstawiła na stole talerze dla sześciu osób.&lt;br /&gt;- Po co? - zapytałem.&lt;br /&gt;- Spodziewam się szykownych gości, Karolu, w mundurach. Trzeba ich ładnie przyjąć. Mamy w domu jakiś alkohol? Mężczyźni w mundurach lubią się napić czegoś mocniejszego.&lt;br /&gt;- Akurat nie mamy.&lt;br /&gt;- To idź do sklepu i kup butelkę dobrej wódki.&lt;br /&gt;Wiedziałem, że to omam Marylki, że coś sobie zwidziała. Nie chciałem perswadować, że nikogo nie zapraszaliśmy, tym bardziej aż sześciu gości w mundurach, bo to mogłoby ją zdenerwować. Lepiej było pójść po wódkę, postawić butelkę na stole i czekać, aż Marylka uzna, że mundurowym coś pilnego wypadło i nie mogli przyjść, albo, że to tępe, nieokrzesane bydlaki, które się nie wywiązują z obietnic.&lt;br /&gt;Ale, wyobraźcie sobie, rzeczywiście przyszli a nawet przybiegli do naszego mieszkania mężczyźni w mundurach i akurat było ich sześciu. To byli strażacy. Pod moją nieobecność Marylka podpaliła choinkę i zadzwoniła do straży pożarnej. Strażacy ugasili choinkę, firankę i tlący się dywan. Na poczęstunek przygotowany przez Marylkę nie dali się zaprosić. Marylka była obrażona.&lt;br /&gt;- Zrozum ich, kotku - usprawiedliwiałem strażaków - oni są na służbie. Gdyby po każdym pożarze zasiadali do picia, nie byliby w stanie ugasić następnego pożaru.&lt;br /&gt;- Masz rację, Karol. Nie pomyślałam o tym. Szkoda, przystojni byli. Może zadzwonimy po policjantów?&lt;br /&gt;Popatrzyłem, czy gdzieś pod ręką Marylki nie leży nóż. Przecież, żeby wezwać policję, też musiałaby znaleźć jakiś pretekst. Szybko dałem Marylce do wypicia jej ulubiony sok malinowy, który na tego rodzaju sytuacje przygotowały, na polecenie doktora Wacka, pielęgniarki z Kobierzyna. W soku był mocny środek nasenny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1776585252455974124?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1776585252455974124/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/ukochana-corka-tatusia-kobierzyn.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1776585252455974124'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1776585252455974124'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/ukochana-corka-tatusia-kobierzyn.html' title='UKOCHANA CÓRKA TATUSIA. KOBIERZYN'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2589444280456485595</id><published>2009-12-19T19:26:00.000-08:00</published><updated>2009-12-19T19:46:40.933-08:00</updated><title type='text'>TYLE PIĘKNYCH KOBIET NA ŚWIECIE</title><content type='html'>Marcjan mi powiedział, że Maciek chwali się przed kolegami iż jego dziadek, który urodził się kiedy na świecie nie było jeszcze komputerów, zdobył nagrodę w konkursie "literacki blog roku". Ta nagroda to zasługa Maćka, bo on zgłosił mój blog do konkursu, a teraz dodatkowo zgłosił ten blog do kolejnego konkursu. Sam nie potrafiłbym dokonywać tych wszystkich sztuczek związanych z zapisywaniem się do konkursów. Mimo wszystko komputer i internet  to dla mnie obce ciało. Na przykład nie wyobrażam sobie czytania powieści na monitorze. Co innego czytanie krótkich notek, informacji, oglądania fotografii, nawet nie zgadniecie jakich?&lt;br /&gt;Maciek jest dumny ze mnie.&lt;br /&gt;- Dziadku, może ty jesteś najstarszym bloggerem na świecie? Tylko nie musisz pisać takich różnych, no wiesz, rzeczy.&lt;br /&gt;- Jakich? - udałem zdziwionego. &lt;br /&gt;- Że niby ty, to, z kobietami.&lt;br /&gt;- Maćku, ja nie niby. Ja naprawdę kocham kobiety. Uważam, że dla mężczyzny nie ma nic piękniejszego na świecie.&lt;br /&gt;- To dziadek mało na tym świecie widział - stwierdził.&lt;br /&gt;Zaskoczył mnie tą uwagą. Bo rzeczywiście, facet który nie zna świata ( w sensie, że nie widział)nie ma porównania i musi poprzestawać na pięknie znajdującym się blisko niego.&lt;br /&gt;Więc wyobraziłem sobie: Puszcza Brazylijska, Jangcy-Ciang, Kilimandżaro, Andy, Wyspy Hawajskie... Lecz zaraz widziałem Brazylijki, Chinki, Murzynki, Chilijki, Japonki... Boże, tyle pięknych kobiet na świecie! Oddałbym je wszystkie (gdybym mógł dobić takiego targu) za jedną zdrową Marylkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2589444280456485595?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2589444280456485595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/tyle-pieknych-kobiet-na-swiecie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2589444280456485595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2589444280456485595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/tyle-pieknych-kobiet-na-swiecie.html' title='TYLE PIĘKNYCH KOBIET NA ŚWIECIE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-9006643095144127194</id><published>2009-12-15T15:09:00.000-08:00</published><updated>2009-12-15T16:19:04.285-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poker'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Krupnicza 22'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='depresja'/><title type='text'>NOWE UZALEŻNIENIE R.S.</title><content type='html'>Odwiedził mnie R.S. -pisarz, autor powieści historycznych i współczesnych. R.S. poznałem po napisaniu przez niego, dość dawno temu, powieści o Galicji. Zaprosiłem go do liceum na spotkanie autorskie. Miał wtedy około trzydziestu lat, jak to się mówiło tryskał optymizmem, miał wielkie plany twórcze, żywy, wesoły umysł. Polubiliśmy się. Przez wiele lat graliśmy w szachy, na przemian raz u niego w domu, raz u mnie. R.S. mieszkał na ulicy Krupniczej 22, w kamienicy zwanej Domem Literatów. Mieściło się tam biuro Związku Literatów Polskich i mieszkali wyłącznie pisarze i poeci. Przez R.S. poznałem kilkoro piszących. Później, kiedy uruchomiłem firmę "Remonty Domowe", pisarze z Krupniczej wzywali mnie do naprawy różnych awarii. O paru z nich, po latach znanych literatów (a jedna nawet bardzo, bardzo znana dzisiaj poetka), mógłbym napisać trochę śmieszności i złośliwości. Prywatnie, odbiegając od tego co pisali, wydawali się być trochę niezrównoważeni. Ale, jako że przychodziłem do nich służbowo i płacili mi za pracę, czuję się zobowiązany do zachowania w tajemnicy ich spraw z życia domowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z R.S. byłem zaprzyjaźniony, nie brałem od niego pieniędzy, co nie znaczy oczywiście, że o jego życiu mogę tu pisać bez ograniczeń. R.S. nawet w tym swoim środowisku był i pozostał inny. To typ outsidera. Kawaler, samotnik, nie należący do żadnej partii ani grupy literackiej. Jest autorem kilkunastu powieści, lecz trudno powiedzieć o nim, że to zawodowy pisarz. Miewa kilkuletnie przerwy w pisaniu, kiedy to zajmuje się czym innym, najczęściej hołubieniem różnych uzależnień. Uzależniał się od wszystkiego, alkoholu, kobiety, gry w szachy, oglądania telewizji, określonych perfum, liczenia schodów (musiało wyjść parzyście), chodzenia w sobie tylko wiadomy sposób po płytach chodnikowych, tabletek nasennych i spania, gry na ruletce i w pokera na automatach. Nawet od depresji. Gdy fala depresji przemijała, czuł się jeszcze gorzej, bo brakowało mu tamtego uczucia bezsensu życia, beznadziei, bólu niepotrzebnego istnienia. Był urodzonym uzależniowcem, że tak to nazwę. Sam nie wiedział kiedy przechodzi z jednego uzależnienia do drugiego. Takie życie wiele go kosztowało materialnie i psychicznie. Pieniędzy wiecznie mu brakowało, był zadłużony chyba u wszystkich swoich znajomych, u mnie także. R.S., choć młodszy ode mnie o całe pokolenie, wyglądał jak mój dziadek.&lt;br /&gt;Gdy, gdzieś po rocznej przerwie, odwiedził mnie, powiedział niecierpliwie:&lt;br /&gt;- Drogi panie Karolu, muszę mieć szybko trzysta złotych.&lt;br /&gt;- Co się stało?&lt;br /&gt;- Chwycił mróz i spadł śnieg - odrzekł.&lt;br /&gt;- Nie ma pan ciepłego ubrania - do takiego doszedłem wniosku, bo R.S. przyszedł do mnie w dresie i tenisówkach, a na dworze rzeczywiście panowała minusowa temperatura.&lt;br /&gt;- Płaszcz zimowy mam. Ale trafia mi się okazja i mogę kupić opony ze stalowymi kolcami. Facet się uparł i nie zejdzie z trzystu złotych, a ja akurat nie mam ani grosza. Niepotrzebnie wcześniej kupiłem przerzutkę z nagrzewnicą, żeby się nie zapychała śniegiem.&lt;br /&gt;Nie rozumiałem o czym mówi.&lt;br /&gt; -Przerzutka z nagrzewnicą?&lt;br /&gt;- Wie pan, do roweru - wyjaśnił R.S.&lt;br /&gt;- Zima się zaczęła. Kto teraz jeździ na rowerze?&lt;br /&gt;- Ja. W ciągu ostatniego tygodnia zrobiłem ponad osiemset kilometrów. Ledwie zipię. Dzisiaj dwa razy sie wywróciłem na oblodzonej drodze. Bez opon z kolcami nie da się jeździć.&lt;br /&gt;Zaczynałem rozumieć.&lt;br /&gt;- Od kiedy jeździ pan na rowerze?&lt;br /&gt;- Od dwunastego października. Byłem wtedy u lekarza. Powiedział, że muszę się więcej ruszać i mniej jeść tłustego, bo mam za dużo cholesterolu. Poradził, żeby jeździć na rowerze. To zacząłem jeździć dla zdrowia. Pożyczy mi pan, Karolu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biedny R.S. Teraz uzależnił się od jazdy na rowerze. Nie miałem pieniędzy. W ogóle do emerytury w styczniu będę musiał poprzestać na chlebie i czymś tanim do chleba. Chyba że Katarzyna przyśle mi coś na święta. Marta K. za dużo mnie kosztowała.&lt;br /&gt;R.S. wyszedł rozzłoszczony. Czas uciekał, a on zamiast pedałować musiał chodzić po znajomych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do R.S. nie odnosi się powiedzenie, że w pewnym, zaawansowanym wieku nie ma co liczyć na duże zmiany w życiu. Jemu będzie się odmieniac co kilka miesięcy lub co kilka lat, choć, z drugiej strony, zawsze to będzie jeden i ten sam mechanizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moim życiu, w ostatnich dniach, też się trochę zmieniło. Lecz to osobny temat. Muszę ochłonąć, żeby o tym spokojnie i dystansem napisać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-9006643095144127194?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/9006643095144127194/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/nowe-uzaleznienie-rs.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/9006643095144127194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/9006643095144127194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/nowe-uzaleznienie-rs.html' title='NOWE UZALEŻNIENIE R.S.'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4227369097994955302</id><published>2009-12-07T06:50:00.000-08:00</published><updated>2009-12-07T07:40:16.525-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Benedykt z Nursji'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o. Leon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tyniec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Benedyktyni'/><title type='text'>KATOLICKI SEX-SHOP</title><content type='html'>Ulice Krakowa wystrojone na Boże Narodzenie. To święto już całkiem przemieniło się w komercyjne wydarzenie. Grota czy stajenka w Betlejem odchodzi w zapomnienie. Teraz Boże Narodzenie to głównie pretekst do zwiększonych zakupów. Sami księża już nie przypominają o wypędzeniu przez Chrystusa kupców ze świątyni w Jerozolimie, bo sami stali się takimi kupcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspominałem, że przestałem jeździć do ulubionego przeze mnie klasztoru Benedyktynów w Tyńcu. Benedyktyni otworzyli tam restaurację, hotel, sprzedają benedyktyńskie przetwory owocowe i napoje korzenno-ziołowe (30-40% alkoholu). Kwestia czasu, a otworzą katolicki sex-shop. Jakiś biskup, za odpowiedni procent od dochodu, pozwoli przybijać pieczęć "imprimatur" na różnych gadżetach w takim sklepie.&lt;br /&gt;Można puścić wodze wyobraźni... Ileż mamy pięknych malunków ze świętymi, kobiety i mężczyźni. Wiadomo, że niektórzy z nich, nim zaczęli żyć na miarę świętych, byli takimi samymi grzesznikami jak ja. Wystarczy wspomnieć św. Augustyna, który zanim został biskupem Hippony miał nieślubne dziecko.&lt;br /&gt;"Wyznania" św. Augustyna to jedna z książek, dzięki której stałem się mocno wierzącym w Boga i w wydarzenia opisane w "Ewangeliach". "Kochaj i rób co chcesz" - to słynne powiedzenie św. Augustyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem ortodoksą religijnym, wręcz przeciwnie. Ale nie chciałbym widzieć katolickiego sex-shopu, a w nim (także można zamówić przez internet): "bicz pokutniczy", "łoże św. Madeja", "skórzane slipy św. Franciszka" (biegał na golasa ulicami Assyżu), czy stringi św. Faustyny. Gdybym chciał się ujawnić jako stary świntuch, wymyśliłbym mocniejsze nazwy. Lecz zastrzegam, że w tej dziedzinie benedyktyni nie mają co liczyć na współpracę ze mną.&lt;br /&gt;Ojcze Leonie, jak mogłeś na to pozwolić? Przecież nie umieraliście z głodu. Benedykt z Nursji w niebie się przewraca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4227369097994955302?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4227369097994955302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/katolicki-sex-schop.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4227369097994955302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4227369097994955302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/katolicki-sex-schop.html' title='KATOLICKI SEX-SHOP'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8407479527332704262</id><published>2009-12-07T06:31:00.000-08:00</published><updated>2009-12-07T06:48:02.074-08:00</updated><title type='text'>ŚWIĘTA MIKOŁAJ</title><content type='html'>Święta Mikołaj - to nie pomyłka literowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku dniach choroby wyszedłem na ulicę, a tam wszystkie dziewczęta przykryte. Zdawało mi się, że mocą jakiegoś nakazu religijnego poukrywały pod ubraniami każdą część ciała za wyjątkiem twarzy. Poza tym wszystkie były w spodniach. Jestem przeciwnikiem nakazywania i zakazywania czegokolwiek (za wyjątkiem tego, co Bóg, na górze Synaj, napisał Mojżeszowi na dwu kamiennych tablicach) ale jednak zakazałbym kobietom chodzić w spodniach. Spodnie zmieniają im płeć. Od chodzenia w spodniach kobietom przybywa testosteronu. Za moich młodych lat dziewczyna w spodniach to była rzadkość, dlatego (to a propos testosteronu, gdyby ktoś roześmiał się) nie rosły im włosy na nogach. Zdumiewa mnie i odpycha, gdy widzę że w podstawowym wyposażeniu trzydziestolatki, oprócz grzebienia, szminki do ust i innych mazideł, znajduje się maszynka do golenia.&lt;br /&gt;Myślę, że nie dożyję, kiedy do dzieci będą przychodzić z prezentami kobiety przebrane za świętych Mikołajów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8407479527332704262?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8407479527332704262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/swieta-mikoaj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8407479527332704262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8407479527332704262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/swieta-mikoaj.html' title='ŚWIĘTA MIKOŁAJ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5844246100612315153</id><published>2009-12-04T14:01:00.000-08:00</published><updated>2009-12-04T15:42:15.027-08:00</updated><title type='text'>PIĘKNY I SPOKOJNY JEST ŚWIAT BEZ KOBIET</title><content type='html'>Gdy Ewa wychodziła z mieszkania, o pierwszej czy drugiej w nocy, już czułem się źle. Lekki ból z tyłu głowy, zimne dreszcze, w ogóle roztrzepotanie całego ciała. Zażyłem dwie tabletki nasenne z mojego samobójczego zapasu tabletek i usnąłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano nie miałem siły wstać z łóżka. Gorączka, tak na wyczucie, około 39 stopni. Znam swój organizm i nie muszę sprawdzać termometrem ile mam stopni. Zwlokłem się z łóżka i, wspierając się o ściany, doszedłem do łazienki. Ciemnożółty mocz upewnił mnie, że w moim organiźmie źle się dzieje. Pomyślałem, że przyjdzie Marta i pójdę z nią do mojej lekarki. Kiedy nadeszła pora przyjścia Marty i jej nie było, przypomniałem sobie, że tego dnia Marta nie ma "pracy" u mnie, dopiero jutro. Więc zamówiłem przez telefon wizytę domową. Chyba piętnaście minut musiałem przekonywać biuralistkę z recepcji, że nie mam siły przyjść do przychodni, nim wreszcie łaskawie i ze złością oświadczyła, że pani doktor przyjdzie do mnie za dwie godziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłem wypić w międzyczasie gorące mleko z miodem. Odkręciłem nakrętkę butelki z mlekiem i natychmiast dobiegł mnie smród skisłego mleka. Inni mają to za kwaśne mleko i lubią je pić. Mnie natomiast smród skisłego mleka przypomina, jak to przed wiekiem moja kochana Marylka była Kleopatrą, a ja Markiem Antoniuszem. Marylka umyśliła sobie, że dla poprawy urody i zdrowia musi wykąpać się w kozim mleku. Że takowego nie było, poprzestała na mleku od krowy. Zamówiła w sklepie dwie aluminiowe banie mleka, które przywiózł i przyniósł do domu syn dozorcy. Podgrzaliśmy mleko w baniach i wlałem je do wanny. Marylka jeszcze chciała, żeby, gdy będziemy siedzieć w wannie, obsługiwał nas syn dozorcy. On się na to chętnie, nawet bardzo chętnie, zgodził, lecz uznałem iż to już przesada i kazałem chłopakowi wyjść. To było niedługo po ślubie i uznałem, że Marylka wymyśliła nową zabawę erotyczną, aby pobudzić nasze zmysły do kochania, bo wtedy ciupcialiśmy się (jeżeli kogoś razi "ciupcianie", trudno, lecz tak to sobie nazywaliśmy) kilka razy w ciągu dnia. Nie zdawałem sobie sprawy, że to był początek choroby Marylki. Ona w wannie z mlekiem przemieniała się w prawdziwą Kleopatrę, gdy ja, Marek Antoniusz, wiedziałem, że jestem nauczycielem historii w liceum Karolem Trzaską. Że poważny profesor historii godził się na takie rzeczy? Byłem tak zakochany w Marylce, że gdyby chciała zgodziłbym się być chłopem pańszczyźnianym i kąpać się z nią w gnojówce. Zresztą, tak na marginesie, dawnymi laty francuscy arystokraci zażywali kąpieli w gnojówce, żeby wyleczyć się z syfilisa. Wysoka temperatura i, widocznie, jakieś inne właściwości gnojówki zabijały bakterie tej choroby wenerycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mleko w wannie stało dwa dni. Później Marek Antoniusz musiał się zająć usuwaniem skisłego mleka, które w połączeniu z płynami do kąpieli, szamponami, przybrało postać błota. Rury trzeba było kręciołkiem przetykać. W domu przez dwa tygodnie śmierdziało skisłym mlekiem. Od tego czasu nie piję kwaśnego mleka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doktor Bełtowska zbadała mnie i stwierdziła:&lt;br /&gt;- Grypa, panie Karolu. Trzeba poleżeć kilka dni.&lt;br /&gt;- Zwykła czy świńska? - zapytałem.&lt;br /&gt;- Tego nie mogę orzec. Na wszelki wypadek zapiszę panu antybiotyk. Gdy będzie pan miał gorączkę czterdzieści stopni, trzeba wezwać pogotowie. Ma panu kto kupić lekarstwa?&lt;br /&gt;- Tak - niedługo miała przyjść, jak codziennie od mojego powrotu z Egiptu, Ilona Małkowska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wyjściu lekarki na myśl, że za chwilę przyjdzie Ilona i, zanim się zacznie..., będzie hałasować myjąc gary i odkurzając (miała fioła na punkcie porządków; przeszkadzało jej, na przykład, kiedy krzesła były nierówno dosunięte do stołu), poczułem się jeszcze bardziej chory.&lt;br /&gt;Szybko do niej zatelefonowałem. Na szczęście jeszcze nie wyszła z domu.&lt;br /&gt;- Ilona, przed chwilą była u mnie lekarka. Mam grypę. Nie przychodź do mnie bo się zarazisz.&lt;br /&gt;- W tym roku już chorowałam na grypę. Jestem uodporniona.&lt;br /&gt;- Ale to może być świńska grypa. Lekarka powiedziała, że jeśli gorączka nie zejdzie w ciągu kilku godzin - kłamałem -muszę wezwać pogotowie i zabiorą mnie do szpitala.&lt;br /&gt;- To tym bardziej powinnam być przy tobie.&lt;br /&gt;- Nie. Jeszcze przeniesiesz zarazki na Foksi. Słyszałem, że psy łatwo łapią świńską grypę i źle się to dla nich kończy.&lt;br /&gt;- Taak? - Ilona przestraszyła się.&lt;br /&gt;- Zdychają... - Szybko poprawiłem - umierają w ciągu doby.&lt;br /&gt;- A taką miałam dzisiaj ochotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zaraz telefon do Ewy z wiadomością o grypie.&lt;br /&gt;- Kupiłam maseczki na twarz - odpowiedziała bagatelizującym tonem.&lt;br /&gt;- W maseczkach będziemy to robić?&lt;br /&gt;- Karolu, ty jak dziecko, maseczki będziemy mieć na twarzy.&lt;br /&gt;- Nie, Ewa. Będziesz mi przypominać pracownicę służby zdrowia, a opowiadałem ci, co jedna z takich pracownic, pani psycholog, robiła ze mną, kiedy mnie poraził prąd. To nie było przyjemne doświadczenie - znowu skłamałem.&lt;br /&gt;- Przestanę cię pociągać?&lt;br /&gt;- Właśnie. Tak się może stać.&lt;br /&gt;To Ewę przestraszyło. Nie przyjdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężej było z Martą.&lt;br /&gt;- Panie Karolu (cały czas byliśmy per "pani", "pan", bo mimo pewnej zażyłości pozostajemy jednak w stosunku pracobiorca - pracodawca; trochę dokładam do stawki godzinowej PCK), pieprzę grypę.&lt;br /&gt;Upierała się, że przyjdzie mimo wszystko. Musiałem stanowczo, trochę podnosząc głos, sprzeciwić się temu.&lt;br /&gt; - Ale podpisze mi pan, że byłam w pracy?&lt;br /&gt;- Oczywiście, podpiszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadzwoniłem do taxi, żeby zrealizować recepty. Bez problemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa dni siedzę sam w domu. Na przemian oglądam telewizję, czytam książkę, słucham muzyki. Właśnie w tej chwili, gdy to piszę, słyszę lato z "Czterech pór roku". Świat bez kobiet jest piękny i spokojny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5844246100612315153?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5844246100612315153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/piekny-i-spokojny-jest-swiat-bez-kobiet.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5844246100612315153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5844246100612315153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/12/piekny-i-spokojny-jest-swiat-bez-kobiet.html' title='PIĘKNY I SPOKOJNY JEST ŚWIAT BEZ KOBIET'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2703723532609341630</id><published>2009-11-30T14:16:00.000-08:00</published><updated>2009-11-30T16:44:31.238-08:00</updated><title type='text'>CÓRKA ZNALEZIONA W ZBOŻU?</title><content type='html'>Marcjan, mój drugi syn, którego poznałem kiedy miał już 42 lata, jest mężczyzną przytomnie patrzącym na świat. Miał mądrą matkę i mądrego ojca (nie mogę zmarłego P. nazywać inaczej, mimo że nie był biologicznym ojcem Marcjana). P. i Jasia Perkusistka zadbali o wykształcenie Marcjana i z tego, co mi Marcjan opowiadał, jego dzieciństwo było szczęśliwe. Żył w normalnej, kochającej się rodzinie. Maciek, syn Marcjana i mój wnuk, żyje w podobnie dobrej rodzinie. Takie rzeczy się widzi i wyczuwa. Chłopiec jest wesoły, pewny siebie pewnością wywodzącą się z poczucia własnej wartości, bo dobrze się uczy, należy do towarzystwa ekologicznego, które obserwuje i liczy ptaki pozostające pod ochroną, ma wykształconych, normalnych rodziców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie bez powodu podkreślam: normalnych. Na naszym (Marylki, moim, Katarzyny i Tomka) życiu domowym zaważyła, w sensie, że zdominowała, choroba Marylki. Był czas, z czego dopiero później zdałem sobie sprawę, że i ja byłem bliski odlotu od rzeczywistości. Za bardzo pragnąłem zaspokajać wszystkie zachcianki (czytać: szaleństwa) Marylki. To było, z mojej strony, coś w rodzaju ślepej miłości. Nieświadomie zaczarowała mnie swoim pięknym ciałem i wyobraźnią. Przez długi czas nie widziałem, że to była chora wyobraźnia. Tomek i Katarzyna patrzyli na to wszystko i mogli się pogubić. Ich dzieciństwo było pokręcone, nie zawsze wiedzieli, co jest dobre i prawdziwe, a co zabawą, żartem i, później, wynikiem choroby matki. Dlatego teraz gmatwa się im życie, Tomka bardziej niż Katarzyny, a ja jestem tego bezwolnym świadkiem. Nie potrafię im pomóc. Liczę, że czas to załatwi. Bardzo nad tym boleję i pewnie z tego powodu uciekam w różne, że nazwę to delikatnie, fobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym wszystkim przypomniał mi wczorajszy telefon od Katarzyny. Na koniec rozmowy o Egipcie Katarzyna nieoczekiwanie powiedziała:&lt;br /&gt;- Ojciec, jesteśmy dorosłymi ludźmi.&lt;br /&gt;- Licząc lata, jesteśmy. Choć, gdyby zajrzeć do mojej głowy, można mieć wątpliwości - odrzekłem ze śmiechem.&lt;br /&gt;- Ojciec, powiedz mi prawdę, ale tak, żebym uwierzyła na dwieście procent... - zaczęła bardzo poważnym tonem i urwała.&lt;br /&gt;- Kasiu, cokolwiek to będzie, powiem ci prawdę - nie wiedziałem do czego zmierza i byłem trochę przestraszony, mimo że w moim życiu nie było nic takiego, co musiałbym ukrywać przed dorosłymi dziećmi. - Mów Kasiu - ponagliłem.&lt;br /&gt;- Czy ja jestem twoim i mamy naturalnym dzieckiem? Czy mama nosiła mnie w swoim brzuchu przez dziewięć miesięcy? Czy ja jestem z twojego plemnika? - pytała nienaturalnie szybko.&lt;br /&gt;- Kasiu... - Określić, że zdębiałem, to o wiele za słabo. Słuchawki telefonu mało nie wgniotłem w czaszkę, do teraz boli mnie ucho i mam na nim siniaka. - Skąd ci przyszło do głowy, że może być inaczej?&lt;br /&gt;- Pamiętasz jak ty i mama opowiadaliście, że będąc na wsi znaleźliście mnie w zbożu?&lt;br /&gt;Pamiętam. To był głupi żart, który Marylka i ja uważaliśmy za zabawny. Katarzyna miała wtedy około dziesięciu lat, sądziliśmy, że i ona traktuje to jako żart. I niby tak traktowała, ale jakaś część jej myśli dopuszczała iż naprawdę mogło być, że znaleźliśmy ją w zbożu. Później kilkakrotnie wracała do tej opowieści. Tym razem znowu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marylka lubowała się w absurdalnych opowieściach, a ja za nią. Poza tym Marylkę bawiły bardzo proste zdarzenia, jak, na przykład, gdy ktoś na chodniku potknął się i wywrócił. Wówczas nie mogła się powstrzymać od chichotu. Pomagała temu komuś powstać i jednocześnie śmiała się. W domu pokazywała dzieciom jak ten ktoś upadał i dalej się śmiała, a ja za nią.&lt;br /&gt;Kochana Marylka była zaraźliwa. Dobrze, że w porę wyzwoliłem się spod jej wpływu. Inaczej, kto wie, cała czwórka Trzasków leczyłaby się w Kobierzynie, a raczej wegetowała tam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marylka opowiadała: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Idziemy z tatą na spacer drogą przez pola, patrzymy, a tu w zbożu coś białego się rusza. Podchodzimy bliżej i widzimy, że to piękny półroczny bobasek, który siedzi na ręczniku w łanie pszenicy i objada się pędrakami wydłubanymi z ziemi. Nieopodal pracowali chłopi, mężczyźni kosili żyto, a kobiety wiązały je w snopy. To na pewno oni ukryli dziecko w zbożu, żeby go nie porwał jastrząb. Bobas był prześliczny, akurat z ust zwisała mu dorodna dżdżownica&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Śmiał się do nas i wyciągał ręce, żeby go wziąć stamtąd. Więc wzięliśmy bobaska, tato schował go za koszulę i szybko odjechaliśmy ze wsi. I już zostałaś u nas na stałe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To prawda, Kasiu, opowiadaliśmy coś takiego, lecz do głowy by mi nie przyszło, że mogłaś brać na serio, że znaleźliśmy cię w zbożu.&lt;br /&gt;- Nie chodzi mi konkretnie o zboże - mówiła Katarzyna zdenerwowanym głosem. - Równie dobrze mogło to być w kartoflisku.&lt;br /&gt;- Kasiu, w kartoflisku jastrzębie szybko wypatrzyłyby dziecko - też, jak widać, byłem podenerwowany i palnąłem głupotę. - Nigdzie cię nie znaleźliśmy, ani w zbożu, ani w kartoflisku, ani w sianie - zaraz się poprawiłem.&lt;br /&gt;- W sianie? - zastanowiło Katarzynę. - Tego nie brałam pod uwagę.&lt;br /&gt;- Tam nie było żadnego siana!&lt;br /&gt;- Aha. Tylko zboże rosło.&lt;br /&gt;- Zboża też nie było. Ani kartofli - niemal krzyczałem.&lt;br /&gt;- Jakaś dziwna wieś. To z czego ci chłopi żyli?&lt;br /&gt;- Kasiu, mącisz mi rozum! - teraz już krzyczałem na całego. - Wszystko odbyło się normalnie. Mój plemnik połączył się z jajeczkiem mamy i z tego zrodziłaś się ty. Mama przez dziewięć miesięcy nosiła cię we własnym brzuchu, później urodziła cię w szpitalu na Kopernika. Tam są dokumenty na to, przyleć do Krakowa i sprawdź. A jeśli ci to będzie za mało, zrób badania genetyczne (rety! - jednocześnie myślałem, to będzie drugie moje dziecko, które musi być potwierdzone badaniami DNA!), chcesz, to przyślę ci moje i mamy włosy do badań DNA.&lt;br /&gt;- Uważa ojciec, że włosy wystarczą?&lt;br /&gt;- To wyślę palec!&lt;br /&gt;- Naprawdę ojciec odciąłby sobie palec?&lt;br /&gt;- Tak - potwierdziłem, ale przerażony, że ona powie: dobrze, to niech ojciec wyśle palec. Nie miałbym wyjścia, musiałbym wysłać.&lt;br /&gt;Katarzyna roześmiała się.&lt;br /&gt;- Niech się ojciec nie boi. Nie chcę palca. Włosy wystarczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna jest podobna do Marylki ze zdjęć sprzed lat. Tego się boję bardziej niż odrąbania palca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2703723532609341630?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2703723532609341630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/corka-znaleziona-w-zbozu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2703723532609341630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2703723532609341630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/corka-znaleziona-w-zbozu.html' title='CÓRKA ZNALEZIONA W ZBOŻU?'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-582596875398818785</id><published>2009-11-26T13:06:00.000-08:00</published><updated>2009-11-26T13:54:02.114-08:00</updated><title type='text'>ODRODZIĆ SIĘ JAK EGIPT PO PLAGACH</title><content type='html'>Jest powiedzenie: odrodzić się jak Feniks z popiołów. Mnie przyszło do głowy inne, mocniejsze: odrodzić się jak Egipt po plagach (rzuconych na ten kraj przez Boga Mojżesza i ludu Izraela).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Faraon nie chciał wypuścić synów izraelskich z ziemi egipskiej, gdzie Izraelici pracowali  jako niewolnicy przy wyrobie cegieł z gliny przemieszanej ze słomą. Mojżesz, przywódca Izraelitów, otrzymał pomoc od Boga, który zesłał plagi na Egipt. Tylko że zsyłając coraz to potworniejsze plagi, Bóg jednocześnie coraz bardziej znieczulał i doprowadzał do zatwardziałości serce faraona, żeby ten nie chciał wypuścić z kraju Izraelitów. Nie było to zagranie fair, a można nawet określić, że było to perfidne posunięcie. Cierpieli niewinni Egipcjanie.&lt;br /&gt;Było tak, po kolei:&lt;br /&gt;- Woda Nilu zamieniona w krew, wszystkie ryby wyginęły i w kraju okropnie cuchnęło.&lt;br /&gt;- Plaga żab. W pałacu faraona i w każdym egipskim domu rozpełzły się żaby. Nie dało się spać, bo żaby wskakiwały do łóżek Egipcjan.&lt;br /&gt;- Plaga komarów. To było coś o wiele gorszego niż sierpniowa noc nad mazurskim jeziorem.&lt;br /&gt;- Plaga much. Nie dało się zjeść chleba, żeby przy tym nie połykać much.&lt;br /&gt;- Plaga wyginięcia bydła. Zaraza padła na konie, osły, wielbłądy, krowy i owce, wszystkie wyginęły. Ocalało tylko bydło Izraelitów.&lt;br /&gt;- Plaga wrzodów. Bez komentarza. Na pewno nie był to trądzik młodzieńczy.&lt;br /&gt;- Plaga gradu. Zniszczone wszystko co rosło na polach, połamane drzewa. Tylko w ziemi Goszen, gdzie mieszkali synowie izraelscy, nie spadł grad.&lt;br /&gt;- Plaga szarańczy. Nie było widać ziemi spod szarańczy. Nie dotyczyło to jednak Goszen.&lt;br /&gt;- Plaga ciemności trzy doby na okrągło.&lt;br /&gt;- Ostatnia plaga: śmierć wszystkich pierworodnych, poczynając od syna niewolnicy egipskiej do syna faraona, który miał zasiąść na tronie.&lt;br /&gt;Dopiero wtedy Bóg zdjął zatwardziałość z serca faraona i po upływie czterystu trzydziestu lat niewoli Izraelici mogli wyjść z ziemi egipskiej.&lt;br /&gt;Dzielny i pracowity naród ci Egipcjanie, że po tych wszystkich plagach potrafili się jeszcze odkuć. Za czasów Kleopatry Egipt był znowu bogatym krajem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja też muszę się otrząsnąć i dojść do siebie po ostatnich dniach i nocach. Marta, Ilona i Ewa wykorzystują moją "przypadłość" do granic swoich możliwości. Nie wiem, czy to halny nadchodzi, czy to co innego, jakaś zaraza, może poboczny efekt świńskiej grypy, ale to, jak one się zrobiły nienasycone, przyprawia mnie już o znieczulicę uczuciową. A jeszcze całkiem niedawno były to urocze, miłe kobiety, z którymi można było pogawędzić, pójść na spacer, obejrzeć film w telewizji. Każda z nich, co prawda, myśli, że jest tylko jedna, lecz nawet w takiej sytuacji już byłoby tego za dużo. Nie mam czasu na nic innego, a przecież planowałem, żeby jeszcze dokonać czegoś w życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się, czy nie uciąć tego radykalnie i doprowadzić do konfrontacji, a następnie odrodzić się jak Egipt i zabrać się do pisania powieści. Tylko, hmm, nie wiem czy później nie będzie mi ich brakować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-582596875398818785?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/582596875398818785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/odrodzic-sie-jak-egipt-po-plagach.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/582596875398818785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/582596875398818785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/odrodzic-sie-jak-egipt-po-plagach.html' title='ODRODZIĆ SIĘ JAK EGIPT PO PLAGACH'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5846428650146634674</id><published>2009-11-24T08:23:00.000-08:00</published><updated>2009-11-24T09:36:23.020-08:00</updated><title type='text'>STARE - NOWE MARZENIA</title><content type='html'>Nie jestem zadowolony z wycieczki do Egiptu, ale ten wyjazd coś odmienił w moim szarym, monotonnym i w gruncie rzeczy beznadziejnym życiu. Nie, nie idzie mi o to, że tam poznałem Ewę, a po powrocie z Egiptu Ilona uzmysłowiła sobie i mnie, że łączy nas coś więcej niż tylko przyjaźń wynikająca z długoletniej znajomości, i że w czasie mojego pobytu w Egipcie Marta stała się jeszcze młodsza i piękniejsza. To cudowne kobiety, wewnątrz i zewnątrz.&lt;br /&gt;Tak, na marginesie, dzięki nim coraz bardziej lubię Egipt i zastanawiam się, czy tam nie polecieć jeszcze raz, lecz nie do pięciogwiazdkowego hotelu na piaskach, tylko do Kairu, czy, lepiej, do jakiegoś mniejszego miasta i pobyć wśród zwyczajnych Egipcjan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisząc o odmianie w moim życiu, miałem na myśli, że przypominają się mi dawne pragnienia, aby dokonać czegoś wielkiego, a przynajmniej czegoś znaczącego, na przykład napisać podręcznik do historii, który sprawiłby iż uczniowie polubiliby historię, lub napisać powieść. Wcześniej, kiedy czynnie uprawiałem sport, biegałem i skakałem o tyczce, chciałem zdobyć medal na olimpiadzie i później zostać trenerem, żeby innym pomagać w zdobywaniu medali. Później, po odejściu z pracy w liceum, myślałem o utworzeniu dużej firmy, gdzie pracownicy będą dużo zarabiać i z przyjemnością przychodzić do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzeczywistość była jednak taka, że dzieci, że choroba kochanej Marylki, że wieczny brak pieniędzy na naukę dzieci i na lekarstwa dla Marylki. Gdy materialnie stanąłem na nogi, dzięki mojej firemce "Remonty Domowe", dzieci już pokończyły studia i poszły sobie z domu, Marylka wylądowała na stałe w szpitalu psychiatrycznym, a mnie przestało się chcieć czegokolwiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały czas doskwierało mi uczucie, że moje życie to niekończąca się prowizorka, że na razie jest tak, lecz niedługo będzie inaczej, lepiej. No i ta prowizorka już się na fest utrwaliła. Teraz zastanawiam się, czy jednak nie zostało mi jeszcze trochę życia, żeby zrealizować swoje marzenia o dokonaniu czegoś wielkiego. Tylko, właśnie, co tym wielkim miałoby być?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazdroszczę artystom, takim jak malarze, pisarze. Wiek nie jest dla nich żadnym ograniczeniem, niektórzy właśnie w późnym wieku tworzą swe najlepsze dzieła. Wymieniam pisarzy, bo (buńczucznie) wydaje się mi, że powieść mógłbym spróbować napisać. Układać zdania potrafię, życie znam z wielu stron, z wyobraźnią też nie jest najgorzej i jakąś historyjkę dałbym radę wydumać. Fajnie byłoby otrzymać pod koniec życia Nagrodę Nobla i milion dolarów przeznaczyć na wybudowanie domu starości dla psychicznie chorych. Tylko, drobiazg, czy mam talent w dziedzinie literackiej? Nie chciałbym pisać, pisać i stworzyć chłam, o którym wyłącznie ja będę myślał, że to wartościowe dzieło. Wystarczy, że żyję jak grafoman, nie wnosząc nic ładnego i wartościowego w świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------------------------------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Ania napisała w komentarzu, że nie wierzy we mnie jako emeryta. Sprawiła mi tym dużą przyjemność, bo ja sam także w to nie wierzę. Gdy myślę ile mam lat, to wydaje się mi, że ktoś sfałszował metrykę urodzenia albo że jestem efektem jakiejś pomyłki biologicznej. W środku siebie dalej jestem mistrzem Małopolski w skoku o tyczce. Gdyby jeszcze nie było luster...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5846428650146634674?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5846428650146634674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/stare-nowe-marzenia.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5846428650146634674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5846428650146634674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/stare-nowe-marzenia.html' title='STARE - NOWE MARZENIA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5398874977263145412</id><published>2009-11-20T15:06:00.000-08:00</published><updated>2009-11-20T16:33:33.011-08:00</updated><title type='text'>CZYŻBY TO COŚ NAGANNEGO?</title><content type='html'>Pojechałem do Marylki do Kobierzyna i powiedziałem, że jeszcze wczoraj byłem w Egipcie. Na to ona stwierdziła:&lt;br /&gt;- Wygnali cię kapłani.&lt;br /&gt;- Tak - przyznałem.&lt;br /&gt;- Z nimi nie wygrasz.&lt;br /&gt;- Dlatego wyjechałem stamtąd.&lt;br /&gt;- Dobrze zrobiłeś - powiedziała. - Inaczej zabiliby cię.&lt;br /&gt;Marylka wiedziała co mówi. W swojej "karierze chorobowej" kilkakrotnie była Kleopatrą.&lt;br /&gt;- Rzymianie dalej tam są? - zapytała po chwili.&lt;br /&gt;- Nie tylko oni.&lt;br /&gt;- Muszę wrócić i utopić ich wszystkich w Nilu.&lt;br /&gt;I na tym się skończyło zainteresowanie Marylki Egiptem. Jest bardzo blada i chuda. Dr Wacek żalił się, że szpital ma kłopoty z utrzymywaniem pacjentów, którzy są nieuleczalnie chorzy. Fundusz Zdrowia nie chce dawać pieniędzy na utrzymywanie w szpitalu tego rodzaju pacjentów. Będę musiał poszukać pensjonatu dla Marylki. Boję się umieścić ją gdzie indziej. W Kobierzynie ma dobrą opiekę lekarską. W prywatnych pensjonatach, nastawionych głównie na zysk, różnie z tym bywa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze siedzi mi w pamięci Egipt. Powinienem napisać nazwę tego państwa w cudzysłowie, bo przecież to, co ja widziałem, to nie był żaden Egipt, za wyjątkiem kawałka morza, kawałka rafy koralowej, kilku wielbłądów i piramid. Dobrze za to poznałem elegancki, wygodny i z miłą obsługą hotel, jakich jednak setki na świecie. Dlatego nie podobają się mi wyjazdy organizowane przez biura podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro tak, to co właściwie stoi mi na przeszkodzie, żeby skrzyknąć paru znajomych i wybrać się gdzieś w podróż na dziko? Sądzę, że na taką wyprawę pojechałyby ze mną Ilona, Ewa i Marta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marta dalej przychodzi do mnie służbowo, jako pracownica PCK, ale zupełnie nie zajmuje się tym, co powinna, czyli sprzątaniem i robieniem zakupów. Mała poprawka, bo byłbym niesprawiedliwy: kupuje wino Sophia. Przed wylotem do Egiptu zostawiłem Marcie klucze do mieszkania. Obiecała gruntownie wysprzątać, włącznie z wytrzepaniem dywanów i umyciem i wypastowaniem podłóg. Lecz nie miała czasu tego zrobić, bo jej córeczka zachorowała na grypę i lekarze podejrzewali, że może to być świńska grypa. Na szczęście, nie była.&lt;br /&gt;- Ale, panie Karolu, strachu się najadłam, tak, że później musiałam się odstresować i poszłam do fryzjera i kosmetyczki - powiedziała. - Sprawiłam sobie trochę nowych ciuchów.&lt;br /&gt;Rzeczywiście, nowa fryzura, nowe umalowanie, przyjemny zapach jakichś nowych perfum. Odmłodniała fizycznie i psychicznie. I erotycznie, a ja przy niej. Już się nie kończy tylko na myciu pleców, ale zawsze się tak zaczyna. Niby niewinnie, jak dawniej, że niby chodzi tylko o higienę...&lt;br /&gt;Marta po wizycie u fryzjera i kosmetyczki, oprócz tego, że wypiękniała, to jeszcze przybyło jej radości, optymizmu. Zaczęła bardziej wierzyć w siebie. Mówiła, że szuka pracy, która by ją satysfakcjonowała. Bardzo by jej odpowiadała praca sekretarki (dzisiaj to chyba się mówi: asystentki) szefa jakiejś dużej firmy.&lt;br /&gt;- Wie pan, panie Karolu, umawianie wizyt, towarzyszenie szefowi w podróżach, drobne prace biurowe.&lt;br /&gt;I ona nadawałaby się do tego, naprawdę. Muszę się rozejrzeć, czy wśród moich znajomych nie ma jakiegoś szefa firmy. W międzyczasie któryś z moich uczniów albo klientów mógł się dorobić i utworzyć firmę.&lt;br /&gt;Na początku, zaraz po przyjeździe z Egiptu, przyznam, miałem ochotę zapytać, skąd Marta miała pieniądze na kosmetyczkę i nowe ubrania. Zdecydowałem, że nie będę małostkowy. Nie zabrała mi wszystkich pieniędzy z szuflady, tylko tyle ile potrzebowała, żeby wyglądać ładnie. Ostatecznie, jak mi się wydaje, upiększyła się dla mnie. Dlaczego mam w to nie wierzyć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilona Małkowska, gdy zobaczyliśmy się po raz pierwszy po moim powrocie z Egiptu, przytuliła się do mnie jak żona witająca męża, pocałowała w usta i powiedziała, że już się nie mogła doczekać, bo przez czas naszego niewidzenia się zrozumiała, że łączy nas coś więcej niż tylko stosunek przyjacielski. Podczas przytulania się dotknęła mojej "przypadłości" (niektórzy z czytających wiedzą, jakiej przypadłości się nabawiłem podczas naprawiania żyrandola, pisałem o tym) i, nie powiem, żeby zrozumiała nieopatrznie, bo przypadłość przypadłością, ale i prawdziwa ochota była. Więc, po małżeńskim powitaniu, zaczęliśmy się miotać na kanapie jak mąż z żoną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilona musi na noc wracać do Skawiny, bo jej jamniczka Foksi zwariowałby z samotności i strachu. Wieczorem przychodzi Ewa. To dalszy ciąg naszej znajomości z Egiptu. Opiekowała się tam mną, mam wobec niej zobowiązania. Poza tym to atrakcyjna kobieta, z rodzaju tych, o których się mówi "światowa".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomyślicie, że jestem... Właściwie to nie wiem co możecie pomyśleć. W każdym razie mogę zapewnić, że nie jestem.... cokolwiek pomyślicie. Taki los po prostu. Tylko żeby się nie okazało, że to Klątwa Faraona.&lt;br /&gt;Boję się, że któregoś dnia mogą się naraz zejść u mnie i coś podejrzewać. Nie wiem dlaczego, ale mam jakieś dziwne poczucie, że robię coś nagannego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5398874977263145412?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5398874977263145412/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/czyzby-to-cos-nagannego.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5398874977263145412'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5398874977263145412'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/czyzby-to-cos-nagannego.html' title='CZYŻBY TO COŚ NAGANNEGO?'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-572184337919965428</id><published>2009-11-19T12:58:00.000-08:00</published><updated>2009-11-19T14:04:16.403-08:00</updated><title type='text'>EGIPT - FOTO</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW_DFSWf2I/AAAAAAAAACQ/YHLJ73BolxY/s1600/DSC_0211.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW_DFSWf2I/AAAAAAAAACQ/YHLJ73BolxY/s320/DSC_0211.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405936987407810402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Śmiał się ze mnie, kiedy leżałem na piachu z rozbitą wargą.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW-Dp93HtI/AAAAAAAAACI/2rAtE97QUhY/s1600/DSC_0441.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW-Dp93HtI/AAAAAAAAACI/2rAtE97QUhY/s320/DSC_0441.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405935897742352082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nas tą zatoką mieszkałem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW9tKDkpnI/AAAAAAAAACA/oLnZx3H9jHg/s1600/DSC_0328.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW9tKDkpnI/AAAAAAAAACA/oLnZx3H9jHg/s320/DSC_0328.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405935511219250802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ten sam!&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW9Us9F_QI/AAAAAAAAAB4/vC0u_KkVEJE/s1600/DSC_0317.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW9Us9F_QI/AAAAAAAAAB4/vC0u_KkVEJE/s320/DSC_0317.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405935091090586882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Też tu jest.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW83RjYcoI/AAAAAAAAABw/rLpqneREdYE/s1600/DSC_0246.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW83RjYcoI/AAAAAAAAABw/rLpqneREdYE/s320/DSC_0246.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405934585518781058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Z powodu takiego zwierzątka musiałem wydać 60$.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW8a5SXVYI/AAAAAAAAABo/8s0BXEEUhWk/s1600/DSC_0423.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW8a5SXVYI/AAAAAAAAABo/8s0BXEEUhWk/s320/DSC_0423.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405934097968616834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tu staliśmy z Ewą.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW8D_KyBpI/AAAAAAAAABg/juMAOADuhUk/s1600/DSC_0442.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW8D_KyBpI/AAAAAAAAABg/juMAOADuhUk/s320/DSC_0442.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405933704410433170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W jednym z tych bungalowów mieszkałem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW7WLuhpNI/AAAAAAAAABY/mre1wIVg4-U/s1600/DSC_0444.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW7WLuhpNI/AAAAAAAAABY/mre1wIVg4-U/s320/DSC_0444.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405932917507597522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tam dalej jestem ja.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwWzdCJg1PI/AAAAAAAAABQ/tRIk_XTddEU/s1600/DSC_0921.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwWzdCJg1PI/AAAAAAAAABQ/tRIk_XTddEU/s320/DSC_0921.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405924239102498034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na koniec zrobiłem zdjęcie z mojego apartamentu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-572184337919965428?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/572184337919965428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/egipt-foto.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/572184337919965428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/572184337919965428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/egipt-foto.html' title='EGIPT - FOTO'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KLHgLqRBvNw/SwW_DFSWf2I/AAAAAAAAACQ/YHLJ73BolxY/s72-c/DSC_0211.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5955459661307585327</id><published>2009-11-15T12:00:00.000-08:00</published><updated>2009-11-15T13:53:33.663-08:00</updated><title type='text'>KLĄTWA FARAONA?</title><content type='html'>Wróciłem z Egiptu. Koszmar!&lt;br /&gt;Zapowiadało się pięknie. Panisko z Polski leci do biednego Egiptu (za dolary córki z Ameryki). Ilona Małkowska, która już była w Egipcie, kupiła mi ubranie nadające się do tamtego klimatu  (28 stopni C. w powietrzu, w woda 25 stopni, cały dzień słońce) i przestrzegała, żeby tamtejszej wody z kranu nie używać nawet do mycia zębów, nie jeść poza hotelem, nie wystawiać skóry na słońce, na plaży i wodzie nie zdejmować sandałów, nie jeść poza hotelem, mieć jednodolarowe banknoty na bakszysz, takie pierdoły.&lt;br /&gt;Ale przecież ja wiedziałem, co trzeba, a co nie. Stary, cwany chłop, który już bywał w Bułgarii i RFN. Nie będzie mnie baba uczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dolary, jak należy, porozmieszczałem w różnych miejscach. Dwie setki w butach, jedna w prawym, druga w lewym bucie. W samolocie, gdzieś po dwóch godzinach lotu, tak mi zaczęły puchnąć stopy, że musiałem zdjąć buty. Tylko że zapomniałem o tych setkach i na oczach stewardesy i współpasażerów wywijałem nogami z dolarami przyczepionymi do spodu skarpet. Żeby wyjść z twarzą z tej głupiej sytuacji, powiedziałem, że podkładam banknoty, bo pomagają na reumatyzm.&lt;br /&gt;- I naprawdę pomagają? - zapytała jakaś stara debilka.&lt;br /&gt;- Zazwyczaj tak, ale dzisiaj nie - odrzekłem.&lt;br /&gt;- Może trzeba było więcej dolarów podłożyć - stwierdziło to truchło, a ignoranci w samolocie zaczęli się śmiać.&lt;br /&gt;Wiadomo, towarzystwo od razu nie przypadło mi do gustu, i powiedziałem stewardesie, że dziękuję, dalej nie jadę, proszę mnie tu gdzieś wysadzić. I wtedy jeszcze głośniejszy śmiech, ale już z sympatią dla mnie, bo pasażerowie myśleli, że sobie dowcipkuję, a ja rzeczywiście zapomniałem, że znajduję się w samolocie na wysokości 10 kilometrów. Wówczas poprosiłem stewardesę o kieliszek wódki. Przyniosła, lecz nie chciała przyjąć zapłaty setką odklejoną od skarpety. Zrobiła taką minę, jakby ją brzydziły pieniądze. Nie mogłem jednak zapłacić innym banknotem, bo pozostałe miałem schowane w kieszonce majtek, zaszyte w podszewce kurtki, a jedną setkę przemyślnie ukrytą w gilzie papierosowej, z której wytrząsnąłem tytoń. W końcu stewardesa wzięła banknot w dwa palce i, trzymając go daleko od twarzy, poszła do kasy czy gdzieś tam. Reszty zapomniała mi wydać, a ja zapomniałem upomnieć się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko wylądowaliśmy w Hurgadzie, wzięła mnie nieprzemożna chęć aby zapalić papierosa. Nie mogłem wypatrzeć palarni, więc wszedłem do kabiny w toalecie i szybko zapaliłem. Papieros dziwnie się palił i smakował inaczej niż zwykle. Pomyślałem, że to z powodu zmian ciśnienia i klimatu, że w związku z tym moje moje kubki smakowe jeszcze się nie przestawiły. Dopiero gdy zaciągnąłem się po raz drugi i mało się nie zadławiłem gryzącym dymem, uzmysłowiłem sobie, że palę studolarówkę. Jeszcze teraz, gdy to piszę, trzęsie mnie. Stracone dwie setki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Hurgady jechaliśmy pół godziny autobusem do hotelu, który był usytuowany między morzem a pustynią. Nie było tam nic więcej, żadnego miasteczka, osady. Dostałem apartament w okrągłym bungalowie i, że była jeszcze noc, od razu położyłem się spać.&lt;br /&gt;Rano pilotka rozdała nam zielone, plastikowe opaski, które mieliśmy cały czas nosić na przegubie, aby służba hotelowa wiedziała, że jesteśmy gośćmi. Po śniadaniu (szwedzki bufet) w restauracji wielkości niemal Rynku Głównego w Krakowie, poszedłem zwiedzać obiekt: baseny, bary, sklepy z pamiątkami, plaża długości trzech kilometrów. Miło, wiele ładnych kobiet. Po drodze piłem drinki w barach (in clusive) i rozglądałem się za jakimś towarzystwem, żeby przez tydzień pobytu w Egipcie nie pozostać samemu. Trafiłem na panią Ewę, akurat też się rozglądającą i akurat też z Krakowa. I ona, Ewa, to właściwie moje jedyne przyjemne wspomnienie z Egiptu.&lt;br /&gt;I na tym powinienem zakończyć, aby nie wyjść na masochistę. Niech wyjdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszego dnia tak mnie spaliło słońce na karku, ramionach i rękach, że musiałem zadzwonić po lekarza. Dał mi maść znieczulającą ból i cały drugi dzień przeleżałem w bungalowie. Trzeciego dnia wypożyczyłem płetwy, maskę, fajkę (nurkowanie z ich pomocą nazywa się snorkelling), żeby z Ewą oglądać mieszkańców rafy koralowej, która tam znajdowała się tuż pod powierzchnią wody. Ledwie rozpocząłem podwodną przygodę, oparzyła mnie meduza czy coś podobnego. Zaczęło boleć jak diabli, zdrętwiał mi brzuch i pośladki. Znowu lekarz, zastrzyk (60$) i dwa dni &lt;br /&gt;leżenia.Piątego dnia pojechaliśmy zobaczyć piramidy. Ewa koniecznie chciała wsiąść na wielbłąda, żeby mieć na nim zdjęcie. Zrobiłem jej kilka fotek. Następnie namówiła mnie, żebym wsiadł na to paskudne zwierzę. Usiadłem. Gdy wielbłąd wstawał z ziemi, spadłem przez jego pysk na piasek. Rozciąłem sobie wargę, krew zalała mi koszulę. Pomyśleć, że jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej byłem mistrzem Małopolski w skoku o tyczce, spadałem z wyższa niż garb wielbłąda i nic.&lt;br /&gt; Ze zwiedzania Kairu zrezygnowałem w obawie, że mnie tam zaatakują terroryści (jest coś takiego jak prawo serii, w tym wypadku serii nieszczęść). Ewa też nie poszła zwiedzać miasta, została ze mną w autobusie.&lt;br /&gt;Wystarczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej, Karolku, skoro już zacząłeś.&lt;br /&gt;W drodze powrotnej, z Hurkady do Krakowa, żeby się uchronić przed niespodziankami podczas lotu, przed wejściem do samolotu wypiłem piersiówkę miejscowej wódki. I dobrze zrobiłem, jak sie okazało. Szczęśliwie nic nie pamiętam, tylko Ewa mi powiedziała, że obrzygałem sąsiadów z lewa i prawa. Z samolotu wynieśli mnie na noszach i dalej już Ewa zaopiekowała się mną.&lt;br /&gt;Dziękuję ci, Ewo, jeszcze raz. I nie namawiaj mnie na wycieczkę do Sri Lanki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęć z Egiptu nie chce mi się oglądać. Lecz skoro obiecałem, że pokazę na blogu, więc pokazuję (w osobnym wpisie). Mam nadzieję, że gdy je będę tu umieszczał, nie stanie się nic złego, bo może padłem ofiarą Klątwy Faraona?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5955459661307585327?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5955459661307585327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/klatwa-faraona.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5955459661307585327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5955459661307585327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/11/klatwa-faraona.html' title='KLĄTWA FARAONA?'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5126431204714321136</id><published>2009-10-26T16:35:00.000-07:00</published><updated>2009-10-26T18:53:27.596-07:00</updated><title type='text'>CÓRKA WYPRAWIA MNIE DO EGIPTU</title><content type='html'>Nie znoszę podróży. Cywilizowany człowiek, za jakiego się uważam, zna mniej więcej cały świat. Chodzi mi o to, że na przykład wyprawa do Paryża, aby obejrzeć wieżę Eiffel'a, zupełnie nie ma sensu. Wszyscy wiemy jak ta wieża wygląda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzadko wyjeżdżam z Krakowa. W młodości, co prawda, dużo podróżowałem po Polsce, autostopem i normalnie, czyli pociągami i autobusami. Za granicę też jeździłem, najczęściej oczywiście do krajów Układu Warszawskiego, ale byłem i w RFN (młodzi pewnie nie wiedzą co to za kraj. Niemcy Zachodnie). Wówczas to był rzeczywiście wyjazd za prawdziwą granicę, strzeżoną przez uzbrojonych żołnierzy, ze szlabanami, z kolczatkami, z rewizjami i tak dalej. A wcześniej (już zapomniałem o tym) wielomiesięczne i nawet wieloletnie oczekiwanie na paszport. Później, w RFN, to był naprawdę inny świat, na o wiele wyższym poziomie pod każdym względem. Na mnie zrobiło wrażenie, że piwa można się było napić w każdym miejscu i o każdej porze, i to dowolnie jakiego, nawet polskiego, gdy w Krakowie podawano je w "Hawełce"dopiero od godziny 13-tej, wyłącznie Okocim, i musowo trzeba było zamawiać ze śledziem lub jajkiem w majonezie. O 16-tej piwo się kończyło.&lt;br /&gt;Aa, dobra, ćmoje boje, wspominki starucha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie nie znoszę podróży. Myślałem, że już do końca tego życia nigdzie się dalej nie ruszę, a tu córka się postawiła i, wyobraźcie sobie, ekspediuje mnie do Egiptu.&lt;br /&gt;Siedzę sobie bezpiecznie i wygodnie w domu. Przypominam sobie tyłek Marty K. podczas mycia.&lt;br /&gt;Dzwonek domofonu.&lt;br /&gt;- Słucham.&lt;br /&gt;Kobiecy głos:&lt;br /&gt;- Jestem z biura turystycznego... (lepiej na razie nie zdradzę nazwy).&lt;br /&gt;- To pomyłka. Nie spodziewam się nikogo z waszego biura.&lt;br /&gt;- Mam dla pana bilet lotniczy na wycieczkę do Egiptu.&lt;br /&gt;Domyśliłem się. Katarzyna niejako przymusiła mnie do wyjazdu do ciepłego kraju. Bo skoro już mam bilet lotniczy i opłacony hotel (pięciogwiazdkowy, jak się okazało) i wszystko inne, all inclusive, co mi pozostaje? Tydzień w Egipcie wytrzymam. Ciekawe, czy zobaczę tam polskie bociany?&lt;br /&gt;Odlot za trzy dni.&lt;br /&gt;Muszę kupić aparat cyfrowy. Zamieszczę tutaj kilka zdjęć z Egiptu. Trochę jestem podniecony tą wyprawą. Jakoś nigdy nie przytrafiło się mi być w Afryce, a to przecież kolebka cywilizacji, tam się wszystko zaczęło, stamtąd my wszyscy.&lt;br /&gt;Spokojnie, Karolku, bo w dniu odlotu możesz dostać takiego rozwolnienia, że do ustępu nie zdążysz, a co dopiero na lotnisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak powiedzieć Marylce, że będę leciał samolotem? Ona chorobliwie boi się samolotów. Raz, za naszych dobrych lat, mieliśmy z Krakowa lecieć samolotem do Gdańska, stamtąd na wczasy w Kołobrzegu. Byliśmy już na płycie lotniska, przed schodami do samolotu, i Marylka, spanikowana, uciekła. Nie mogła uwierzyć, że taka wielka maszyna z żelaza, w dodatku z wieloma ludźmi i bagażami, może się unosić w powietrzu jak ptak.&lt;br /&gt;- Karol - powtarzała później w domu - to jest wielkie oszustwo. Nic tak ciężkiego i wielkiego nie może latać.&lt;br /&gt;Przyznałem jej rację, no bo, ostatecznie, auta są dużo mniejsze, a przecież nie latają.&lt;br /&gt;Wczasy w Kołobrzegu przepadły. Pojechaliśmy na tydzień do Myślenic, na Zarabie. Pięknie było. Nawet to było piękne, że Marylka codziennie rano szła nad Rabę i przeganiała wędkarzy, perswadując:&lt;br /&gt;- Kochany panie, gdyby pan w restauracji jadł kotleta, który w środku miałby ostry haczyk, spodobałoby się to panu?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5126431204714321136?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5126431204714321136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/10/corka-wyprawia-mnie-do-egiptu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5126431204714321136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5126431204714321136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/10/corka-wyprawia-mnie-do-egiptu.html' title='CÓRKA WYPRAWIA MNIE DO EGIPTU'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-3628673908427784788</id><published>2009-10-19T15:29:00.000-07:00</published><updated>2009-10-19T16:28:13.401-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jolka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='turniej szachowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duży Format'/><title type='text'>WYGRAŁEM TURNIEJ SZACHOWY</title><content type='html'>Nim wziąłem udział w turnieju szachowym, byłem przerażony. Ale nie z powodu szachów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od lat rozwiązuję krzyżówkę "Jolka" w Dużym Formacie Gazety Wyborczej. Raz mi idzie lepiej i po kilku godzinach krzyżówka jest rozwiązana, raz gorzej, dwa dni muszę nad nią siedzieć. W ubiegły czwartek zaczęły się dla mnie ciężkie dni. Siedziałem nad "Jolką" do niedzieli i nic. Zaledwie dziesięć haseł wpisałem w kratki. Głowa mi pękała z wysiłku.&lt;br /&gt;Wiadomo, człowiek nie głupieje pod względem intelektualnym z tygodnia na tydzień. A jeśli tak się dzieje (a tak właśnie się działo), to znaczy, że jakaś choroba. A w tym wypadku jakaś choroba to oczywiście Alzheimer. W wyobraźni już widziałem swój mózg w stanie galaretowatym, a w uszach, zdawało się mi, słyszę chlupotanie tej coraz bardziej rozwodnionej galarety uwięzionej w mojej czaszce. Wyjąłem z szuflady tabletki nasenne (wciąż jednak mam ich za mało, znowu muszę pójść do mojej doktor po receptę), żeby je mieć na widoku i nie zapomnieć o nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaalarmowałem Marcjana, żeby natychmiast przyszedł, i powiedziałem mu o gwałtownie postępującej amnezji, nie zdradzając jednak szczegółów, czyli, że chodzi konkretnie o niemożność rozwiązania "Jolki".&lt;br /&gt;- Lepiej przyjdź od razu -dodałem - bo jutro mogę cię już nie rozpoznać.&lt;br /&gt;- Niech ojciec nie przesadza - roześmiał się Marcjan. - Czyta ojciec książki i zapamiętuje ich treść, nie mieszają się mu dni tygodnia, rozpoznaje polityków, pamięta daty historyczne, rozwiązuje krzyżówki... - (tu się pomylił!). - No i dobrze gra w szachy - zakończył.&lt;br /&gt;- Już nie gram - odrzekłem. - Nie mam z kim. Moi partnerzy od szachów poumierali albo zapomnieli jak się gra w szachy. Kilka lat jak nie otworzyłem szachownicy. Może też już nie potrafię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marcjan nie potraktował poważnie mojego strachu przed Alzheimerem, ale wieczorem zatelefonował i oznajmił, że zapisał mnie do turnieju szachowego, który organizuje jedna z większych galerii handlowych w Krakowie. Miałem się tam zgłosić w piątek o jedenastej.&lt;br /&gt;- Jeżeli ojciec zajmie miejsce powyżej dziesiątego w kategorii senior - rzekł - wtedy postaram się, żeby ojcu szybko zrobiono badania na obecność Alzheimera.&lt;br /&gt;Zgodziłem się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień przed turniejem szachowym, w czwartek, kupiłem Duży Format z "Jolką", a tam czarno na białym było napisane nad krzyżówką, że w ubiegłym tygodniu wydrukowano niewłaściwy diagram "Jolki" i bardzo przepraszają. Mało mnie szlag nie trafił, że się wyrażę. To ja byłem bliski łyknięcia garści tabletek usypiających, a oni spokojnie, po tygodniu, informują... Dla redakcji to mało znacząca pomyłka, a dla mnie, i pewnie innych jolkowiczów, to była wielce denerwująca sprawa.&lt;br /&gt;Teraz nigdy nie będę miał pewności, czy to ja jestem w słabej kondycji intelektualnej, czy znowu coś źle wydrukowano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natychmiast zabrałem się do rozwiązywania nowej "jolki". Rekord: dwie godziny i dziesięć minut i krzyżówka rozwiązana. Poczułem się zdecydowanie lepiej i z powrotem schowałem tabletki do szuflady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek, mimo to, poszedłem na turniej szachowy do Galerii. W kategorii senior były tylko trzy zgłoszenia, trzech mężczyzn w moim mniej więcej wieku. Każdy miał grać z każdym, czyli po dwa mecze. Wygrałem o wiele szybciej niż rozwiązałem ostatnią "Jolkę".&lt;br /&gt;Pierwszemu z zawodników co rusz myliły się szachy z warcabami i sędzia go zdyskwalifikował. Drugi z zawodników usnął przy stoliku pod koniec rozgrywki, w której i tak byłem blisko dania mu mata.&lt;br /&gt;Otrzymałem nagrodę: buty do wspinaczki wysokogórskiej. Podarowałem je Maćkowi, bardzo się ucieszył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie, dobrze. No bo na dodatek Marcie K. umyłem większą powierzchnię ciała niż zazwyczaj, a Ilona Małkowska zaczęła przychodzić z butelką czerwonego wina. Żebym z kolei nie popadł w alkoholizm.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-3628673908427784788?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/3628673908427784788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/10/wygraem-turniej-szachowy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3628673908427784788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3628673908427784788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/10/wygraem-turniej-szachowy.html' title='WYGRAŁEM TURNIEJ SZACHOWY'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1715035559809694852</id><published>2009-10-16T12:43:00.000-07:00</published><updated>2009-10-16T13:07:54.794-07:00</updated><title type='text'>MARTA K. Z PCK - 2</title><content type='html'>Marta K. od razu spostrzegła, że w zlewie nie ma brudnych naczyń.&lt;br /&gt;- Panie Karolu, po co się pan męczył? Przecież umyłabym te gary, od tego tu jestem.&lt;br /&gt;- Pani Ilona umyła.&lt;br /&gt;- To ta, co ją poprzednim razem spotkałam? - zapytała Marta.&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- A to franca! Niech pan na nią uważa. Ona chce się dobrać do pana.&lt;br /&gt;- W jakim sensie?&lt;br /&gt;- Jak to w jakim? To jasne. Wpierw fiku miku, później wprowadzi się do pana, mieszkanie przepisze na siebie, następnie wyjmie pieniądze z pana konta, a na koniec pana otruje.&lt;br /&gt;- Przesadza pani.&lt;br /&gt;- Źle jej z oczu patrzy&lt;br /&gt;- Ona nie potrzebuje mieszkania i pieniędzy. Ma jedno i drugie. Poza tym do dobra dziewczyna.&lt;br /&gt;- Taka z niej dziewczyna, jak ze mnie nastolatka.&lt;br /&gt;Marta po raz pierwszy nie umyła u mnie głowy i nie kąpała się. Solennie odkurzyła mieszkanie, wyniosła wszystkie butelki, zrobiła zakupy (tylko jedna butelka czerwonego wina).&lt;br /&gt;- Następnym razem wytrzepię dywan - zapowiedziała, wychodząc.&lt;br /&gt;Prawdę mówiąc, to wolałbym, żeby Marta kąpała się niż trzepała dywan. Jestem zły na Małkowską. Sama się nie wykąpie i drugiej w tym przeszkadza. To przypomina zachowanie psa ogrodnika. Ale, z drugiej strony, wygląda na to, że dwie kobiety starają się o mnie. Pochlebia mi to, bo (stary to zaraz musi liczyć lata!) one dwie mają razem niewiele lat mniej niż ja jeden.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1715035559809694852?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1715035559809694852/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/10/marta-k-z-pck-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1715035559809694852'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1715035559809694852'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/10/marta-k-z-pck-2.html' title='MARTA K. Z PCK - 2'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-3833599532340175404</id><published>2009-10-08T15:51:00.000-07:00</published><updated>2009-10-08T17:01:38.098-07:00</updated><title type='text'>MARTA K. Z PCK</title><content type='html'>Zadzwoniła do mnie pracownica PCK i zapytała, czy jestem zadowolony z pracy pani Marty K. Powiedziałem, że tak. Zełgałem, lecz nie całkiem.&lt;br /&gt;Marta K. była już kilka razy u mnie, ale ani raz nie umyła naczyń, nie wyniosła śmieci, nie wyniosła butelek, ani raz nie odkurzyła mieszkania. Muszę jednak przyznać, że ochoczo wyruszała do sklepu po zakupy. Zaraz po wejściu do mieszkania, pytała:&lt;br /&gt;- Panie Karolu, co trzeba kupić, bo za dwadzieścia minut leci "Na dobre i złe" i chciałabym zdążyć obejrzeć od początku.&lt;br /&gt;Zaglądam do lodówki, mówię, że żółty ser, jakąś wędlinę, pomidory i coś tam jeszcze, na co akurat mam ochotę. Daję Marcie pieniądze.&lt;br /&gt;- Wino pan jeszcze ma? - dopytuje, jakby to był artykuł najpierwszej potrzeby.&lt;br /&gt;Ostatnio nie mam, więc mówię, żeby kupiła butelkę półsłodkiej Sophii. W sklepie 8,50 zł.&lt;br /&gt;Marta wraca zdyszana jeszcze nim rozpoczął się serial i powiada, że zdążyła kupić tylko wino, na wszelki wypadek dwie butelki, bo do kasy z jedzeniem była długa kolejka i nie zdążyłaby na "Na dobre i złe", a ona jeszcze nie opuściła ani jednego odcinka.&lt;br /&gt;- Kupię później - kończyła, podając mi otwieracz do korków.&lt;br /&gt;Ale później to musiała umyć głowę, jeśli jej pozwolę (to było pierwszego dnia), albo wykąpać się, jeśli nie mam nic przeciwko temu.&lt;br /&gt;Pozwalałem i nie miałem, bo kiedy się kąpała, wołała mnie, żebym jej umył plecy. W moim wieku przyjemnie jest myć plecy trzydziestopięcioletniej kobiety, zahaczając trochę o pośladki i mając nadzieję, że lada dzień będę mył całą Martę, z przodu i tyłu. Cóż, każdy ma jakieś słabości.&lt;br /&gt;W ciągu dwu godzin pobytu Marty opróżnialiśmy dwie butelki wina.&lt;br /&gt;- Upił mnie pan, panie Karolu. Już nie mam siły na żadne sprzątanie, proszę mi wierzyć.&lt;br /&gt;- Wierzę, pani Marto - odpowiadałem, bo co, mnie też szumiało w głowie i nie tylko.&lt;br /&gt;- Z pana jest zbereźnik, panie Karolu - mówiła, patrząc na moje krocze.&lt;br /&gt;Od razu, pierwszego dnia, dostrzegła przypadłość, której się nabawiłem przed laty, kiedy poraził mnie prąd podczas zawieszania żyrandola. Ona myśli, że to jest wyłącznie reakcja na jej obecność i wykorzystuje to. Przecież nie jestem całkiem głupi. Właściwie to wykorzystujemy się wzajemnie. Marta też nie jest głupia.&lt;br /&gt;Wychodząc użala się, że nie ma pieniędzy na tramwaj i musi kawał drogi pokonać piechotą. Więc daję jej piątkę na bilet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj, gdy Marta wychodziła, przyszła Ilona Małkowska. Obrzuciły się spojrzeniami i od razu znielubiły. Wyraźnie było to widać, a właściwie "czuć". Marta w drzwiach cmoknęła mnie w policzek.&lt;br /&gt;- Do widzenia, panie Karolu. Najlepiej jak sie pan zaraz położy spać - powiedziała, czyniąc aluzję do wypitego wina, a tak naprawdę była to uwaga przeznaczona dla Małkowskiej, że jestem w niedyspozycji i lepiej, żeby Ilona zaraz wyszła.&lt;br /&gt;Małkowska była zaskoczona.&lt;br /&gt;- Karol, co to za kobieta? - zapytała i spojrzała na mnie uważnie, jakby odkrywając, że w gruncie rzeczy nie muszę być facetem, który służy tylko do użalania się na innych facetów.&lt;br /&gt;Zdaje się, że Ilona, po tylu latach znajomości, po raz pierwszy dostrzegła we mnie mężczyznę. Przesadzę, jeśli napiszę, że atrakcyjnego (mężczyźni w moim wieku nie są atrakcyjni), ale, przynajmniej, jeszcze do rzeczy i z którym nie wstyd pokazać się na ulicy. Też spojrzała na moje krocze.&lt;br /&gt;-  Cho, cho - pokręciła głową.&lt;br /&gt;- To jest kobieta z PCK - wyjaśniłem. - Pomaga mi. Wiesz, sprzątanie, zakupy. Niech ci, Ilonko, nic innego nie przychodzi do głowy.&lt;br /&gt;- Sprzątanie, zakupy - rzekła Małkowska ironicznie, spoglądając na rekordowo wysoki stos brudnych naczyń w zlewozmywaku i na dwie puste butelki na stole. - Przecież ona jest młodsza ode mnie - nagle sobie to uświadomiła. - I od Marylki.&lt;br /&gt;- Marylka nalega, żebym sobie znalazł jakąś kobietę.&lt;br /&gt;- Wiem. Ona jest święta.&lt;br /&gt;- Ja nie jestem - bezradnie rozłożyłem ręce.&lt;br /&gt;- Widzę - znowu jej spojrzenie w krocze, po czym, stojąc do mnie przodem, ręką odrzuciła włosy do tyłu.&lt;br /&gt;Kiedyś czytałem książkę o mowie ciała i pamiętam, co oznacza taki odruch u kobiety.&lt;br /&gt;- Co ten mokry ręcznik robi na fotelu? - zapytała z naganą.&lt;br /&gt;- Marta się kąpała.&lt;br /&gt;- To ona, zamiast tu sprzątać, jeszcze bardziej bałagani. Musisz o tym powiadomić PCK, niech przyślą kogoś innego.&lt;br /&gt;- Chcesz pozbawić tę kobietę środków do życia? Ona u mnie zarabia. Marne grosze zresztą.&lt;br /&gt;- A kto jej płaci? Chyba nie ty?&lt;br /&gt;- PCK.&lt;br /&gt;- Muszę tu chociaż umyć gary - rzekła Małkowska. - Przecież za chwilę spadną na podłogę.&lt;br /&gt;I wzięła i umyła je. Ja w tym czasie usnąłem. Zmorzyło mnie wino.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-3833599532340175404?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/3833599532340175404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/10/marta-k-z-pck.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3833599532340175404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3833599532340175404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/10/marta-k-z-pck.html' title='MARTA K. Z PCK'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2914911626638996447</id><published>2009-09-30T07:48:00.000-07:00</published><updated>2009-09-30T08:37:34.802-07:00</updated><title type='text'>ŻEBRACY W KRAKOWIE</title><content type='html'>W centrum Krakowa trudno przejść ulicą, żeby nie widzieć żebraka z puszką na pieniądze lub nie być nagabywany o pieniądze. Znam tych żebrzących z widzenia. Jeśli mam jakieś drobne, daję im. Nie martwię się, że oni, zamiast na jedzenie, jak zapewniają, przeznaczą wyproszone pieniądze na alkohol. Jedzenie to oni mogą dostać u braci Albertynów, sióstr Sercanek, sióstr Felicjanek i jeszcze w kilku innych miejscach. Tylko że zupa i chleb nie dadzą im chwili zapomnienia o swoim losie. Przecież statusu bezdomnych i bezrobotnych nie wybrali świadomie. Wpakował ich w to jakiś nałóg albo pech, albo lekkomyślność, albo po prostu niemożność poradzenia sobie z życiem. Wypicie piwa czy wina to dla nich jedyna dostępna przyjemność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Plantach, przy murze klasztornym Reformatów, od wielu miesięcy okupuje ławki jedna i ta sama grupa bezdomnych. Z jednym z nich rozmawiałem kiedyś. Klasyczny przypadek wpadania w bezdomność. Przed laty powodziło się mu dobrze. Mieszkał wtedy w Rzeszowie. Pracował, kupił auto, regularnie płacił czynsz, ot, zwykłe życie przeciętnego Polaka. Aż stracił pracę i zaczęło się spadanie. Z początku miał nadzieję, że znalezienie nowej pracy jest tylko kwestią czasu i zadłużył się w jakiejś podejrzanej, z czego wówczas nie zdawał sobie sprawy, instytucji finansowej. Wpierw stracił auto, później obrazy, które mu zostały po rodzinie pochodzącej ze Lwowa (jeden obraz namalowany był przez Jerzego Kossaka), następnie srebrne i złote precjoza, a dług mu rósł w tempie 100% miesięcznie. Stał się niewypłacalny, grożono mu pobiciem, i uciekł z Rzeszowa do Krakowa. Znalazł się na ławce na Plantach, a z tego miejsca trudno się wyrwać. Człowiek staje się coraz bardziej zaniedbany, śmierdzi, nabiera wyraźnych cech bezdomności i biedy. Takiego nikt nie weźmie do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę o bezdomnych, bo właśnie dzisiaj miałem do czynienia z tą grupą z Plant.&lt;br /&gt;- Panie, poratuje nas pan kilkoma złotymi? - zagadnął mnie jeden z nich.&lt;br /&gt;- Na co? - zapytałem i włożyłem rękę do kieszeni, jakby po pieniądze.&lt;br /&gt;- Na dżem do chleba.&lt;br /&gt;- Ee - udałem rozczarowanie i wyjąłem rękę z kieszeni. - Myślałem, że na alkohol.&lt;br /&gt;- Bo na alkohol! Kłamałem, że na dżem.&lt;br /&gt;- Na piwo to bym dał - powiedziałem. - Ale wy mnie oszukacie i później, zamiast piwa, nakupicie sobie dżemu.&lt;br /&gt;- Jak Boga kocham! Kupimy piwo! - zapewniał gość z ławki.&lt;br /&gt;Pozostali gwałtownie zaczęli go wspierać:&lt;br /&gt;- Przysięgamy, że na piwo.&lt;br /&gt;- Nie oszukamy pana, co do grosza wydamy na piwo.&lt;br /&gt;- No. nie wiem - wahałem się.&lt;br /&gt;- Dżemem, szanowny panie, to my już sramy.&lt;br /&gt;Więc dałem im dziesiątkę.&lt;br /&gt;- Stary, jesteś porządny człowiek.&lt;br /&gt;Gdy to usłyszałem, natychmiast pożałowałem, że im dałem pieniądze. Ja do nich z sercem, a oni do mnie "stary".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2914911626638996447?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2914911626638996447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/zebracy-w-krakowie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2914911626638996447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2914911626638996447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/zebracy-w-krakowie.html' title='ŻEBRACY W KRAKOWIE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4685902713748361263</id><published>2009-09-27T12:31:00.000-07:00</published><updated>2009-09-27T13:11:59.220-07:00</updated><title type='text'>W MIARĘ DOBRZE</title><content type='html'>Tomkowi powiedziałem, że mi rower ukradli. Wcale się tym nie przejął. Raczej odwrotnie, ucieszył się. Powiedział:&lt;br /&gt;- To dobrze, ojciec. Wolę, żeby ci ukradli rower, niż miałbyś się na nim zabić. Wcześniej nie wziąłem pod uwagę takiej możliwości.&lt;br /&gt;Stary pierdziel. Kupię rower za własne pieniądze i pościgamy się. Zobaczymy, kto się zabije.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilona Małkowska wyleczyła się z miłości do literata. Przyszła do niego pod nieobecność żony, a swojej przyjaciółki, i oświadczyła bez ogródek:&lt;br /&gt;- Zakochałam się w tobie. Musisz wybrać pomiędzy mną a Z. (to żona pisarza).&lt;br /&gt;- Jesteś pewna, że mnie kochasz? - on zapytał.&lt;br /&gt;- Jestem pewna, jak tego, że żyję - ona.&lt;br /&gt;- To zdejmuj majtki i kładź się -on.&lt;br /&gt;Była zdumiona. Takiej chamskiej odzywki nie spodziewała się usłyszeć. Myślała, że to będzie bardziej romantycznie, że, poza romantycznością, on jeszcze będzie się wahał, czy ona, czy Z. Oczekiwała dramatycznych chwil. Lecz, mimo to, tak była ucieszona, że w pierwszym odruchu zdjęła majtki. A on:&lt;br /&gt;- Jesteś nieogolona.&lt;br /&gt;Ta odzywka Ilonę zupełnie otrzeźwiła i w jednej sekundzie wyleczyła z miłości do niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, krucha to musiała być miłość. A facet, ten pisarz, jest na pewno dobrym psychologiem. Domyślił się, że ma z nimfomanką do czynienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasio Cz. przylatuje za kilka dni z Ameryki, żeby umierać w Polsce. Znając jego fantazję, no i to, że nie jest biedny, trochę się obawiam jego umierania. On umiera, bo musi, a ja mogę umrzeć z nadmiaru jego swawoli, jeżeli będę w nich uczestniczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłem u mojej kochanej Marylki. Zastałem ją w dobrym, a nawet bardzo dobrym stanie psychicznym.&lt;br /&gt;- Karolku - powiedziała (nie po raz pierwszy) - znajdź sobie wreszcie jakąś babę na żonę.&lt;br /&gt;- Marylko, ty jesteś moją żoną i zawsze nią będziesz.&lt;br /&gt;Poprzytulaliśmy się, popłakali. Nie chce mi się tego powtarzać, ale świat nie jest ani dobry, ani sprawiedliwy, ani rozsądny. Ja i Maryla zasłużyliśmy sobie na inne życie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4685902713748361263?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4685902713748361263/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/w-miare-dobrze.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4685902713748361263'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4685902713748361263'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/w-miare-dobrze.html' title='W MIARĘ DOBRZE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5166877352549959882</id><published>2009-09-25T15:19:00.000-07:00</published><updated>2009-09-25T15:53:00.690-07:00</updated><title type='text'>MIAŁEM ROWER</title><content type='html'>Kiedy ostatni raz jeździłem na rowerze?  W dzieciństwie, czyli w innej epoce, w innym wieku. Pamiętam, że z mojego pierwszego roweru dla dorosłych co chwila spadał łańcuch i co jakiś czas wypadały szprychy z koła. A kiedy przebiłem dętkę, to była robota na kilka godzin i w dodatku bardzo kosztowna. Nie opłacało się, jak dzisiaj, kupić nową dętkę za sześć złotych (powiedział mi Maciek, że tyle kosztuje), tylko trzeba było łatać na gorąco. Było takie specjalne urządzenie do łatania, które trzeba było kupić.&lt;br /&gt;Mniejsza z tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Dużo spaceruję, więc wiem gdzie są ścieżki rowerowe. Zawierzyłem powiedzeniu, że pływania i jazdy rowerem się nie nie zapomina. Co do jazdy rowerem, sprawdziło się. Jak jest z pływaniem, jeszcze nie wiem. Wsiadłem na rower i jechałem, jakbym jeździł nieprzerwanie od dziecka. Wybrałem trasę nad Wisłą, wzdłuż bulwarów do tamy koło Łęgu. Jechałem szybko (na liczniku miałem 17 km/h), ale i tak wszyscy mnie wyprzedzali, nawet kobiety. Co prawda mogłem sobie naoglądać pośladków (znacie już tę moją słabość), lecz było stresujące dla mnie, że jestem najpowolniejszym rowerzystą. W końcu kiedyś byłem mistrzem Małopolski w skoku o tyczce, a tu taki dziadyga! No dobrze, tłumaczyłem sobie, musisz potrenować, jesteś po raz pierwszy na rowerze od kilkudziesięciu lat, na ten raz możesz im odpuścić.&lt;br /&gt;  Do tamy i z powrotem pod "Jubilat", później do klasztoru Norbertanek, następnie wokół Błoń, razem 16 kilometrów w dwie godziny. Pewnie to nie był jakikolwiek rekord, lecz, przypominam, to pierwszy raz od wielu lat na rowerze. Następnego dnia, postanowiłem sobie, muszę poprawić czas o piętnaście minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, nie dano mi sznasy pobić rekordu trasy. Następnego dnia bolały mnie łydki i pośladki. Mimo to nie nie zrezygnowałem z jazdy, tylko wpierw podjechałem do punktu Toto Lotka na Dolnych Młynów, żeby kupić kupon "Dużego Lotka" i wygrać 18 000 000 zł. Rower zostawiłem pod sklepem, zagrałem w Totka, a gdy wyszedłem na ulicę, roweru już nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamierzałem zgłosić kradzież na policji, ale znowu nie chciałem aby "mój" dzielnicowy pomyślał, że jestem starym głupkiem. Bo, dopóki co, traktuje mnie serio. Tylko nie wiem co Tomek sobie o mnie pomyśli. Ten rower chyba kosztował z półtora tysiąca złotych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5166877352549959882?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5166877352549959882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/miaem-rower.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5166877352549959882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5166877352549959882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/miaem-rower.html' title='MIAŁEM ROWER'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-7855636744336563637</id><published>2009-09-21T15:03:00.000-07:00</published><updated>2009-09-21T16:13:13.717-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tenis'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nadwiślan Kraków'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='adrenalina'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='siostry Radwańskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rower górski'/><title type='text'>DZIEŃ ODWIEDZIN</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rano - Tomek. Przyjechał do Krakowa, bo tutaj zamierza zbudować nowe centrum tenisowe. Słyszał, że Kraków to jedyne miasto w Polsce, w którym ubywa kortów do tenisa, zamiast przybywać. Nawet Nadwiślan Kraków, gdzie uderzały pierwsze zielone piłki Magdalena Grzybowska i siostry Radwańskie, rozwiązał sekcję tenisa. Zdaje się, że na miejscu kortów ma stanąć apartamentowiec i podziemne garaże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co rusz to widzę, że budują nowe apartamentowce. Mieszkania w nich sprzedają się jak świeże bułeczki (tak w PRL-u mówiono o chętnie kupowanych towarach). Niedługo to każdy Polak będzie mieszkał w apartamentowcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ojciec, jak zbuduję korty, zostaniesz dyrektorem tego obiektu - powiedział Tomek. - Ktoś zaufany musi mi pilnować interesu.&lt;br /&gt;- Czemu nie - odrzekłem. - Powiedz tylko, kiedy, i stawię się do pracy.&lt;br /&gt;- Z tego, co dowiedziałem się o krakowskich urzędach, to cztery lata zajmie mi załatwianie zgody na wybudowanie kortów. Plus rok ich budowy.&lt;br /&gt;- Za pięć lat to może będziesz mnie odwiedzał na cmentarzu.&lt;br /&gt;- To trzymaj się, staruszku. Biegaj, jeździj na rowerze, ćwicz na siłowni, patrz na młode dziewuchy- Tomek był najwyraźniej w dobrym nastroju. - Adrenalina przedłuża życie. Chcesz, kupię ci rower.&lt;br /&gt;- Dobra, kup - machnąłem ręką, żeby się odczepił ze swoimi radami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili przyszedł Marcjan. Marcjan jest programistą komputerowym. Tomek załatwił mu w Warszawie kilka dobrych zleceń. Polubili się. Cieszy mnie to. Ciekawe, co sobie mówią o mnie, kiedy są z dala ode mnie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W południe przyszła dziewczyna do pomocy w domu. To drugie jej odwiedziny. Wbrew obietnicom pań z PCK nie jest studentką. Ma około 35 lat i wygląda na kobietę "po przejściach". Gdy zaproponowałem jej lampkę wina, ochoczo zgodziła się i wypiła całą butelkę wina. Opowiadała o swoich dzieciach, ma ich troje, i o mężu, którego co miesiąc odwiedza w więzieniu. Minęły dwie godziny i znowu nie zdążyła umyć garów i wynieść butelek po winach. Ale pogadaliśmy sobie, nie narzekam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwarta po południu - kominiarze z życzeniami świątecznymi, pijani. Tak mnie zaskoczyła i rozbawiła ich wizyta, że dałem im 10 zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kominiarzach sąsiadka z pierwszej oficyny, niedawno się wprowadziła do kamienica. Piękna kobieta. Dowiedziała się, że "K. Trzaska. Remonty Domowe" to ja. Chciała wymienić baterię w łazience. Umówiliśmy się, że przyjdę do niej jutro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szósta - Maciek. Żebym mu pomógł napisać referat o średniowieczu w Europie. Oczywiście, pomogłem. Dyktowałem, a on pisał.&lt;br /&gt;- Dziadek - cieszył się. - Nigdy w życiu nie napisałem tak prędko referatu. Nawet nie wiedziałem, że jestem taki zdolny i mam taki duży zasób wiadomości.&lt;br /&gt;- Moja krew - powiedziałem mu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewiąta - znajomy literat z kamienicy przy Krupniczej. Chciał, żebym mu pożyczył na piwo. Jasne, nie ma sprawy. Lubię go i podobają się mi jego książki. Mam dwie jego powieści z dedykacjami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziesiąta - znowu Tomek. Z rowerem!&lt;br /&gt;- Chciałeś rower, to masz - oparł rower o ścianę przedpokoju.&lt;br /&gt;- Tomek, ja tylko tak... - byłem zaskoczony. - Nie wiedziałem, że mówisz to poważnie.&lt;br /&gt;Ale rower mi się spodobał. Górski, w kolorze srebra, amortyzatory na przednim kole, licznik kilometrów i prędkościomierz. Właściwie dlaczego miałbym nie jeździć na rowerze?  Dokoła Błoń albo wzdłuż Wisły.&lt;br /&gt;- Za każdym przyjazdem do Krakowa będę sprawdzał ile kilometrów zrobiłeś - rzekł Tomek. -Średnio musi to być piętnaście kilometrów dziennie. Powinienem ci jeszcze kupić kask.&lt;br /&gt;- O nie, na pewno nie założę kasku - powiedziałem stanowczo.&lt;br /&gt;- Tak myślałem i nie kupiłem.&lt;br /&gt;Tomek wyglądał na zadowolonego z tego, że sprawił mi prezent. Obaj byliśmy zadowoleni.&lt;br /&gt;Coś się zmienia, pomyślałem, przypominając sobie, że i Katarzyna chce mi zafundować miesięczny pobyt w jakimś ciepłym kraju.&lt;br /&gt;Dobrze byłoby przed śmiercią pogodzić się z dziećmi.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-7855636744336563637?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/7855636744336563637/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/dzien-odwiedzin.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7855636744336563637'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7855636744336563637'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/dzien-odwiedzin.html' title='DZIEŃ ODWIEDZIN'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8748870787336050399</id><published>2009-09-18T13:16:00.000-07:00</published><updated>2009-09-18T17:44:21.905-07:00</updated><title type='text'>ŹLE ULOKOWANE UCZUCIA MAŁKOWSKIEJ</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rano obudził mnie domofon. Patrzę na zegarek: siódma. O tej porze nawet śmieciarze po kubły nie przyjeżdżają. Pomyślałem, że ktoś pomylił przyciski domofonu i nie wstaję z łóżka. Ale znowu sygnał domofonu.&lt;br /&gt;- Słucham.&lt;br /&gt;- Otwieraj, Karol.&lt;br /&gt;Głos Ilony Małkowskiej. No tak, znowu chce zostawić u mnie jamnika. Raz biedne psisko siedziało u mnie cały dzień i narobiło smrodu. Później Małkowska miała pretensje, że nie przyszło mi do głowy aby pójść na spacer z Foksi. Do głowy mi to przyszło, ale gdy sobie wyobraziłem mnie, 182 cm wzrostu, z jamnikiem miniaturką na złotej (chodzi o kolor) smyczy, wolałem się nie wystawiać na pośmiewisko.&lt;br /&gt;Ale do mieszkania Ilona weszła bez psa.&lt;br /&gt;- Co się stało? - zapytałem.&lt;br /&gt;Myślałem, że w odpowiedzi usłyszę o strasznej burzy gradowej w Skawinie (grad będzie wielkości piłek futbolowych), albo o katastrofie lotniczej nad jej wiejskim domem (oderwana od samolotu kabina z pilotami wpadła do ogrodu), albo o napadzie na dom (bandytami byli znani aktorzy Teatru Wielkiego), albo że Foksi zatrzasnęła się w zamrażarce i spędziła tam całą noc, a mimo to żyje, tylko trudno nawiązać z nią kontakt. Ilonie nie przydarzały się rzeczy zwykłe, banalne, jak innym śmiertelnikom. Dlatego byłem zaskoczony, gdy usłyszałem wypowiedziane obolałym głosem oświadczenie:&lt;br /&gt;- Karol, zakochałam się.&lt;br /&gt;No nie, pomyślałem rozczarowany, takie uczucia przydarzają się prawie wszystkim kobietom, bez względu na wiek, urodę i pochodzenie. Ale żeby komuś tak wyjątkowemu jak Małkowska? Poza tym cztery razy wychodziła za mąż i tyle samo razy rozwodziła się. W międzyczasie miała paru narzeczonych, między innymi księdza katechetę (dopiero w trakcie narzeczeństwa z nim dowiedziała się, że to kapłan). Zdziwiłem się że coś takiego, jak zakochanie się, Ilona traktuje poważnie.&lt;br /&gt;- Zakochałam się w kimś nieodpowiednim - dodała.&lt;br /&gt;- Jesteś wolna i dorosła - powiedziałem - masz prawo zakochać się w kim chcesz.&lt;br /&gt;- Ale ja się zakochałam w mężu mojej najlepszej przyjaciółki. Razem studiowałyśmy i do dzisiaj przynajmniej raz w tygodniu się spotykamy. Przez te wszystkie lata ani raz nie pokłóciłyśmy się.&lt;br /&gt;- To rzeczywiście problem - przyznałem.&lt;br /&gt;- W dodatku ona jest jak święta. Co miesiąc wysyła pięćdziesiąt złotych na wykształcenie swojego syna, Murzynka, który mieszka w Afryce, w Rwandzie czy gdzieś tam.&lt;br /&gt;- Święta i ma dziecko z Murzynem? - nie rozumiałem.&lt;br /&gt;- Nie. To taki przybrany syn. Pieniądze wysyła zakonnicom, misjonarkom, które się opiekują dziećmi w Afryce.&lt;br /&gt;- Aha.&lt;br /&gt;- Ona jest z tych, co to każdemu żebrakowi dają złotówkę, obojętnie nie przejdą obok leżącego na ulicy, choćby ten miał pod głową butelkę z niedopitym winem i śmierdział na pięć metrów.&lt;br /&gt;- Jak ona taka dobra, to może podzieli się z tobą swoim mężem - zażartowałem.&lt;br /&gt;- Zwariowałeś! Ona go kocha bardziej niż ja swoją Foksi. Poza tym ja nie chciałabym dzielić się nim z kimkolwiek.&lt;br /&gt;- To musi być jakiś wyjątkowy chłop, skoro dwie taakie kobiety pragną go mieć.&lt;br /&gt;- Gdzie tam, to zero - ze złością prychnęła Małkowska. - Tylko śpi, pije, gra w kasynie, i podejrzewam, że to nie wszystko.&lt;br /&gt;- W takim razie musi być bardzo przystojny - do takiego doszedłem wniosku, bo jak inaczej to wytłumaczyć. - I młody - dodałem, uświadomiwszy sobie, że i ja nienormalnie reaguję na młode kobiety.&lt;br /&gt;Niektórzy mężczyźni zakochują się w prostytutkach.&lt;br /&gt;- Ani jedno, ani drugie - odrzekła. - Facet po pięćdziesiątce, łysy, siwy, w okularach ze szkłami grubymi na centymetr, że ledwie oczy mu widać. Do tego po domu chodzi w kalesonach, wyobrażasz sobie?&lt;br /&gt;- Jak znam i widzę ciebie - spojrzałem na ciuchy Małkowskiej, wszystkie z najlepszych, markowych sklepów - to nie wyobrażam sobie, żebyś się mogła zakochać w tego rodzaju mężczyźnie.&lt;br /&gt;- Właśnie, Karol, ja też sobie czegoś takiego nie wyobrażałam - rozpaczała Ilona, nie zauważając, że już z pięć minut miesza długopisem herbatę.&lt;br /&gt;- Pozostaje tylko jedno, jest bardzo bogaty - wydawało się mi, że trafiłem, bo dużo pieniędzy na koncie czyni atrakcyjnym nawet utykającego garbusa.&lt;br /&gt;- Akurat. Nigdy nie ma ani grosza. Wykorzystuje materialnie moją przyjaciółkę. Ona utrzymuje dom, płaci wszystkie rachunki, a on jeszcze naciąga ją na papierosy, gazety i w dodatku bezczelnie domaga się, kiedy ma kaca, żeby mu kupić piwo.&lt;br /&gt;To jakiś niezwykły gość, pomyślałem. I nie mogłem nie zapytać:&lt;br /&gt;- To kim on jest, co w ogóle robi?&lt;br /&gt;- Nic nie robi, poza tym, co mówiłam. Najwyżej czasami, raz na parę lat, napisze jakąś książkę.&lt;br /&gt;No to już wiedziałem, zdawało mi się.&lt;br /&gt;- Ilona, pozostaje tylko jedno wytłumaczenie - powiedziałem. - Zakochałaś się nie w nim, tylko w jego książkach. Inaczej nie da się tego wyjaśnić.&lt;br /&gt;- Nie, Karol. Nie przeczytałam ani jednej jego powieści. Nie wierzę, aby on potrafił napisać coś dobrego. Prawdziwi pisarze nie zachowują się i nie żyją tak, jak on. Raz, gdy byłam u przyjaciółki, on wrócił do domu pijany jak bydlę i porzygał się w przedpokoju.&lt;br /&gt;- I to cię nie odstręczyło od niego?&lt;br /&gt;Ilona chwilę milczała, po czym rzekła:&lt;br /&gt;- Sama, zamiast jego żony a mojej przyjaciółki, zebrałam w szmatę te rzygowiny. Później u siebie w domu, a kąpałam się wtedy, gdy sobie uświadomiłam co zrobiłam, i przypomniał się mi widok i smród jego rzygowin, sama zwymiotowałam do wody w wannie. Myślałam, że zwariuję, ale pocieszałam się, że już mi przeszła ochota na niego, bo jak nie patrzyć bez odrazy na takiego faceta.&lt;br /&gt;- No i co? - zaczęło mnie to coraz bardziej zaciekawiać.&lt;br /&gt;- Następnego dnia, w południe, pojechałam do Krakowa na zakupy, i zaraz znalazłam się u mojej przyjaciółki. Pomyślałam, że ona jest tak wściekła na niego, za to co wczoraj zrobił, że mu nawet herbaty nie poda. Po drodze kupiłam butelkę piwa i ukradkiem, żeby przyjaciółka nie widziała, wsunęłam mu pod poduszkę. On szepnął: jesteś kochana. Wówczas mało co, a weszłabym do niego pod kołdrę.&lt;br /&gt;- Ilonko, ty chyba zwariowałaś - powiedziałem, bo to rzeczywiście wyglądało mi na chorobę.&lt;br /&gt;- Karol, dłużej nie wytrzymam - Małkowska zaczęła płakać. - Dłużej nie wytrzymam. Albo ja, albo ona. W końcu do tego doszło.&lt;br /&gt;- To znaczy, w końcu pokłóciłyście się? - zapytałem, bo wydawało się mi logiczne, że wcześniej czy później musiało dojść do konfrontacji.&lt;br /&gt;- Tak pewnie byłoby najlepiej. Powinna mi zakazać wstępu do domu, lecz ona nie jest do tego zdolna. Nawet nie wiem, czy w ogóle zauważa, co się ze mną dzieje.&lt;br /&gt;- A on?&lt;br /&gt;- On ma wszystko w dupie. Za wyjątkiem, oczywiście, wódki i ruletki, bo pić i grać uwielbia. Kiedyś ukradkiem weszłam za nim do kasyna w hotelu Cracovia. Gdyby tak ode mnie nie odrywał wzroku, jak nie odrywał od tej głupiej kulki...&lt;br /&gt;- Ilona, musisz iść do psychologa - powiedziałem stanowczo. - To jest jakieś chorobliwe zauroczenie.&lt;br /&gt;- Boję się, Karol - Małkowskiej nie przestawały lecieć łzy.&lt;br /&gt;- Wizyta u psychologa nie boli, przynajmniej w sensie fizycznym. Chcesz, zaprowadzę cię - zaproponowałem.&lt;br /&gt;- Nie psychologa się boję. Przedwczoraj byłam z przyjaciółką w Tatrach. Lubimy chodzić po górach, a on nigdy z nami nie pojedzie. W drodze nad Czarny Staw miałam ochotę zepchnąć ją ze ścieżki. Ledwie się powstrzymałam. Tego się boję.&lt;br /&gt;- Tym bardziej musisz pójść do psychologa - nalegałem.&lt;br /&gt;- Tak, pójdę.&lt;br /&gt;- Znam jednego. Mówią, że jest dobry. Uczyłem w liceum jego syna. Chcesz, to teraz zadzwonię i umówię cię na wizytę. Nie ma co zwlekać, skoro takie myśli cię nawiedzają.&lt;br /&gt;- Nie dzisiaj, Karol. Już zadzwoniłam do przyjaciółki, że jestem w drodze do niej.&lt;br /&gt;- To zadzwoń, że nie przyjdziesz. Nie przeciągaj struny - ostrzegłem, ale bez wiary, że Małkowska mnie posłucha.&lt;br /&gt;- Nie mogę. Ona czeka na mnie.&lt;br /&gt;- Myślisz o niej, czy o nim?&lt;br /&gt;- Karol, nie dręcz mnie.&lt;br /&gt;- A możesz mi powiedzieć, jak ten pisarz się nazywa? Może czytałem jego książki.&lt;br /&gt;- Nie. I nie bądź wścibski - Ilona rozzłościła się i wstała od stołu, nie wypiwszy nawet łyka herbaty.&lt;br /&gt;- To kup temu biedakowi puszkę piwa - też się rozzłościłem.&lt;br /&gt;- A żebyś wiedział, kupię - trzasnęła drzwiami.&lt;br /&gt;Po wyjściu Małkowskiej cały dzień, aż do późnej nocy, słuchałem wiadomości z rozgłośni krakowskich, czy nie będą mówić o zamordowaniu jakiejś kobiety. Nie słyszałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8748870787336050399?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8748870787336050399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/zle-ulokowane-uczucia-makowskiej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8748870787336050399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8748870787336050399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/zle-ulokowane-uczucia-makowskiej.html' title='ŹLE ULOKOWANE UCZUCIA MAŁKOWSKIEJ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1353797973380070878</id><published>2009-09-15T15:17:00.000-07:00</published><updated>2009-09-15T16:35:40.632-07:00</updated><title type='text'>TELEFON OD KATARZYNY</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nieoczekiwanie zatelefonowała Katarzyna. Zazwyczaj to pisała e-mailem, zdawkowo, że była tu, tam, pytała jak zdrowie mamy, czy czegoś nie potrzebuję. A dzisiaj telefon.&lt;br /&gt;  - Ojciec - zaczęła stanowczo - postanowiłam zafundować ci miesięczną wycieczkę do dowolnego, wybranego przez ciebie miejsca.&lt;br /&gt;  - Wiesz, że nie lubię się przemieszczać - powiedziałem.&lt;br /&gt;  - Nigdy nie byłeś gdzieś, gdzie jest całkiem inaczej niż w Polsce. Nigdy nie podróżowałeś, więc tak naprawdę to nie wiesz, czy lubisz się przemieszczać, czy nie lubisz. Żeby powiedzieć, że się czegoś nie lubi, trzeba to coś poznać. - Katarzyna potrafiła logicznie myśleć.&lt;br /&gt;  Fakt. Nie podróżowałem, bo my, wychowani i żyjący w PRL-u, nie podróżowaliśmy. Byłem w NRD i na Węgrzech, w Budapeszcie, ale to nie była żadna zagranica. Kraje Układu Warszawskiego niezbyt się różniły od siebie, za wyjątkiem ZSRR. Wszędzie było szaro, biednie, brudno i beznadziejnie. A w Rosji to już czarna rozpacz, tak źle, że dla Rosjan to my, Węgry, Polska, byliśmy bogatym i wolnym Zachodem, jak dla nas były RFN, Francja, Austria.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Od dwudziestu lat, odkąd przekraczanie przez Polaków europejskich granic stało się możliwe bez błagania o paszport i wizy, moje pokolenie zostało wyłączone z przyjemności jeżdżenia do innych państw. Nie nauczyliśmy się angielskiego, nie mieliśmy pieniędzy i nie byliśmy na tyle młodzi, żeby jeździć do Anglii czy Włoch na zarobek.&lt;br /&gt;  Teraz, gdy czasami myślę o podróżach, to chciałbym odbywać je w super wygodnych warunkach, samolot, dobre hotele, ciepłe kraje, gotówka w kieszeni. Lecz to jest niemożliwe. Poza tym to już nie są prawdziwe podróże. Do Ameryki osiem, dziesięć godzin, do Afryki trzy, cztery godziny. A tam, na miejscu, wszędzie podobne do siebie hotele, takie samo jedzenie i jakby jedni i ci sami ludzie. Przecież w egipskich kurortach nie poznam Egipcjan, w Meksyku nie wypiję piwa z Meksykaninem z małego miasteczka. Tubylcy są jakby drutem kolczastym odgrodzeni od turystów.&lt;br /&gt;  Dwutygodniowa podróż statkiem, później wyprawa piechotą, pirogą, ostatecznie autem terenowym, w jakieś trudno dostępne miejsce, to rozumiem. Ale kto się teraz tak przemieszcza? Jeśli ktoś ma pieniądze i pragnie zobaczyć coś odleglejszego i mniej banalnego od tego, co proponują biura turystyczne, proszę bardzo, jest do wynajęcia awionetka i śmigłowiec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Prawdziwe podróże już się skończyły. Wszystko zostało odkryte, zadeptane i zaśmiecone, nawet niedostępne do niedawna Himalaje. Niedawno zorganizowano akcję oczyszczania tych gór z butelek po wodzie mineralnej, z puszek po coca coli, z toreb foliowych, z tego wszystkiego, czego natura nie jest w stanie przetrawić. Zebrano wiele ton śmieci. Z najbardziej znanych i najpiękniejszych plaż codziennie o świcie ekipy śmieciarzy sprzątają po wczorajszych plażowiczach. Nie ma już dziewiczych miejsc.&lt;br /&gt;  Ludziom z pokolenia po mnie mało co zostało do odkrycia. Ot, gdzieś tam, jakiś jeszcze nie splądrowany grobowiec, czy jaskinia z kośćmi naszego przodka, który, okazało się, już posługiwał się kołem, a nie, jak dotąd naukowcy uważali, że koło to wynalazek Forda.&lt;br /&gt;  Trochę mi żal obecnych młodych. Pod względem odkryć najbliższe lata będą jałowe. Dopiero ich wnuki będą eksplorować kosmos i ludzki mózg. W jednym i drugim są niesamowite miejsca do odkrycia. Aż ciarki mnie przechodzą, gdy pomyślę, że odkryjemy w kosmosie inną cywilizację, a w nas samych, na przykład, możliwość przemieszczania się w czasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Wracam do propozycji Katarzyny.&lt;br /&gt;  - Gdzie, uważasz, powinienem pojechać? - zapytałem.&lt;br /&gt;  - Ojciec, gdziekolwiek. Przecież nigdzie nie byłeś - rzekła ze złością. - Nie chciałbyś, dajmy na to, zobaczyć Paryża?&lt;br /&gt;  - Kasiu, znam Paryż. Luwr, Wieża Eiffla, katedra Notre Dame, Łuk Triumfalny.&lt;br /&gt;  - Co innego znać z książek i fotografii, a co innego zobaczyć na własne oczy - denerwowała się Katarzyna.&lt;br /&gt;  - Kiedy na fotografiach wszystko jest ładniejsze - stwierdziłem. - Po co mi oglądać brzydsze oryginały?&lt;br /&gt;  - Dobrze, dobrze. Wszystko wiesz, wszystko znasz. Jak dawniej - Katarzyna nawiązała do naszych rozmów, a raczej kłótni, w Polsce. - To poleć na jakąś tropikalną wyspę - zaproponowała. - Będziesz się przez miesiąc wylegiwał pod palmą, służba cię będzie obsługiwać. To chyba lubisz?&lt;br /&gt;  - Ja się tutaj, w Krakowie, wyleguję do woli.&lt;br /&gt;  - Wiesz co, ojciec, ja do ciebie z sercem, mimo wszystko, a ty cały czas jakbyś mi łaskę robił.&lt;br /&gt;  Coś jakby trzask odkładanej słuchawki, tak mi to w uszach zabrzmiało. Głupio mi się zrobiło. Bo rzeczywiście, Katarzyna chce coś miłego sprawić dla mnie, a ja tak jak ona właśnie powiedziała. Postanowiłem natychmiast do niej zatelefonować i przeprosić, ale nim to zrobiłem, Katarzyna znowu zadzwoniła.&lt;br /&gt;  -  Coś nam przerwało - skłamała. - Wiesz co, staruszku, przemyśl, co ci powiedziałam, wybierz sobie jakieś miejsce na miesiąc pobytu. Ja wszystko za ciebie załatwie, ty tylko wsiądziesz do samolotu. Odezwę się za tydzień. Zgoda?&lt;br /&gt;  - Zgoda.&lt;br /&gt;  Dlaczego nie zaproponowała, żebym przyleciał do niej, do Chicago? Albo dlaczego ona nie chce się wybrać ze mną na rajską wyspę?&lt;br /&gt;  Oto odpowiedź: znamy się. Z Chicago wróciłbym po tygodniu, a rajska wyspa szybko przemieniłaby się w piekielną wyspę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1353797973380070878?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1353797973380070878/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/telefon-od-katarzyny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1353797973380070878'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1353797973380070878'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/telefon-od-katarzyny.html' title='TELEFON OD KATARZYNY'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-6058852237793061188</id><published>2009-09-13T15:27:00.000-07:00</published><updated>2009-09-13T16:38:19.347-07:00</updated><title type='text'>ZŁODZIEJKI I PANIE Z PCK</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  Przyszły dwie panie z PCK. W pierwszej chwili pomyślałem, że to znowu złodziejki. Raz zostałem perfidnie okradziony. Też przyszły dwie kobiety, ale o wiele młodsze i ładniejsze niż te z PCK. Przedstawiły się, że są z "pomocy społecznej" i powiedziały, że każdemu emerytowi w dzielnicy dają sto złotych bezwrotnego zasiłku.&lt;br /&gt;  - Rząd wydał takie rozporządzenie - dodały. - Na pewno pan o tym słyszał.&lt;br /&gt;  Radośnie się uśmiechały, cieszyły, jakby to one były emerytkami, którym nagle stówka spadła z nieba. Jedna z nich, młodsza, ładniejsza i w krótszej minispódnicy, trzymała w ręku banknot dwustuzłotowy. I ten banknot wypadł jej z dłoni. Schyliła się, aby go podnieść z podłogi przedpokoju, i tak rozdziawiła uda, że miałem do wglądu jej półprzeźroczyste majtki. Zamgliło mnie, w tym momencie gotów byłem uwierzyć, że rząd daje wszystkim emerytom po pięćset złotych.&lt;br /&gt;  - Tak, oczywiście, słyszałem. Proszę wejść - zaprosiłem je do pokoju i pokazałem na kanapę, żeby usiadły.&lt;br /&gt;  Gdy usiadły na kanapie, to też tak, że widziałem dwie pary ud i przody majtek. Jedne majtki czerwone, drugie białe. Teraz się zastanawiam, czy, oprócz działania na zmysły, nie było to także oddziaływanie na uczucia patriotyczne.&lt;br /&gt;  - Zrobić herbatę, kawę? - zapytałem.&lt;br /&gt;  - Dziękujemy, nie mamy czasu. Jeszcze dzisiaj musimy odwiedzić dwudziestu emerytów. Proszę nam tylko pokwitować odbiór stu złotych - podsunęły mi kartkę z jakąś pieczątką. - No i musi nam pan wydać sto złotych - położyły na stole banknot dwustuzłotowy.&lt;br /&gt;  - Oczywiście.&lt;br /&gt;  Pokwitowałem, po czym otworzyłem szufladę komody, wyjąłem z niej sto złotych i z jedną z kobiet wymieniliśmy sie banknotami. Ona mi dała dwieście złotych, ja jej sto. Wówczas odezwała się druga:&lt;br /&gt;  - A wie pan, ja bym się jednak napiła herbaty, jeśli nie sprawi to panu kłopotu.&lt;br /&gt;  - Żaden kłopot.&lt;br /&gt;  Poszedłem do kuchni, ucieszony, że będę mógł sobie dłużej pooglądać młode, gładkie udka, majteczki, a może i coś więcej będzie prześwitywać przez majteczki?&lt;br /&gt;  Zboczony staruch! A co jest gorsze od zboczonego starucha? Głupi staruch.&lt;br /&gt;  Woda w czajniku jeszcze się nie zaczęła gotować, gdy z pokoju wyszły kobiety i oznajmiły, że już nie zdążą wypić herbaty.&lt;br /&gt;  - Rozumie pan, inni emeryci na nas czekają. Życzymy przyjemnego dnia. Do widzenia panu - szybko wyszły.&lt;br /&gt;  Szybko, za szybko wyszły. Jakby się mnie przestraszyły, a nie dałem im do tego żadnego powodu. To mnie zaniepokoiło. Intuicja mi podpowiadała, że coś tu nie jest tak, jak powinno być. Ale co? W pokoju na stole leżał banknot dwustuzłotowy, więc pod tym względem wszystko w porządku. Tak tylko, dla formalności, otworzyłem szufladę komody, gdzie trzymałem pieniądze. Nie było ich. Stałem się biedniejszy o 700 złotych. W pierwszym odruchu zamierzałem zatelefonować na policję i zgłosić kradzież, ale wyobrażając sobie co o mnie pomyślą policjanci, gdy im opowiem jak dałem się podejść, zrezygnowałem. Dzielnicowy uważa, że jestem inteligentnym facetem. Niech dalej ma dobre mniemanie o mnie. Szkoda mi tylko było innych emerytów, którzy "czekali" na dwie ładne kobiety z rządową "pomocą społeczną".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Panie z PCK pokazały mi legitymację. Miały przy tym poważne i ważne miny.&lt;br /&gt;  - Otrzymałyśmy zgłoszenie, że jest pan samotną osobą, która potrzebuje pomocy.&lt;br /&gt;  Na wszelki wypadek zapytałem:&lt;br /&gt;  - Chcecie mi panie zaofiarować jakieś pieniądze?&lt;br /&gt;  - Nie. PCK nie daje pieniędzy - odrzekły. - Możemy pana wspomóc ubraniami, produktami do jedzenia, lub raz czy dwa razy w tygodniu przysyłać do pana studentkę, żeby posprzątała mieszkanie, zrobiła zakupy, wyszła z panem na spacer.&lt;br /&gt;  - Chodzę o własnych siłach, nie trzeba mnie podtrzymywać - powiedziałem z gniewem.&lt;br /&gt;  - No ale naczyń do mycia trochę się panu uzbierało - kobieta omiotła spojrzeniem zlewozmywak, gdzie rzeczywiście piętrzył się stos garnków i talerzy.&lt;br /&gt;  - Butelek także - dodała druga z wyrzutem.&lt;br /&gt;  - Lubię czerwone wino - starałem się uśmiechnąć. - Poza tym jest zdrowe.&lt;br /&gt;  - Odwiedza ktoś pana?&lt;br /&gt;  - Tak.&lt;br /&gt;  - Tym bardziej powinien pan dbać o porządek, przynajmniej nie trzymać na widoku pustych butelek po winie - skarciły mnie.&lt;br /&gt;  - Ma pani na myśli, że powinny to być pełne butelki?&lt;br /&gt;  Kobiety wreszcie uśmiechnęły się.&lt;br /&gt;  Tak żeśmy sobie gadali, trochę przekomarzając się, aż wreszcie przekonały mnie, że będzie dobrze, jeśli raz w tygodniu będzie przychodzić do mnie studentka, na dwie, trzy godziny.&lt;br /&gt;  - Pomoże panu utrzymać porządek. Pogadacie sobie.&lt;br /&gt;  Właściwie to czemu nie, pomyślałem i od razu brudne myśli zaczęły mi przychodzić do głowy. Nigdy się z tego nie wyleczę. Wybacz, Marylko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Studentka ma przyjść pojutrze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-6058852237793061188?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/6058852237793061188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/zodziejki-i-panie-z-pck.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6058852237793061188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6058852237793061188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/zodziejki-i-panie-z-pck.html' title='ZŁODZIEJKI I PANIE Z PCK'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-4036636095009103991</id><published>2009-09-09T15:36:00.000-07:00</published><updated>2009-09-09T16:36:51.517-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mao Ce-Tung'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ojciec Leon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tyniec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stalin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Benedyktyni'/><title type='text'>WYKRYWACZ GRZECHÓW</title><content type='html'>Dzisiaj odezwało się echo z pikniku w Tyńcu, gdzie bawiłem u znajomych i gdzie młodzi wzięli mnie za matuzalema. Przypomnę dwudziestoparoletnim szczeniaczkom (piszę "przypomnę" przez kurtuazję, bo pewnie dopiero w tej chwili się dowiedzą), że prawdziwy, znany z księgi Genesis patriarcha Matuzalem, żył 969 lat, a w 195. roku życia został ojcem Lamecha. Młodzi dziwili się, że mają obok siebie faceta, który żył, gdy żył jeszcze Stalin, Mao Ce-Tung, kiedy Indie były jeszcze angielską kolonią, a na Mont Everest-cie nie stanęła ludzka stopa. Dziwili się, ale ostatecznie uwierzyli, że wtedy żyłem, po przeliczeniu lat i porównaniu na komputerowym kalkulatorze. Natomiast wątpili, gdy powiedziałem, że widziałem cesarza Franciszka Józefa I na balu w Sukiennicach krakowskich w 1880 roku. Niedowiarki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dygresja, bo echo z pikniku dotyczyło zupełnie czego innego. Gospodarz domku letniego w Tyńcu, Stasinek, z wyrzutem powiedział mi przez telefon, że jego posunięta w latach ciotka przestała chodzić na msze do kościoła Benedyktynów, i że, bo to tutaj najważniejsze, przestała chodzić na msze przeze mnie.&lt;br /&gt;- Przeze mnie? - byłem zdumiony.&lt;br /&gt;Nie znajdowałem związku pomiędzy mną a uczestnictwem lub nie uczestnictwem ciotki Stasinka w nabożeństwach religijnych.&lt;br /&gt;- A tak, Karol. Przez ciebie - potwierdził Stasinek. - Powiedziałeś ciotce, że Benedyktyni przesadzają z przystosowywaniem się do reguł życia kapitalistycznego, bo nie dość, że w budynkach klasztornych otworzyli restaurację i hotel, to na dodatek w bramie kościoła umieścili psychoelektroniczny wykrywacz grzechów.&lt;br /&gt;- Tak powiedziałem? - zdumiałem sie jeszcze bardziej (czerwone wino!).&lt;br /&gt;- Mówiłeś, że sam padłeś ofiarą tego wynalazku. Wchodziłeś do kościoła, a tu głośne "pii, pii, pii" i jednocześnie obok otworzyła się furtka, która prowadziła wprost do konfesjonału.&lt;br /&gt;- To trzeba było wytłumaczyć ciotce, że jeśli nawet tam jest wykrywacz grzechów, to jej to nie dotyczy, bo ten wykrywacz wykrywa tylko grzeszników. Przecież ona cały wieczór przesuwała paciorki różańca i mruczała zdrowaśki.&lt;br /&gt;- Ona się boi, że ten automat się zepsuje i zacznie na nią piszczeć i co ludzie, a zwłaszcza jej ukochany ojciec Leon, sobie pomyślą. Chce natychmiast wracać do domu. Aleś, Karol, narobił.&lt;br /&gt;- Zaraz, zaraz, mój drogi. - Coś mi się przypomniało. - Przecież narzekałeś, że ciotka siedzi u ciebie już cały miesiąc i odstrasza znajomych. Powinieneś mi podziękować, a nie mieć pretensje.&lt;br /&gt;- Niby tak, ale ona... Pamiętasz, co ci mówiłem?&lt;br /&gt;- O testamencie ciotki?&lt;br /&gt;- Właśnie. Nie chciałbym aby odjeżdżała ze złymi wspomnieniami z pobytu u nas.&lt;br /&gt;- To weź ją do kościoła i przy niej przejdź przez drzwi kilka razy tam i z powrotem. Sama się przekona, że nic nie piszczy, a na pewno nie myśli o tobie, że jesteś świętym.&lt;br /&gt;- Wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;- Wtedy będzie mieć pewność, że nie ma tam żadnego wykrywacza grzechów.&lt;br /&gt;- Ale jesteś przekonany na sto procent, że nie ma? Bo ci Benedyktyni rzeczywiście zrobili sie bardzo nowocześni. Słyszałem, że mają w klasztorze pracownię komputerową, siłownię, basen, takie rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co miałem na to odpowiedzieć? Przysięgać na Boga, że nie mają? A jakby sie okazało, że jednak mają? Wyszedłbym na krzywoprzysiężcę. Więc powiedziałem mu po prostu:&lt;br /&gt;- Stasinek, nie bądź głupi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-4036636095009103991?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/4036636095009103991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/wykrywacz-grzechow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4036636095009103991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/4036636095009103991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/wykrywacz-grzechow.html' title='WYKRYWACZ GRZECHÓW'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-6324326595085235329</id><published>2009-09-06T13:03:00.000-07:00</published><updated>2009-09-06T13:46:25.512-07:00</updated><title type='text'>CZARNO WIDZĘ</title><content type='html'>Dopadła mnie chandra. Leżę, czytam, słucham i oglądam wiadomości tv na różnych stacjach, piję czerwone wino, usypiam, jem, leżę, słucham i oglądam, piję czytam, usypiam... Tak od kilku dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doktor Wacek powiedział przez telefon, że Marylka znowu odeszła w swój świat i w najbliższym czasie nie mam po co przyjeżdżać do Kobierzyna. Pocieszeniem dla mnie jest to, że (według doktora Wacka) świat Marylki jest coraz mniej okrutny, ma coraz mniej związków ze współczesnymi realiami, a więcej w nim baśni z już nie czytanych książek dla dzieci. Rycerze, księżniczki, złe i dobre czarownice.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mojej najbliższej rodzinie (Tomek, Katarzyna, Marcjan, wnukowie) wszyscy żyją w osobnych i raczej osamotnionych światach. Kiedyś myślałem, że będzie inaczej, że utworzymy wielopokoleniową rodzinę i jakoś tam, ale bardziej lepiej niż gorzej, będziemy razem funkcjonować. Nie wyszło. Czasami widuję takie rodziny, w których, tak mi się przynajmniej wydaje, jest coś więcej niż tylko związek krwi. Sama wspólnota krwi nie tworzy przecież żadnego związku. Nie chodzi mi o to, żeby było idealnie, miłość i oddanie od rana do wieczora, gładkie i ciepłe słówka, obiadki przy jednym stole itp., tylko abym wiedział, że po kilku dniach niewidzenia się, ktoś przestraszył się, czy mi się coś złego nie przytrafiło i przyszedł mnie odwiedzić. Tak, jak jest teraz, to mogę zdechnąć i dopiero smród rozkładającego się ciała zmusi kogoś, aby się zainteresować co się dzieje za zamkniętymi drzwiami Karola Trzaski. Wcześniej, gdy żyła Stykowa, mogłem liczyć, że ona przynajmniej zainteresuje się... Teraz mi jej brakuje, a myślałem, głupi, że jej nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie starość jest straszna, jak ktoś mógłby sobie pomyśleć. Niedobrze może być i w młodości, i w średnim wieku, kiedykolwiek. Samotność jest straszna.&lt;br /&gt;Pamiętam taką historię (zdaje się, że z jednej z książek Bukowskiego, amerykańskiego pisarza polskiego pochodzenia), kiedy to bohater opowieści słyszy przez ścianę mieszkania, jak przez wiele dni sąsiad psychicznie maltretuje swoją żonę i bije ją. Którejś nocy bohater nie wytrzymuje i zabija sąsiada. I to było najgorsze co mógł zrobić dla tamtej kobiety, bo ona wolała być bita, poniewierana, poniżana, niż pozostać sama.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam na przylot z Ameryki Jasia Cz. Napisał mi przez internet, że przylatuje do Polski aby umrzeć. Jest w moim mniej więcej wieku. Jak go znam, jego umieranie będzie bardzo pomysłowe. To rozrywkowy gość. Dwa lata temu, gdy był w Polsce, obaj mało nie umarliśmy od nadmiaru rozrywek, a wtedy jeszcze nie miał w planie umierania.&lt;br /&gt;Jasio Cz. ma raka płuc, z przerzutami. Poza tym nic mu nie dolega.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-6324326595085235329?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/6324326595085235329/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/czarno-widze.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6324326595085235329'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6324326595085235329'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/09/czarno-widze.html' title='CZARNO WIDZĘ'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-6666448424853573024</id><published>2009-08-30T12:15:00.000-07:00</published><updated>2009-08-30T13:09:55.871-07:00</updated><title type='text'>JAKIM CUDEM PAN JESZCZE ŻYJE?</title><content type='html'>Znajomi zaprosili mnie na piknik, czyli grilla, do swojego letniego domku w Tyńcu. Była tam grupa młodych, wykształconych osób, w większości studentów. Rozmawiali o polityce, lecz nie o tym, co dzisiaj wyrabiają i jak się zachowują nasi wspaniali politycy. Właściwie ich rozmowy bardziej dotyczyły spraw już historycznych.&lt;br /&gt;Pokłócili się, gdy zaczęli prawić na temat przedwojennych ziem polskich na wschodzie. Jeden ze studentów rzekł, że powinniśmy dziękować Stalinowi za to, że zabrał nam tereny zamieszkałe przez Ukraińców, Litwinów, Białorusinów, bo teraz my, Polacy, nie musimy się z nimi wadzić.&lt;br /&gt; - Jak nas znam - dodał ów student - chcielibyśmy siłą przerobić ich na Polaków, a oni by się przed tym bronili i co chwila wybuchałyby zamieszki to antypolskie, to antyukraińskie czy antylitewskie.&lt;br /&gt;- Myśląc w ten sposób - zauważył inny młodzieniec - to powinniśmy też podziękować Hitlerowi, że pozabijał Żydów. Dzięki temu nie mamy rozruchów antysemickich.&lt;br /&gt;Po kilkunastu minutach wzajemnego przekonywania się, co jest lepsze: jeden naród w mniejszym pod względem terytorialnym kraju, czy więcej narodów w większym kraju, jakoś tak bezwiednie wtrąciłem:&lt;br /&gt;- Państwo, w którym żyje kilka dużych grup narodowościowych, musi być rządzone twardą ręką, inaczej zacznie się lać krew.&lt;br /&gt;Nie całkiem tak myślałem, ale już byłem po kilku lampkach wina i (pewnie) chciałem zwrócić na siebie uwagę.&lt;br /&gt;- Znalazł się Stalin - kąśliwie odezwał się któryś z młodych.&lt;br /&gt;- Pamiętam jak moja matka płakała po śmierci Stalina - rzekłem, sam nie wiem do czego zmierzając.&lt;br /&gt;Teraz uświadamiam sobie, że to musiały być duże lampki wina, inaczej nie zdradziłbym, że matka płakała po śmierci tego komunistycznego tyrana.&lt;br /&gt;- Dlaczego płakała?&lt;br /&gt;- Wtedy wszyscy płakali z tego powodu - brnąłem, ale niezbyt daleko odbiegając od prawdy.&lt;br /&gt;Patrzyli na mnie z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;- Pan żył, gdy żył Stalin?&lt;br /&gt;- Żyłem, gdy żył on, i żyli jeszcze Mao Ce-Tung, Mahatma Gandhi, Charles de Gaulle - mówiłem powoli, gdyż trudno mi było przypomnieć sobie co bardziej znane nazwiska. - Żyłem, gdy jeszcze żył Herman Hesse, autor "Stepowego wilka" - dodałem, bo na ganku letniego domku widziałem tę powieść Hesse'go.&lt;br /&gt;- Panie Karolu, czy pan czasem nie wypił za dużo wina? - ze śmiechem zapytała jedna z dziewcząt.&lt;br /&gt;- Za mojej młodości Indie były angielską kolonią - to jeszcze sobie przypomniałem. I to - a Czomolungma była jeszcze nie zdobytym szczytem.&lt;br /&gt;- To jakim cudem pan jeszcze żyje? - któremuś z młodych się wyrwało.&lt;br /&gt;Nazwiska, które wymieniałem, to dla nich prehistoria. Zaś Edmund Hillary wspiął się na najwyższy szczyt ziemi w 1953 roku. 56 lat temu. Wcale nie wydaje mi się, żeby to było tak dawno temu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-6666448424853573024?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/6666448424853573024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/jakim-cudem-pan-jeszcze-zyje.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6666448424853573024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6666448424853573024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/jakim-cudem-pan-jeszcze-zyje.html' title='JAKIM CUDEM PAN JESZCZE ŻYJE?'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2123093851620075082</id><published>2009-08-25T17:08:00.000-07:00</published><updated>2009-08-25T18:36:19.539-07:00</updated><title type='text'>PRZESŁUCHANIE</title><content type='html'>Dzielnicowy (dobry znajomy od lat) powiedział, że doszły go słuchy, jakobym chciał zbezcześcić zwłoki Jadwigi Stykowej. Gdy mu opisałem, jak to było w kaplicy cmentarnej podczas pogrzebu Stykowej, śmiał się, lecz radził uważać, aby nic podobnego nie powtórzyło się w przyszłości. Bo wtedy - ostrzegł - jeśli gdzieś dojdzie do profanacji zwłok, to mogę się znaleźć w kręgu podejrzanych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przesłuchanie na posterunku policji w Nowej Hucie, dokąd zostałem zawieziony radiowozem z cmentarza w Batowicach, wyglądało bardzo dziwnie. Myślę, że to z powodu upału, na który ja i policjanci nie reagowaliśmy najlepiej; obniżona inteligencja, brak refleksu. Policjanci, oprócz oczywiście nazwiska i adresu zamieszkania, wpierw zapytali o mój zawód.&lt;br /&gt;- Profesor "złota rączka" - odpowiedziałem jak najbardziej zwięźle.&lt;br /&gt;Oni tego mojego skrótu myślowego nie zrozumieli i musiałem wyjaśniać, że profesor, bo nauczałem historii w liceum, a "złota rączka", bo pracowałem jako specjalista od dorabiania kluczy do zamków, przetykałem zlewy, czyściłem piecyki gazowe, takie drobne naprawy. Wówczas starszy z policjantów ucieszył się i zapytał:&lt;br /&gt;- A zmienił by pan u mnie aluminiowe przewody elektryczne na przewody z miedzi?&lt;br /&gt;- Kiedyś robiłem elektrykę - rzekłem. - Ale odkąd raz kopnął mnie prąd, nie chcę mieć z nim nic do czynienia.&lt;br /&gt;- Każdego fachowca kiedyś kopnął prąd.&lt;br /&gt;- Lecz nie każdy jest uczulony na prąd, jak ja.&lt;br /&gt;- Uczulony na prąd? - policjanci spojrzeli na siebie z namysłem.&lt;br /&gt;- Kiedyś, jak mnie kopnął, to stanęło mi między nogami i stoi do dzisiaj.&lt;br /&gt;- Co panu stanęło?&lt;br /&gt;- No, wiecie panowie, to - nie wiedziałem jak nazwać, żeby nie wyjść na wulgarnego.&lt;br /&gt;Oni nie byli tak delikatni, tylko wprost zapytali:&lt;br /&gt;- Chodzi panu o kutasa?&lt;br /&gt;Gdy potwierdziłem, że chodzi mi właśnie o tę część ciała i że moja przypadłość jest potwierdzona przez lekarza, policjanci jeden przez drugiego zaczęli się wywiadywać, o jakim napięciu to był prąd, jak długo się znajdowałem pod jego działaniem, w jakich okolicznościach nabawiłem się tego urazu? Bardzo to ich interesowało. Dopiero po dłuższej chwili wrócili do zdarzenia w kaplicy cmentarnej. Opowiedziałem od początku, czyli od prośby Stykowej, do końca, czyli do rozpięcia guzika bluzki Stykowej. Na co oni:&lt;br /&gt;- Pańska żona nie miała nic przeciwko temu, że pan obnaża nieboszczkę?&lt;br /&gt;- Mojej żony nie było na cmentarzu.&lt;br /&gt;- To żona nie przyszła na pogrzeb sąsiadki, ale pan tak? - policjantom wydało się to dziwne, a nawet podejrzane.&lt;br /&gt;- Żona jest w Kobierzynie.&lt;br /&gt;- Co tam robi?&lt;br /&gt;- Choruje.&lt;br /&gt;- Aha - zrozumieli i znowu spojrzeli na siebie z namysłem. - A panu nic nie dolega?&lt;br /&gt;- Ostatnio bolą mnie nogi poniżej kolan.&lt;br /&gt;- Czy z nieboszczką łączyły pana jakieś bliższe więzy? Może miał pan z nią romans? Takie rzeczy się zdarzają - policjanci starali się być wyrozumiali.&lt;br /&gt;- Z nieboszczką? Ja jej za życia nie lubiłem, a co dopiero po śmierci..&lt;br /&gt;- Zrozumiał pan nas nazbyt dosłownie. Chociaż... Często chodzi pan na pogrzeby?&lt;br /&gt;- Rzadko. Nie lubię takich uroczystości.&lt;br /&gt;- Jak rzadko?&lt;br /&gt;- To zależy. Bo na przykład jutro też pójdę na pogrzeb.&lt;br /&gt;- Też zmarła kobieta?&lt;br /&gt;- Nie. Mężczyzna. Dobry, stary znajomy. Nauczyciel.&lt;br /&gt;- Wobec niego ma pan jakieś zobowiązania? Coś mu przyrzekł, obiecał?&lt;br /&gt;- Nie. Idę na pogrzeb przede wszystkim ze względu na jego żonę.&lt;br /&gt;- Idzie pan na pogrzeb znajomego głównie z powodu jego żony?&lt;br /&gt;- Tak - potwierdziłem, ale już mi się nie chciało tłumaczyć dlaczego.&lt;br /&gt;Upał doskwierał mi coraz bardziej. Policjanci, choć wiatraki dmuchały na nich chłodniejsze powietrze, także byli osłabieni przez wysoką temperaturę.&lt;br /&gt;- Czyli to wobec niej ma pan zobowiązania?&lt;br /&gt;- W pewnym sensie tak.&lt;br /&gt;- Może ona obawia się, tym razem odwrotnie niż w przypadku dzisiejszego incydentu, że nieboszczyk ubrał się na ostatnią drogę w coś, co należało do niej?&lt;br /&gt;- Tak pan myśli? - od tych pytań, upału i ze zdenerwowania zaczęło mi się mącić w głowie.&lt;br /&gt;- My się tylko pytamy, nie myślimy - sprostowali policjanci.&lt;br /&gt;- Nie - odrzekłem jasno i zdecydowanie.&lt;br /&gt;- Co: nie?&lt;br /&gt;- Arnold Somer na pewno nie ubrał nic, co by należało do jego żony.&lt;br /&gt;- Kto to jest Arnold Somer?&lt;br /&gt;- Jutrzejszy nieboszczyk.&lt;br /&gt;- Zaraz, zaraz - policjanci gwałtownie wstali. - To on dzisiaj jeszcze żyje? - upał dawał im się coraz bardziej we znaki.&lt;br /&gt;- Nie sądzę.&lt;br /&gt;- Sprawdzę to - starszy policjant wyszedł z pokoju. Młodszy został ze mną i w ogóle przestał się odzywać. Po dziesięciu minutach starszy wrócił i powiedział do swego kolegi - Artur Somer rzeczywiście zmarł tydzień temu. Panie profesorze, może pan iść do domu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2123093851620075082?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2123093851620075082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/przesuchanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2123093851620075082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2123093851620075082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/przesuchanie.html' title='PRZESŁUCHANIE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-5330504487257805626</id><published>2009-08-18T18:06:00.000-07:00</published><updated>2009-08-18T19:02:13.753-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kaplica cmentarna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biustonosz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pogrzeb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieboszczyk'/><title type='text'>STYKOWA NIE MIAŁA W TRUMNIE BIUSTONOSZA</title><content type='html'>Tylu naraz starych ludzi, w jednym miejscu, to jeszcze nie widziałem. Zastanawiałem się: co ja robię między nimi? W większości to byli nauczyciele. Znałem ich osobiście lub z widzenia.&lt;br /&gt;W kaplicy cmentarnej, gdzie była wystawiona trumna z ciałem Jadwigi Stykowej, nie pomieścili się wszyscy. Ja też wolałbym stać na dworze, ale stwierdziłem, że skoro obiecałem Stykowej sprawdzić, czy zostanie pochowana w ubraniu, które przygotowała sobie na śmierć, to powinienem to uczynić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz jeszcze nie rozpoczął mszy. Podszedłem do trumny na katafalku. Stykowa wyglądała jak za życia. Teraz wszyscy nieboszczycy w trumnach wyglądają dobrze, chyba że zostali zmasakrowani w wypadku samochodowym albo zginęli w płomieniach. Lecz wtedy nie wystawia się ich ciał na widok publiczny.&lt;br /&gt;Tak, na oko, Stykowa miała na sobie garderobę, którą mi pokazywała gdzieś ponad miesiąc temu. Tylko że moje oko w sprawach ubrań jest zawodne. Bluzka taka czy inna, nie odróżniam. Z kolorami też mam kłopot. Marylka nigdy nie mogła się nadziwić, że dla mnie kolor granatowy i czarny to jeden i ten sam kolor. Marylka potrafiła odróżnić, i jeszcze znaleźć dla nich nazwę, kilkadziesiąt kolorów. Beżowy, hiacyntowy, bławatkowy, szkarłatny, seledynowy... Dla mnie czarna magia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z garderoby, którą nieboszczka Stykowa miała na sobie, potrafiłbym rozpoznać jedynie bawełniany biustonosz za 150 złotych. Jakoś zapamiętałem go dokładnie. Widocznie z bielizną mam mniej problemów. Wokół miseczek biustonosza była koronka (jeśli tak to się nazywa) przypominająca koniczynę. Taki delikatny wzorek.&lt;br /&gt;Dłonie Stykowej, złożone na wysokości brzucha, oplatał różaniec. Książeczka modlitewna leżała obok głowy. Bluzka Stykowej była zapięta pod szyją. Żadnej szczeliny, przez którą dałoby się dojrzeć biustonosz. Stałem nad Stykową i nie wiedziałem jak się wywiązać z danej jej obietnicy, że sprawdzę w czym została pochowana. Nagle zrobiło się dla mnie ważne, żeby jej nie zawieść w tym względzie. No, starzy powinni sobie pomagać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kaplicy zrobiło się cicho. Spojrzałem na ludzi. Wszystkie oczy utkwione były we mnie. Pomyślałem, że muszę wyglądać jak ktoś, kto jest szczególnie zrozpaczony śmiercią Stykowej. Kochanek? Siedząca w pierwszym rzędzie od trumny córka Stykowej, Luśka, przyglądała mi się badawczo, najwidoczniej zaskoczona moim zachowaniem. Luśka wiedziała, że jej matki nie darzyłem zbytnią sympatią.&lt;br /&gt;Postanowiłem zrobić to szybko, żeby mieć z głowy i nie być dalej głównym obiektem zainteresowania w kaplicy. Odpiąłem guzik bluzki Stykowej i odchyliłem materiał. Zobaczyłem gołą pierś.&lt;br /&gt;Luśka podbiegła do mnie i krzykliwie zapytała:&lt;br /&gt;- Panie profesorze, co pan robi?&lt;br /&gt;- Sprawdzam, czy ma biustonosz - odrzekłem.&lt;br /&gt;- Czy pan zgłupiał? Do nieboszczki się pan dobiera? - wrzeszczała Luśka. - Trzeba było to robić za jej życia.&lt;br /&gt;- Luśka, uspokój się. Twoja matka prosiła mnie o to.&lt;br /&gt;- Matka prosiła, żeby pan ją w trumnie obmacywał?&lt;br /&gt;- Bała się, że jej zabierzesz biustonosz - wyjawiłem wprost. - I miała rację. Pochowałaś ją bez biustonosza.&lt;br /&gt;- Ludzie, profesor zwariował - Luśka obejrzała się za siebie, do ludzi w kaplicy. - Zabierzcie go stąd!&lt;br /&gt;- Oddaj matce biustonosz. Na pewno masz go na sobie. Pokaż. Wiem jak wyglądał - chciałem i Luśce rozpiąć guzik bluzki.&lt;br /&gt;- To zboczeniec! Ratunku! - zaczęła krzyczeć.&lt;br /&gt;W kaplicy zrobił się rwetes. Kilku mężczyzn, pewnie z rodziny Stykowej, chwyciło mnie pod ręce i wyprowadziło, czy raczej wyniosło z kaplicy. Trzymali mnie, aż przyjechała policja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Policjanci zawieźli mnie na posterunek w Nowej Hucie. Puścili po dwóch godzinach przesłuchania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie lubiłem i nie lubię pogrzebów. A jutro pogrzeb Arnolda Somera.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-5330504487257805626?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/5330504487257805626/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/stykowa-nie-miaa-w-trumnie-biustonosza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5330504487257805626'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/5330504487257805626'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/stykowa-nie-miaa-w-trumnie-biustonosza.html' title='STYKOWA NIE MIAŁA W TRUMNIE BIUSTONOSZA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-6571573047026576174</id><published>2009-08-17T18:09:00.000-07:00</published><updated>2009-08-17T18:44:09.004-07:00</updated><title type='text'>DWA DNI JAK NORMALNE</title><content type='html'>Marylka była dwa dni w domu. Piękna jak zawsze. Nie wiem, czy wpływ na jej urodę mają lekarstwa, które regularnie połyka od lat, czy tylko ja postrzegam ją jako piękną. Ale, skoro tak widzę, to bez znaczenia z jakiego powodu. Jej koleżanki już są staruszkami, a ona nie. Szczupła, zgrabna, bez zmarszczek na twarzy i szyi. Tylko oczy ma... Trudno nazwać. Najbliższe prawdy będą określenia: uważne, czujne, surowe. Gdy kończyliśmy jeść obiad, Marylka wstała i ugryzła mnie w ucho.&lt;br /&gt;- Nie mogę się tego doczekać. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz... - powiedziałem szczerze, choć byłem zaskoczony.&lt;br /&gt;Dawniej ugryzienie mnie w ucho było znakiem, że Marylka chce abyśmy położyli się do łóżka.&lt;br /&gt;- Nie. Jestem stara jak żółwie na Galapados - odrzekła wesoło. - Wolę, żebyś mnie pamiętał młodą.&lt;br /&gt;- Jesteś młoda.&lt;br /&gt;- Ja też chcę cię pamiętać młodego.&lt;br /&gt;- Co ci wiek przeszkadza? Jesteśmy jacy jesteśmy. Wiek tu nie ma nic do rzeczy.&lt;br /&gt;- Dla mnie ma. Ci, których czasami sobie przypominam, są młodzi. Wszyscy. W mojej wyobraźni nawet nasze dzieci nie przekroczyły piętnastu lat. Tomkowi, kiedy ostatnio był u mnie, włożyłam koszulę do spodni, bo myślałam, że przez roztargnienie ma ją na wierzchu.&lt;br /&gt;- Rozzłościł się?&lt;br /&gt;- Nie. Przynajmniej tego nie pokazał. Dopiero gdy mu z powrotem zapinałam rozporek, uzmysłowiłam sobie, że on już jest żonaty i dzieciaty. Wolę, żeby wszyscy byli młodzi, tak jest lepiej i ładniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później leżeliśmy na kanapie i oglądali różne programy w telewizji. Wieczorem poszliśmy na Rynek. Siedząc w kawiarnianym ogródku obserwowaliśmy ludzi. Marylka była głodna widoku normalnie żyjących ludzi, spacerujących, pokrzykujących, pijanych, zakochanych. My chyba też wyglądaliśmy jak normalnie żyjąca starsza para, która dla relaksu siedzi sobie w kawiarnianym ogródku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszło mi do głowy, że może wszyscy inni też tylko wyglądają jak normalni. Właściwie to jaki jest wzorzec normalności?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poniedziałek rano Marylka obudziła się i, gdy tylko się ubrała, powiedziała:&lt;br /&gt;- Odwieź mnie do szpitala.&lt;br /&gt;Oczy miała jeszcze bardziej czujne, rozbiegane jak u ptaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To były nasze wspaniałe dwa dni, jak normalne. Wracając z Kobierzyna kupiłem dwie butelki czerwonego wina. Wypiłem i usnąłem w ubraniu. Nie chciało się mi rozbierać. Rano miałem jak znalazł, nie musiałem sie ubierać. Zostało jeszcze pół butelki wina, też miałem jak znalazł. Od razu poczułem się lepiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-6571573047026576174?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/6571573047026576174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/dwa-dni-jak-normalne.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6571573047026576174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/6571573047026576174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/dwa-dni-jak-normalne.html' title='DWA DNI JAK NORMALNE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-7039996617015887746</id><published>2009-08-14T14:52:00.000-07:00</published><updated>2009-08-14T16:29:41.862-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ZUS'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='psy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przechowalnia psów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rowery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PIT'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przechowalnia rowerów'/><title type='text'>POWOLNE ODSTAWANIE OD ŻYCIA</title><content type='html'>Coraz rzadziej chodzę do mojej kanciapy na parterze. Firmę już dawno wyrejestrowałem. W ostatnich latach pracowałem na czarno, bo państwo, czyli rząd polski, oszukiwał, wyliczając z powietrza moje zarobki z działalności gospodarczej. Płaciłem podatek ryczałtowy od ustalonego przez ministerstwo finansów pułapu zarobków, a nie od faktycznych dochodów jakie wykazywałem w PIT, a te były o wiele mniejsze niż wyznaczone przez MF. W efekcie ZUS pomniejszył mi emeryturę o połowę. Później drugą połowę emerytury, tę zabraną przez ZUS, musiałem odzyskiwać w swojej firmie "Remonty Domowe". To nie miało sensu. Dopiero pracując na czarno rzeczywiście dorabiałem do emerytury. Państwo samo zmusiło mnie do nielegalnej działalności gospodarczej, zamiast pobierać podatek od dochodu. Trzeba być głupcem, żeby pracować za darmo, bo tak to wyglądało i tak było. Wielu Polaków nie jest głupcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam trzy, cztery zlecenia w miesiącu, ale dlatego tak mało, przypuszczam, bo coraz rzadziej jestem przy telefonie z numerem firmy. Prawdę, to już nie chce mi się chodzić do klientów. Jakoś tak się składa, że większość ludzi w Śródmieściu mieszka powyżej pierwszego piętra, a schody z roku na rok robią się coraz bardziej strome. Jakaś usterka budowlana czy co? Poza tym nie chce mi się samemu siedzieć e kanciapie. Moi znajomi to już chorzy, niedołężni, albo nieżywi. Zaś ci młodsi, którzy jeszcze pracują, nie mają czasu lub po prostu nie chce się im odwiedzać starego pryka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, powoli, człowiek odstaje od życia. Lecz z użytkowania kanciapy, za którą płacę czynsz, nie chcę rezygnować. Wówczas zostałoby mi tylko mieszkanie, do którego też coraz rzadziej zachodzą goście. Gdy w domu była moja kochana Marylka, to drzwi się nie zamykały. Lgnęli do niej ludzie i ona do nich. Gdy poszła na Kleparz po warzywa, to niejednokrotnie wracała z nowymi przyjaciółkami, które dopiero co poznała przy straganie albo na ławce na Plantach. Właściwie ze starych znajomych to jeszcze przychodzą młodsze przyjaciółki Marylki. Marylka też, jak i ja, wolała młodsze towarzystwo. Nudziły ją rozmowy z rówieśnicami, bo te narzekały na wszystko, a najczęściej na mężów, chyba że ci już nie żyli, wtedy wspominały ich jak dobrych aniołów. Mnie także nudzili równolatkowie. Jak długo można gadać o politykach - złodziejach, biznesmenach - złodziejach, księżach - zdziercach i pedofilach i tak dalej. Moi równolatkowie widzą świat niemal wyłącznie w ciemnych barwach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolę rozmowy z kobietami, pod warunkiem, że mają sporo lat mniej ode mnie. Nie wiem, dlaczego wolę z młodszymi przebywać. Wiem, wiem, bo są młodsze, a młodość to dla starego wspaniały afrodyzjak, lepszy niż sproszkowany róg nosorożca. Tylko co począć, gdy dla młódki starość nie jest afrodyzjakiem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj znowu mnie odwiedziła Ilona Małkowska, jedna z młodszych przyjaciółek Marylki. Ilona miała czterech mężów Z jednym (używając jej słownictwa) wytrzymała sześć lat, pozostałych odprawiała od łoża wcześniej. Znałem tych czterech facetów, przystojni, zamożni (Małkowska przywiązywała dużą wagę do grubości portfela), inteligentni. Widziałem u nich więcej plusów niż minusów i nie rozumiem, dlaczego Ilona nie mogła z nimi wytrzymać. Ostatni, rzekomo, za dużo jadł chałwy, a czy to coś takiego strasznego? Ona sama też nie należy do głupich bab, urody i majątku także jej nie brakuje. Kiedyś Marylka powiedziała, że Ilona nie może trafić na faceta, który by ją zaspokoił seksualnie. Jej odpowiadałby ktoś taki jak ty - śmiała się Marylka - zdziczały pod względem seksualnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochana Marylka przesadzała. Nie byłem i nie jestem zdziczały pod tym względem, choć muszę przyznać, że seks pod różnymi postaciami nie jest mi obcy. Tak na marginesie, to bogatego, urozmaiconego seksu nauczyła mnie właśnie Marylka. Miała to we krwi. Byłem jej pierwszym mężczyzną, więc trudno uznać, że ktoś ją wyedukował w tej dziedzinie. Poza tym naprawdę się kochaliśmy, a wówczas seks nie stanowi żadnego problemu. Można to robić huśtając się na przysłowiowym żyrandolu. Choć akurat z żyrandolem (pod napięciem 220 W) mam nienajlepsze skojarzenia, ale za to pozostawił mi coś, co się przydaje na starość. Viagry nie potrzebuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do kanciapy na parterze, to się dowiedziałem, że nowi mieszkańcy kamienicy chcą w niej przechowywać rowery, żeby ich nie dźwigać na piętra lub do piwnicy. Zastanawiają się, jak mi odebrać kanciapę. I to mi podsunęło pomysł, żeby w kanciapie urządzić przechowalnię i zarazem wypożyczalnię rowerów. Wiele osób mieszkających na odległych osiedlach chętnie przyjeżdżałoby co Centrum na rowerze, tylko że w Śródmieściu nie ma gdzie ich zostawić, tak, aby mieć pewność, że nie zostaną skradzione. Mieszkańcy naszej kamienicy mieliby zniżkowy karnet na cały miesiąc, proszę bardzo. Żeby otworzyć wypożyczalnię rowerów, trzeba mieć ich co najmniej kilka. Dobrze byłoby się wybrać na Tandetę i zobaczyć, za ile można kupić używany rower. Myślę, że 100 zł za sztukę. Więcej nie dam.&lt;br /&gt;Ma się jeszcze głowę do interesów. Gorzej z nogami i rękami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Małkowskiej wyjawiłem pomysł na interes z rowerami, powiedziała, że lepiej jest urządzić przechowalnię psów na godziny. Właściciele psów często nie mogą albo nie chcą zostawiać ich samych w domu, a w Śródmieściu nie do każdego sklepu i nie do każdej kawiarni można wejść z psem, więc taka przechowalnia mogłaby liczyć na powodzenie. Pewnie ma rację, tylko ja wolę rowery, bo nie szczekają, nie gryzą, nie robią pod siebie. Generalnie rowery są spokojniejsze i mądrzejsze od psów.&lt;br /&gt;Zdaje się, że nie lubię psów. Pomysł na przechowalnię psów w Śródmieściu odstępują za darmo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-7039996617015887746?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/7039996617015887746/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/powolne-odstawanie-od-zycia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7039996617015887746'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/7039996617015887746'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/powolne-odstawanie-od-zycia.html' title='POWOLNE ODSTAWANIE OD ŻYCIA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2204892392474446306</id><published>2009-08-10T10:50:00.000-07:00</published><updated>2009-08-10T11:49:06.282-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='halka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biustonosz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Egipt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bluzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;Dziennik Polski&quot;'/><title type='text'>TRZY ŚMIERCI</title><content type='html'>Zmarła Jadwiga Stykowa, sąsiadka z drugiego piętra kamienicy, ta, która miała przygotowany komplet na śmierć, czyli ubranie, w jakim chciała być pochowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Wracam ze sklepu, a tu na drzwiach kamienicy klepsydra. Stykowa, okazało się, była w moim wieku, a cały czas myślałem, że jest starsza ode mnie. Kilka dni wcześniej spotkałem ją na podwórzu. Powiedzieliśmy sobie:&lt;br /&gt;  - Dzień dobry.&lt;br /&gt;  - Dzień dobry.&lt;br /&gt;  I tyle. Nie przepadaliśmy za sobą. Gdybym wiedział, że to jest nasze ostatnie spotkanie, że za kilka dni ona będzie leżeć w kostnicy... To co? Rozmawiałbym dłużej? Pocieszałbym? Mówiłbym, że się niedługo spotkamy? Bez sensu. Dobrze, że nie powiedziałem Stykowej nic złośliwego, w rodzaju, że pięknie pani wygląda w tej nowej fryzurze. Nie miała nowej fryzury, tylko ewidentnie zapomniała się uczesać. Gdybym napomknął Stykowej o fryzurze, ona uświadomiłaby sobie, że szła ulicą, pewnie do kościoła i z powrotem, rozczochrana jak straszydło. Właściwie to dziwne, że nie wyskoczyłem z żadną złośliwością na widok fryzury Stykowej, bo w takich sytuacjach język mam szybszy niż myśl. Dzisiaj byłoby mi głupio, że tamtego dnia źle wpłynąłem na jej samopoczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Przypomniałem sobie, że obiecałem Stykowej przyjść na jej pogrzeb i, gdy będzie leżeć w otwartej trumnie, sprawdzić, czy ma na sobie ubranie, w którym chciała być pochowana. Pójdę na pogrzeb i sprawdzę. Cmentarz w Batowicach, za tydzień.&lt;br /&gt;  Czarna bluzka, halka, czarne buty i czarny, jedwabny biustonosz za 150 zł. Chyba dobrze zapamiętałem. Tylko jak sprawdzę, czy ma ten sam jedwabny biustonosz. Musiałbym rozpiąć bluzkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  W domu otworzyłem "Dziennik Polski" na stronach, gdzie znajdują się klepsydry, i od razu rzuciło się mi w oczy: ARTUR SOMER, zmarł po długiej chorobie. To mi przypomniało, że trzeba się zaopatrzyć w następną porcję pigułek nasennych, żeby nie umierać tak długo i tak brzydko jak Artur. Pogrzeb Somera dzień później niż pogrzeb Stykowej. Też pójdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Dawniej zaczynałem czytać gazety od pierwszych stron, gdzie wielka polityka i duże skandale, albo od ostatnich stron, gdzie wydarzenia sportowe. Nie wierzcie starym, gdy mówią, że nie zaglądają na strony gazet z powiadomieniami o śmierci. Ja też to mówię. Niektórzy odczuwają satysfakcję, że wcześniej od nich zmarł ktoś, komu powodziło się lepiej, zrobił większą karierę, w ogóle miał większego farta w życiu. Czy odczuwam tego rodzaju satysfakcję? Bronię się przed tym, ale coś takiego krąży mi gdzieś na obrzeżach mózgu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Żona Artura na pewno chce, żeby na jego pogrzeb przyszło jak najwięcej ludzi. I mnie byłoby przykro, gdybym widział że nad moim grobem, w dniu pogrzebu, stoi garstka ludzi. Mam nadzieję, że na pogrzeb znanego w dzielnicy profesora Trzaskę, a później profesora "złotą rączkę", przyjdzie trochę więcej ludzi niż garstka. Przynajmniej Tomkowi nie będzie głupio, a Maciek i Miron, moi niedawno ujawnieni syn i wnuk, pomyślą, że może byłem nienajgorszym człowiekiem, skoro tyle osób przyszło odprowadzić mnie w ostatniej drodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Ciekawe, czy z Ameryki przyleci Katarzyna? Jeśli jednak umrę w czasie, gdy ona będzie się wybierać na urlop na przykład do Egiptu, to nie przyleci do Polski. Będzie zła, że stwarzam jej taki psychiczny dyskomfort. Pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu opłacony, a ja, jak zwykle jej zdaniem, robię coś głupiego, co miesza w jej uporządkowanym życiu. Przyleci do Polski później, po powrocie z Egiptu, i zamówi mi ładny grobowiec za kilka tysięcy dolarów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Jeszcze jedno znane mi nazwisko na stronie z klepsydrami. Ale bez przesady. Nie będę codziennie chodził na pogrzeb. Poza tym akurat ten gość był draniem i powinien  dużo wcześniej umrzeć, wówczas parę osób miałoby spokojniejsze życie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2204892392474446306?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2204892392474446306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/trzy-smierci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2204892392474446306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2204892392474446306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/trzy-smierci.html' title='TRZY ŚMIERCI'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-2667848004378808960</id><published>2009-08-04T14:30:00.000-07:00</published><updated>2009-08-04T14:47:39.200-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karol Marks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czyraki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pieniądz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kobierzyn'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filosemita'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='antysemita'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Żydzi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Auschwitz'/><title type='text'>KAROL MARKS MIAŁ CZYRAKI</title><content type='html'>Moja kochana Marylka w Kobierzynie. Dziadek, Henryk Rutkowski, zdrowy na umyśle, lecz miał wariackie papiery. Wuj Marcjan nie miał wariackich papierów, ale w rodzinie wszyscy wiedzieli, że po wyjściu z więzienia jego umysł niedomagał. Zastrzelił kilku milicjantów, więc można sobie wyobrazić jak wyglądały jego przesłuchania.&lt;br /&gt; Mój ojciec, Stanisław Trzaska, nie był wariatem i nie miał wariackich papierów. Mimo to nie bardzo rozumiał w jakim świecie żyje. Ta nieznajomość świata, plus wielka ambicja, plus za prędko zdobyte wykształcenie (bez nauki), zniszczyły jego plany życiowe i w ogóle życie. Za szybko wyszedł z dołu na świecznik. Wpadł z powrotem w dół jeszcze szybciej. Z tego, co matka opowiadała o ojcu, to on, a nie dziadek czy wuj, jawił mi się jako wariat, w tym sensie że (przepraszam ojczulku) kretyn. Matka, za życia ojca, często mnie przestrzegała: „Karol, nie zachowuj się jak ten wariat (miała właśnie ojca na myśli) i nigdy w nic nie angażuj się na poważnie.&lt;br /&gt; Co do matki, nie miałem wątpliwości: była najzupełniej zdrowa psychicznie. Niczym się nie przejmowała. Było jej obojętne, czy jest żoną wojewódzkiego satrapy partyjnego, czy żoną prowincjonalnego urzędnika niższego szczebla. Do życia wystarczał jej bochenek chleba i dwie powieści romansowe (tak je nazywała) dziennie. To po matce odziedziczyłem nałóg czytania książek. Oczywiście matka zjadała nie tylko bochenek chleba dziennie, przed śmiercią ważyła 160 kilogramów. Po jej śmierci wyniosłem z domu do punktu skupu makulatury dwa tysiące książek. Wiecie, teraz zastanawiam się, czy ona…&lt;br /&gt; Karolku, odpuść sobie, przestań się nad tym zastanawiać, bo już nikt całkiem normalny nie zostanie ci w rodzinie. Zgoda, ale o ojcu muszę dokończyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Ojciec, jak się tylko dowiedział, co dziadek zrobił na ulicy Opatowskiej, natychmiast przyjechał do Sandomierza i zabrał mnie do domu w R., gdzie wówczas mieszkaliśmy. Ojciec i dziadek nie lubili się. Dziadek miał za złe matce, że na męża wybrała sobie gołodupca bez wykształcenia.&lt;br /&gt; Stanisław Trzaska szybko przestał być zwykłym robotnikiem w Hucie Ostrowiec. Zapisał się do partii, a że miał dar wymowy i na wiecach fabrycznych potrafił kwieciście i z przekonaniem opowiadać jaka świetlana przyszłość czeka ludzi w krajach o ustroju socjalistycznym, pod przywództwem ZSRR, a jaka nędza i zgnilizna moralna czeka ludzi na Zachodzie, którzy dali się zwieść wojennemu imperializmowi Ameryki i Anglii, został wysłany na wyższy kurs marksizmu-leninizmu w Warszawie. Po pół roku wrócił do matki (już do wojewódzkiego miasta R.) jako człowiek wykształcony, obyty w świecie, w nowym garniturze i w nowych butach. Miał nawet okulary w ciemnej rogowej oprawie, w których, gdy je nakładał, często potykał się, bo w okularach kupionych na warszawskim bazarze widział gorzej niż bez okularów. Ale chciał wyglądać na starszego i mądrzejszego od siebie i rówieśników.&lt;br /&gt; Dziadek Rutkowski nie miał racji, zniechęcając swoją córkę, a moją późniejszą matkę, do wyjścia za Stasia Trzaskę. Towarzysz Trzaska zrobił większą karierę niż partyzant i działacz ludowy Rutkowski. Został przewodniczącym Centralnej Rady Związków Zawodowych w R.. Służbowe mieszkanie, służbowe auto (warszawa) z kierowcą, biuro z kilkoma sekretarkami i sklep w budynku komitetu wojewódzkiego, gdzie można było kupić czekoladę z prawdziwej czekolady. Wiodło się mu. I nam. Matka miała służącą do pomocy w domu.&lt;br /&gt; Do czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wykształcenie zgubiło ojca.&lt;br /&gt; W gabinecie przewodniczącego CRZZ, towarzysza Trzaski, nie widziałem książek innych autorów niż Marks, Engels, Lenin. Wcześniej musiał też być Stalin, i to na czołowym miejscu. Matka śmiała się, że ojciec nauczył się czytać dopiero podczas kursu marksizmu-leninizmu. W pokoju ojca, w domu, nie było ani jednej książki, jakby był na nie uczulony. Natomiast matka „topiła” się w książkach.&lt;br /&gt; Nuworysz nie zdaje sobie sprawy, że wydaje pieniądze w sposób i na takie przedmioty, który budzi odrazę posiadaczy pieniędzy od kilku pokoleń. Podobnie ojciec, świeżo wykształcony, nie rozumiał, że nawet w dziełach proroka Marksa znajdowały się treści bardziej istotne, mniej istotne, i takie, które lepiej przemilczeć. Ojcu akurat spodobały się te ostatnie. Marks, cokolwiek napisał, nie mógł się mylić. Każde jego słowo było ważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kilka lat po rozruchach marcowych w 1968 roku, kiedy to z kolei inni nie zrozumieli, że nawet wieszcz narodowy Adam Mickiewicz pisał zdania, które dla świętego spokoju lepiej byłoby opuścić, Towarzysz Trzaska znalazł u Marksa coś, co potwierdzało, że polityka rządu polskiego po marcu 1968, polegająca na wyrugowaniu z kraju żydowskich wichrzycieli (niech sobie jadą do Izraela!), była najzupełniej słuszna. Tylko że wtedy, kiedy to ojciec odkrył, polityka rządu była już inna.&lt;br /&gt; Nuworysz kupuje karetę, gdy starzy posiadacze przesiadają się do dwukółek. Polska potrzebowała twardej waluty, wówczas jeszcze nie euro, żeby zwiększyć wydobycie węgla, miedzi, siarki. Twarda waluta znajdowała się na zachód od Polski, w krajach o niesprawiedliwym, kapitalistycznym ustroju, a rządy tych krajów udawały, że pragną aby w państwach komunistycznych wszyscy byli tak samo wolni i bogaci jak mieszkańcy Zachodu, bez względu na pochodzenie, dajmy na to żydowskie. Więc w Polsce trzeba było zapomnieć o niedawnych rozruchach antysemickich.&lt;br /&gt; Niemcy, Francuzi, Belgowie, Włosi, Austriacy, pokochali Żydów i wspierali państwo Izrael w walce z Arabami. Auschwitz, Sobibór, Majdanek i dziesiątki innych obozów koncentracyjnych to odległa przeszłość i sprawka wyłącznie Hitlera. To Hitler kazał palić Żydów, a zwyczajni Niemcy zajmowali się tylko logistyką i opracowywaniem technologii wydajnego spalania Żydów. To Hitler kazał Francuzom wyłapywać Żydów i wywozić ich do Auschwitz. To Hitler kazał Austriakom zajmować dowódcze stanowiska w obozach koncentracyjnych. Co ci biedacy, mimo że nie mieli nic przeciwko Żydom, mogli zrobić? Hitler kazał i już. Ale przemysłowe zabijanie i palenie ludzi już się skończyło, jeżeli coś takiego rzeczywiście miało miejsce, a nie jest kolejnym wymysłem Żydów.&lt;br /&gt;  Gdy w Polsce narzekano na Żydów i łaskawie proponowano im wyjazdy z kraju, w państwach na Zachodzie miano ich za sól ziemi. Polacy, jeśli chcieli mieć pieniądze na rozwój przemysłu, musieli przyjąć widzenie Zachodu i przyznać, że źle postępowali z Żydami w 1968. Towarzysz Trzaska tego nie wiedział. Na domiar akurat wówczas odkrył u Marksa, wieszcza i teoretyka komunizmu, że (cytuję za notatkami ojca, które znalazłem po jego śmierci):&lt;br /&gt;PIENIĄDZ JEST TYM ŻARLIWYM BOGIEM IZRAELA, WOBEC KTÓREGO ŻADEN INNY BÓG OSTAĆ SIĘ NIE MOŻE. PIENIĄDZ PONIŻA WSZYSTKICH BOGÓW CZŁOWIEKA I ZAMIENIA ICH W TOWAR. PIENIĄDZ JEST OGÓLNĄ, SAMĄ W SOBIE UKONSTYTUOWANĄ  WARTOŚCIĄ WSZYSTKICH RZECZY. POZBAWIŁ ON ZATEM CAŁY ŚWIAT – TAK ŚWIAT LUDZI, JAK I PRZYRODĘ – WŁAŚCIWEJ WARTOŚCI. PIENIĄDZ JEST WYOBCOWANĄ OD CZŁOWIEKA ISTOTĄ JEGO PRACY I JEGO BYTU. TA OBCA ISTOTA MA GO W SWOJEJ MOCY, ON ZAŚ ZANOSI DO NIEJ MODŁY. BÓG ŻYDOWSKI STAŁ SIĘ ŚWIECKIM BOGIEM, STAŁ SIĘ BOGIEM ŚWIATA.&lt;br /&gt; Gdyby towarzysz Trzaska to, co przeczytał i zapisał, zostawił do swojej wiadomości, nic by się nie stało. Ale on, przewodniczący CRZZ, powiedział to do mikrofonu na kilkutysięcznym wiecu załogi Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego. Tak, jakby odkrył, że to Żydzi, a nie Fenicjanie, wynaleźli parszywy pieniądz. I wyszło, że znowu Żydzi są odpowiedzialni za nierówność społeczną na świecie, nędzę i głód.&lt;br /&gt; Stanisław Trzaska, który w międzyczasie zrobił maturę w zaocznym technikum budowlanym i szykował się na zaoczne studia ekonomiczne, i jego z kolei szykowano na stanowisko I sekretarza PZPR w R., z dnia na dzień wylądował w prowincjonalnym miasteczku nad Wisłą, gdzie został kierownikiem budowy osiedla mieszkaniowego.&lt;br /&gt; Pożyczka dla Polski z Międzynarodowego Funduszu Walutowego została uratowana, bo rząd pokazał, że nie toleruje antysemickich zachowań, nawet jeśli ich źródło znajduje się u Karola Marksa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Odkąd ojciec zamieszkał w T., który jest tym prowincjonalnym miasteczkiem nad Wisłą, znienawidził Marksa. Ten fałszywy mesjasz, jak ojciec zaczął nazywać Marksa, był przecież sprawcą jego upadku. W T. już nie mieliśmy służącej i sklepu z prawdziwą czekoladą. A później mieliśmy coraz mniej wszystkiego, bo ojciec coraz więcej pieniędzy wydawał na wódkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nie jestem antysemitą, ani filosemitą, ani komunistą, ani, jak to się od jakiegoś czasu mówi, postkomunistą, ani antykomunistą (wcieliłem w życie radę matki i w nic nie angażowałem się na poważnie). Za to trochę lepiej od innych znam biografię Karola Marksa, bo ojciec poświęcił kilka lat życia, aby się doszukać tzw. haków w życiorysie twórcy Międzynarodówki, piewcy proletariatu, obrońcy uciśnionych, no, wiadomo (to znaczy na pewno wiadomo ludziom z mojego pokolenia). Nawet zaczął się uczyć języka niemieckiego, żeby przeczytać pisma Marksa nie tłumaczone w Polsce, lecz szybko to zarzucił, mówiąc, że przez tego chuja nie będzie sobie łamał głowy nad niemieckim.&lt;br /&gt; Niewykształceni katolicy, którzy nie czytają Ewangelii, w pewnym momencie stają wobec faktu, że Jezus Chrystus, którego ukrzyżowali Żydzi, sam był Żydem. Trudno się im z tym pogodzić. Chrystus parszywym Żydem? To niemożliwe! I przechodzą nad tym do porządku dziennego, czyli nie przyjmują tego do wiadomości. Natomiast ojciec, mieszkając w T., ochoczo przyjął do wiadomości, że Marks był Żydem, w dodatku wnukiem dwu rabinów. Wcześniej zapewne słyszał o żydowskim pochodzeniu Marksa, ale i on to odrzucał, bo zbytnio się narzucało z żydokomuną chcącą zapanować nad Polską i światem (tej wersji spisku, ze względu na drugi człon w słowie „żydokomuna”, nie popierała partyjna propaganda). W T. otworzyły mu się oczy i zobaczył, że nie była to tylko wroga propaganda przeciwników komunizmu. Sam był przykładem, do czego jest zdolna żydokomuna.&lt;br /&gt; Po kolei odkrywał (nocami zaczął nałogowo słuchać Wolnej Europy i pewnie stamtąd się wielu rzeczy dowiadywał), że Marks, który tak biadolił o ciężkim położeniu robotników, nigdy w życiu nie był w przędzalni, w kopalni, w ogóle w żadnej fabryce. Autor „Manifestu Komunistycznego” gardził niedouczonymi robolami, byli dla niego rewolucyjnym mięsem armatnim, niczym więcej. Zaś Lenin i Stalin stali się jego najbystrzejszymi uczniami. Milion mniej, milion więcej, w Rosji nie brakowało robotników, których można wysłać na wojnę. Najwięcej radości przyniosło ojcu odkrycie, że Marks cierpiał na czyraki (wtedy furunkuły), miał je na policzkach, nosie, na dupie i kutasie. „Dobrze tak, chujowi!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; No, przyznajcie, czy ktoś, mający takich ludzi w rodzinie, jak ja miałem, nie może się obawiać o własne zdrowie psychiczne?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-2667848004378808960?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/2667848004378808960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/karol-marks-mia-czyraki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2667848004378808960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/2667848004378808960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/karol-marks-mia-czyraki.html' title='KAROL MARKS MIAŁ CZYRAKI'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-8883303976453532757</id><published>2009-08-02T14:27:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T14:44:04.454-07:00</updated><title type='text'>DWA CHRABĄSZCZE I WRONA</title><content type='html'>Pojechałem do Marylki.&lt;br /&gt; Szpital w Kobierzynie to ładne i zarazem straszne miejsce (wybudowany przez dr’a Józefa Babińskiego w 1917 r.; był wówczas najnowocześniejszym szpitalem psychiatrycznym w Europie, czyli na świecie). Ma dwa oblicza. Z zewnątrz stary park, schludne uliczki, kościół, między drzewami pawilony dla pacjentów, spokój, cisza. A wewnątrz pawilonów, gdzie są umieszczeni chorzy? Właściwie też spokojnie. Pacjenci, otumanieni środkami uspokajającymi, leżą, snują się po korytarzach, stoją przy oknach i kopcą papierosy albo gapią się w telewizor. Ale jeszcze bardziej wewnątrz, w głowach chorych? Tego człowiek zdrowy psychicznie nie jest w stanie sobie wyobrazić, nawet ja, który przy mojej kochanej Marylce spędziłem wiele lat. Wiem tylko: ogromny strach, ogromne zagubienie, ogromny natłok przerażających myśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Miałem okresy, kiedy się cieszyłem, że Marylka przeszła, jak to sobie tłumaczyłem, na drugą stronę, w świat całkowicie wyimaginowany, ale ze znanymi dla niej regułami. Bo najgorzej było, gdy nie wiedziała, czy to co widzi, słyszy, czego się spodziewa lub domyśla, jest z prawdziwego świata, czy znowu atakuje ją choroba. I wówczas, nie mogąc tego jednoznacznie rozstrzygnąć, wolała uciec w chorobę, gdzie sytuacje stawały się bardziej czytelne. Jest wróg, którego trzeba przechytrzyć, uciec przed nim albo go pokonać.&lt;br /&gt; Kiedyś służby specjalne uśpiły Marylkę i na jej czole, pod skórą, umieściły czipa z miniaturową kamerą. W ten sposób służby specjalne znały każdy krok Marylki, wszystko pokazywała kamera. Przyznacie, perfidne zagranie. Lecz Marylka potrafiła ich przechytrzyć. Nakładała czapkę-pilotkę, która zakrywała czoło. Proste, a jak skuteczne rozwiązanie. Marylka mogła wychodzić z domu i snajperzy nie mogli namierzyć miejsca jej pobytu. Tylko że w lipcu, podczas upałów, spacer z kobietą w skórzanej czapce-pilotce, do tego co chwila oglądającą się do tyłu i przystającą przed co drugą wystawą sklepową, żeby w szybie obserwować przechodniów, nie należał do przyjemności. Przecież nie mogłem każdemu na ulicy tłumaczyć, że dzięki pilotce służby specjalne nie miały żadnego obrazu na swoich monitorach, tylko czerń. Ja, idąc z Marylką ulicą i jakby nie widząc nic dziwnego w jej zachowaniu, też musiałem wyglądać na zwichrowanego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Marylka była w dobrym nastroju. Lekarz to potwierdził. Powiedział, że może znowu, po jeszcze kilkudniowej obserwacji, będę mógł ją zabrać na jakiś czas do domu. Ucieszyłem się. Lubiłem, gdy jesteśmy razem,  chociaż przez kilka tygodni w domu jest tak żywo jak dawniej.&lt;br /&gt; Poszliśmy na spacer po szpitalnym parku. Musieliśmy się trzymać uliczek w cieniu drzew, bo słońce mocno przygrzewało, a skóra Marylki już dawno nie była wystawiana na promienie słoneczne. Marylka, jak często podczas spacerów, patrzyła pod nogi, żeby nie nadepnąć na mrówkę czy żuczka. Jeśli na chodnik wyszedł ślimak, delikatnie podnosiła go i kładła na trawę. Po kilkunastu minutach doszliśmy do ogrodzenia, za którym rosły wysokie topole. Ich czubki pod naporem lekkiego wiatru łagodnie się kołysały.&lt;br /&gt; - Wizualizuj – powiedziała Marylka. – Jesteśmy chrabąszczami i siedzimy sobie tam – pokazała na czubek najwyższej topoli. – Kołysanka, kołysanka, jak na hamaku. Gotowy?&lt;br /&gt; - Tak – potwierdziłem.&lt;br /&gt; Przed laty (przed wiekami?), kiedy często jeździliśmy w Tatry, takie wizualizacje były naszą ulubioną zabawą. (Tak szczerze, to były ulubioną zabawą Marylki). Przemienialiśmy się w motyle, pstrągi, niedźwiedzie, biedronki…&lt;br /&gt; - Pięknie – Marylka zamknęła oczy. – Las z góry wygląda jak zielone morze.&lt;br /&gt; - Rzeczywiście.&lt;br /&gt; - Tam, popatrz, widać nasze Tatry – przypomniała sobie to samo co i ja. – Morskie Oko, Czarny Staw, Rysy. Widzisz?&lt;br /&gt; - Widzę – odrzekłem.&lt;br /&gt; Tylko że to, co ja widziałem, to było coś okropnego, coś, czego Marylka nie powinna zobaczyć. Na czubku najwyższej topoli usiadła wrona. Marylka musi mieć jak najdłużej zamknięte oczy! Może ta wrona zaraz odleci.&lt;br /&gt; - Powspinajmy się – zaproponowałem.&lt;br /&gt; - Nie mam siły, Karol. Wolę leżeć. Nie gniewasz się?&lt;br /&gt; - Nie, skąd. Właściwie mnie też nie chce się wspinać – obserwowałem wronę. Ta franca nie zamierzała odlecieć. Usadowiła się wygodnie na gałęzi, jakby tu chciała spędzić czas do nocy. – Widzisz jakichś ludzi na Rysach? – pytałem, żeby Marylka nie otworzyła oczu.&lt;br /&gt; - Nie.&lt;br /&gt; - Ja też nie.&lt;br /&gt; - Może zanosi się na burzę?&lt;br /&gt; - Co ty, Karol. Ani jednej chmurki na niebie – rysy Marylki były wygładzone, twarz rozpogodzona, aż przyjemnie było na nią patrzeć.&lt;br /&gt; Wrona zakrakała. Marylka otworzyła oczy.&lt;br /&gt; - Nie! – krzyknęła, widząc wronę na topoli (na której i my się znajdowaliśmy). – Uciekaj! Uciekaj! – zaczęła mnie odpychać od siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Lekarz był zły na mnie, gdy powiedziałem, że bawiliśmy się w wizualizację, gdzie ja i Marylka byliśmy chrabąszczami. Chciał wiedzieć, dlaczego Marylka tak nagle popadła w przygnębienie.&lt;br /&gt; - Panie Karolu, myślałem, że jest pan mądrzejszy – rzekł.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-8883303976453532757?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/8883303976453532757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/dwa-chrzaszcze-i-wrona.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8883303976453532757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/8883303976453532757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/08/dwa-chrzaszcze-i-wrona.html' title='DWA CHRABĄSZCZE I WRONA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-3854147062605727798</id><published>2009-07-29T12:39:00.000-07:00</published><updated>2009-07-29T16:06:41.397-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dama z Łasiczką.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szarapowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mumie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wawel'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tenis'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zootechnik'/><title type='text'>SMUTNA HISTORIA</title><content type='html'>Człowiek wchodzi w życie bez doświadczenia i wiele rzeczy robi źle. Później nie da się tego odkręcić. Grzechy młodości to drobiazg. Je się przeżywa, często boleśnie, lecz się z nich wyrasta i mogą nie mieć większego wpływu na dalsze życie. Gorsze, bo nienaprawialne, są grzechy ojca.&lt;br /&gt;Oprócz Mirona i Maćka (to osobna sprawa), z moją kochaną Marylką mam dwójkę dzieci: Katarzynę i Tomka. Od Tomka mam trzech wnuków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężko pisać, bo to smutna historia.&lt;br /&gt;Za późno zdałem sobie sprawę, że córka i syn są już dorośli i nie potrzebują moich rad czy pomocy na każdym kroku, że nie trzeba im robić kanapek do pracy, sprawdzać w nocy czy przypadkiem nie śpią odkryte i nie marzną, że mają prawo nie wrócić do domu na noc, że mogą się upić na imieninach kolegi i że w ogóle mogą robić co chcą. Ojcowałem im i matkowałem, aż mnie znienawidziły. Nie mogły znieść mojego wściubiania się w ich sprawy osobiste. Ręce się im trzęsły ze zdenerwowania, gdy pytałem kto do nich telefonuje i czego chce, dokąd idą, kiedy wrócą. Poza tym miały do mnie pretensje, że nie mieszkamy w domu z kilkoma sypialniami i łazienkami, że nie staram się o lepszą pracę z wyższą pensją, tylko satysfakcjonuje mnie zarobek nauczyciela, że, generalnie, jestem życiowym niedojdą. Przypadkowo posłyszałem, jak Katarzyna użalała się przed Tomkiem, że koleżanek nie może zaprosić do domu, bo matka wariatka, a ojciec stary zrzęda, belfer, a kto wie czy też nie wariat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna po studiach uciekła do Chicago, gdzie poznała starszego o dwadzieścia kilka lat Amerykanina i wyszła za niego. Odnoszę wrażenie, że ten Amerykanin, niewiele młodszy ode mnie, zupełnie mnie przypomina, za wyjątkiem oczywiście konta bankowego. Tak wywnioskowałem z listów i rozmów telefonicznych, kiedy to jeszcze do mnie pisała i dzwoniła. W tym przypadku zdaje się potwierdzać to, co mówią psycholodzy: córki często znajdują mężów podobnych do swoich ojców. Katarzyna czasami przysyła mi kilkaset dolarów i zdjęcia znad wodospadu Niagara, z Manhattanu, Las Vegas, z Alaski. Pod względem materialnym dobrze się jej wiedzie, ale dzieci nie ma. Wydaje się mi, że dzieci nie ma bardziej z mojego i Marylki powodu, niż, że mąż już przekwitł. Mając dzieci czułaby się w obowiązku pokazać im dziadka, babkę i kraj, z którego wywodzi się ich matka. Jak znam Katarzynę, to obawiała się, że dzieci po zobaczeniu dziadka, babki i Polski nabawiłyby się kompleksu niższości, a ona nie chciałaby, żeby z takim garbem wchodziły w dorosłe życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomek na moje zdecydowane życzenie, pod rygorem, że nie dam mu pieniędzy na żadne inne studia, ukończył zootechnikę na Akademii Rolniczej w Krakowie. Pragnął zdawać na AWF. W liceum biegał na średnie i długie dystanse. W zawodach dla amatorów zawsze plasował się w pierwszej piątce, kilka razy był pierwszy. Chciał dalej, już jako zawodnik AZS AWF, kontynuować swoje hobby, ale ja umyśliłem sobie, że na starość będę mieszkał na wsi. Sądziłem, że Tomkowi też się to z czasem spodoba. Kupi gospodarstwo z większym kawałkiem ziemi, będzie hodował krowy lub owce, albo posadzi drzewa owocowe, bo przy sadzie nie ma tak dużo roboty jak przy zwierzętach, i będziemy sobie na wsi spokojnie, zdrowo i dostatnio żyli. Ja, ewentualnie, mógłbym mu bawić wnuki. Nie wyszło, jak chciałem. Po obronie pracy magisterskiej Tomek rzucił we mnie dyplomem zootechnika i powiedział, że nigdy nie będzie bykom jaj huśtał i na żadnej wsi nawet przez jedną noc nie pozostanie. Później zrobił kurs instruktora tenisa ziemnego i wyjechał do Warszawy. Po kilku latach wybudował na Mokotowie korty tenisowe i z nich żyje całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że utrzymuje trzy byłe żony i trójkę dzieci, no i nowe kochanice. Żony uczył wcześniej grać w tenisa. Kochanki, podejrzewam, także. Zawód instruktora tenisa, jak widać, należy do bardziej ryzykownych, choć pewne profity przynosi. Czasami zazdroszczę mu tych profitów, gdy je widzę z bliska, bo przyjeżdża z nimi do Krakowa. Mają po dwadzieścia parę lat i wielki talent tenisowy, na miarą Szarapowej. Ciekawe, dlaczego nie na miarę amerykańskich sióstr Williams? Amerykanki są lepiej notowane w rankingu niż Szarapowa. Ale, wiadomo, nie ta uroda. Tomek, po odwiedzeniu matki w szpitalu, zaprasza mnie i kochanicę na obiad do jakiejś lepszej restauracji. Płaci rachunek w wysokości połowy mojej emerytury, i jakby mi przy tym mówił: widzisz, dziadu, można żyć inaczej niż ty żyłeś. Nie wie, że ja wiem, że raz próbował popełnić samobójstwo. Czyli szczęśliwy na pewno nie jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niekiedy przyjeżdża do Krakowa z synami, a moimi wnukami. Wtedy idę z chłopcami na Wawel, do Kościoła Franciszkanów pokazać witraże Wyspiańskiego, do Muzeum Czartoryskich, gdzie się znajduje "Dama z łasiczką", turecki namiot, mumie z Egiptu. Ale ich to zupełnie nie interesuje. Wolą siedzieć w ogródku którejś z kawiarni przy Rynku, bo tam mogą się napić Coli i uruchomić internet w swoich laptopach. Ukrywają zniecierpliwienie moją obecnością. Odnoszą się do mnie jak do groźnego psa, wobec którego należy zachować spokój, nie wykonywać gwałtownych ruchów, nie podnosić głosu. Myślą, że jestem takim samym skurwielem jak ojciec, który zostawił ich samych z matkami, a sam szlaja się z coraz to młodszymi. Wnuki są dorosłe, chodzą do liceum, potrafią ocenić postępowanie ojca. Do mnie uśmiechają się tylko wtedy, kiedy  daję im banknot.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-3854147062605727798?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/3854147062605727798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/07/smutna-historia_29.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3854147062605727798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/3854147062605727798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/07/smutna-historia_29.html' title='SMUTNA HISTORIA'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-417684071866268836</id><published>2009-07-25T08:01:00.000-07:00</published><updated>2009-07-25T08:15:01.676-07:00</updated><title type='text'>AMERYKAŃSKI SEN</title><content type='html'>Czym są sny? Czy coś zwiastują? Czy odnoszą się do przeszłości? Czy w ogóle cokolwiek odzwierciedlają z realnego życia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele ludzi przechodzi okres, w którym interesują się swoimi snami. Rozpamiętują je, zapisują, z senników dowiadują się co znaczy, gdy śnią się pieniądze, a co znaczy gdy śni się zmarły krewny. Zazwyczaj po niedługim czasie przechodzi im zainteresowanie snami, bo widzą, że sen swoje, a życie na jawie swoje. Jedno na drugie nie ma żadnego przełożenia. Naukowcy badający mózgi nie potrafią odpowiedzieć, po co człowiek śni, jaką funkcję spełnia sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są ludzie, którym często się coś śni, i tacy, którzy w ogóle nie miewają snów. Większości śni się coś od czasu do czasu. Ja należę do tych ostatnich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miewałem różne sny: wojenne, z bitwami, w których brałem udział, bardzo realistyczne i logiczne (na przykład obudziłem się w połowie bitwy, a będąc ciekaw jak się bitwa zakończy, z powrotem usypiałem i bitwa toczyła się dalej od przerwanego momentu); erotyczne, z realnymi fizycznymi doznaniami przyjemności; przykre, w których doznawałem jakichś upokorzeń, i budziłem się w przygnębiającym nastroju, który trwał kilka godzin. Wesołych snów nie pamiętam, pewnie takich nie doświadczyłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przywiązuję żadnej wagi do snów. Jak napisałem: sen swoje, a życie na jawie swoje. Jednak niedawno śniło mi się coś tak niezwykłego, że (czego nigdy nie robiłem) zaraz po obudzeniu zapisałem ten sen. Zdaje się, że oddałem go wiernie, w każdym razie tak, jak potrafiłem. Niezwykłość tego snu polega nie tylko na tym, że odnosi się do całkiem innego, niż ten w którym żyję, kręgu kulturowego (jestem w nim czarnym, amerykańskim chłopcem mieszkającym w Stanach Zjednoczonych), ale że był niezwykle realny pod względem psychologicznym, uczuciowym i faktograficznym. To nie były majaki. To były realne doznania przeniesione z jednego człowieka do drugiego. Umyślnie nie piszę: jakby przeniesione…&lt;br /&gt;Wierzę, że ten czarny, amerykański chłopiec żyje i że naprawdę przydarzyło się mu to, co niżej napisałem. Życzę mu spełnienia swoich pragnień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byliśmy dwoma zafajdanymi czarnuchami, ja i on, po dziesięć, dwanaście lat najwyżej, i jeszcze było dziecko, dokładnie to mniej niż dziecko ale więcej niż niemowlę, w jakichś niby smarkach, jakby w wodach płodowych, lecz to nie były wody płodowe tylko dziecko było chore i całe zaropiałe, i ja krzyczałem do tego drugiego, takiego samego nędznego czarnucha jak ja, który jeśli nie był moim bratem z tej samej matki to jakby nim był, nikogo tam bliższego nie miałem, on i to dziecko, no i jeszcze czarny policjant, który wiedział, że jesteśmy dwoma skurwysyńskimi czarnuchami i na razie tylko pięścią walił nas po pyskach, żebyśmy się jego bali i w ogóle bali, bo był przekonany, że wcześniej czy później  musi nas zamknąć, za to że ukradliśmy, pobiliśmy, zabiliśmy, a najpewniej za to wszystko naraz, gdyż z nas musiały wyrosnąć takie same czarnuchy, jak te, które tylko zapełniają więzienia, i policjant wiedział, że my już zjeżdżamy w dół, i gdy nas bił to także ze złości, że jesteśmy skurwielami, których będzie musiał osobiście zamknąć do mamra albo zastrzelić, a kiedy nas walił mocniej niż zwykle to już z innej złości, takiej bardziej na samego siebie, że nic nie może zrobić aby z nami stało się inaczej. Jako policjant był lepszym czarnuchem, miał auto z szerokimi oponami i policyjnym migającym światłem, czystą koszulę z policyjną gwiazdą i miał dwa pokoje za drzwiami baraku, gdzie po służbie zapijał się, prosto z butelki, że musi bić takich pętaków jak my dwaj, że musi bić abyśmy jak najpóźniej bili i zabijali innych, że musi bić chociaż wcale tego nie chce, bo tak naprawdę to pragnąłby, żebyśmy byli tacy jak biali chłopcy z domów, wokół których rosły równo przystrzyżone trawniki, żebyśmy chodzili do szkoły i jeździli na deskorolkach, ale na to wszystko było już za późno. Ja krzyczałem do tego drugiego, który jakby był moim bratem, żeby zaniósł dziecko do szpitala, bo ono umrze, i krzycząc uzmysłowiłem sobie, że szpital jest daleko i tylko policjant, ten czarny porządny policjant, może zawieźć dziecko do szpitala, nasze, bo to dziecko stało się nasze jak gdybyśmy byli jego rodzicami i braćmi jednocześnie, ale w tej samej chwili zdałem sobie sprawę, że policjant nie zawiezie dziecka do szpitala, bo nie będzie mu się chciało wozić do szpitala kogoś, kogo później i tak będzie zmuszony zastrzelić albo zamknąć w więzieniu, że dla niego to zwykła strata czasu i robienie sobie kłopotów na przyszłość, lepiej niech to umrze, tak będzie dla wszystkich najlepiej, lecz ja się zaparłem że pójdę do policjanta i powiem mu zwyczajnie, tak zwyczajnie jak rozmawiają biali na swoich wystrzyżonych trawnikach, gdyż dotąd nigdy w taki sposób nie mówiliśmy do siebie, tylko on na nas klął i my na niego. Uznałem, że takie zwyczajne mówienie może poruszyć naszego policjanta, był tak samo nasz jak i to dziecko, mogliśmy być jego młodszymi braćmi lub dziećmi, i kto wie czy nie, skoro nie znaliśmy naszych ojców, tak zwyczajnie powiedzieć do niego, bo żadne prośby i błagania nie miałyby sensu, już tyle razy prosiliśmy go i później oszukiwali, kupił nam piłkę do kosza a my tą piłką wybiliśmy mu szyby w baraku, kupił nam deskorolki to nasraliśmy na nie i zostawili pod jego drzwiami. Do policjanta, do tych jego drzwi, za którymi po służbie siedział i pił whisky, droga prowadziła wąwozem, po bokach brudny piach, śmieci, puszki po coca-coli i piwie, już miałem ułożone w głowie, że powiem zwyczajnym, lecz poważnym głosem, żeby zawiózł dziecko do szpitala bo inaczej ono umrze, a w zamian, gdy to zrobi, ja i ten drugi, który jakby był moim bratem, obiecujemy, że policjant nigdy więcej nie będzie miał z nami kłopotów, że znajdziemy sobie pracę i zarobimy na czyste ubrania, może takie białe koszulki z krótkimi rękawami i z kieszonkami na piersi, i do tych kieszonek włożymy długopisy, jak to robią biali chłopcy z domów, gdzie są równo przystrzyżone trawniki, gdzie nie walają się zgniecione puszki, i później będziemy cały czas pracować aż zostaniemy bogatymi i też zamieszkamy w domach z równo przystrzyżonymi trawnikami. Postanowiłem to powiedzieć i naprawdę dotrzymać słowa, dokonać tego wszystkiego dla policjanta, żeby wiedział i pamiętał, że wtedy warto było odwieźć do szpitala nasze dziecko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-417684071866268836?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/417684071866268836/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/07/amerykanski-sen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/417684071866268836'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/417684071866268836'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/07/amerykanski-sen.html' title='AMERYKAŃSKI SEN'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-1134716551740542410</id><published>2009-07-22T16:31:00.000-07:00</published><updated>2009-07-22T17:24:11.242-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USG jamy brzusznej'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piękne wnętrze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gruczoł krokowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pęcherzyk żółciowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ketoprom'/><title type='text'>MAM PIĘKNE WNĘTRZE</title><content type='html'>Mam piękne wnętrze. Należę do tych szczęśliwców, którzy będąc w moim wieku mogą się pochwalić pięknym wnętrze:&lt;br /&gt;"Wątroba niepowiększona. Echogram miąższu jednorodny, rysunek naczyniowy prawidłowy, zmian ogniskowych nie stwierdzono. Drogi żółciowe wewnątrz- i zewnątrzwątrobowe nieposzerzone. Pęcherzyk żółciowy o gładkiej, niepogrubiałej ścianie, konkrementów nie zawiera. Trzustka jednorodna o równych obrysach, niepowiększona, bez zmian ogniskowych. Przewód trzustkowy nieposzerzony.&lt;br /&gt;Śledziona prawidłowej wielkości, jednorodna.&lt;br /&gt;Obie nerki o prawidłowym położeniu, kształcie i wielkości. UKM nieposzerzone. Warstwa miąższowa o prawidłowej echostrukturze i grubości. Ech konkrementów nie stwierdzono. Pęcherz moczowy o gładkich obrysach dość dobrze wypełniony. Gruczoł krokowy jednorodny o wymiarach 37-30-36mm.&lt;br /&gt;Echogramy dużych naczyń prawidłowe, przestrzeń zaotrzewnowa bez uchwytnej patologii".&lt;br /&gt;Tylko, żeby nie było tak całkiem pięknie, bolą mnie nogi poniżej kolan. I nie wiem, czy to bolą mnie kości, czy mięśnie. Moja lekarka z Placu S. powiedziała:&lt;br /&gt;- Panie Karolu, w tym wieku coś musi boleć. Zapiszę panu maść, ketoprom wystarczy.&lt;br /&gt;Niech mi lepiej zapisze maść na ból sumienia, który coraz bardziej mi doskwiera. Lecz tego jej nie powiedziałem. Myślicie, że jestem takim starym bez problemów? Zadziwiłbym was. Może to zrobię.&lt;br /&gt;Badanie USG jamy brzusznej robiłem po raz pierwszy. Lekarka namówiła mnie do tego, gdy przyszedłem do niej po kolejną porcję pigułek nasennych na wypadek, niech to zabrzmi naukowo, eutanazji na własne życzenie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2265854013051666520-1134716551740542410?l=emeryt-polski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/feeds/1134716551740542410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/07/mam-piekne-wnetrze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1134716551740542410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2265854013051666520/posts/default/1134716551740542410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://emeryt-polski.blogspot.com/2009/07/mam-piekne-wnetrze.html' title='MAM PIĘKNE WNĘTRZE'/><author><name>Emeryt</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00631918587651290048</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2265854013051666520.post-3419753820549159157</id><published>2009-07-20T15:25:00.000-07:00</published><updated>2009-07-20T15:38:36.910-07:00</updated><title type='text'>DZIADEK NIE BYŁ WARIATEM</title><content type='html'>DZIADEK NIE BYŁ WARIATEM&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Przed wojną, ostatnią wielką wojną, która w Europie skończyła się wraz z samobójstwem Hitlera i kapitulacją Niemiec, a w świecie dwoma grzybami atomowymi nad Japonią w sierpniu 1945 roku, Henryk Rutkowski, mój dziadek, był administratorem lub dzierżawcą niewielkich majątków na Sandomierszczyźnie. Doprowadzał majątki do jeszcze większych ruin finansowych niż były, kiedy je przejmował. Lecz mimo to później zawsze znajdował nowe dzierżawy, jeśli nie majątek, to młyn, gorzelnię lub tartak. Bankruci wierzyli, że Rutkowski odmieni ich los, i on sam w to mocno wierzył. Co do tego drugiego, opierając się na rodzinnych opowieściach, nie mam wątpliwości. Dziadek wiarą w swoje możliwości zarażał innych. Ale czy spełniał oczekiwania? Jemu samemu zawsze dobrze się powodziło. Nawet jak raz gorzelnia, którą dzierżawił, spaliła się od uderzenia pioruna (wuj Marcjan co prawda twierdził, że w tym czasie nie było żadnej burzy w okolicy) Henryk Rutkowski odszedł z tego interesu wzbogacony o pokaźną kwotę z firmy ubezpieczeniowej. Myślę, że w dzisiejszych czasach dziadek byłby krezusem, gdyby żył.&lt;br /&gt;  W czasie wojny dziadek stworzył oddział partyzancki należący do Batalionów Chłopskich. Przyjąłem wersję, że to były Bataliony Chłopskie, bo czytałem o tym w naukowej książce „Walczą Chłopskie Bataliony”. Jest tam fotografia Henryka Rutkowskiego ps. „Grom”. Podkreślam, że przyjąłem taką wersję, uwierzyłem w nią po prostu, mimo że (znowu) wuj Marcjan śmiał się z tej przynależności do Batalionów Chłopskich i tej naukowej książki o Batalionach. Według wuja, że to był oddział B.Ch., sam „Grom” dowiedział się dopiero po wojnie i chętnie to potwierdził. Wuj szydził, że dziadek politycznie ustawiał się z prądem. Być może się ustawiał i znowu dobrze wybrał. Kilka lat później, jako sławny partyzant, dostał od nowego, ludowego państwa polskiego jakiś ważny medal za udział w bojach (zapraszano go na otwarcia szkół i przedszkoli, na akademie państwowe, na wieczory wspomnień wojennych w jednostkach Ludowego Wojska Polskiego) i posadę dyrektora Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Rogach pod Sandomie
